Jakimś złem Kościół naznaczony będzie zawsze

Czy te dwa twierdzenia – że w Kościele dobrzy są pomieszani ze złymi oraz że wszyscy jesteśmy grzeszni – mogą być jednocześnie prawdziwe? Pomysły na stworzenie chrześcijaństwa idealnego to czysta utopia. Kościół do końca świata będzie się składał z grzeszników. Zarazem stanowczo pamiętajmy o tym, że do końca świata nasze grzechy będą Kościół raniły – pisze o. Jacek Salij OP.

Czy miał rację biskup Fulgencjusz? Równo tysiąc pięćset lat temu tak oto pisał: „Kościół katolicki jest klepiskiem Boga, na którym do końca czasu jest pszenica pomieszana z plewami, mianowicie dobrzy są pomieszani ze złymi. W każdym stanie, wśród duchowieństwa, wśród mnichów, wśród świeckich są dobrzy i źli”. 

Jak widzimy, ze złem w Kościele Fulgencjusz poniekąd się pogodził. Co więcej, nie spodziewał się, że w dającej się przewidzieć przyszłości coś się zmieni na lepsze: Kościół pielgrzymujący do zbawienia tak będzie miał zawsze. Na tej ziemi Kościół nigdy nie będzie idealny, zło będzie dręczyć i kompromitować Kościół „aż do końca czasu”. Starożytny biskup trafnie przywołał tu ewangeliczną metaforę ziarna pomieszanego z plewami. 

Jak ten obraz pomieszania dobrych ze złymi pogodzić z tym, że każdą mszę świętą zaczynamy od przypomnienia sobie, że wszyscy jesteśmy grzeszni? Czy te dwa twierdzenia – że w Kościele dobrzy są pomieszani ze złymi oraz że wszyscy jesteśmy grzeszni – mogą być jednocześnie prawdziwe?

Już sto lat przed Fulgencjuszem szukał odpowiedzi na to pytanie święty Augustyn. Znalazł ją w słowach apostoła Pawła: Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele (Rz 6, 12). Owszem – powiada Augustyn – wszyscy jesteśmy grzeszni, ale ci, którzy żyją w łasce uświęcającej, mimo że też grzeszni, jednak są święci.

Krótko mówiąc to, że jestem grzeszny, to jest jedno, a to, że grzech nie powinien nade mną królować i że sam Bóg chce uczynić mnie świętym, to jest drugie. 

Dlaczego jednak odprawianie Eucharystii zaczynamy od przypomnienia sobie, żeśmy grzeszni? Odpowiedzi na to pytanie szukajmy w przypowieści o synu marnotrawnym. Wraca on do ojca pełen skruchy, jednak ojciec przede wszystkim cieszy się z jego powrotu i na wszelkie sposoby podkreśla, że jest on jego ukochanym dzieckiem. Każda msza święta jest jakoś podobna do tej uczty, jaką wystawił ojciec swojemu marnotrawnemu synowi. Zaczynamy ją od wyznania: „Ojcze, zgrzeszyłem”, ale odprawiamy ją w postawie dziecka, które dobrze wie, że jest kochane.

Jako katolicy nie wstydźmy się tego, że Kościół składa się z grzeszników. „Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników” – te słowa Chrystusa Pana przypominają, że właśnie grzeszników wzywa On do swojego Kościoła. Wzywa po to, żeby grzeszników uczynić świętymi. „Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie” – pisał apostoł Paweł (1 Tes 4,3). 

Uświęcenie to dar nadprzyrodzony, a więc własnym wysiłkiem ani sprytem go nie osiągniemy. Jest do dotyk szczególnej miłości, jaką okazuje człowiekowi sam Bóg, który pragnie, abyśmy byli podobni do Jego Syna. Początkiem naszego uświęcenia jest chrzest, bo właśnie dzięki temu sakramentowi stajemy się, jak to odważnie sformułował apostoł Piotr, „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1,4).

Przez chrzest kolejni ludzie i kolejne pokolenia wchodzą do Kościoła, porzucają niewolę grzechu i podejmują wędrówkę do ziemi obiecanej, ażeby ostatecznie Bóg nas przemienił w swój lud „chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz święty i nieskalany” (Ef 5,27).

W dniu naszego chrztu zostaliśmy – św. Jan Paweł II głosił to z wielką mocą – „prawdziwie włączeni w świętość Boga, wszczepieni w Chrystusa i napełnieni Duchem Świętym. To dlatego pytanie: Czy chcesz przyjąć chrzest? znaczy: Czy chcesz zostać świętym?” Chrzest obdarza łaską uświęcającą i rozpoczyna proces naszego uświęcenia. 

To dlatego Kościół już teraz jest święty, chociaż wciąż jeszcze składa się z grzeszników. Jest święty świętością swojej Głowy i Zbawiciela, Jezusa Chrystus. Święte jest głoszone w Kościele słowo Boże, święte są sakramenty oraz Najświętsza Eucharystia. Ale Kościół jest święty również dlatego, że bardzo wielu spośród nas, którzy uwierzyliśmy w Chrystusa, trwa w świętości,  żyje w łasce uświęcającej i stara się pilnować Bożych przykazań.

A jednak nie mylił się apostoł Jan, kiedy do świętych chrześcijan, którzy rzetelnie starali się o to, żeby grzech się w ich życiu nie rozpanoszył, napisał: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1,8). Jednak już teraz radujmy się, jeżeli grzech w naszym życiu nie króluje.

Pomysły na stworzenie chrześcijaństwa idealnego to czysta utopia. Kościół do końca świata będzie się składał z grzeszników. Zarazem stanowczo pamiętajmy o tym, że do końca świata nasze grzechy będą Kościół raniły. Grzech zawsze będzie wrogiem Kościoła. Nie może być inaczej: grzech jest przecież wrogiem człowieka! on niszczy w nas miłość Bożą!

Krótko mówiąc, chociaż wszyscy jesteśmy grzeszni, to z grzechami – ani własnymi, ani tych, których kochamy – pogodzić nam się nie wolno. Tym bardziej wierni mają prawo oczekiwać, że ich pasterze będą się wręcz wyróżniali moralną prawością i głębią duchową. I nawet więcej – wierni mają prawo oczekiwać od swoich pasterzy, że „w całym postępowaniu staną się świętymi na wzór Świętego, który ich powołał” (1 P 1,15).

Z kolei nas, którzy staramy się żyć w łasce uświęcającej, sam apostoł Paweł upomina: „Ten, komu się zdaje, że stoi, niech uważa, żeby sam nie upadł” (1 Kor 10,12).

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama