Pewnie gdybyśmy pozostali w Raju, kwestia miłości dwojga ludzi pozostałaby oczywista.
Piękny jest opis stworzenia świata i ludzi, którego fragment przywołuje dzisiejsze czytanie z Księgi Rodzaju. Bóg uczynił człowieka na swój obraz. Oznacza to między innymi, że człowiek potrzebuje drugiej osoby. Inaczej będzie tęsknił. Stwórca dobrze o tym wiedział:
Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc.
Tęsknoty człowieka nie da się zastąpić żadną inną „istotą żywą”. Człowiek, by mógł w pełni stawać się człowiekiem, potrzebuje osoby równej sobie:
Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
Zachwyt mężczyzny nad kobietą, wyrażony w powyższym zdaniu, to po prostu znalezienie sensu życia. Dopiero teraz człowiek wie, po co żyje. DLA MIŁOŚCI.
Pewnie gdybyśmy pozostali w Raju, kwestia miłości dwojga ludzi pozostałaby oczywista. Niestety, grzech pierworodny i każdy nasz grzech rani i zniekształca miłość. W konsekwencji i faryzeusze, i wcześniej Mojżesz, a dziś my godzimy się na rozwody:
Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić.
Jezus jest tu jednak bezkompromisowy. On przyszedł na świat po to, by nas zbawić. Jego zadaniem jest przywrócenie nam Raju. Przypomina więc nam o tym, co było pierwotnie:
Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem.
Każdy z nas w dniu własnego ślubu, zaraz po uroczystej przysiędze, słyszy dalszy fragment wypowiedzi Jezusa:
Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela.
Potem, w ciągu małżeńskiego życia od nas samych zależy, czy we dwoje chcemy wracać do Raju czy obieramy kierunek powolnego (a czasem gwałtownego) oddalania się od siebie.
Panie, błogosław mojemu małżeństwu: mojej żonie i mnie. Pozwól mi ciągle zachwycać się tą, która jest kością z moich kości i ciałem z mojego ciała. Daj nam, by przetrwało to, co Bóg złączył – miłość, która prowadzi nas razem do Raju.
Andrzej Cichoń
Rozważanie napisane na niedzielę 7. 10. 2018 r.
opr. ac/ac