Od Rajmunda do Maksymiliana. Służyć Bogu w zakonie, czy zostać żołnierzem i bronić ojczyzny?

Co sprawiło, że młody Rajmund Kolbe wstąpił do franciszkanów i stał się Maksymilianem? Jaki wpływ na jego powołanie miała wizja dwóch koron? Dlaczego na dzień przed wstąpieniem do nowicjatu gotów był zrezygnować i poświęcić się karierze wojskowej?

Młody Rajmund Kolbe nie był jakimś „cudownym” dzieckiem, ale tym, co go wyróżniało było posłuszeństwo wobec rodziców i szczególna wrażliwość na to, co związane było z religią. Gdy ojciec Rajmunda wyjeżdżał do pracy, ten stawał się małym pomocnikiem swojej mamy, pomagając w gotowaniu, sprzątaniu i wielu pracach domowych. Gdy zdarzyło mu się czymś przewinić, z własnej woli przynosił dyscyplinę, prosząc rodziców o ukaranie, a po wymierzeniu karu dziękował rodzicom. Temperament miał na pewno mocny i nieraz wystawiał na próbę cierpliwość matki chłopięcymi figlami. Przy pewnej okazji tak zszargał jej nerwy, że w przypływie emocji krzyknęła: „Mundek, Mundek, nie wiem, co z ciebie wyrośnie!”

Po tych matczynych słowach nastąpiło coś, co miało wpływ na całe późniejsze życie Rajmunda. W sposób zauważalny zmieniło się jego zachowanie, co nie umknęło czujnym oczom matki. Chodziło nie tylko o większy spokój, ale o to, jak często wchodził do pokoju, gdzie stał rodzinny ołtarz Matki Bożej. Po modlitwie nieraz jego oczy były czerwone od łez. Zaintrygowana matka zapytała w końcu wprost: „Popatrz, Mundek, co jest z tobą nie tak? Dlaczego płaczesz jak mała dziewczynka?”. Chłopiec opuścił głowę, nie chcąc odpowiadać na pytanie. Ale mama naciskała:  „Moje dziecko, musisz powiedzieć wszystko swojej matce; nie bądź nieposłuszny”. Chłopiec ze łzami w oczach wyznał: „Mamo, kiedy powiedziałaś mi: Mundek, nie wiem, co z ciebie wyrośnie, bardzo mnie to zasmuciło, dlatego poszedłem zapytać Najświętszą Pannę o to, czym będę. Później, w kościele, zapytałem ją jeszcze raz. Wtedy ukazała mi się, trzymając dwie korony, białą i czerwoną. Czule spojrzała na mnie i zapytała, którą wybiorę; biała oznaczała, że będę zawsze czystym, a czerwona, że umrę jako męczennik. Wtedy odpowiedziałem Najświętszej Pannie: «Wybieram obie!» Ona uśmiechnęła się i znikła”. Mówił to z takim przekonaniem, że matka uwierzyła jego słowom, które znajdowały też potwierdzenie w radykalnej zmianie w jego zachowaniu.

Rajmund miał wtedy zaledwie dziesięć lat. Mniej więcej trzy lata później w Pabianicach miały miejsce misje prowadzone przez franciszkanów konwentualnych. Po zakończeniu misji jeden z ojców ogłosił, że jego przełożeni otworzyli we Lwowie niższe seminarium dla młodzieży pragnącej poświęcić się Panu Bogu w Zakonie św. Franciszka. Rajmund i jego starszy brat Franciszek byli tym zachwyceni, gdyż obaj myśleli o zostaniu kapłanami. Niezwłocznie przedstawili tę propozycję swojej matce i ojcu. Nie znamy szczegółów tego wydarzenia, ale wiemy, że rodzice nie stawiali żadnych przeszkód, aby ich dwaj starsi synowie zostali księżmi. Obydwaj chłopcy mieli już wystarczające wykształcenie, aby wstąpić do seminarium. Franciszek, jako starszy z nich, miał możliwość uczęszczania do miejscowej szkoły handlowej. Rajmund nie miał tyle szczęścia. Był potrzebny w domu. Jednak z pomocą miejscowego proboszcza i sąsiedniego aptekarza, został przygotowany na tyle dobrze, że zdał egzamin do drugiej klasy szkoły handlowej w tym samym czasie co jego brat.

Był jednak jeden problem: w tym czasie Polska podzielona była między trzy mocarstwa. Pabianice znajdowały się w strefie rosyjskiej, a seminarium w austriackiej. Przekraczanie granic stref było mocno utrudnione, a w wielu przypadkach wprost zabronione. Chłopcy musieli więc przedostać się przez granicę potajemnie. Na szczęście obyło się bez przeszkód i niedługo znaleźli się we Lwowie, gdzie spędzili kilka następnych lat, zdobywając wykształcenie średnie i podstawowe przygotowanie do kapłaństwa.

Czas mijał szybko. Rajmund miał zamiłowanie do matematyki i nauk ścisłych, ale tym, co najbardziej go pociągało była sfera duchowa. Wizja dwóch koron pozostawała stale w jego pamięci. Miłość do Maryi nie tylko nie osłabła, ale jeszcze wzrosła. To właśnie w tym okresie obiecał, że będzie rycerzem Matki Bożej, chcąc zdobywać dla niej dusze. Ten militarny rys duchowości Rajmunda miał jednak stać się także przyczyną duchowego kryzysu, którego doświadczył niedługo przed rozpoczęciem nowicjatu.

Rajmund miał już wtedy około szesnastu lat. Dzień przed wstąpieniem do nowicjatu Franciszkanów Konwentualnych zaczęły w jego głowie rodzić się wątpliwości. Czy było to tylko zmaganie się z własnymi myślami, czy może jakaś diaboliczna pokusa? Młodzieniec zaczął zastanawiać się, czy idei wojskowej służby nie powinien rozumieć dosłownie, a nie tylko jako duchowej przenośni. Czy nie powinien służyć Matce Bożej wybierając drogę kariery wojskowej? Przez umysł chłopca przetaczały się różne myśli, rozmawiał też o tym z bratem – Franciszkiem. Argumenty Rajmunda były tak przekonywujące, że uległ im także brat i obydwaj gotowi byli już zwrócić się do prowincjała, oznajmiając mu, że nie chcą wstępować do zakonu. W tym momencie jednak pojawiło się kolejne opatrznościowe zdarzenie. Do furty zakonnej zadzwonił dzwonek – i, jak się okazało, była to Marianna Kolbe, matka obu braci, która przyjechała z niezapowiedzianą wizytą. To, co pragnęła im przekazać, było jeszcze większą niespodzianką: oto ich młodszy brat, Józef, postanowił zostać zakonnikiem, a w związku z tym, za zgodą męża Juliusza, ona sama także może poświęcić swoje życie Bogu w zakonie! Oboje od pierwszego roku po ślubie należeli do III zakonu św. Franciszka, teraz jednak Marianna pragnęła zrealizować swoje powołanie do życia zakonnego w bardziej ścisły sposób.

Ta wiadomość była dla obu braci jasnym znakiem, czego oczekuje od nich Bóg. Wątpliwości znikły i obydwaj udali się do prowincjała, aby powiedzieć mu, że chcą wstąpić do nowicjatu. Następnego dnia, 4 września 1910 r. Rajmund został bratem Maksymilianem. W swym powołaniu wytrwał aż do męczeńskiej śmierci w Auschwitz. Jego starszy brat odszedł z zakonu w czasie I wojny światowej przed złożeniem ślubów wieczystych, uznając, że jego obowiązkiem jest walka w obronie Polski. Marianna Kolbe jako tercjarka franciszkańska związała się z krakowskimi Siostrami Felicjankami i przez 33 lata była furtianką w ich klasztorze. Dla jej męża, Juliusza, samotność była trudnym doświadczeniem, jednak ze zrozumieniem podchodził do decyzji żony. Gdy ich syn Franciszek, wstąpił do Legionów, oboje rodzice byli głęboko poruszeni, ale jednocześnie zmartwieni jego decyzją. Pod wpływem Marianny Juliusz udał się na front, aby odszukać syna. Nie jest jasne, co zdarzyło się później. Według niektórych źródeł sam także został legionistą, według innych – współpracował z wywiadem austriackim. To, co jest pewne – że zginął w trakcie działań wojennych. Niejasne losy ojca były przez długie lata zmartwieniem dla całej rodziny.


Materiał powstał w ramach projektu „Polska energia zmienia świat” dzięki wsparciu Partnerów: Fundacji PGE, Fundacji PZU, dofinansowaniu ze środków Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w ramach Funduszu Narodowego; Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Funduszu Patriotycznego oraz Sponsorów ENEA S.A. , KGHM Polska Miedź. Mecenasem Projektu jest Tauron Wytwarzanie S.A. Partnerem medialnym jest telewizja EWTN.

 

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama