„Żyjemy w ciągłym strachu”. Misjonarz o sytuacji w Sudanie

Przedłużający się konflikt w Sudanie dramatycznie odbija się na życiu mieszkańców tego jednego z najbiedniejszych krajów świata. W wyniku strać między wojskiem rządowym a rebeliantami ponad 6 mln ludzi musiało opuścić swe domy.

Misjonarz, który w obawie o swe bezpieczeństwo pragnie zachować anonimowość mówi o dramatycznych warunkach, w jakich żyją ludzie, braku pomocy humanitarnej i systematycznych atakach na kościoły.

Ojciec Jean wskazuje, że praktycznie od kwietnia, kiedy wybuchła kolejna rebelia, ludzie żyją w nieustannym strachu, ponieważ nie wiedzą, kiedy znów zostaną zaatakowani. Podkreśla, że Sudańczycy doświadczają kolejnej dramatycznej traumy, która cieniem kładzie się na ich przyszłości. „Chroniąc się w kościołach ludzie oczekują od nas pomocy humanitarnej, ale też wsparcia duchowego” – wyznaje misjonarz.

„Kościoły były atakowane, plądrowane i niszczone. Nie słyszałem, by bombardowano meczety natomiast niszczenie kościołów jest niemal na porządku dziennym” – mówi papieskiej rozgłośni ojciec Jean. Wskazuje, że chrześcijanie są prześladowani, bo wyklucza ich panujący system. „Politycznie niemożliwe jest mianowanie chrześcijan na wyższe szczeble władz, gdy chodzi o edukację, to żaden chrześcijanin nie uczy w szkołach państwowych” – mówi. Ludzie od lat cierpią z powodu kolejnych konfliktów militarnych i największym ich marzeniem jest życie w pokoju. „Żyjemy w ciągłym strachu. W naszej parafii schronienie znalazło wielu ludzi i nadal przybywają. Zapewnienie im dachu nad głową jest wciąż pierwszym wyzwaniem. Wspieramy ich też żywnościowo i oferujemy pomoc duchową” – mówi misjonarz pracujący na południu tego kraju. Wskazuje, że od początku konfliktu szkoły pozostają zamknięte, mieszkają w nich przesiedleńcy, tak samo jest w kościołach. „Ta sytuacja może trwać latami. Pokój jest trudny do osiągnięcia, w Sudanie wszystko jest trudne” – mówi kapłan prosząc o modlitwę w intencji cierpiących Sudańczyków.

« 1 »

reklama

reklama

reklama