• Pytania o wiarę

Dziesięcina z naszego czasu. Bóg dał nam 40 dni na oczyszczenie duszy

Fizyczny głód, dobrowolnie podjęty ze względów religijnych, przypomina, że istnieje jeszcze coś takiego jak głód Boga. To nie jest tylko piękna formuła – tego doświadcza się namacalnie – że post podjęty ze względu na Boga, do Niego zbliża, a modlitwę czyni prawdziwszą i jakby bardziej czystą – pisze felietonista Opoki o. Jacek Salij OP.

W roku 593, w kazaniu na rozpoczęcie Wielkiego Postu, papież Grzegorz Wielki zauważył: „Rok ma 365 dni, nasz post będzie trwał 36 dni, zatem składamy w ten sposób Bogu poniekąd dziesięcinę z naszego roku”. Nie mam pojęcia, jak popularne było takie patrzenie na Wielki Post. Jednak fakt faktem, że pół tysiąclecia później w kronice staroruskiej znalazł się pod rokiem 1074 następujący zapis:

„Bóg dał nam 40 dni tych na oczyszczenie duszy, to bowiem jest dziesięcina, dawana Bogu od roku: dni bowiem jest od roku do roku 300 i 60, i 5, a od tych dni dziesiąty dzień oddawać Bogu na dziesięcinę, to i jest post czterdziestodniowy; przez te zaś dni oczyszczona dusza świętuje uroczyście na Zmartwychwstanie Pańskie, weseląc się w Bogu. Postny bowiem czas oczyszcza umysł człowieka”.

To porównanie do dziesięciny wyraża podpowiedź, żebyśmy Wielki Post starali się przeżywać jako okres szczególnej intensywności religijnej. W sumie jednak jest to porównanie wprawdzie pożyteczne, jednak  historycznie wtórne i nie płakałbym z tego powodu, że w Kościele praktycznie nikt już o nim nie pamięta. Bo przecież podstawowym dla Wielkiego Postu jest jego odniesienie do 40 dni postu Pana Jezusa na pustyni, a jeszcze dalej do 40 lat wędrówki ludu Bożego z ziemi niewoli do ziemi obiecanej.

Bądźmy szczerzy:

Dla wielu dzisiejszych katolików Wielki Post praktycznie niczym się nie różni od pozostałych okresów roku. Zamiast fakt ten komentować, po prostu postanówmy sobie przychodzić w tym roku na wielkopostne rekolekcje oraz nie zapomnieć o przedwielkanocnej spowiedzi. Wprawdzie mało to, ale cieszmy się i z tego, bo jednak przyjęcie sakramentów bardzo realnie przygotowuje nas do świąt Pańskiego Zmartwychwstania.

A to, że praktycznie nie pościmy? Na pewno coś z tym trzeba by zrobić. Bo przecież to nie całkiem w porządku, kiedy dla wierzącego katolika sama nazwa „Wielki Post” jest w zasadzie gołosłowna. Jeszcze moja rodzona babcia, urodzona pod koniec XIX wieku, choć naprawdę nie była dewotką, w okresie od środy popielcowej do wielkiej soboty pościła rzetelnie, a swojego wnuka (czyli mnie) pouczała: „Ciało w wygodzie, a dusza w głodzie – nie powinno tak być”. I to jest prawda: jednym z celów postu jest przyjście z pomocą swojej duszy.

Jest jeszcze jakiś post wprawdzie symboliczny, który jednak trochę kosztuje. Zapewne wielu z nas słyszało już w dzieciństwie zachęty do tego, żeby w Wielkim Poście podjąć np. post od słodyczy albo od telewizji czy od jakichś bardziej nowoczesnych sposobów marnowania czasu. W miarę jak nam przybywało lat, zachęcano nas może do postu od papierosów, od alkoholu oraz do innych tego rodzaju postów. Na pewno takie posty nikomu nie zaszkodzą, a nieraz naprawdę przybliżą nas do Boga.

Najważniejszym jednak postem, ważniejszym niż nawet post o chlebie i wodzie, jest wspomniany przed chwilą post od grzechów. „Bracia i siostry, pośćcie od kłótni i niezgody, zaniechajcie rozpusty, przestańcie znęcać się nad słabszymi, naprawiajcie krzywdy, jakie wyrządziliście bliźniemu” – wielkopostne kazania Ojców Kościoła pełne są takich wezwań. Na przykład święty Augustyn pouczał:

„Bóg odrzuca posty kłótników, przyjmuje posty ludzi pokoju. Odrzuca posty wyzyskiwaczy, przyjmuje tych, którzy dla bliźnich są ludzcy. Odrzuca żyjących w nienawiści, przyjmuje posty takich, którzy wybaczają”.

Ważne pouczenie na temat postu znajdowano w Ewangelii, która czytana jest w środę popielcową, czyli na samym początku Wielkiego Postu. Jest ona wyjęta z szóstego rozdziału Ewangelii Mateusza i zawiera pouczenia Pana Jezusa na temat szczególnej ważności trzech dziedzin naszej aktywności religijnej, tzn. jałmużny, modlitwy i postu. Otóż na podstawie tego fragmentu Ewangelii Ojcowie Kościoła lubili pokazywać trójjednię tych trzech sposobów oddawania czci Bogu. W odniesieniu do postu mówili tak: Post jest to taki ptak, który nie dofrunie do nieba, jeśli zabraknie mu skrzydła modlitwy i skrzydła dzieł miłosierdzia.

Spójrzmy zatem na te dwa skrzydła postu. Fizyczny głód, dobrowolnie podjęty ze względów religijnych, przypomina (może nawet natrętnie!), że istnieje jeszcze coś takiego jak głód Boga. To nie jest tylko piękna formuła – tego doświadcza się namacalnie – że post podjęty ze względu na Boga, do Niego zbliża, a modlitwę czyni prawdziwszą i jakby bardziej czystą.

Ponadto, post może stać się szkołą miłosierdzia chrześcijańskiego, bo uwrażliwia na cudzą biedę. Kto sam zazna głodu,  choćby tylko dobrowolnego,  będzie bardziej skory do pomocy głodującym. „Bezczelny to rolnik – mówił w wielkopostnym kazaniu św. Augustyn – który chciałby żąć tam, gdzie nie siał. O ileż bezczelniejszy jest człowiek, który spodziewa się darów od  Boga, a przechodzi obojętnie obok ubogiego. Bóg sam niczego nie potrzebuje, ale chce być wspomagany w ubogim”.

Mówiąc krótko: Post mający takie dwa skrzydła poniekąd „przymusza” nas do mocniejszego jeszcze zbliżenia się do Boga, ale „przymusza” również do realnej solidarności z ubogimi, skrzywdzonymi, zagubionymi.
 

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama