Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Ks. Józef Tischner

Wielce pouczająca lekcja

Z cyklu: Kapłan na manowcach

 

Mam przed sobą książkę kard. Jean-Marie Lustigera pt.: "Bądźcie godni swego człowieczeństwa", przygotowaną do polskiej publikacji przez Wyd. Księży Werbistów "Verbinum". Przekazywane w niej przemyślenia wyłaniają się z wnętrza niezwykle dramatycznej historii Francji, a w jakiejś mierze również historii Europy. Wyrastają z pobojowiska. Nie tylko pobojowiska fizycznego, jakim była Wielka Rewolucja, wojny napoleońskie, Verdun, Oświęcim czy Kołyma, ale przede wszystkim pobojowiska duchowego, jakie powstawało z walki wzajemnej katolików z protestantami, a także jansenistów z molinistami, deistów z fideistami, tradycjonalistów z modernistami, integrystów z liberałami, "starej teologii" z "nową teologią", komunistów z burżuazją, ponowoczesności z nowoczesnością itp. itd. Francja tym różni się od Polski, że od kilku wieków jest tyglem, w którym wypalają się idee, wedle których zmienia się świat. Proszę wybaczyć uproszczenie (ale czym byłoby życie bez uproszczeń): Francuz to albo "nikt", albo "wcielenie" idei. Nawet żołnierz napoleoński, po części analfabeta, musiał mieć na ramieniu znak ideologii, którą zamieniał w czyn: "wolność, równość, braterstwo". Francuzi są bardziej niż inni dziećmi Oświecenia. We Francji - patrząc po ludzku - trudniej człowiekowi zachować wiarę niż w Polsce. Trudniej też o niej mówić. Okoliczności te sprawiają, że słowom Metropolity Paryża przyjrzeć się trzeba szczególnie uważnie.

Jak na tle francuskich rozterek wygląda Polska? Jakie pobojowiska tworzyły polską myśl narodową? Jakie jest miejsce "oświeconego rozumu" w tym kraju? Co ma wspólnego nasza wiara z tamtą wiarą? Daleki jestem od malowania czarnego obrazu naszej duchowej przeszłości. W końcu nasze warunki istnienia były inne. Nie żyjemy jednak na dwu odległych planetach, zawsze jakoś wpływaliśmy nawzajem na siebie. Faktem jest, że uniknęliśmy wielu bolesnych doświadczeń, jakie były udziałem katolików francuskich, co jednak nie znaczy, by inne bóle nas nie dopadły. Mamy i my swoje pobojowiska. Mimo podobieństwa, różnice są niezaprzeczalne. Przejmowaliśmy z katolickiej Francji mistrzów życia duchowego - św. Franciszka Salezego, św. Wincentego a Paulo, św. Jana Vianneya. W przypadku teologów, zwłaszcza teologów XX w., było z tym gorzej. Najpierw podejrzenia o "modernizm", a potem o "nową teologię" nie sprzyjały wymianie myśli. W sferze kultury religijnej pewną rolę odegrał personalizm Emmanuela Mouniera i Jakuba Maritaina. Niemniej wielkie spory ideologiczne, które rzeźbiły religijną samowiedzę Francuzów, szły obok nas. Nie rozumieliśmy sensu sporu o republikę. Dlaczego katolicy mają być wrogami Rewolucji? My byliśmy za Rewolucją. Dlaczego katolicy nie powinni kochać Napoleona? Nas żadna siła nie mogła oduczyć tej miłości. Polski katolicyzm starał się kształtować bezpośrednią wrażliwość człowieka na wszelkie odmiany ludzkiej biedy, ale na dalszym planie pozostawiał sprawę stosunku wierzącego do rozmaitych "...izmów", które wiatr roznosił po Europie. Dziś ma to określone skutki. Nasza wiara sprawdza się pięknie w czasie powodzi, ale postawiona w dniu wyborów parlamentarnych w gąszczu "komunizmów", "socjalizmów", "liberalizmów", "relatywizmów" i "subiektywizmów", nie wie, co robić. Ponieważ wszystkie "izmy" są jej prześladowcami, na wszelki wypadek głosuje za ostatnim - tym, z którym zawarła już znajomość. Przerabiamy w przyspieszonym tempie nauki, które francuscy katolicy przerabiali ponad wiek. Dopadają nas podobne pokusy i choroby. Czy nie jest to jeszcze jeden powód szczególnego zainteresowania myślą kard. Lustigera?

Książka nie jest wielka, raptem około170 stron, pisanych językiem, w którym każde słowo trafia w cel. Tytuły poszczególnych rozdziałów oznaczają najbardziej zapalne miejsca styku wiary z nowoczesnością. W rozdziale, który otwiera książkę ("Czy czasy nowożytne są naprawdę nowymi czasami?"), czytamy: "Moralność oraz sacrum, oczyszczone przez objawienie łaskawości Bożej, dały początek społeczeństwu Zachodu. U zarania nowej ery ludzkości nie może być mowy o trzymaniu się archaicznych form życia społecznego, nawet jeśli niektóre z nich roszczą pretensje do tego, że powstały z inspiracji Objawienia. Zadaniem naszym jest ustalenie nowych i trwałych warunków sprawiedliwości i pokoju. Moralność i sacrum znajdują swoją prawdę i swój postęp w żywej pamięci o miłości, która rodzi i zbawia. Jeśli tego nie znajdą, kultura nasza wystawia się na ryzyko rozpadu pod ciężarem własnych odkryć i ambicji".

Aby dać przynajmniej przybliżony obraz myśli kard. Lustigera "u zarania nowej ery", zatrzymam się nieco dłużej przy problemie praw człowieka, liberalizmu oraz etycznych aspektów religii i potrzeb świata. Trzy te problemy są - jak się wydaje - podstawowymi zadaniami "do odrobienia" na naszych polskich "przyspieszonych kursach" nauki religii wedle potrzeby "ożywienia pamięci o miłości, która rodzi i zbawia".

Uniwersalizm praw człowieka

Na temat praw człowieka napisano tomy. Dla katolików francuskich problem należy do najbardziej bolesnych. Znaczenie, jakiego nabrało we Francji pojęcie praw człowieka, wywodziło się nie tylko z abstrakcyjnych tekstów filozofów i deklaracji prawników, ale również z wydarzeń Wielkiej Rewolucji. Rewolucyjny kontekst sprawił, że "prawa człowieka stanęły naprzeciw praw Boga". Twierdzenie to wyznaczało w znacznej mierze kierunki działalności społecznej katolików aż do czasów Vaticanum II. Kard. Lustiger nie powraca już jednak do tej historii. Wygląda na to, że dla katolików francuskich sprawa jest zamknięta. A dla nas? Na to pytanie wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Idąc tropem autora, trzeba uznać: ważniejsze okazuje się nie to, co za nami, ale to, co przed nami. A co jest przed nami? Czytamy: "Nasze czasy są epoką nowego uniwersalizmu, którego nie znała dotąd żadna ludzka cywilizacja. Używam słowa »uniwersalizm« w sensie »globalizmu«, »oikoumene«".

Znamienna jest ta zmiana słownictwa. Wiadomo, że "globalizm" (czy "mondializm", jak mówią Francuzi) budzi nie tylko dobre, ale i złe skojarzenia. Aby zneutralizować te skojarzenia i jednocześnie ukazać szansę, jaką niesie nowa sytuacja, Kardynał sięga do starych pojęć chrześcijańskich - do "c" i do "ekumenii". Nowe czasy są wyzwaniem dla chrześcijan. Domagają się poszerzenia horyzontów myślenia i miłości. Jest to tym bardziej potrzebne, że współczesny "uniwersalizm" jest jednostronny, nosi mianowicie na sobie piętno "matematyzacji". Jest to uniwersalizm formy, która domaga się wypełnienia jakąś treścią.

Uniwersalizm, który obejmuje glob ziemski, stał się możliwy tylko dzięki daleko posuniętemu pomijaniu szczegółów na rzecz tego, co ogólne. Dzieła uogólnienia dokonała matematyka. Język matematyki wyprowadza nas z wieży Babel. Do matematyki przyłączyła się technika. Technika jest matematyką zamienioną w działanie. Działania techniki stają się widoczne nie tylko w podbojach kosmosu, ale również w magazynach handlowych, w nowych środkach komunikacji, w kształceniu i lecznictwie. Niestety, można je również oglądać na śmietnikach otaczających nasze mieszkania.

