Msza - obowiązek czy przywilej

Okazji do zwolnienia się z niedzielnej Eucharystii nigdy nie brakuje, zwłaszcza latem, kiedy częściej wyjeżdżamy zagranicę czy poza miasto. Czy zawsze obowiązek udziału we Mszy św. jest tak samo kategoryczny?

¬ródło: Idziemy

 

"Idziemy" nr 21/2009

 

 

Radek Molenda

 

 

Msza - obowiązek czy przywilej

 

 

 

Okazji do zwolnienia się z niedzielnej Eucharystii nigdy nie brakuje, zwłaszcza latem, kiedy częściej wyjeżdżamy zagranicę czy poza miasto. Czy zawsze obowiązek udziału we Mszy św. jest tak samo kategoryczny?

 

 

O Mszy św. napisano wiele mądrych słów. Za Katechizmem Kościoła Katolickiego warto choćby przypomnieć, że jest ona „źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego" (1324) oraz „streszczeniem i podsumowaniem całej naszej wiary” (1327). Jest naszym spotkaniem i zjednoczeniem się z Chrystusem zmartwychwstałym, z Jego Słowem oraz ze wspólnotą Kościoła. Dodać trzeba, że spotkaniem, w którym zobowiązani jesteśmy uczestniczyć pod groźbą grzechu ciężkiego.

A jednak przeszło połowa uznających się za wierzących Polaków nie bierze udziału w niedzielnej liturgii. Problem zresztą nie jest nowy, skoro już autor Listu do Hebrajczyków apeluje: „Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak to się stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem…" (Hbr 10,25). A jeśli musimy opuścić?

SPOTKANIE MIŁOŚCI

Coraz ostrożniej akcentuje się nakaz uczestniczenia we Mszy św. – Msza św. to największy dar Pana Boga dla nas, to styk nieba i ziemi. Mówienie o niej jako obowiązku, to moim zdaniem zorganizowana obraza Boska. To tak samo mądre, jak mówienie, że dziecko ma obowiązek zjeść tort urodzinowy, a dorosły spędzić urlop na Majorce – śmieje się ks. Wojciech Drozdowicz, który przez kilka lat jako duszpasterz pracował na Syberii. Tam problem niemożności uczestniczenia we Mszy św., nawet przez wiele tygodni, jest powszechny. – Na Wschodzie, w prawosławiu, nie ma obowiązku niedzielnej Mszy św. a ludzie też chodzą do kościoła – dodaje.

Spotkanie Boga z człowiekiem podczas Eucharystii można przyrównać się do międzyludzkiej relacji miłości. – Jeśli kogoś kochamy, pragniemy się z Nim spotykać. Często także – jak podkreśla o. Tomasz Kwiecień OP w książce „Błogosławione marnowanie poświęconej Mszy św. – mamy potrzebę celebrowania naszych spotkań z Bogiem, tyle że nie zawsze wystarczająco wyraźnie uświadomioną. – Potrafimy żyć na co dzień z Bogiem, a raczej obok Niego. Tak samo w małżeństwie – wiadomo, że się kochamy, wychowujemy dzieci, zarabiamy na życie. Ale są momenty, w których trzeba się zatrzymać i nawiązać więź na innym poziomie, oderwać się od przeciętności. Liturgia chrześcijańska jest mniej więcej tym samym, czym ważna uroczystość w życiu małżeńskim. A dlaczego co tydzień? Pewne rzeczy trzeba sobie mówić i regularnie przypominać – tłumaczy o. Kwiecień.

Podobnie uważa moralista, ks. dr Wacław Madej. – Nikt w kochającym się małżeństwie nie będzie zadawał pytania czy się spotykać, czy nie. Jeśli kochamy, wykorzystujemy każdą okazję do kontaktu i wybieramy taką jego formę, która zapewni nam możliwie największą bliskość. Dlatego, jeśli możemy się spotkać osobiście, nie zadowoli nas sama myśli o osobie kochanej, wysłany SMS, „posłuchanie jej w radiu” czy „oglądanie w telewizji, jak inni się z nią spotykają”. Gdyby w ten sposób zacząć myśleć o Eucharystii, spotkaniu z Bogiem, nie byłoby trzeba już niczego nakazywać, pytać i tłumaczyć, co jest grzechem, a co nie, a nawet jak się do kościoła ubrać i jak w nim zachowywać.

– Dobrze, byśmy znali odpowiedzi na te pytania, idąc na spotkanie z kimś kochanym – tłumaczy ks. Madej. – Największą tragedią człowieka jest to, że całe życie szuka Boga, a gdy Bóg daje mu się cały i mówi „bierz i jedz”, to człowiek nie bierze, nie je, a nawet nie przychodzi. To tak, jakby chłopak łaził za dziewczyną i marzył, by się do niej zbliżyć. W pewnym momencie dziewczyna daje mu swój numer telefonu i mówi: zadzwoń. A on wraca do domu i dalej szuka tego numeru w grubej książce telefoniczne,j myśląc: może dziś trafię? Po co to robi? Może lubi szelest papieru? – śmieje się ks. Wacław.

NIEOBECNOŚĆ USPRAWIEDLIWIONA?

Może jednak się zdarzyć, że mimo naszych chęci i starań mamy rzeczywisty problem z uczestnictwem w niedzielnej Eucharystii. Kościół stara się nam to „zadanie” ułatwić. Świadczą o tym budowane wciąż nowe kościoły, możliwość wyboru godziny Mszy św., możliwość uczestniczenia w niej od nieszporów wigilii, aż do końca niedzieli lub święta (KPK, Kan. 1248 § 1). Biskupi polscy, mając na uwadze dobro duchowe wiernych, wystarali się w Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, by od 30 listopada 2003 r. ze względu na dni robocze w Polsce przesunąć uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego na siódmą niedzielę Wielkanocy, a świętami nakazanymi nie były uroczystości: Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, św. Józefa oraz św. Apostołów Piotra i Pawła. Tak więc de facto jedynym świętem nakazanym obchodzonym w dniu pracy pozostaje obecnie uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli).

Kościół bierze także pod uwagę przeszkody, które zwalniają z obowiązku uczestniczenia w niedzielnej Eucharystii. To m.in. choroba, pielęgnacja niemowląt, nieustanna opieka nad chorymi, niesienie pomocy w wypadkach i w klęskach żywiołowych, wykonywanie zawodów wymagających pracy ciągłej, niemożliwość dostania się do kościoła z powodu zbyt dużej odległości i braku środków lokomocji. Z obowiązku tego zwalania także dyspensa udzielona przez proboszcza.

– Nie popadamy w grzech – tłumaczy kanonista ks. dr Dariusz Szczepaniuk – kiedy z powodów od nas niezależnych nie możemy uczestniczyć we Mszy św. Zawsze jednak Kościół przestrzega przed zbyt łatwym zaniechaniem starań. – Niestety, człowiek czasem sobie odpuszcza, macha ręką. Mówi: „jeszcze tylko ten jeden raz…” albo „ten ostatni raz…”. I tak się przyzwyczaja – tłumaczy ks. Madej. I dodaje: – Wbrew pozorom Kościół nie podchodzi bardzo rygorystycznie, w sposób opresyjny, do nieobecności na Mszy św. Gdyby tak było, to żaden katolik nie mógłby zdobywać szczytów w Himalajach. Nie mógłby podejmować wielu wyzwań zawodowych, społecznych i osobistych tylko dlatego, że jego cała aktywność byłaby związana wyłącznie z aktualną w danym miejscu posługą kapłańską. To jest nonsens i Kościół tego od nikogo nie wymaga.

NAJWAŻNIEJSZE, BY SIĘ STARAĆ

– Element dobrej woli jest tu decydujący. Trzeba zawsze odróżnić rzeczywistą niemożność od łatwych usprawiedliwień. Wiedząc, że będziemy podróżować w niedzielę, mamy moralny obowiązek zastanowić się, czy naprawdę nie mamy możliwości takiego zaplanowania naszej podróży, wyjechania nieco później lub postoju, aby wziąć udział we Mszy św. – tłumaczy ks. Szczepaniuk. To samo dotyczy m.in. wyjazdów do pracy za granicę, wyczynowego uprawiania sportu i wyjazdów na letnie urlopy. – Zwłaszcza w tym pierwszym przypadku warto każdą taką decyzję wcześniej dobrze rozeznać: ze spowiednikiem, kierownikiem duchowym, a przede wszystkim w swoim sumieniu. Fora internetowe pełne są bowiem relacji z duchowego zagubienia Polaków, którzy nie mają możliwości uczestniczenia za granicą we Mszy św.

– Naprawdę warto przed wyjazdem zastanowić się, czy jest jakieś wyjście, być może bardziej uciążliwe lub mniej dochodowe, by jednak móc zapewnić sobie udział we Mszy św. Jeśli nie ma – rzecz trzeba by uznać za usprawiedliwioną – radzi teolog duchowości ks. dr Paweł Gwiazda. I dodaje: – w sytuacji zarobkowania daleko od „domu” równie ważne, jeśli nie ważniejsze od powinności wobec Boga, są powinności wobec rodziny, żony i dzieci.

– Jeśli wybieram miejsce na wakacje lub gdy ktoś radzi się mnie gdzie pojechać, to zawsze zadaję pytanie: czy będę miała gdzie pójść na Mszę św. niedzielną – mówi Agnieszka Dietrich, żona i matka czwórki dzieci. – Dobry wybór to nie super warunki do odpoczynku, nie tylko pokój z widokiem na morze, ale także gwarancja pokoju ducha, który jest wtedy, gdy jesteśmy w porządku wobec Pana Boga. Trudno sobie wyobrazić, żebym wybrała miejsce, gdzie nie będę mogła pójść na Mszę św. – tłumaczy.

Jeśli wyjeżdżamy na wakacje w Polsce, to trzeba naprawdę się starać, żeby nie mieć możliwości dotarcia na Mszę św. niedzielną. Jednak pytanie w recepcji renomowanego, polskiego hotelu o to, gdzie w pobliżu odprawiane są Msze św., wywołuje wciąż konsternację. Tymczasem na Zachodzie Europy, w Ameryce czy Afryce tego typu informacje jest standardem wynikającym z dbałości o turystów.

Co robić, by za granicą, nawet w miejscach egzotycznych, umożliwić sobie udział w Eucharystii? – Najlepiej zapytać – radzi teolog duchowości ks. dr Marek Szymula. – Jeśli nawet nie w hotelowej recepcji, to przecież księża także wyjeżdżają na wakacje. Być może mieszkają w tym samym hotelu, nawet za naszą ścianą. Razem z nami w grupie zwiedzają jakąś atrakcję turystyczną. Można wstać i powiedzieć na głos: „przepraszam, czy może wśród nas jest ksiądz, który będzie sprawował Mszę św. Prosiłbym o informację, ponieważ chętnie bym w niej współuczestniczył”. Myślę, że żaden ksiądz by nie odmówił. Często ludzi, którzy tłumaczą się – m.in. w konfesjonale – z absencji na Mszy św. podczas wakacji za granicą pytam: „czy pytałaś się?” i najczęściej słyszę „w ogóle mi do głowy nie przyszło” – mówi ks. Szymula.

Co jednak, gdy rzeczywiście nie możemy uczestniczyć bezpośrednio we Mszy św.? – Wtedy możemy oczywiście wysłuchać jej przez radio, w telewizji, rozważać Słowo Boże czytane wtedy w czasie liturgii, modlić się, zwracając w stronę Boga i duchowo towarzyszyć zebranym na Mszy św. radiowej. Nie można przy tym zapomnieć, że takie uczestnictwo wymaga wyłączenia się z innych zajęć: trzeba rzeczywiście słuchać i oglądać, a nie np. przygotowywać w tym czasie niedzielny obiad. Jest to jednak uczestnictwo tylko częściowe. Wyjątkiem może być sytuacja, kiedy ktoś obłożnie chory nabożnie wysłucha Mszy św. w radiu i przyjmie potem, bądź w trakcie Mszy św., sakrament z rąk obecnego w szpitalu/domu kapłana – tłumaczy liturgista ks. Mateusz Matuszewski.

Nie ma też nic niewłaściwego w odwiedzinach kościoła innego wyznania chrześcijańskiego, by się wspólnie z jego członkami modlić i słuchać Słowa Bożego. – Katolicy teoretycznie mogą przyjmować Komunię św. we wszystkich – z wyjątkiem Kościoła polskokatolickiego i Kościoła starokatolickiego mariawitów– kościołach katolickich różnych obrządków, w tym w greckokatolickich oraz w Kościele prawosławnym. Ten ostatni jednak uznaje to za akt konwersji katolika na prawosławie. Stąd – aby nie przyjmować Komunii św. oszukańczo wobec tego Kościoła – nie powinniśmy tego robić – tłumaczy ks. Mateusz Matuszewski.

NUDNA MSZA?

