Ma odciążyć sądy, choć dotyczy 0,26 proc. spraw cywilnych w Polsce. Podobno nie zachęca do rozstania, choć w innych krajach takie rozwiązania spowodowały zwiększyły liczbę rozwodów. Sejm rozpoczął pracę nad projektem umożliwiającym przeprowadzenie rozwodu bez sądu. To jedna z kilku inicjatyw uderzających w trwałość rodziny.
„To próba destabilizacji małżeństwa” – powiedziała o rządowym projekcie Maria Kurowska z PiS. Zaprezentowany przez wiceministra sprawiedliwości Sławomira Pałkę projekt zakłada, że rozwód będzie można przeprowadzić u urzędnika stanu cywilnego. W teorii ma to być legalne wtedy, kiedy małżeństwo będzie trwało od przynajmniej roku, oboje małżonkowie zgodzą się na rozstanie i nie mają wspólnych małoletnich dzieci, a małżeństwo uległo trwałemu rozkładowi (zanik więzi ekonomicznej, fizycznej i emocjonalnej).
Prezentacja projektu zbiega się w czasie z innym uderzającym w małżeństwo krokiem – planowanym wprowadzeniem zmian w dokumentach urzędów stanu cywilnego umożliwiających uznawanie za małżeństwa związków jednopłciowych. Rząd pracuje także nad projektem umożliwiającym przeprowadzenie rozwodu u notariusza.
A ja mówię, że nie ma danych
Podczas sejmowej debaty wiceminister Pałka zapewniał, że pominięcie sądów w procesie rozwodu nie spowoduje, że decyzje o rozstaniu będą podejmowane pochopnie. Posłanka Kurowska przytoczyła dane z Hiszpanii (przeszło dwukrotny w ciągu 2 lat) i Portugalii, gdzie liczba rozwodów po wprowadzeniu podobnych rozwiązań skoczyła, podobnie było też we Włoszech. Pałka odpowiadał, że nie ma takich danych.
Wiceminister przekonywał, że przeniesienie części rozwodów z sądów do urzędów odciąży sądy. Jednocześnie rządowe dane wskazują, że rozwody par bezdzietnych to 0,26 proc. procesów cywilnych w Polsce. Trudno się więc spodziewać, by w sądach cokolwiek się poprawiło.
Jak urzędnik sprawdzi fakty?
Poza podstawową wadą, jaką jest ułatwianie rozwodów, projekt ma wady, których nie wyjaśniły tłumaczenia wiceministra i posłów rządzącej koalicji. Nie wiadomo, w jaki sposób urzędnik miałby stwierdzać rozpad pożycia małżeńskiego. Nie ma do tego żadnych narzędzi, a jedynie deklaracje małżonków. Skąd będzie wiedział, czy nie doszło do jakiegoś przymusu? Pozasądowy rozwód będzie można unieważnić w sądzie, a wnioskować o to mógłby mąż, żona, ale także prokurator. To jednak odwracanie decyzji, która została już podjęta; w dodatku prokurator musiałby w praktyce najpierw zostać poinformowany o tym, że z rozwodem było coś nie tak.
Fikcją może się okazać także zasada, według której rozwód bez sądu byłby opcją tylko dla par bezdzietnych. Procedura jest tak szybka, że mogą się zdarzać sytuacje, kiedy kobieta dopiero po fakcie zorientuje się, że jest w ciąży; może to też ukryć, jeśli uzna, że tak jest wygodniej. Dla niektórych przyspieszenie procedury może zresztą być motywacja do tego, żeby dziecka się pozbyć.
Prace idą dalej
„Uderzacie w instytucję małżeństwa” – mówił do autorów ustawy Piotr Uściński z PiS. Posłowie koalicji przekonywali z kolei, że ludzie i tak się rozwodzą, a projekt usprawni tylko procedury. Henryka Krzywonos-Strycharska z KO stwierdziła, że politycy PiS mają „po trzy rozwody kościelne”. Wicemarszałek Krzysztof Bosak wyjaśnił jej, że nie istnieje coś takiego, jak „rozwód kościelny”m istnieje natomiast stwierdzenie nieważności małżeństwa. Posłanka Krzywonos-Strycharska nie wyjaśniła jednak, kto miał za sobą aż trzy nieważne małżeństwa.
Wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu został odrzucony głosami koalicji oraz partii Razem. Za odrzuceniem głosowali posłowie PiS, Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz koła Demokracja, a także jeden poseł PSL.
Źródło: sejm.gov.pl
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.