Nic tak nie angażuje konkretnego człowieka w proces globalizacji, jak pieniądz. Chociaż symbol pieniądza jest niemal tak stary, jak nasza cywilizacja, wszedł on bez większych trudności w struktury uniwersalizacji. "Pieniądz zawarł ślub z każdym obiegiem komunikacji. Wyniknęło stąd poszerzenie rynku światowego, którego uniwersalność oznacza wolność. Pieniądz staje się konkretną matematyką wszystkich ludzkich relacji. Jak rachunek formalizuje wiedzę i czyni ją zrozumiałą dla każdego, tak pieniądz włącza w system odniesień i w grę wszystkich z każdym. Chybotliwość rynku bezpośrednio problematyzuje ekonomiczną równowagę każdego z krajów". Te kilka zdań odsłania szczyt góry lodowej naszych przemian. Jakie relacje międzyludzkie zawiązują się jeszcze bez pośrednictwa pieniądza? Jaką rolę odgrywa pieniądz, gdy zakochany wyznaje ukochanej swą miłość przez telefon? Czy fakt, że jagnięta z naszych gór są sprzedawane w krajach arabskich, jest - na "chybotliwym rynku" - znakiem naszej wolności czy naszego uzależnienia?

Kard. Lustiger mówi o "nowej wyobraźni". To istotne pytanie. W "starej wyobraźni" chrześcijan mieszkały wielkie obrazy biblijne od stworzenia świata po sąd ostateczny. Dziś wyobraźnią ludzką zawładnęły potęgi techniczne, produkujące przedmioty wirtualne, a nawet całkiem fikcyjne. "Podwojenie realnego uniwersum przez jego obraz i stworzenie sztucznych światów sprawiły, że obraz wyobraźni elektronicznej stał się bardziej realny niż zwyczajna realność; podaje on człowiekowi pewien rodzaj protezy egzystencjalnej, która obdarza go narcystycznym odbiciem na poziomie uniwersalnym. Wyobraźnia, dzięki środkom technicznym, osiągnęła taką potęgę, jakiej nigdy w przeszłości nie miała. Jej oparciem jest jednoznaczność znaków właściwa językowi matematyki, osiągana za cenę zubożenia przekazu". Jakie jest miejsce "starej wyobraźni" w "nowej"? Czujemy niejasno, że tkwi w tym jakaś groźba i zarazem otwiera się jakaś szansa. Czy można je pooddzielać?

Istotnym problemem nowego świata stała się opinia publiczna. Jej siła nie polega wyłącznie na tym, że "opinia" jest jeszcze bardziej "publiczna" niż kiedykolwiek. Polega ona przede wszystkim na tym, że i ona uległa matematyzacji dzięki rachunkowi prawdopodobieństwa. Opisuje ona nie tylko aktualny stan świadomości ludzkiej, ale stara się również uchwycić jej przemiany i kierunki dążeń. Stąd bierze się niezwykła siła perswazji. Poddany oddziaływaniu opinii publicznej człowiek mówi to, co "się" mówi, zachowuje się, jak wszyscy "się" zachowują, myśli to, co "się" myśli. W końcu zatraca gdzieś swe ludzkie Ja, by na jego miejsce mogło wejść anonimowe "Się".

To wszystko stanowi nowy kontekst dla idei praw człowieka. Kardynał przypomina najpierw, na jakie trudności natrafia to pojęcie w świecie współczesnym. W Chinach wciąż oficjalnie obowiązuje teza, że idea ta jest produktem kultury zachodniej, obcej kulturze chińskiej. Gdy w świecie islamu wypowiada się formułę "wedle prawa", znaczy to tyle, co "wedle prawa koranicznego". W "wolnym świecie" żyjemy dwoma uniwersalizmami: uniwersalizmem formalnym techniki i nieformalnym uniwersalizmem etyki. Uniwersalizm etyczny wciąż natrafia na nieprzezwyciężalne przeszkody. "Gdy zatem miarą życia materialnego staje się abstrakcyjna racjonalność, organizacją przestrzeni ludzkiej wydają się rządzić stosunki między partykularnymi siłami. Podobnie prawo rynku, zaprowadzające rzekomo panowanie rozumu i wolności, jest poddane kryteriom interesu i rentowności, które wystawione na grę antagonistycznych sił powodują powstanie niesprawiedliwych nierówności. Chyba że prawo zobowiąże do respektowania pewnych reguł. Jakże jednak prawo może znaleźć oparcie w opinii, wystawionej na siłę popularności i grę partykularnych interesów?" Tak więc, mimo humanistycznej fasady, nasz świat jest wciąż areną ścierania się rozmaitych odmian "woli mocy".

Kardynał przypomina, że idea praw człowieka ma dwie tradycje: oświeceniową i chrześcijańską. Tradycje te nie są sobie przeciwne, mimo że w pewnym okresie sposób realizacji jednej z nich stał się tragedią dla drugiej. Dziś trzeba przezwyciężyć sprzeczności i spojrzeć na otwierające się perspektywy. Globalizacja jest formą, którą z natury rzeczy wypełni jakaś treść. Od nas zależy sens tej treści. Sensem uniwersalnym powinno być "prawo człowieka" - prawo wciąż na nowo interpretowane wedle potrzeb przezwyciężania coraz to nowych odmian przemocy, jakie człowieka dopadają. Ale dla chrześcijan drogowskazem dodatkowym staje się również stare i piękne słowo: "oeikoumene".

Oblicza liberalizmu

Co ma dziś do powiedzenia o wolności Metropolita miasta, które uchodzi za kolebkę liberalizmu? Punkt wyjścia jest jasny i nie wymaga wielu słów."Wy mówicie liberalizm. Ja mówię wolność. Liberalizm to »interpretacja wolności«" - dodaje, cytując "Le liberalisme" - pracę G. Burdeau z 1979 r. Ta zwięzła wypowiedź ma istotne znaczenie. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak różne mogą być interpretacje wolności. Interpretacje te z natury rzeczy niosą na sobie piętno czasów, w których powstawały. Kardynał sugeruje: nie traćmy duszy w sporach między rozmaitymi liberalizmami, ale pojmując ich sens, starajmy się bronić wolności we wszystkich jej wymiarach.

Refleksja nad liberalizmem biegnie po historii. "W XVII i XVIII wieku, najpierw w Anglii, a potem we Francji, usiłowano przełożyć na kategorie działalności społecznej i politycznej, obiecane i przyniesione przez biblijne Przymierze wyzwolenie. Czy jednak potrzeba było, by wyzwolenie społeczeństwa obywatelskiego stało się synonimem lub dodatkiem do »Enlightment«? Z pewnością wyzwolenia wolności nie dokonują się bez rozjaśniającej myśli. Ale czy trzeba było z tej racji zapomnieć o Objawieniu, pogardzać wiarą, ubóstwić rozum, rozpętać rewolucję i terror? Wolność sama jest wolna. Ale czy potrzeba było - przyznając, że jest środkiem do niej samej - brać ją również jako jedyny cel i jako jedyne rzetelne dobro? Czy trzeba było, tak, czy potrzeba było tego, by wolność upiła się sobą? Czy rozwój myśli liberalnej, kult własności jako kryterium obywatelskości lub motoru postępu, władza wolnej wymiany, dotrzymały obietnicy wolności?" Pytania tną jak brzytwa. Z pewnością liberalizm społeczny i polityczny obiecywał więcej niż zdołał wypełnić. Tak to już jest z ideologiami społecznymi, że obiecują więcej niż dotrzymują. Czy jednak rzeczywiście procesy historyczne mogłyby przebiegać inaczej niż przebiegały? Wielu będzie w to powątpiewać. A przecież samo przekonanie o tym, że człowiek jest wolny, daje nam prawo powiedzieć: "to wszystko można było rozwiązać bez przelewania morza krwi i łez".

