reklama

Chiński miliarder kupił ponad 100 dzieci w USA. Nowa twarz biznesu in vitro

Xu Bo walczył o uznanie ojcostwa w przypadku kilkudziesięciorga dzieci. Dla chińskich bogaczy zamówienie surogatki w Stanach Zjednoczonych to sposób na zdobycie zielonej karty i obywatelstwa. Biznes napędzali obywatele Chin stanowiący 41,7 proc. zagranicznych klientów.

Jakub Jałowiczor

dodane 02.01.2026 16:24

Wniosek Xu został odrzucony przez amerykański sąd, choć w podobnych sprawach ojcostwo zwykle uznawane jest automatycznie. Historię opisał „Wall Street Journal”.

Miliarder z branży gier wideo nie pojawił się osobiście na rozprawie.

Przez łącze tłumaczył, że liczy na uznanie przynajmniej 20 potomków, którzy przejmą po nim interesy.

Nawet jeśli naprawdę jego cel był taki, to dla wielu jego kupuje dzieci u surogatek w Stanach Zjednoczonych w innych celu – syn lub córka dostaje automatycznie obywatelstwo USA. Kiedy zaś ukończy 21 lat, jego rodzic może się starać o zieloną kartę (czyli stały pobyt), a potem także o obywatelstwo. Dotychczas podobną strategię stosowały czasem kobiety, które emigrowały do USA w zaawansowanej ciąży. Tu jednak amerykańskie służby uszczelniły kontrole. Tymczasem surogacja jest w USA niemal nieuregulowana.

Jedna z agencji macierzyństwa zastępczego w wywiadzie dla „New York Timesa” zapewniała, że jej usługi stanowią „tańszą alternatywę dla amerykańskiej wizy EB-5”. Wiza EB-5 umożliwia uzyskanie zielonej karty inwestorowi, który otworzy w USA firmę zatrudniającą 10 osób.

Chiński napęd

W 2024 roku czasopismo „Fertility and Sterility” Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu ogłosiło, że w latach 2014–2020 liczba umów o macierzyństwo zastępcze w Stanach Zjednoczonych wzrosła prawie dwukrotnie. Biznes napędzali obywatele Chin stanowiący 41,7 proc. zagranicznych klientów. Wprawdzie koszt usługi może sięgnąć 200 tys. dol., ale najbogatszych kusi możliwość wyprowadzenia majątku z kraju, w którym z powodu kaprysu urzędnika lub funkcjonariusza bezpieki można stracić nie tylko dorobek życia.

Potrzeby klientów zaspokaja wysoce wyspecjalizowana sieć: zakłady in vitro, agencje pośrednictwa, kancelarie prawne, a także położne i nianie, których zadaniem jest odbieranie noworodków ze szpitali. W wielu przypadkach klienci nigdy nie stawiają się w Ameryce: przesyłają materiał genetyczny, podpisują umowy zdalnie i czekają na dokumenty.

Dzień dobry, poproszę dziesięć ładnych córek

Media podawały, że Xu Bo może mieć nawet 300 dzieci. Zapytana o to agencja surogacji Duoyi Network stwierdziła, że ​​liczba jest nieprawdziwa, bo „po wielu latach starań” miliarder ma „nieco ponad 100” dzieci.

Xu Bo nie jest jedynym bogaczem, który doprowadził system do skrajności.

Milioner z Syczuanu Wang Huiwu miał zamawiać dawstwo komórek jajowych u modelek. W ten sposób chciał doczekać się 10 córek, które będą miały w przyszłości szanse na strategiczne małżeństwa z wpływowymi mężczyznami.

Z usług surogatek korzystał także Elon Musk. Założyciel Tesli ma przynajmniej 14 dzieci z przynajmniej 4 kobietami – partnerkami i surogatkami. Do podobnych absurdów dochodzi zresztą nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Rosjanin Paweł Durow, założyciel Telegramu  oddał swoje nasienie prywatnej przychodni z Moskwy. Zakład na konferencjach, w mediach społecznościowych i na portalach informacyjnych zachwala wysoką jakość materiału genetycznego Durowa i oferuje pieniądze kobietom poniżej 37. roku życia, które zgodzą się na zapłodnienie in vitro. 41-letni programista mieszkający w Dubaju ma już sześcioro dzieci z trzema kobietami, ale oprócz tego spłodził ok. 100 biologicznych potomków w co najmniej 12 krajach. Zapewnia, że jego biologiczne dzieci otrzymają równy udział w spadku.

Źródła: lanuovabq.it, americanbazaaronline.com, lavocedinewyork.com

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

1 / 1

reklama