Mimo tytułu, nie lefebrystom poświęcony będzie niniejszy felieton. Opowiem o donatystach, bo oni również – podobnie jak tradycjonaliści grupujący się wokół Bractwa Świętego Piusa X – wyrośli z pełnego religijnej gorliwości i budzącego respekt marzenia o Kościele idealnym i obronie katolickiej tożsamości Kościoła – pisze o. Jacek Salij.
Ruch zaczął się tuż po ustaniu takich prześladowań Kościoła, jakich dotąd jeszcze nie było. Mianowicie edykt cesarza Dioklecjana z roku 303 nakazywał odbierać chrześcijanom i niszczyć wszystkie posiadane przez nich księgi święte. Cesarz nie chciał nikogo zabijać za wyznawanie wiary chrześcijańskiej; dopiero odmowę wydania tych ksiąg rozkazał karać śmiercią.
Ruch donatystów zaczął się od wydawałoby się epizodycznego faktu, że w roku 312 jednym z konsekratorów nowego biskupa Kartaginy był biskup oskarżany o niejasne zachowanie się podczas tych prześladowań. Zarzucano mu, że przed prześladowaniem wybronił się po cwaniacku. Skorzystał mianowicie z ignorancji prześladowców i kiedy zażądali od niego wydania ksiąg Pisma Świętego, on przekazał im jakieś dzieła heretyckie. Niektórzy gorliwi chrześcijanie uznali taką ucieczkę przed męczeństwem za zdradę wiary.
Nie oceniajmy tamtego postępku. Fakt faktem, że udzieloną w takich okolicznościach konsekrację biskupią część kartagińskich chrześcijan uznała za nieważną, a w swojej trudnej do zrozumienia gorliwości zaczęła kwestionować ważność wszystkich sakramentów sprawowanych przez tego, ich zdaniem nieważnie wyświęconego biskupa. Wkrótce donatyści zaczęli głosić gruntownie niekatolicką tezę, jakoby sakramenty sprawowane przez grzesznych kapłanów były nieważne: że nieważna jest odprawiana przez nich Eucharystia, nieważne są również udzielone przez takiego kapłana chrzest i rozgrzeszenie.
Zakwestionowanie sakramentów udzielanych przez kapłanów znajdujących się w stanie grzechu doprowadziło w końcu donatystów do tego, do czego doprowadzić musiało: w ogóle do negacji zbawczej skuteczności sakramentów udzielanych w Kościele katolickim.
Wydawało się donatystom, że ich nauka o nieważności sakramentów udzielanych przez kapłanów niegodnych przyczyni się do wzrostu gorliwości w Kościele. W rzeczywistości, wprowadziła do kwitnącego dotąd Kościoła w Afryce wiele niepokoju i istotnie go osłabiła. W rezultacie, donatyzm istotnie – cóż z tego, że bezwiednie? – przyczynił się do przyszłego zwycięstwa islamu na tych ziemiach.
Również w Hipponie, której duszpasterzem był św. Augustyn, donatyści byli dość aktywni, a nawet mieli tam swojego biskupa. Kazania i wykłady wielkiego Doktora pełne są konkretnych nawiązań do tej ich obecności. Przecież jeden tylko Bóg – polemizował Augustyn z donatystami – zna nieomylnie serce człowieka, zatem nie wolno nam uzurpować sobie tej Boskiej wiedzy. Co znaczą twoje słowa – zwracał się do kapłana donatystów – że „dopiero ja udzielam ci tego, co święte"? To tak jakbyś mówił: „We mnie połóż nadzieję". A może ty nie jesteś święty? Pokaż mi swoje serce! Jeśli tego nie potrafisz, to skąd mam wiedzieć, że ty jesteś święty? Przecież nawet ty sam nie wiesz tego na pewno!
Rzecz jasna, wierni mają prawo do świętych kapłanów. Ale przecież to nie jest tak, żeby od świętości kapłana zależała nadprzyrodzona skuteczność sakramentów. Augustyn dziesiątki razy w różnych sformułowaniach powtarzał, że Kościół katolicki uczy nas, żeby nadzieję pokładać w Chrystusie, a nie w takim czy innym człowieku. Do ludu przemawiała rubaszna metafora, że z łaską Bożą jest podobnie jak z promieniami słońca – nie brudzą się one ani nie tracą swoich dobrych mocy, nawet kiedy biegną przez wychodek.
Lubił Augustyn podkreślać, że donatyści, chociaż wciąż okazują nam wiele niechęci, a nieraz nawet nas nienawidzą, przecież są naszymi braćmi w wierze. Chcą czy nie chcą, są naszymi braćmi. Nie byliby nimi, gdyby przestali wołać do Boga: Ojcze nasz! gdyby porzucili Chrystusa, Zbawiciela nas wszystkich. Przecież wiara wasza jest katolicka – wręcz często prosił ich Augustyn – wracajcie do katolickiej owczarni!
Natomiast katolików starał się umacniać w nadziei na pojednanie: „Bracia – pisał na przykład w komentarzu Psalmu 32 – zaklinamy was przez ową przeogromną miłość, której mlekiem jesteśmy karmieni, której chlebem jesteśmy umacniani, zaklinamy przez Chrystusa naszego Pana, przez Jego łaskawość, módlcie się z gorącą miłością do Boga za słabych, za mądrych według ciała, zmysłowych i cielesnych. Są to nasi bracia. Sprawują te same sakramenty. Jakkolwiek nie z nami, to jednak te same. Odpowiadają jedno Amen, wprawdzie nie z nami, ale to samo Amen".
Owszem, niektórzy donatyści wracali do Kościoła, ale tylko niektórzy. Donatyzm, chociaż wyrósł z utopijnego marzenia zbudowania Kościoła samych tylko ludzi czystych i świętych, bardzo szybko musiał się mierzyć z licznymi grzechami we własnych szeregach. Jedyne, co mu się udało naprawdę osiągnąć, to głębokie, przez parę wieków trwające rozbicie chrześcijaństwa na ziemiach Afryki Północnej. Na szczęście, również pod tym względem Pan Bóg jest niezmienny i potrafi pisać prosto, nawet jeśli linie są krzywe! My nie musimy Bożych zamysłów do końca rozumieć.