Bóg przez swych aniołów chroni przed śmiercią i kalectwem na drodze

Fragmenty książki "Uwierzcie w Anioła" w której autor zebrał relacje świadków, którzy doświadczyli anielskiej pomocy

Bóg przez swych aniołów chroni przed śmiercią i kalectwem na drodze

Grzegorz Fels

Uwierzcie w Anioła

Dom Wydawniczy Rafael
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7569-402-4

Spis wybranych fragmentów
Wprowadzenie
ZWYKLI LUDZIE, KTÓRYM POMOGLI ANIOŁOWIE — PRAWDZIWE HISTORIE
Anioł ratuje tonących
Bóg przez swych aniołów chroni przed śmiercią i kalectwem na drodze
Dwa aniołki
Sarna
Anioł odciąga spod kół pędzących samochodów
Anioł ratuje samobójcę

2. Bóg przez swych aniołów chroni przed śmiercią i kalectwem na drodze

 

Śledząc strony internetowe, a konkretnie portal społecznościowy Facebook, natknąłem się pod linkiem moich znajomych na wzmiankę o niezwykłym ratunku, do którego doszło podczas groźnego wypadku samochodowego. Pani Ewa Rowińska, która zamieściła tam tych kilka słów, była i nadal jest przekonana, że pomógł jej wtedy anioł.

Na moją prośbę zgodziła się opisać to zdarzenie nieco szerzej. Sama zamieściła ten opis później na swoim blogu internetowym. Oto jej niesamowita, a jednocześnie prawdziwa historia niespodziewanej interwencji, która uratowała życie i zdrowie całej rodziny:

 

Niedawno minęły dwa lata od naszego wypadku samochodowego[3]. Zima to czas, kiedy dużo myślę o tamtym wydarzeniu.

Byliśmy w drodze z Warszawy do Kielc. Na pokładzie nasza czteromiesięczna córa Marta i mój mąż Tomek obok niej. Mąż zabawiał niezbyt lubiącą podróże Martusię — ja byłam „za kółkiem”. Długo planowaliśmy wyjazd do przyjaciół. Mieliśmy pierwotnie jechać na Sylwestra, nie wyszło. Wreszcie zdecydowaliśmy się ruszyć 2 stycznia, bo był piątek i chcieliśmy wspólnie przeżyć wieczorem Szabat.

Od kilku dni była dobra pogoda, ale właśnie, gdy postanowiliśmy jechać, zaczął padać śnieg. Nie zraziliśmy się. Jadąc, jak zwykle modliliśmy się, także o bezpieczne dotarcie na miejsce, powierzaliśmy się Opatrzności Bożej przez Maryję i naszych Aniołów. Podróż mijała nam dobrze mimo złej pogody. Gdy byliśmy już blisko Kielc, nagle jakiś samochód jadący z naprzeciwka zaczął wyprzedzać kolumnę samochodów, jadąc prosto na nas. Pomyślałam: „Co za wariat spieszy się w taką pogodę?”.

Postanowiłam jednak, że mu ustąpię i zjadę na bok (droga była jednopasmowa, ale miała też takie małe pasy po bokach). Niestety w tym miejscu było trochę śniegu, co spowodowało, że wpadliśmy w poślizg i dwa razy dachowaliśmy. Pomyślałam tylko: „To tak umrę?”.

Natychmiast dodałam: „Jezu, ratuj nas!”, po czym napełnił mnie pokój, dziwne odczucie, że nic nam się nie stanie.

Wszystko trwało ułamki sekund! Gdy opadliśmy na ziemię, doszło do mnie, że pękły szyby. Wiedziałam, że wypadek jest poważny. Momentalnie poczułam przeszywający chłód i usłyszałam płacz Martusi oraz głos Tomka: „O Boże, Tusia ma w buzi szkło!”.

Wypięłam się z pasów i nie patrząc, czy jestem cała, rzuciłam się do córeczki, przekonana, że szkło wbiło jej się w twarz. Okazało się jednak, że tylko mały kawałek upadł Tusi na usta — delikatnie go zdjęłam.

Zaczęli się schodzić ludzie z samochodów, które zaraz przystanęły. Ktoś od razu zaproponował, że weźmie Małą do samochodu, żeby nie zmarzła. Kierowca samochodu, który nas nieomal nie zabił... uciekł.

Zadzwoniłam do Roberta, do którego jechaliśmy. Przyjechał po nas i zabrał do Kielc. W międzyczasie przyjechało pogotowie zobaczyć naszą Tusię oraz policja. W końcu dotarliśmy na Szabat. Był niezwykły! Pełen ciszy, zadumania, głębokiej modlitwy. Marlena, żona Roberta, powiedziała, że to niesamowite, że z takiego wypadku wyszliśmy bez najdrobniejszego zadrapania, że byliśmy niesieni przez Boga. Tak, tak właśnie się czułam! Odczułam wówczas, że byliśmy niesamowicie chronieni, otoczeni, schowani wręcz w Jego dłoniach. Bogu dzięki za uratowanie naszego życia!

Doświadczyłam też, że diabeł walczył z naszym Aniołem. Zły doprowadził do wypadku, samochód nadawał się do kasacji, ale nasz Anioł nie pozwolił, by nam choćby włos z głowy spadł! Nasza modlitwa została wysłuchana — bezpiecznie dotarliśmy do celu, choć nie bez przygód. Zachowaliśmy niezwykły spokój ducha, nie opanowała nas ani rozpacz, ani panika. Chcę zawołać za Psalmistą: „Choćbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną!”.

Ewa Rowińska

 

Widziałem kiedyś taką zabawną naklejkę dla kierowców, na której można było przeczytać: „Jedź tak, żeby Twój Anioł Stróż mógł za Tobą zdążyć”. O niego jednak nie musimy się wcale martwić, bo zdąży z pewnością. Powinno tam być raczej napisane: „Jedź tak, żeby Twój Anioł Stróż nie musiał ratować cię z opresji!”. Choć czasem zaistniała sytuacja bywa przez nas niezawiniona i pomoc anioła jest wówczas niezbędna.

A Ty, drogi Czytelniku, pamiętasz o swym Aniele Stróżu siadając, za kierownicą? Raczej nie? Rzadko?

Widzisz zatem, że warto o Nim pamiętać, odmawiając przed wyruszeniem w drogę choć krótką modlitwę.

[3] Świadectwo to pani Ewa napisała 2 lutego 2011 roku.

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama