reklama

Cierpliwy aż do śmierci – dziękczynienie za beatyfikację Bł. Michała Giedroycia

Pod przewodnictwem prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu odbywa się dziś w Krakowie dziękczynienie za beatyfikację żyjącego w XV w. zakrystiana bł. Michała Giedroycia.

Relikwie bł Michała Giedroycia spoczywają w kościele św. Marka w Krakowie, gdzie żył i służył przez wiele lat.

Michał Giedroyć urodził się ok. 1420 r. w Giedrojciach, małym miasteczku na Litwie. Pochodził z książęcego rodu. Przyszedł na świat zaledwie kilkadziesiąt lat po tym, jak jego ojczyzna przyjęła chrzest, dlatego uważany jest za pioniera chrześcijaństwa na Litwie.

Patron posługujących w Kościele

Był samotnikiem. Zapewne miała na o wpływ fizyczna ułomność Michała. Chodził o kulach i od dzieciństwa nazywano go chromym. Rodzina widziała, że Michał dużo się modli. Mógł w młodości wstąpić do zakonu, ale nie chciał być obciążeniem dla współbraci. W domowym zaciszu znosił fizyczne niedostatki i poświęcał się sprawom duchowym. Według jego pierwszego biografa, rzeźbił puszki służące kapłanom do przenoszenia Najświętszego Sakramentu chorym. Sam niedomagając, rozumiał, że prawdziwe uzdrowienie przynosi Chrystus. – To świadczy o jego wielkiej wyobraźni, Kościół na Litwie był przecież wtedy bardzo młody, dzieło ewangelizacji dopiero się tam rozpoczynało – uważa s. Adelajda Sielepin CHR. 

– Bł. Michał przez swoją posługę jest opiekunem wszystkich ludzi, którzy pracują w Kościele. Tak wielu, również świeckich podejmuje pracę w Kościele: w mediach, poprzez katechezy, oazy, pielgrzymki, nabożeństwa, grupy modlitewne. Są ludzie, którzy podejmują prace w Kościele, a ich nie widać – podkreśla litewski biskup Jonas Ivanauskas.

Czynił małe rzeczy w wielki sposób

Do Krakowa trafił w dojrzałym wieku, gdy wstąpił do Zakonu Kanoników Regularnych od Pokuty. Tu złożył śluby zakonne. Ze względu na książęce pochodzenie, pomimo kalectwa, mógł ubiegać się o święcenia kapłańskie, chciał jednak pozostać małym, pokornym bratem. W 1461 r. rozpoczął jednak studia na wydziale sztuk wyzwolonych Akademii Krakowskiej, którą ukończył z tytułem bakałarza. Tutaj poznał Jana z Kęt, a przez niego - Izajasza Bonera, Świętosława Milczącego, Stanisława Kazimierczyka i Szymona z Lipnicy. 

Uczonym nie został. Wybrał skromną służbę przy ołtarzu, w nieustannej obecności Chrystusa. Jako zakrystian w kościele św. Marka troszczył się o świątynię, otaczał czcią Najświętszy Sakrament i służył kapłanom do Mszy. – Kiedy Michał służył do Mszy św. i patrzył na Chrystusa Eucharystycznego, zrozumiał, że właśnie z ołtarza płynie misja jego życia. W swojej niezdatności dokonywał czynów, przez które nawracali się ludzie. On nas uczy, gdzie powinniśmy odnaleźć sens naszego życia i powołania – podkreśla ks. Andrzej Wójcik, obecny rektor kościoła św. Marka w Krakowie. 

- Wszystkie małe rzeczy robił z miłością, z poczuciem ogromnego sensu i woli Bożej, nie oszczędzając się w niczym, co było widać w jego wielkiej gorliwości. Ale im bardziej starał się ukryć, tym bardziej Bóg go wydobywał – dodaje s. Sielepin. Jak podkreśla, bł. Michał jest postacią intrygującą, bo „nic nie napisał, nic nie uczynił, ale jego kult trwa 500 lat”. Jadwiżanka wyjaśniła, że skromny zakrystian z kościoła św. Marka w Krakowie żył tak, by nie zasłaniać sobą Jezusa i pielęgnował wielką bliskość z Nim. – On uczy, że nie potrzeba żadnych szczególnych warunków, by więź z Bogiem rosła. Michał pokazuje nie akcje, ale motywacje. Pokazuje ich sens – dodała.

Nie przestawał się modlić, kontemplując mękę Pańską przed krucyfiksem i powierzając się Maryi przed Jej wizerunkiem, nazywanym później obrazem Matki Boskiej Giedroyciowej. Prowadził surowe, wypełnione ciężką pracą i wyrzeczeniami życie. Tradycja mówi, że pewnego dnia Jezus ukazał się pokornemu zakrystianowi, by go utwierdzić w wierze i umartwieniach. Michał miał usłyszeć z Krzyża: „Bądź cierpliwy aż do śmierci, a weźmiesz koronę chwały”. Wyznał to dopiero spowiednikowi przed śmiercią.

Pierwszym krzyżem było dla niego kalectwo, które przyjmował z pokorą, w zjednoczeniu z Chrystusem. – Jego powołaniem nie było cierpienie, ale życie dla Chrystusa i z Chrystusem – zwraca uwagę s. Sielepin. Michał uczy, że bliskość z Bogiem pomaga znosić cierpienia. - Wszystko robił dla Chrystusa i razem z Nim. Trudne doświadczenia umocniły jego bliskość z Jezusem – dodaje.

Cuda i uzdrowienia

Przychodzili do niego chorzy. Uznawany za przyjaciela Boga, proszony był o modlitwę wstawienniczą i był wysłuchiwany. Miał także dar proroctwa, ale ci, którzy przychodzili do niego z próżnej ciekawości, słyszeli tylko: „Bogu to samemu wiadomo. On łaski prorokowania tylko wielkim swoim ulubieńcom czasem użycza, ja zaś wielki grzesznik jestem”. 

Jak podkreśla ks. Kazimierz Skwierawski, Michał spotkał w swoim życiu Jezusa, którego bardzo kochał, i z którym się zaprzyjaźnił. – Michał nie poprzestał na zakonnym regulaminie modlitwy. Wykorzystywał każdą chwilę dnia, aby przed Nim uklęknąć. Wiedział, że trzeba nieustannie wzrastać w miłości, jaką Zbawiciel daje człowiekowi – wyjaśnia. Słynął z miłosierdzia. Otrzymaną jałmużnę przekazywał na potrzeby kościoła i ubogim, dzielił się z nimi wszystkim, co posiadał. 

Asceza i surowe życie doprowadziły do wyczerpania i osłabienia wątłego przecież od dzieciństwa Michała. Gdy jego życie dobiegało końca, przełożony wspólnoty poprosił, by zostawił braciom słowa na przyszłość. Zalecił im miłość, mówiąc: „Gdzie to jest, tam Pan Bóg jest, Bóg jest Miłością, i kto mieszka w miłości, w Bogu mieszka, a Bóg w nim”. 

Nieprzerwany kult

Zmarł 4 maja 1485 r. w opinii świętości. Pochowano go w kościele św. Marka, gdzie przez długie lata żył i pracował. Spoczywa w prezbiterium obok wejścia do zakrystii. 

Tuż po śmierci Michała, za jego wstawiennictwem, zaczęły się dokonywać liczne cuda. Było ich tak wiele, że poszczególne zaczęto spisywać. Poczyniono starania o ogłoszenie pokornego zakonnika świętym, jednak spełzły one na niczym, bo Święte Oficjum wydało w tym czasie dekret z upoważnienia papieża Urbana VIII nakazujący zaniechanie jego kultu publicznego. Mimo to kult nie wygasł. 

Po 500 latach do jego odnowienia przyczynił się wieloletni rektor krakowskiego kościoła św. Marka ks. prof. Wacław Świerzawski, późniejszy biskup sandomierski. W 1985 jego staraniem przygotowano nowennę do Michała Giedroycia trwającą 10 lat. W 1998 r. miało miejsce uroczyste zamknięcie procesu informacyjnego na szczeblu diecezjalnym w sprawie zatwierdzenia kultu br. Michała, a w 2001 r. Stolica Apostolska wydała dekret „Nihil obstat” wyrażający zgodę na wznowienie jego procesu beatyfikacyjnego.

W 2017 r. postulator generalny złożył positio, wymagane w dalszej procedurze beatyfikacyjnej. Po zapoznaniu się z tym dokumentem Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych przekazała propozycję zatwierdzenia kultu do rozstrzygnięcia Ojcu Świętemu, który 8 listopada 2018 r. potwierdził istnienie kultu od czasów niepamiętnych, dokonując tzw. beatyfikacji równoważnej. Stosuje się ją w sytuacjach, gdy istnieje długotrwały, spontaniczny kult danej osoby, ale nie jest możliwe przeprowadzenie procesu kanonicznego z powodu braku wystarczających źródeł historycznych.

Bł. Michał Giedroyć jest patronem chorych, zakrystianów, ale także wspólnot życia konsekrowanego (Zgromadzenia Sióstr Św. Jadwigi Królowej Służebnic Chrystusa Obecnego, Wspólnoty Chrystusa Kapłana, Proroka i Króla), Bractwa św. Zofii oraz Instytutu Liturgicznego Uniwersytetu Jana Pawła II w Krakowie. 

md / Kraków

« 1 »

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

Materiały z serwisu opoka.org.pl wprost na Twoją skrzynkę e-mail

Zamów

reklama