Czy oznacza to jednak, że "liberalizmy" niczego nie zmieniły? Wręcz przeciwnie. "Z pewnością musimy strzec jako nieocenione zdobycze »habeas corpus«, wolność polityczną, konstytucję państw prawa, podział władz. Rozdarcie Europy i tragedia totalitaryzmów nauczyły nas bardziej niż kiedykolwiek szacunku dla praw człowieka, z prawem do wolności religijnej włącznie. Teoria i praktyka liberalna chciały oddać hołd tym podstawowym prawom, tkwiącym w naturze i osobie ludzkiej. To były wielkie osiągnięcia Zachodu: zbudować państwo, gdzie wykonywanie władzy politycznej będzie regulowane przez prawo, gdzie równość obywateli wobec prawa będzie gwarantowana przez konstytucję i zakazane będzie pozbawianie praw obywatelskich (wyjąwszy przypadki przewidziane przez kodeks karny i orzeczone przez sądy niezawisłe od władz rządowych). Oto są poręczenia organizacji państwa, opartej bardziej na rozumie niż sile. Piękne dzieło rozumu politycznego".

Spójrzmy jednak w przyszłość. Budując podwaliny pod "nową erę", warto być "mądrzejszym po szkodzie".

Kilka pytań szczegółowych

Trzy sprawy są szczególnie istotne: sprawa rozumienia liberalizmu i religii, liberalizmu i idei sprawiedliwości społecznej oraz sprawa liberalizmu i ludzkiej osoby.

Przyznaje to nawet Hegel: źródłem idei wolności człowieka jest Biblia. Jakaś zdumiewająca przewrotność historii sprawiła, że walka o wolność skierowała się przeciw Kościołowi i religii. Faktem jest, że nie tylko ataki wrogów, ale również grzechy samego Kościoła zniszczyły kredyt zaufania, jakim kiedyś darzyli go ludzie. Nie wylewajmy dziś dziecka z kapielą. Czy tradycyjne nauki Kościoła tracą dziś na ważności? "Wolność słowa nie może oznaczać obojętności na prawdę. Nie, wolność sumienia nie może prowadzić do równoważności dobra i zła. Nie, wolność religijna nie może zaciemniać wiary Kościoła w Objawienie Boże. Tak, to racja, dynamika liberalna była nosicielką obietnicy, pod warunkiem, że nie zwalniała rozumu od prawdy. Tak, filozofia sukcesu mogła umacniać społeczeństwo, pod warunkiem, że nie zapoznawała dobra wspólnego i szacunku dla sprawiedliwości. Tak, tolerancja religijna mogła być ceną zgody politycznej, gdy obywatelskie prawo do wolności religijnej zostało publicznie zagwarantowane."

Drugą sprawą jest sprawa sprawiedliwości społecznej. "Filozofia liberalna nie jest ani systematyczna, ani totalitarna. Niekiedy nietolerancyjna w swych negacjach, pozostaje jednak otwarta na różnorodność poglądów. W ciągu XIX i XX wieku ucieleśniła się w tym, co nazywamy państwem liberalnym. Polityczne powiązanie wolności-autonomii i wolności-uczestnictwa doprowadziło do powstania systemów, które - jak mniemano - dawały głos rozumowi i woli powszechnej. Obywatelowi przysługiwały wolności polityczne i uznanie ich za formalne wcale nie wystarczyło do tego, by pozbawić je smaku i zaprzepaścić ich wartość". Jednym słowem: liberalne państwo wraz z jego rozlicznymi instytucjami pozostaje nadal istotną wartością społeczną. Czy oznacza to, że nie wymaga reform? "Liberalizm podporządkował państwo społeczeństwu. To daje się obronić. Ale podporządkował także politykę ekonomii: wybór ten zaciemnił niejednokrotnie godność ludzi. Podporządkował wykonywanie władzy politycznej wzbogacaniu się na tym świecie: to było dewiacją. Podporządkował wzbogacanie się jednych pracą wszystkich: to było zbrodnią i ciężkim grzechem. Wolność obywatela i wolność przedsięwzięcia, wolność zawierania kontraktów i wolność pracy nie narzucały tych perwersji i niegodnych praktyk, jakie wznieciły."

Refleksja postępuje krok dalej: liberalizm a osoba ludzka. Co znaczy "osoba ludzka"? Znów pojawiają się pytania i wskazówki. "Dlaczego mamy sprowadzać wolność do władzy wybierania lub nie wybierania, przedkładania lub porzucania? Osoba ludzka jest kimś więcej niż tylko jednostką, której wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego. Osoba ludzka jest szczególnym bytem, zdolnym do obdarowywania i przyjmowania. Człowiek jest przeznaczony do komunii. Bliźni pozostaje dla każdego rękojmią tej przyjaźni, którą już Arystoteles uczynił najdoskonalszym dobrem społecznym".

Pytania "dają do myślenia". Często ważniejsze jest celne sformułowanie pytania niż natrętne dyktowanie odpowiedzi. Tym bardziej, że pytania Kardynała nie są - jak się to niestety często w podobnych przypadkach dzieje - wyrazem jego "urzędowej" nadwrażliwości. One wiszą w powietrzu, także w powietrzu, w którym do dziś pulsuje życiem wielka mitologia wolności. Zadaniem paryskiego duszpasterza było: zamienić w słowa te wszystkie podskórne niepokoje.

Moralność i nowa Europa

Przez wszystkie rozdziały książki przewija się myśl o etyce i sumieniu ludzkim, wcześniejszym niż wszelkie ustawodawstwo. To punkt widzenia człowieka, który ma żywą świadomość europejskich pobojowisk. Z tragicznego widoku pobojowisk rosną sumienia. Autor wierzy w siłę tych sumień. Wnioski, jakie płyną z sumienia, są przede wszystkim wnioskami dla ustawodawców, którzy budują ład państwa. Prawo ustawowe musi pozostawać w zgodzie nie tylko z ustawami nadrzędnymi i ustawami równoległymi, ale musi również respektować świadomość moralną tych, którzy mają przestrzegać ustawy. Nie można za każdym paragrafem stawiać policji. Właściwym strażnikiem ustawy jest przekonanie, że ustawa jest słuszna.

Można jednak zapytać: czy odwołanie się do naturalnej świadomości moralnej ma jeszcze jakiś sens, skoro świadomość ta jest wystawiona na oddziaływania środków masowego przekazu? Odpowiedź Kardynała brzmi: "Życie społeczne i jego polityka są wiedzione świadomością moralną. Mimo ich kruchości u podstaw umowy społecznej i zaufania znajduje się racja moralna, która jest im konieczna. Bez niej nawet te cywilizacje, ambicją których jest gwarantowanie praw człowieka, prowadzą do zaprzeczenia ludzkiej wolności". I nieco dalej: życie społeczne "opiera się na założonym pakcie zaufania między obywatelami, a tymi, którzy nimi rządzą". Oczywiście, pakt zaufania jest możliwy tylko w takiej wspólnocie, w której życie społeczne osiągnęło odpowiedni poziom wzajemnego otwarcia. Chodzi głównie o przekonanie, że każde nadużycie zaufania jest nie tylko nieopłacalne, ale przede wszystkim kłóci się z poczuciem godności człowieka jako obywatela wolnego państwa. Fundamentem wspólnoty ma być szacunek dla prawa z tej racji, że jest dobrym prawem.

Aby tworzyć takie prawo i by prawu temu się poddać, trzeba mieć duszę otwartą na prawdę. Autor zdaje sobie sprawę z tego, że w świecie współczesnym "prawda" przestała być wartością samą przez się oczywistą. Zbyt często była nadużywana przez totalitarne ideologie. Mimo to nie można zrezygnować z wartości prawdy. Nie jest przypadkiem, że bodaj najczęściej cytowanym tekstem w pracy Kardynała jest "Veritatis splendor" Jana Pawła II. Prawda jest jak ów ewangeliczny talent, który król oddał na przechowanie swym sługom. Czego dotyczy ta prawda? Chodzi przede wszystkim o prawdę moralną. Nie jest tak, by świat stał się nieczuły na prawdy dotyczące wartości moralnych. Wręcz przeciwnie, dzięki środkom masowego przekazu wrażliwość ta nie tylko się poszerzyła, ale pod niejednym względem pogłębiła. Dialog Kościoła ze światem współczesnym staje się coraz bardziej dialogiem na płaszczyźnie moralnej.

Historia ma swoje szczególne paradoksy. Paradoksem historii jest bowiem to, że wartość prawdy znalazła potwierdzenie w czasach wielkiego odstępstwa od prawdy. Fakt, że jakaś ideologia głosi, iż jest ideologią "prawdziwą", nie kompromituje wartości prawdy, ale kompromituje tych, którzy w ten sposób kłamią. Byliśmy i wciąż jeszcze jesteśmy świadkami buntu skierowanego przeciwko tym kłamcom. Kierując spojrzenie na naszą część Europy, Kardynał pisze: "Odkrywamy pokornych i skromnych męczenników, uwięzionych i uciśnionych, których głosu nikt na Zachodzie nie chciał słuchać. Wiedzieliśmy o ich biedzie; tchórzliwie skrywaliśmy ją przed sobą. Dziś publicznie wyrażamy uznanie dla ich ukrytego, cichego heroizmu. Wobec totalitarnego aparatu dawali świadectwo wolności i prawdzie sumienia.

Owa zepchnięta do podziemia prawda pozwoliła mężczyznom i kobietom wybierać między dobrem a złem za cenę życia. W ciągu długiego czasu, który wydawał się nie mieć końca, przez wierność dla dobra i miłość do wolności, ofiarnie dali z siebie wszystko. Cierpieli za wolność czczenia Boga i tak dowiedli wielkości ludzkiej wolności. Ich miłość była mocniejsza niż potęga państw, a ich »caritas« objawiła Bożą mądrość".

W istocie rzeczy głównym źródłem "siły bezsilnych", była prawda sumienia - sumienia własnego i tych, którzy chcieli mieć sumienie. Siłą było to, że w świecie kłamliwego u d a w a n i a prawdy pojawiła się prawda n i e u d a w a n a, prawda po prostu. Dopiero na niej wyrastały wymagania wolności, godności i solidarności.

Zwróciłem uwagę jedynie na niektóre wątki myślenia kard. Jean-Marie Lustigera. Świadomie położyłem akcent na opisach napięć i sprzeczności liberalnej cywilizacji, pomijając bardziej szczegółową prezentację dróg ich przezwyciężenia. Uczyniłem to z żalem, ponieważ mistrzostwo autora ukazuje się nie tylko w opisie sprzeczności, ale również w sposobach wydobywania leków z głębi chrześcijańskiej tradycji. Na koniec chciałbym podzielić się jedną refleksją.

Stoimy dziś w Polsce u progu Europy. Pytamy: jaka ona jest? Z wielu stron słyszymy: jest pełna chorób. Po przeczytaniu książki Metropolity Paryża możemy powiedzieć: Europa to także jasna świadomość własnej sytuacji kryzysu i godna podziwu umiejętność wyszukiwania środków jego przezwyciężenia. Dziś, u progu zjednoczonej Europy, pojawiają się u nas niekiedy dramatyczne opisy "upadku Zachodu". Co o nich powiedzieć? Trzeba powiedzieć, że nie sięgają nawet do pięt wnikliwości tych opisów, których przykładem są analizy kard. Lustigera. "Europejczycy" bardziej niż inni potrafią patrzeć na siebie krytycznie i wyciągać nauki także z tego, co dzieje się u innych, między innymi w naszej części świata.

Tekst kard. Jean-Marie Lustigera jest jednym z tych tekstów, w którym możemy dotknąć zarówno europejskiego samokrytycyzmu, jak europejskiego rozumienia innych. To bardzo pouczająca dla nas lekcja.

Ks. Józef Tischner



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wolność Polska Europa kultura prawa człowieka chrześcijaństwo moralność sprawiedliwość społeczna osoba ludzka liberalizm sacrum Jean-Marie Lustiger Francja Franciszek Salezy Wincenty a Paulo Emmanuel Mounier Jakub Maritain uniwersalizm ekumenia Veritatis splendor