Gosnel został w 2013 r. skazany na potrójne dożywocie bez możliwości zwolnienia. Przyczyną było zamordowanie trzech noworodków i doprowadzenie do śmierci pacjentki. Prawdopodobnie miał na sumieniu setki narodzonych już dzieci. Aborcje przeprowadzał przez kilkadziesiąt lat.
Gosnell miał 85 lat. Wyrok odsiadywał w więzieniu w Huntingdon w Appalachach. Jak podała służba więziennictwa w Pensylwanii, zmarł w szpitalu 1 marca. Wyrok, na jaki skazano go w 2013 r. dotyczył zabicia trojga dzieci, ale według zeznań pracowników jego zakładu aborcyjnego, Gosnell zamordował setki noworodków. Potrójne dożywocie było częściowo efektem ugody sądowej – aborter nie wniósł apelacji w zamian za to, że tego samego nie zrobiła prokuratura, która mogła wnioskować o karę śmierci.
„Dbam o świętość życia”
Gosnell urodził się w 1941 r. w Filadelfii. Ukończył medycynę i zyskał szacunek jako lekarz ubogich. Miejscowa izba handlowa wyróżniła go tytułem Młodego Filadelfijczyka Roku. Od lat 60. publicznie promował aborcję.
„Jako lekarz bardzo troszczę się o świętość życia. Właśnie z tego powodu przeprowadzam aborcje u kobiet, które tego pragną i potrzebują”
– tłumaczył.
Zakaz prowadzenia kontroli
W 1972 r. przeprowadził aborcje transmitowane w telewizji. W tym samym roku – po okresie pracy w Nowym Jorku – otworzył zakład aborcyjny w Filadelfii. Zarobił na tym fortunę. Dzienne przychody, jak wynika z akt sądowych, wynosiły 10-15 tys. dol. Gosnell i jego żona posiadali co najmniej siedemnaście nieruchomości w czterech stanach, w tym dom wart 1 mln dol. w New Jersey. Przez lata wykonywał aborcje, łącznie z późnymi. Wprawdzie złożono przeciw niemu łącznie ponad 40 doniesień, dotyczących zwykle warunków higienicznych. Jedna z klientek zeznała, że pozostawiono ją bez opieki i była bliska śmierci. W 2000 r. inna klientka zmarła. Nie przeszkodziło to Gosnellowi w kontynuowaniu działalności. Władza mu sprzyjała. W Pensylwanii aborcje były – i do dziś są – możliwe do 24. tygodnia ciąży. W dodatku w 1995 r. gubernatorem został Tom Ridge, Republikanin, ale jawny zwolennik aborcji. Ridge (późniejszy sekretarz bezpieczeństwa krajowego) wstrzymał kontrole zakładów aborcyjnych, bo uznał, że przez to dostęp do zabijania nienarodzonych dzieci jest trudniejszy.
Dom grozy
W 2010 r. FBI i inne służby (w tym antynarkotykowa DEA) przeprowadziły nalot na zakład Gosnella z powodu doniesień o nieprawidłowościach przy wypisywaniu recept. To, co zastali, sprawiło, że firmę Kermita Gosnella zaczęto nazywać domem grozy.
Zakład był brudny. Zakrwawiona była podłoga i koce, pod którymi leżały pacjentki. Nie odkażano narzędzi chirurgicznych, a sprzętu jednorazowego używano wielokrotnie. Czuć było smród moczu i odchodów kotów, które chodziły po posesji bez żadnej kontroli i załatwiały swoje potrzeby fizjologiczne. Personel nie miał przygotowania medycznego, a jeden z pracowników okazał się licealistą.
Funkcjonariusze znaleźli też 47 ciał abortowanych dzieci. Jedno znajdowało się w lodówce, inne w kanistrach, słoikach i opakowaniach po karmie dla kotów. Przynajmniej kilkoro z zabitych było w wieku, w którym można przeżyć poza organizmem matki.
Pracownicy Gosnella zeznawali później, że standardem było doprowadzanie do poronienia i zabijanie dziecka poprzez przecięcie rdzenia kręgowego. Aborter wielokrotnie robił to sam, ale też zlecał takie działanie swoim ludziom. Jeden z zatrudnionych zeznał, że przecinał kark ok. 100 razy.
Akta Gosnella są pełne makabrycznych opisów zbrodni popełnionych na dzieciach. Dokładnej liczby zabitych nikt nie zna. Nawet jeśli uznać za ofiary tylko tych nienarodzonych, którzy mieli przynajmniej 24 tygodnie, to w ciągu 40 lat istnienia zakładu musiały być ich setki, jeśli nie tysiące.
Prawa kobiet w praktyce
Wśród ofiar Kermita Gosnella znalazły się także kobiety, które zmarły z powodu tragicznych warunków panujących w jego firmie. Sąd potwierdził, że 41-letnia uchodźczyni z Bhutanu nie przeżyła wielokrotnego podawania środka uspokajającego. 19-latce po wizycie u Gosnella trzeba było usunąć macicę, którą aborter przebił. Jak stwierdzono, władze zlekceważyły doniesienie o nielegalnej aborcji na 30-tygodniowym dziecku 14-letniej dziewczyny. Pewna 15-latka na widok brudnego zakładu chciała się wycofać, ale on zdarł z niej ubranie i siłą przeprowadził aborcję. Okrutnych historii było znacznie więcej.
Kontynuowane dzieło
Kermit Gosnell stanął przed sądem w 2011 r. Usłyszał siedem zarzutów morderstwa pierwszego stopnia. Został skazany za trzy, a także za doprowadzenie do śmierci jednej klientki, 21 nielegalnych późnych aborcji i 200-krotne naruszenie obowiązującego w Pensylwanii 24-godzinnego okresu oczekiwania przed zabiciem nienarodzonego dziecka.
Wielka ława przysięgłych chciała mu postawić zarzut 200 dokonanych niedawno zabójstw. Jak jednak ustalili dziennikarze Ann McElhinney i Phelim McAleer, autorzy książki o Gosnellu, pojawiły się polityczne naciski na to by nie podbijać stanowych statystyk morderstw.
Aborter z Filadelfii spędził w więzieniu ostatnie półtorej dekady życia. Jeden z jego współpracowników, Leroy Brinkley, niedawno otworzył nowy zakład aborcyjny w Wilmington w stanie Delaware.
Źródła: lifesitenews.com, aei.org, web.archive.org
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.