„Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6)

„Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6)
Dzisiejsza Ewangelia opisuje rozmowę Jezusa z faryzeuszami, którzy usiłowali Go wystawić na próbę (zob. Mt 19,3). Nie mogąc sprostać Jego mądrości, zależało im na tym, aby Go „przyłapać” na niezgodności z prawem, a później oskarżyć. Przedstawili zatem kwestię dotyczącą oddalenia żony z jakiegoś powodu. Fakt ten powodował w czasach Jezusa poważne konsekwencje w życiu rodzinnym i religijnym. Nie trzeba nikomu uświadamiać, jak ważny jest także dzisiaj, kiedy jest coraz więcej cywilnych rozwodów i kościelnych unieważnień małżeństwa.
Rozmówcy Jezusa powołali się na Mojżesza, który kazał, w określonych kontekstach, dać żonie list rozwodowy i oddalić ją (zob. Mt 19,7). Jezus odnosząc się do tej kwestii, odwołał się do autorytetu o wiele wyższego niż Mojżesz, bo do samego Boga i Jego projektu co do mężczyzny i niewiasty: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem” (Mt 19,5). Zbawiciel dodał następnie słowa, które powtarzane są w czasie celebracji sakramentu małżeństwa: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6).
Ewangelia przypomina nam dzisiaj zatem w sposób bardzo jasny Bożą wolę w odniesieniu do małżeństwa, które pozostaje nierozerwalne także w naszych czasach. Mimo wielu zmian, jakie nastąpiły i następują w społeczeństwie, które z pewnością nie ułatwiają życia w wierności małżeńskiej, nauka Jezusa nie uległa zmianie. Z drugiej strony każdy chrześcijanin jest powołany, choć na różne sposoby, do zachowania w życiu reguł czystości: zarówno ci, którzy się pobierają, jak i ci, którzy „ze względu na królestwo niebieskie sami zostali bezżenni” (Mt 19,12).
W jednym i drugim przypadku nauka Chrystusa wymaga od chrześcijanina ciągłej pracy nad sobą, podejmowania określonych wyrzeczeń, a przede wszystkim otwarcia się na Jego łaskę. To pomaga zwalczać w sobie ową zatwardziałość serca, która cechowała nie tylko wielu członków narodu wybranego w czasach Mojżesza, ale także dla nas wszystkich stanowi realne niebezpieczeństwo zamknięcia się na wolę Boga i szukania szczęścia na własną rękę.
Wymogi dotyczące życia w czystości nie są łatwe do zachowania, tym bardziej, że żyjemy w społeczeństwie, które akurat propaguje inne „wartości”. Wystarczy wspomnieć kult seksu poza związkiem małżeńskim, propagowanie niczym nieskrępowanej wolności w sferze moralnej, używanie środków antykoncepcyjnych oraz pigułki aborcyjnej.
Dzisiaj jesteśmy zaproszeni do tego, abyśmy spojrzeli na nasze powołanie, zarówno to w małżeństwie jak i w celibacie, oczami Stwórcy, który od początku stworzył nas jako mężczyznę i kobietę (zob. Mt 19,4) i który powołał nas przede wszystkim do miłości. To zasadnicze dla nas powołanie jest mocno powiązane z odpowiedzialnością, jak często przypominał nam o tym św. Jan Paweł II. Dzisiaj bardziej niż kiedy indziej musimy pamiętać o tym, że prawdziwa miłość jest wierna, skierowana na drugiego, a nie na siebie.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama