Polskie wigilie to nie tylko rodzinna sielanka. To także wspomnienia trudnej historii naszego narodu, w której wigilie były światłem pozwalającym rozproszyć ciemności i przetrwać to, co najgorsze – przypomina ks. Dariusz Kowalczyk SJ.
Grudzień, to w polskich dziejach miesiąc bożonarodzeniowej wiary, rodzinnej czułości, ale także osamotnienia, obaw i niekiedy gniewu. To miesiąc nadziei, ale i trudnych wspomnień. Nad betlejemskim żłóbkiem aniołowie radośnie śpiewali: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2,14). Ale z drugiej strony nad Dziecięciem, Maryją i Józefem unosił się od początku cień krzyża. Herod „szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić” (Mt 2,13), a Maryja usłyszała, że jej „duszę miecz przeniknie” (Łk 2,35). Ta zapowiedź wypełniła się na Golgocie, kiedy Matka patrzyła na umierającego na krzyżu jej Syna.
Wigilie Sienkiewicza: chwila misteryjnej ciszy
Henryk Sienkiewicz w „Potopie” zamieścił literacką wizję Wigilii Bożego Narodzenia w oblężonym przez Szwedów jasnogórskim sanktuarium:
„Przyszedł wreszcie wieczór wigilijny. O pierwszej gwieździe zamigotały światła i światełka w całej fortecy”.
W sienkiewiczowskiej narracji Wigilia 24 grudnia funkcjonuje jako chwila misteryjnej ciszy, przed ostatecznym rozstrzygnięciem. I rzeczywiście! Po Bożym Narodzeniu spełniają się słowa przeora Kordeckiego: „Powiadam wam, — a nie ja to mówię, jeno duch boży mówi przeze mnie — że nie wejdzie Szwed do tych murów”.
U Sienkiewicza Wigilia na Jasnej Górze staje się paradoksem zbawienia: to właśnie w największej słabości, w obliczu nieuchronnej klęski militarnej, objawia się moc Boża. Paulini i obrońcy nie mają żadnych szans w racjonalnej kalkulacji – są w mniejszości liczebnej, dysponują mniejszą artylerią, niż otaczające ich wrogie wojska. A jednak właśnie ta bezbronność staje się przestrzenią dla działania łaski. Sienkiewicz wielokrotnie podkreśla, że obrona Jasnej Góry nie jest zwycięstwem ludzkiej strategii, ale owocem wiary i opieki Matki Bożej.
Scena Wigilii w oblężonej Jasnej Górze w „Potopie” stała się archetypem polskich doświadczeń grudniowych. Ten obraz światła w ciemności, kolędy w obliczu zniewolenia, wiary wobec zła, będzie powracał wielokrotnie. Przypomnijmy: Wigilia 1831 w powstaniu listopadowym, gdy Warszawa była oblężona przez Rosjan; Wigilia 1863 w powstaniu styczniowym, gdy powstańcy ukrywali się w lasach; Wigilie 1939-1945 pod okupacją hitlerowską; Wigilia 1981 w stanie wojennym, gdy internowani łamali opłatek w więzieniach. Za każdym razem powraca ten sam schemat: tradycja przeciwko przemocy, wiara przeciwko zniewoleniu, światło przeciwko ciemności. I za każdym razem Wigilia okazuje się aktem oporu, nie militarnego, ale duchowego, kulturowego, tożsamościowego.
Wigilia 1981 – stan wojenny i zdrada narodu
Ponury grudzień 1981 roku wspominał ostatnio prezydent Karol Nawrocki. Podkreślił, że stan wojenny, to była „zdrada narodu” a nie mniejsze zło. Ale ta zdrada nie zdołała zgasić światła wolności: „Bo to światło wciąż płonęło w sercach polskiego narodu, niestety płonęło także za sprawą przelanej krwi”, w tym krwi dziewięciu zabitych górników z „Wujka”. Najbardziej dyskutowany fragment wystąpienia prezydenta dotyczył współczesnej Polski: „I powrócił 13 grudnia, całkiem niedawno, powrócił 13 grudnia, postkomuniści z marginalnym poparciem społecznym za sprawą politycznych i partyjnych układanek dostają najważniejsze funkcje w państwie polskim”.
Na zarzuty, że zamiast łączyć, „dzieli Polaków” i „rozdrapuje rany”, prezydent odpowiedział cytatem ze Stefana Żeromskiego:
„Tak, trzeba czasami rozdrapywać rany, aby nie zabliźniły się powłoką pogardy i niepamięci”. I dodał: „Pogardą jest to, że w XXI wieku w Polsce przywraca się przywileje emerytalne funkcjonariuszom SB. Że ofiary i rodziny ofiar żyją często gorzej niż komunistyczni mordercy”.
Chcemy, by przy świątecznym stole była dobra, rodzinna atmosfera. Dlatego wielu unika tzw. politycznych tematów. Ale czasem nie sposób od nich uciec. Bo tu nie chodzi przecież o jakieś partyjne, bezużyteczne spory, ale o dobro wspólne, o wolność, o niepodległą Polskę, o której pokolenia patriotów marzyły, dyskutowały także przy wigilijnym stole, niekiedy na wygnaniu, w więzieniach, na internowaniu.
Wigilie Wyszyńskiego w komunistycznym więzieniu
Błogosławiony kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski, spędził trzy Wigilie Bożego Narodzenia w komunistycznym więzieniu podczas swojego internowania w latach 1953-1956. W swoich „Zapiskach więziennych” Prymas zanotował:
„A jednak w tym zimnym klasztorze otoczonym przez dziesiątki funkcjonariuszy UB miał się tej nocy narodzić Chrystus”.
Szczególnie bolesne było odcięcie od wspólnoty wiernych. Kard. Wyszyński wspominał: „Z początku słyszeliśmy głosy, dzwony na Anioł Pański, potem już nic. Dopiero bodajże w Nowy Rok, gdy znaleźliśmy się w końcu ogrodu, a drzwi od kościoła może się otworzyły, doszły do nas słowa kolędy: Coś się narodził tej nocy, byś nas wyrwał z czarta mocy…. Tyle do nas doszło, nic więcej”. Tyle i aż tyle! Słowa „byś nas wyrwał z czarta mocy” były szczególnym przesłaniem dla Prymasa. Są takim przesłaniem i dla nas w roku 2025.
Bóg, który stał się prawdziwym człowiekiem, narodził się, a potem umarł i zmartwychwstał, zapewnia nas: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).