O niedzielnej absencji w kościele w rzeczywistości najczęściej decydujemy my sami. Nierzadko dlatego, że Msza św. nie spełnia czyichś oczekiwań, jest nudna. – Chrześcijanie od początku mieli problem z pełnym rozumieniem tego, co się dzieje na ołtarzu – liturgia nas zwyczajnie przerasta. Jednak to nie Msza św. jest nieciekawa, to my nie nadążamy za tym, co się właśnie na naszych oczach dzieje – pisze nie bez racji o. Kwiecień. – Pojecie „nudności liturgii” pojawiło się wraz z próbami jej sztucznego uatrakcyjniania. Atrakcyjność z kolei wymaga ciągłego unowocześniania, a liturgia jest niezmienna. Cechuje ją nie atrakcyjność, ale piękno i misterium. Prawosławni nie mówią o liturgii, że jest atrakcyjna, ale że jest piękna – tłumaczy z kolei ks. dr Paweł Gwiazda. – Nieprawdą jest, że liturgia jest nudna, ponieważ jest niezrozumiała. Na lekcjach matematyki rozumiałem wszystko, i mimo to nudziłem się – dodaje z uśmiechem.

– Konstytucja o liturgii „Sacrosanctum Concilium” mówi o pięciu wymiarach uczestniczenia we Mszy św. – komunii w relacji do: kapłana, wspólnoty, modlitwy, do Chrystusa eucharystycznego oraz do Jego Słowa. Tymczasem dziś sprowadziliśmy uczestnictwo we Mszy św. do tego, żeby wspólnie śpiewać, wypowiadać formułki, wstawać i klękać – tak, jak uczymy dzieci idące do I Komunii Świętej. Często także koncentrujemy się jedynie na jednej z tych pięciu relacji. I w tym najczęściej jest problem – ocenia ks. dr Szymula.

– Jeśli na Mszy św. szukamy wspólnoty z innymi, często umyka nam Słowo i zapatrzenie na Ciało Chrystusa. Kiedy więc np. parafialna wspólnota okaże się zbyt mało atrakcyjna – tracimy zainteresowanie obecnością na Mszy św. i szukamy innej wspólnoty w innym kościele. Podobnie, jeśli przychodzimy do kościoła ze względu na kapłana, żeby go posłuchać i nakarmić intelekt. Jakość kazania decyduje w naszych o tym, czy to była „dobra, czy słaba” Msza św? Czasem mówimy: fajna Msza, bo się na niej coś dzieje. Dotyczy to m.in. mody na Msze św. dziecięce, gdzie ksiądz da przykład, coś wytłumaczy, powygłupia się. Tymczasem wymiar doświadczenia Boga, osobistego zbliżenia się do Niego, modlitwy, adoracji, ofiary – bywa, że to nam umyka. Przekornie można powiedzieć, że czasem dobrze jest, jeśli do parafii przyjdzie mniej fajny, mówiący kiepskie kazania ksiądz. Wtedy zmusza parafian do tego, żeby dostrzegli i docenili to, co jest ważniejsze – samego Boga i jego eucharystyczną ofiarę – tłumaczy ks. Szymula.

Bywa także, że redukuje się Mszę św. do spotkania z Chrystusem Eucharystycznym czy do spotkania wspólnoty. Wtedy zaczyna na niej brakować miejsca dla tych, którzy na skutek zawirowań i błędów życiowych do Komunii św. nie mogą przystępować. Myślą, że nie mają po co do kościoła chodzić. – Ci ludzie mają swoje, być może pełne bólu, życie, a nie przynoszą tej swojej ofiary przed ołtarz Chrystusa. A przecież sensem naszego bycia na Eucharystii jest oddanie życia, jakie mamy, Chrystusowi. Potwierdza to Jan Paweł II, gdy pisze w liście apostolskim „Dies Domini”, że w Eucharystii ofiara Chrystusa staje się także ofiarą członków Jego Ciała.

Na Mszy św. jest miejsce i dla chodzących do kościoła z przyzwyczajenia, i tych przeżywających na Eucharystii mistyczne spotkanie z Bogiem. Dla tych, którzy pozostają przed kościołem, i tych blisko ołtarza. Dla tych w stanie łaski uświęcającej, i tych, którzy są jej pozbawieni. Warto to katolikom wpajać i jest to zadanie szczególnie dla kapłanów. A co my możemy zrobić, by na nowo wypełnić wiernymi kościoły. – Przede wszystkim możemy dawać dobry przykład. Uczestniczyć w we Mszach i zachęcać innych – młodsi kolegów ze szkoły, starsi – znajomych i sąsiadów – do uczestnictwa – radzi ks. Stefan Moszoro-Dąbrowski.

 

1. Kościół nie podchodzi rygorystycznie do nieobecności na Mszy św. Gdyby tak było, to żaden katolik nie mógłby zdobywać szczytów w Himalajach.

 

2. W niedzielę oraz w inne dni świąteczne nakazane, wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy świętej oraz powstrzymać się od wykonywania tych prac i zajęć, które utrudniają oddawanie Bogu czci, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego. (KPK, Kan. 1247)

3. Jedną z osób, która może w poszczególnych wypadkach i dla słusznej przyczyny udzielić dyspensy od zachowania dnia świątecznego i tym samym od obowiązku udziału we Mszy św. jest proboszcz. Może on także zamienić ten obowiązek na inne pobożne uczynki. Por. KPK 1245

4. Harmonogram odprawiania Mszy św. na całym świecie można znaleźć na stronie: //www.opoka.org.pl/varia/msze/

 

Kościoły i obrządki katolickie, w których możemy w pełni uczestniczyć w Eucharystii:

1. Kościół rzymskokatolicki

– obrządek łaciński, czyli rzymski /najbardziej rozpowszechniony/
– obrządek ambrozjański (Mediolan i okolice)
- obrządek mozarabski, czyli starohiszpański albo wizygocki (Toledo, Salamanka
- obrządek galijski (południe Francji, praktycznie zapomniany)

2. Katolickie Kościoły wschodnie

• Ukraińska cerkiew greckokatolicka, czyli Kościół greckokatolicki (Ukraina i południowo-wschodnia Polska)
• Kościół katolicki obrządku koptyjskiego (Egipt, Ziemia Święta)
• Kościół katolicki obrządku etiopskiego (Etiopia)
• Kościół maronicki (Syria)
• Kościół katolicki obrządku syryjskiego (Syria, Irak)
• Syromalankarski Kościół katolicki (Indie, Pakistan)
• Kościół katolicki obrządku ormiańskiego (Armenia)
• Kościół chaldejski (Irak, Jordania)
• Syromalabarski Kościół Katolicki (Indie, Irak)
• Kościół melchicki (Liban, Jordania, Ziemia Święta)
• Grecki Kościół katolicki (Grecja, Cypr, Ziemia Święta)
• Albański Kościół katolicki
• Białoruski Kościół katolicki
• Bułgarski Kościół katolicki
• Węgierski Kościół katolicki
• Italo-albański Kościół katolicki
• Rumuński Kościół greckokatolicki
• Rosyjski Kościół katolicki
• Rusińska Cerkiew greckokatolicka (USA)
• Serbski Kościół katolicki, tzw. Kościół Krizevci (dawna Jugosławia)
• Słowacka cerkiew greckokatolicka

 

 

ŚWIĘTA NAKAZANE
(obowiązuje udział we Mszy św. pod sankcją grzechu ciężkiego)

1. Wszystkie niedziele roku
2. Wielkanoc (niedziela wielkanocna)
3. Boże Narodzenie (pierwszy dzień świąt)
4. Objawienie Pańskie (Trzech Króli – 6 I)
5. Wniebowstąpienie Pańskie
6. Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej (Boże Ciało)
7. Świętej Bożej Rodzicielki Maryi (1 I)
8. Wniebowzięcie NMP (15 VIII)
9. Uroczystość Wszystkich Świętych (1 IX)

 

 

Jest naprawdę sprawą najwyższej wagi, aby każdy chrześcijanin uświadomił sobie, że nie może żyć wiarą i w pełni uczestniczyć w życiu chrześcijańskiej wspólnoty, jeśli nie bierze regularnie udziału w niedzielnym zgromadzeniu eucharystycznym. Jeżeli w Eucharystii urzeczywistnia się owa pełnia kultu, który ludzie winni oddawać Bogu i którego nie można porównać z żadnym innym doświadczeniem religijnym, to szczególnie wyraźnie ujawnia się to właśnie w niedzielnym spotkaniu całej wspólnoty, posłusznej głosowi Zmartwychwstałego, który ją zwołuje, aby dać jej światło swego słowa i pokarm swojego Ciała jako trwałe sakramentalne źródło odkupienia. Łaska wypływająca z tego źródła odnawia ludzi, życie i historię.

Jan Paweł II, List Apostolski „Dies Domini” (81)

 

 

opr. aś/aś

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama