Odkryła, że w oczach Boga zawsze jest pełna wdzięku! Piękne świadectwo Ewy Zalewskiej

Co się stało, że Ewa przestała szukać potwierdzenia własnej wartości u ludzi? Na zdjęciu widzicie uśmiechniętą kobietę, ale niejedno w życiu przeszła. Dziś dzieli się pięknym świadectwem, jak Pan Bóg zadziałał, i wciąż działa, w jej codzienności.

Ewa Zalewska jest ewangelizatorką, pracowniczką biura wspólnoty Przyjaciele Oblubieńca i jej członkinią, a także członkinią Palotyńskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji. W rozmowie z Krzysztofem Sowińskim, dzieli się swoją drogą do wiary i przyjaźni z Jezusem. Co się stało, że przestała szukać potwierdzenia własnej wartości u ludzi? Czemu interesuje się rozwojem integralnym? Czy można głosić Jezusa nie wprost? Jak to robić? 

Ewa urodziła się w katolickiej rodzinie. Była głęboko wychowywana w wierze. Jej rodzice chodzili częściej do kościoła niż tylko w niedziele. Od 4 klasy szkoły podstawowej Ewa należała do wspólnoty. Była uczestniczką oazy. Była bardzo zaangażowana i aktywna w Kościele. „Myślę, że miałam szczęśliwe dzieciństwo, ale na pewnym etapie doświadczyłam bardzo mocnego odrzucenia przed rówieśników w szkole. To zaczęło zamykać moje serce na życie, zakradła się w nie ciemność. Zaczęłam odczuwać bezsens. Do tego doszło bardzo trudne doświadczenie, które zaważyło na mojej relacji z Bogiem. To była śmierć mojego taty. Kiedy miałam 14 lat, byłam w gimnazjum, odszedł z tego świata i to było kluczowe wydarzenie, jeśli chodzi o wiarę w Boga. Ono zachwiało mój odbiór Boga, jako Boga Ojca, ponieważ mój tata umierał na moich oczach, w naszym domu. Nie byłam w stanie mu pomóc. Klękałam do modlitwy i zaczęłam żarliwie wołać do Boga: „Boże, uratuj go!” I kiedy przyjechało pogotowie, kiedy go reanimowali na górze, to my na dole się modliliśmy, aby tata przeżył. Jednak to się nie stało...” – dzieli się Ewa.

„Ja wtedy, jako 14-letnia dziewczyna w ogóle tego nie przełożyłam na relację z Bogiem. Dopiero kilkanaście lat później, podczas jednej z rozmów z kierownikiem duchowym, zobaczyłam, że ja tak naprawdę wtedy uznałam, że Bóg nie jest mocny, że jest słaby, że nie ma realnego wpływu na moje życie. Uznałam, że Bóg jest takim dziadkiem, gdzieś tam w chmurach, który po pierwsze mnie nie kocha, nie słucha moich modlitw, i że to, co słyszałam na katechezie to jest tylko teoria” – dodaje.

Mimo tego, Ewa cały czas wtedy angażowała się w życie kościelne, w oazę, była animatorką. Jednak nie miała prawdziwej, głębokiej relacji z Bogiem. Brak ojca zaczął wpływać także na jej relację z innymi ludźmi, szczególnie z płcią przeciwną. Ewa zaczęła szukać miłości w świecie. Zaczęła szukać akceptacji, szukać odpowiedzi na pytanie, czy w ogóle jest wartościowa, czy jest piękna, czy się do czegoś nadaje. Zaczęła tego wszystkiego szukać w oczach innych ludzi. 

„Początek studiów był takim momentem, kiedy ja chciałam nieco zerwać z moją „kościółkową łatką”. Bo wiele osób zawsze widziało we mnie taką grzeczną Ewę, zaangażowaną w Kościół, gdy tak naprawdę ja czułam się jak ten starszy syn z przypowieści. Byłam w Kościele, ale tak naprawdę nie doświadczałam pełni mocy, pełni miłości, która jest w Bogu. Czułam się jak faryzeusze, gdzie z zewnątrz wszystko jest idealne, a ja wewnątrz umierałam... I na studiach zaczęły się imprezy. I ja też chodziłam, od imprezy do imprezy. Jednak nie trwało to długo, bo doświadczyłam, że ja nie szukam takiego towarzystwa. Zobaczyłam, że Ci ludzie, żyją tylko tym. A ja szukałam czegoś więcej. Miłości, pokoju... A to towarzystwo mi tego absolutnie nie dawało. Oddalałam się wręcz od Boga. Nawet zatajałam pewne grzechy na spowiedzi... Cały czas chodząc jednak do kościoła” – wyznaje Ewa.

„I w pewnym momencie, w moim sercu, które coraz bardziej umierało, zaczęło się coś dziać. W 2009 roku zamieszkałam w Lublinie. I do kościoła pallotynów przyjechał ks. Krzysztof. Były pierwsze modlitwy o uzdrowienie, pierwsze akcje ewangelizacyjne... Ja zaczęłam się wreszcie konfrontować z tym, co jest w moim sercu, z tym, do czego Bóg mnie zaprasza, poprzez Słowo głoszone przez księdza. Słowo zaczynało ożywiać moje serce. Później na zaproszenie ks. Krzysztofa, pojechałam na kurs Filip, obecnie kurs Nowe Życie. I to był mój początek przygody ze szkołą Nowej Ewangelizacji” – mówi Zalewska.

Ewa dzieli teraz swoje życie, na czas przed tym kursem i po tym kursie. 24 kwietnia 2010 roku wyznała z mocą, z wiarą, że Jezus jest jest jedynym Panem i Zbawicielem. To był dzień, kiedy doświadczyła obecności Żywego Boga, poznała Go takim, jakim jest naprawdę, a nie jak ona wyobrażała sobie przez wszystkie wcześniejsze lata, i od tej chwili jej życie zaczęło być inne...

Całość do posłuchania na kanale SOWINSKY na YouTube. Zachęcamy także do zobaczenia inicjatywy Ewy, czyli profilu „Pełna wdzięku” na Facebooku. Ewa dziś chce pokazywać, że prawdziwe piękno jest w nas. Pomaga szczególnie kobietom spojrzeć na siebie oczami Boga.

źródło: SOWINSKY-youtube.com

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama