Maksymilian Kolbe po powrocie z Japonii - ostatnie lata przed wojną: wypełniać wolę Niepokalanej!

Maksymilian Kolbe wyjeżdżając na misję do Japonii nie planował powrotu do Polski – był gotów całe swe siły przeznaczyć na rozszerzanie misji Niepokalanej na Wschodzie. Maryja jednak miała inne plany, którym posłusznie podporządkował się pokorny i ufny w jej prowadzenie franciszkanin

Pierwszy raz Maksymilian wyjechał z Japonii do Polski w związku z kapitułą prowincjalną w 1933 r. Zdał wtedy sprawę z tego, co dzieje się na Dalekim Wschodzie, powrócił jednak wkrótce, aby kontynuować swą misję. W 1936 roku Ojciec Maksymilian został ponownie wezwany z Mugenzai no Sono na kolejną kapitułę prowincjalną w Polsce. Tym razem jednak nie wrócił już do Japonii. Został bowiem podczas kapituły wybrany na przełożonego polskiego Niepokalanowa – a było to jednomyślnym pragnieniem wszystkich braci w Niepokalanowie. Czuli, że ojciec Maksymilian jest duszą ich apostolatu i bardzo brakowało go w Polsce.

W tym czasie zdrowie Kolbego mocno już szwankowało. Dla podreperowania swojej kondycji zmuszony był podjąć kurację, wyjeżdżając w sierpniu 1936 r. za zgodą przełożonych do Zakopanego. Zamieszkał w tym czasie na Łukaszówkach. W rzeczywistości  czas, który miał być przeznaczony na odpoczynek, poświęcił na spotkania, opowiadanie o misjach w miejscowych parafiach i koordynację bieżących działań polskiego i japońskiego Niepokalanowa. Świadomość własnych ograniczeń zdrowotnych nie powstrzymała go od podejmowania kolejnych zaangażowań – na ile tylko starczyło mu sił.

O tym, jak bardzo własną wolę podporządkował woli Bożej, świadczyć może list wysłany do o. Mieczysława Mirochny 11 listopada 1936, w którym wyjaśnia, dlaczego zdecydował się zostać w Polsce i nie wracać do Japonii:

Piszesz w liście z dnia 18 IX, że przykro Japończykom, że o. Korube [tak wymawiali jego nazwisko Japończycy] nie powróci. Zapewnij ich, Drogi Ojcze, że Niepokalana sama tak rozporządziła, bo i nie miałem nawet chęci ruszać z Mugenzai no Sono, by kości moje położyć jako fundament pod placówkę, ale opowiadałem już, jak to się stało nie wedle mej woli, lecz wedle woli Niepokalanej, że wyjechałem z Japonii i także że pozostałem w Polsce. Od pierwszej bowiem chwili, jeszcze przed kapitułą oświadczyłem N. O. Prowincjałowi moją gotowość powrotu do Mugenzai no Sono, ale Niepokalana miała inne plany. Jeszcze je nie całkiem rozumiem, ale stopniowo o ile mi to potrzeba do działania. Na razie wiem na przykład, że od nowego roku zacznie wychodzić "Rycerz" łaciński dla kleru na cały świat. Robię też reorganizację Niepokalanowa, by celem nie było wydawnictwo ale MI, a wydawnictwo jednym środkiem pomiędzy innymi środkami. (...) Dziecko Drogie, kochajmy Niepokalaną co dzień więcej i więcej. Tu nie ma i nie może być granicy, a Ona coraz bardziej oczyszczać będzie serce nasze z naturalizmu i przemieni w siebie. Cześć Niepokalanej, to tajemnica, której wielu nie zna jeszcze, a raczej zna i praktykuje tylko powierzchownie, a tymczasem to jest z woli Bożej istota całej świętości.

To znamienne słowa: celem nie jest wydawnictwo, ale rycerstwo Niepokalanej, a serca tych, którzy zaangażowani są w Boże dzieło mają się oczyszczać z „naturalizmu”. Co miał na myśli o. Maksymilian? Przede wszystkim stałe oczyszczanie najgłębszych motywacji, dla których podejmujemy się realizacji Bożych dzieł. Był świadomy, że szybki rozwój Niepokalanowa, wielkie nakłady czasopisma, korzystanie z najnowocześniejszych środków techniki mogą podbudowywać zwyczajne ludzkie ambicje, tak że dzieła te same w sobie mogłyby stać się celem, zamiast środkiem do celu, jakim jest realizacja woli Bożej.

Dla Kolbego istotą była świętość, wyrażająca się przez zgodność naszej ludzkiej woli z wolą Bożą, nie jakiekolwiek mierzalne ludzką miarą osiągnięcia. Kategorycznie mówił do braci: „Żądam, abyście byli świętymi, i to bardzo wielkimi świętymi”. Przy pewnej okazji wyjaśnił też w prosty sposób, jak można to zrobić. Biorąc do ręki kawałek kredy, napisał: v=V. „Oto moja formuła. Czy rozumiecie ją? Małe v oznacza moją wolę (voluntas = „wola” po łacinie). Duże V to Wola Boga. Jeśli zastąpisz znak równości znakiem plus, to masz krzyż:+. Nie chcesz tego krzyża, prawda? W takim razie utożsamiaj swoją wolę z wolą Boga, który chce, abyście stali się świętymi”. Dopóki więc usiłujemy „sumować” własną wolę z wolą Bożą, będziemy odbierać ją jako krzyż, trud. Gdy zaś własną wolę całkowicie poddamy Bożej, doznamy wewnętrznego pokoju. To coś, co sam o. Maksymilian praktykował od wielu lat i tego też uczył swoich braci.

Przy niektórych okazjach ujawniał braciom tajniki swego życia duchowego, w którym nie brakowało głębokich natchnień i objawień. Jedna z takich sytuacji miała miejsce w niedzielny wieczór, 10 stycznia 1937 roku. Po kolacji w świetlicy miało się odbyć przedstawienie religijne w wykonaniu niektórych braci. Tuż przed wyjściem z refektarza Maksymilian ogłosił, że wszyscy są zaproszeni na przedstawienie, ale jeśli ktoś z braci profesów chciałby pozostać w refektarzu i porozmawiać z nim, może to zrobić. Sztuka była dla braci niezwykłą gratką, więc naturalnie większość z nich poszła ją obejrzeć. Kilku jednak pozostało na miejscu. Do nich Maksymilian skierował następujące słowa:

„Moi drodzy synowie, teraz jestem z wami. Rzeczywiście, wy mnie kochacie, a ja was. Ja umrę, a wy pozostaniecie tutaj. Zanim odejdę z tego świata, chcę wam zostawić pewną pamiątkę (...)  Nazywacie mnie 'Ojcem Gwardianem' i taki jestem, bo tym właśnie jestem w klasztorze i w wydawnictwie. Ale czym jestem ponad to? Jestem waszym Ojcem, ojcem jeszcze bardziej niż wasz ziemski ojciec, który dał wam życie fizyczne. Przeze mnie otrzymaliście życie duchowe, a jest to życie boskie; przeze mnie otrzymaliście wasze powołanie zakonne, które jest czymś więcej niż życie fizyczne. (...) Nie patrzcie więc na mnie jak na opiekuna czy dyrektora, ale po prostu jak na Ojca. Z pewnością zauważyliście, że zwracałem się do was jak do moich synów”.

Milczał przez chwilę, zanim przeszedł do wypowiedzenia kolejnych słów:

„Moi drodzy Synowie, wiecie, że nie mogę być z wami zawsze. Dlatego, na pamiątkę, chcę wam coś powiedzieć. O moi drodzy synowie, gdybyście tylko wiedzieli, jaki jestem szczęśliwy. Tak, moje serce przepełnione jest szczęściem i pokojem. Jest to szczęście i pokój, które można znaleźć na ziemi pomimo trudności życiowych. Na dnie mego serca panuje niewysłowiony spokój. Moi drodzy synowie, kochajcie Niepokalaną! Kochajcie Ją, a Ona uczyni was szczęśliwymi. Zaufajcie Jej bezgranicznie. Nie wszyscy mogą zrozumieć Niepokalaną. Można to zdobyć tylko przez modlitwę. Matka Boga to Maryja Najświętsza. Wiemy, co to znaczy „Matka”. Ona jest Matką Boga. Tylko Duch Święty daje łaskę poznania Swojej Oblubienicy, i to komu chce i kiedy chce”

Znów przez chwilę zawahał się: „Miałem wam jeszcze coś do powiedzenia, ale może to wystarczy”. Bracia jednak prosili go, aby kontynuował.

„Dobrze, powiem wam. Jestem bardzo szczęśliwy i wypełniony radością. A powód tego: otrzymałem zapewnienie o Niebie!!!. O moi drodzy synowie, kochajcie Madonnę. Kochajcie Ją tak bardzo, jak umiecie i jak tylko możecie”.

W jego głosie słychać było drżenie. Nastąpiła chwila zupełnej ciszy. „Powiedz nam więcej” – prosili Bracia. „Być może już nigdy nie będziemy mieli takiej «ostatniej wieczerzy»”. 

„Ponieważ nalegacie – kontynuował Maksymilian – będę mówił dalej. To, co powiedziałem powyżej, wydarzyło się w Japonii. To wszystko, co powiem. Nie pytajcie mnie więcej o te sprawy”.

Więcej na temat szczegółów objawienia nie ujawnił braciom. Wyjaśnił jednak, dlaczego uznał, że jest konieczne, aby im o tym wszystkim powiedzieć:

„Wyjawiłem wam moją tajemnicę. Uczyniłem to, aby wzmocnić waszą odwagę i duchową energię na nadchodzące trudności.  Będą trudności i próby, pokusy i zniechęcenie ducha. Kiedy to nastąpi, wspomnienie dzisiejszego wieczoru ożywi was i pomoże wam wytrwać w życiu zakonnym. Umocni was do ofiar, jakich będzie od was wymagać Niepokalana. Moi drodzy Synowie, nie dążcie do rzeczy nadzwyczajnych, ale po prostu wypełniajcie wolę Niepokalanej. Niech się spełni Jej wola, a nie nasza! Bardzo chciałem wam powiedzieć te rzeczy, ale nawet czyniąc to, pragnąłem jedynie, aby Jej wola została spełniona. Dlatego prosiłem, by pozostali tu tylko ci, którzy złożyli śluby wieczyste, i to z własnej woli. Nawet gdy mówiłem do was, trzymałem w ręku mój różaniec, odmawiając Ave Maria, aby rozeznać, czy powiedzieć wam to wszystko. (...) Proszę was, abyście nikomu nie mówili o tym, dopóki żyję”

Prorocze słowa o. Maksymiliana pozostały w pamięci braci: „Przyjdą czasy trudne, czasy próby – pokusy, zniechęcenia”. Odżyły one, gdy nadeszły czasy wojny – pierwsze i drugie aresztowanie ich przełożonego, prześladowanie, przekształcenie Niepokalanowa w obóz dla więźniów i szpital. Ale to już temat na kolejny rozdział opowieści...

 

źródła: Fr. Jeremiah Smith, The Knight of the Immaculate, niepokalanow.pl

« 1 »

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao