Pielgrzymka do Taylor w Teksasie

Z pielgrzymkami kojarzą się zwykle doskonale rozpoznawalne miejsca, takie jak Rzym, Jerozolima, Lourdes czy Fatima, a w Polsce – Jasna Góra. Zapewne nie tylko Europejczykom nie przyjdzie do głowy Taylor w Teksasie. Co kryje to niewielkie miasteczko?

W zeszłym roku bp Joe Vásquez nazwał tamtejszy kościół jednym z pięciu miejsc pielgrzymkowych w diecezji Austin, choć niewiele osób wie o jego istnieniu.

To małe wiejskie miasteczko, oddalone o pół godziny jazdy na północny wschód od Austin.  Droga do Taylor z autostrady stanowej wiedzie przez pola kukurydzy. Za punkty orientacyjne służą biała wieża ciśnień z wymalowaną uśmiechniętą buźką, zawalona stodoła i samotna wieża kościoła luterańskiego w Nowej Szwecji. W samym Taylor widać jeszcze „stary Teksas”, choć coraz mocniejszy staje się wpływ rozrastającego się Austin, którego przedmieścia z każdym rokiem zbliżają się do miasteczka.

Dwie przecznice od głównej ulicy Taylor znajduje się coś, co wygląda jak zupełnie przeciętna parafia katolicka – kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, zbudowany w 1894 r. i przebudowany w roku 1955. Po drugiej stronie ulicy – Szkoła Katolicka Najświętszej Marii Panny. Łatwo ulec złudzeniu, że to wymierająca wiejska parafia, kolejna ofiara sekularyzacji. Jednak pozory mylą.

„Przyjdź na Mszę w niedzielę rano, a poznasz jedną z kwitnących wspólnot katolickich w Ameryce” – zapewnia Samuel D. Samson, opisując także wystrój kościoła z jego lśniącą marmurową podłogą, błękitną ścianą nad ołtarzem, rozetą, drewnianymi konfesjonałami i wielkimi organami, stojącymi na chórze. Co ważniejsze, nie są to – jak zapewnia – „relikty utraconej świetności”.

„W weekendy kościół jest pełen ludzi — nie tylko osób starszych, ale tętniących życiem, dużych rodzin. Zgromadzeni śpiewają głośno wraz z chórem, a najmłodsi biorą w tym udział. Po Mszy zbierają się, aby porozmawiać i śmiać się, po czym udają się na brunche organizowane w domach parafian” – opisuje autor. W ciągu tygodnia między kościołem a położoną naprzeciw szkołą kursują uczniowie. Codziennie są na Mszy św., sprawowanej uroczyście, choć nie po łacinie. S. D. Samson zauważa, że „konserwatywni katolicy mogliby to nazwać «właściwie rozumianym Novus Ordo»”.

„W harmonogramie nie ma Mszy św. po łacinie. Liturgia jest raczej praktyczna – docenia historię i tradycję Kościoła, ale także jest świadoma epoki, w której istnieje, i parafian, którym służy” – pisze.

Najciekawsze jest jednak to, że pięć lat temu wszystko, włącznie z wystrojem kościoła, wyglądało zupełnie inaczej. Wnętrze było stonowane, marmurowe podłogi pokrywała zatęchła wykładzina, sprzęt muzyczny ustawiono przed kościołem, konfesjonały miały zostać usunięte, organy zbierały pajęczyny. Kościół Najświętszej Marii Panny był wymierającą wiejską parafią katolicką.

Zaczęło się od szkoły. Podczas gdy wiele szkół katolickich ulegało sekularyzacji, szkoła w Taylor poszła pod prąd, przyciągając tym rzesze rodzin poszukujących autentycznej edukacji religijnej. Po napływie nowych uczniów przyszedł czas na budowanie społeczności, otwartej właśnie na duże rodziny.

Kościół uruchomił nowe inicjatywy, takie jak liczne terminy sakramentów dla zapracowanych rodziców, pokój dla kobiet z małymi (płaczącymi) dziećmi, i kursy formowania wiary dla dorosłych. Kościół Najświętszej Marii Panny stał się miejscem, do którego chciały się udać rodziny, źródłem wspólnoty zarówno dla rodziców, jak i dzieci.

Potem nastąpił remont – a właściwie ponowne odkrycie – starego wnętrza kościoła i reaktywacja duszpasterstwa muzycznego. Choć pierwsze kroki były trudne, rozwinął się chór, a społeczność pokochała organy i pełne szacunku hymny. Muzyczna zmiana (w którą zaangażowany był autor tekstu dla First Things) stała się katalizatorem szerszego projektu renowacji kościoła. W stosunkowo krótkim czasie naprawiono organy, usunięto brzydki dywan i ponownie odsłonięto piękne wnętrze świątyni.

„Niewiele jest w historii parafii Najświętszej Marii Panny rzeczy, których nie można by powtórzyć gdzie indziej” – zaznacza Samuel D. Samson. Transformację, zgodnie z duchem posoborowym, napędzali parafianie – bez duchownych supergwiazd, watykańskich dekretów i ideologicznej sztywności. Była w tym także typowo amerykańska przedsiębiorczość, tym razem zaangażowana w działanie na rzecz budowania wiary i rodziny.

„Jednak prawdziwy geniusz transformacji tkwi w jej prostocie. Kościół Najświętszej Marii Panny po prostu starał się zapewnić to, czego potrzebuje codzienny katolik: ortodoksyjną edukację religijną, wspólnotę otwartą na rodziny i pełną szacunku liturgię. Okazuje się, że te rzeczy mają bardzo duży wpływ” – zauważa autor. Zachęca, by każdy kto będzie w Austin, wybrał się krótką pielgrzymkę do Taylor. „Ludzie z St. Mary’s z chęcią Cię poznają” – zapewnia.

Źródło: First Things

« 1 »

reklama

reklama

reklama