Św. Maksymilian Kolbe: Czy Bóg zsyła na nas życiowe trudy i przeciwności?

W jednym ze swych ostatnich pism św. Maksymilian wyjaśnia, czym jest całkowite oddanie się Maryi i jak powinniśmy postępować w sytuacjach, gdy spotykają nas różne życiowe trudności. Gdzie w tym wszystkim jest wola Boża, a gdzie dopust Boży?

Pytanie o to, jak w naszym życiu rozumieć wolę Bożą i jak ma się ona do różnych życiowych przeciwności, nie jest pytaniem banalnym. Wiemy, że Bóg nas kocha i nie możemy Mu przypisywać zła. Z całą pewnością nie zsyła na nasze głowy nieszczęść i trudów. Można jednak zgodnie z prawdą powiedzieć, że te nieszczęścia i trudy są zgodne z Jego wolą. Jak pogodzić jedno z drugim?

Maksymilian, zgodnie ze swą maryjną duchowością, odnosi wszystko do Niepokalanej. Jej wola bowiem nie może być w żaden sposób sprzeczna z wolą Boga. Jak pisze święty franciszkanin: „Jej wola jest tak doskonała, że w niczym się od woli Bożej nie różni”. Gdy więc mówi o powierzeniu swego życia Maryi, zaufaniu do Niej, zdaniu się na Jej wolę, należy to jednocześnie odnosić do samego Boga – Maryja bowiem nic nie zatrzymuje dla siebie i byłoby absurdem widzieć tu jakikolwiek dualizm czy rozdzielenie. Jest ona Pośredniczką – przez Nią my zwracamy się ku Bogu i przez Nią Bóg udziela nam łask. To jednak nie wszystko: zawężenie naszej relacji do Boga do „udzielania łask” byłoby czymś niewłaściwym. Chodzi o coś więcej: o to, aby pozwolić się Bogu prowadzić, aby to On kierował naszym życiem. Najpewniejszym zaś sposobem uznania i przyjęcia tego Bożego kierownictwa – jak to widzi Maksymilian – jest powierzenie się Maryi.

W tym kluczu należy rozumieć słowa, które pisze o woli Maryi:

1. Pozwól się Niepokalanej prowadzić - cokolwiek nie zależy od twej woli, to na pewno Ona dopuszcza na ciebie, chociażby to pochodziło ze złej woli innych. Ona chce, by cię to spotkało.

2. Odpowiedz na to albo: a) nie zwracając uwagi, jeżeli to nie dopomaga ci ani przeszkadza do osiągnięcia celu zbliżenia się do Niej, umiłowania Jej, Jezusa, Ojca; albo b) używając (idąc za tym), jeżeli dopomaga, albo c) zwalczając, jeżeli przeszkadza. - Ona chce, byś tak czynił.

W tych dwóch krótkich wskazaniach zawarta jest niezwykle istotna prawda o relacji naszej ludzkiej woli do niezmiennej woli Bożej. Wszystko, co nas w życiu spotyka, gdy oddamy swe życie Bogu, jest zgodne z Jego wolą, ale nie oznacza to, że to Bóg jest bezpośrednim sprawcą trudów, przeciwności, chorób, nieszczęść czy jakiegokolwiek zła. Maksymilian pisze jasno o „złej woli innych”, a biorąc pod uwagę, że słowa te przelał na papier w roku 1940, gdy wiele zła sam doznał ze strony nazistów (było to już po pierwszym aresztowaniu i pobycie w obozie jenieckim), z pewnością wiedział, co znaczy „zła wola”.

Jak pogodzić tę ludzką „złą wolę” z dobrą wolą Boga, który dopuszcza te wszystko, co spada na nas w życiu? Odpowiedź kryje się w drugiej regule, która wskazuje na trzy możliwe scenariusze. Pierwszy z nich to życiowe okoliczności, które nie mają wpływu na nasze życie duchowe. Być może są one dla nas ciężarem, ale w ostatecznym rozrachunku nie mają istotnego znaczenia. Wobec takich zdarzeń i okoliczności powinniśmy zachować (na ile to możliwe) obojętność, czy może lepiej powiedzieć: emocjonalny dystans. Chodzi o to, aby nie przejmować się nadto, nie zwracać uwagi na to, co mało istotne.

Drugi scenariusz to sytuacja, gdy życiowe przeciwności służą wzrostowi naszej relacji do Boga. Być może chcielibyśmy uniknąć trudów i cierpień, ale to właśnie wśród nich hartuje się nasz duch i wzrasta nasze dziecięce zaufanie do Boga. Gdyby wszystko w życiu szło po naszej myśli, bardzo łatwo popadlibyśmy w samozadowolenie i duchowe lenistwo. Powinniśmy więc patrzeć na wszelkie trudy i przeciwności jako na wyzwanie, które mamy podjąć. Nie uciekać od nich, ale wykorzystać dla naszego własnego dobra duchowego, a być może także – dla dobra innych.

Trzeci scenariusz wreszcie ma miejsce wtedy, gdy życiowe okoliczności szkodzą naszej relacji z Bogiem. Tym bardziej nie powinniśmy wtedy być obojętni, ale starać się zwalczać to, co jest przeszkodą. Maksymilian nie precyzuje tu, w jaki sposób powinniśmy to robić, ale nieco niżej powołuje się na zasadę św. Augustyna „miłuj i czyń, co chcesz”, można więc uznać, że kluczową zasadą jest tu miłość (Boga i bliźniego), natomiast konkretne środki zależą od danej sytuacji i naszego rozeznania. Można wyobrazić sobie sytuację, w której potrzebujemy wyciszenia, ponieważ chcemy się modlić, tymczasem ktoś nieustannie nam przeszkadza, zagadując nas czy chcąc czegoś od nas. W tym przypadku nie jest możliwa ani obojętność ani akceptacja, ale konieczne jest „zwalczanie” – byle z miłością. Nie chodzi o to, aby się żachnąć, albo z gniewem powiedzieć drugiej osobie „odczep się”, ale asertywnie i jasno ustalić granicę: teraz jest czas, który przeznaczam na modlitwę i ten czas jest „świętym terytorium”, na które nikt nie ma prawa wkroczyć. Nie mówimy rzecz jasna o sytuacjach nadzwyczajnych (gdy zdarzy się jakiś wypadek wymagający naszej natychmiastowej uwagi), ale o normalnym, codziennym życiu.

Czy łatwo jest w ten sposób podchodzić do życiowych przeciwności i wyzwań? Z pewnością nie! Maksymilian wyraźnie pisze dalej, że grożą nam upadki. Nie powinniśmy się tym zniechęcać, ale natychmiast zwracać do Maryi jako naszej Matki, a przez nią do Jezusa: „Mamusiu Droga, przebacz i wyproś przebaczenie u Jezusa”. Nie chodzi więc o życiowy idealizm, ale o realizm. Bóg nie wymaga od nas doskonałości w sensie bezgrzeszności – to byłoby niemożliwe tu, na ziemi. On pragnie naszego zaufania i stałej postawy nawrócenia ku Niemu. Nie wymaga też emocjonalnych wzlotów: „gdybyś czuł się oschłym i nie mógł wzbudzić uczuć miłości, nie martw się tym, bo to nie należy do istoty miłości”. Ważne jest nasze nastawienie na pełnienie woli Bożej, a nie chwilowy stan naszych uczuć!

Czy wolą Bożą jest, aby nasze życie obciążone było trudami, nieszczęściami, chorobami i wszelkimi przeciwnościami? Z pewnością nie w tym sensie, jakoby Bóg celowo miał to wszystko zrzucać na nasze barki. Bóg jednak widzi większe dobro niż to, co my dostrzegamy z naszej ziemskiej perspektywy. Tym dobrem nie jest komfortowe życie na ziemi, ale nasz duchowy wzrost aż do osiągnięcia świętości – abyśmy mogli spotkać się z naszym Ojcem w niebie. Bóg więc dopuszcza życiowe trudy, aby wykorzystać je dla naszego wzrostu. Z każdego zła, które nas spotyka, jest w stanie wyprowadzić większe dobro, jeśli tylko powierzymy się Jego prowadzeniu.

Wielką naiwnością byłoby interpretować prawdę o Bożej opatrzności w ten sposób, że Bóg czuwając nad naszym życiem miałby uchronić nas od jakiegokolwiek trudu, wysiłku i przeciwności. To byłoby antywychowawcze. Pomyślmy, co stałoby się z naszym własnymi dziećmi, gdybyśmy tak właśnie je traktowali, chroniąc je przed wszelkim wysiłkiem? Na kogo by wyrosły? Na egoistycznych próżniaków! Życie jest wspaniałą przygodą, ale nie jest bajką. A my nie jesteśmy powołani do wygodnego życia ani do bierności, ale do aktywnego zmagania się z przeciwnościami – dla naszego własnego zbawienia i zbawienia innych.

 

 

Opracowano na podstawie: Niepokalana twoja – ty Jej (5-20.08.1940).

 


Materiał powstał w ramach projektu „Polska energia zmienia świat” dzięki wsparciu Partnerów: Fundacji PGE, Fundacji PZU, dofinansowaniu ze środków Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w ramach Funduszu Narodowego; Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Funduszu Patriotycznego oraz Sponsorów ENEA S.A. , KGHM Polska Miedź. Mecenasem Projektu jest Tauron Wytwarzanie S.A. Partnerem medialnym jest telewizja EWTN.

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama