Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Kim tak naprawdę był o. Jan Góra?

Agnieszka Wawryniuk

Odszedł, nie trzaskając drzwiami

Wielu ludzi do dziś zastanawia się, kim tak naprawdę był o. Jan Góra. Wydarzenia z jego życia i znaki, które towarzyszyły jego śmierci, mówią same za siebie.

Znaliśmy go przez pryzmat Lednicy, książek, kazań, wywiadów i wielu artykułów prasowych. Dla mnie zawsze był Bożym szaleńcem, człowiekiem do głębi przekonanym o miłości Chrystusa. Nie potrafił i nie chciał zatrzymać tego tylko dla siebie, więc mówił, tworzył, organizował... Do dziś pamiętam jeden z wywiadów, gdy z uśmiechem wspominał, że na Lednickich Polach kiedyś rosły tylko buraki i zboże, a dziś wzrasta tam Chrystusowa młodzież. Ciągle zadziwiało mnie jego zafascynowanie Janem Pawłem II. Papież Polak był dla niego jak wyrocznia. Ciągle powtarzał za nim: „Żyjcie tak, by ludzie pytali was o Boga”. Kiedy ojciec opowiedział mu o planach zorganizowania pierwszej Lednicy, papież tylko się uśmiechnął i powiedział: „Góra, szalejesz, ale szalej dalej!”. Zawsze żartowali. Nie było miedzy nimi dystansu. Papież pukał się w czoło, kiedy o. Jan poprosił go o odlanie dłoni w silikonie protetycznym. Potem dominikanin powtarzał, że to jego antena do nieba. Kiedy wyjeżdżał z Watykanu, zawsze prosił o jakąś papieską pamiątkę. Papież się tylko śmiał, ale zawsze odpowiadał na jego prośby. Kiedyś nawet żartobliwie uderzał go za to laską po plecach. Kiedy o. Jan spytał: „za co to?”, Ojciec Święty z prostotą odpowiadał: „profilaktycznie”.

Zakochany w Panu

Zadziwiało mnie i niezwykle cieszyło, że Jan Paweł II specjalnie przygotowywał przemówienia na Lednicę. Było ich łącznie osiem. Do dziś są skarbnicą wiary, miłości i wszystkiego, co mieści się w słowie „powołanie”. Nie byłoby tego, gdyby nie o. Jan.

O. Góra „zaraził” mnie Pieśnią nad Pieśniami. Najpierw poprzez pieśni i kanony lednickie. Do dziś uwielbiam te melodie, te niesamowite wersy mówiące o niepojętej i jakże intymnej miłości Boga do każdego z nas. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że na swoim obrazku prymicyjnym napisał: „Ukaż mi swoją twarz. Daj mi usłyszeć swój głos. Dla Ciebie przecież żyję, mówię i śpiewam”. Te same słowa znalazły się w czytaniu mszalnym przypadającym na dzień jego śmierci. Kiedy przygotowywał się do swojej ostatniej Liturgii, podkreślił trzy zdania. Pierwsze - „Ukochany mój! Oto On. Oto nadchodzi”. Drugie - „Matka mojego Pana przychodzi do mnie”. Trzecie - „Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł już czas przycinania winnic i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie”. Jakby przeczuwał, że odjedzie. Pan wezwał go podczas Mszy św. O. Jan zdążył jeszcze zaśpiewać „Święty, święty, święty”. Ucałował ołtarz i wyszedł do gabinetu. Zasłabł. Umierał w habicie i stule. Przed śmiercią wspominał, że czuje przy sobie coraz większą bliskość Boga, że jest absolutnie wypełniony Chrystusem.

Spełnione życie

W swoich wypowiedziach wielokrotnie powtarzał, że zawsze chciał być dla młodych ojcem. Przed 30 laty w książce „Kasztan” napisał proroczo: „Jak to jest, że ja nie mając dzieci, mam przecież dzieci i to często mam je bardziej niż ci, którzy je mają. Jak to jest, że nie mając dzieci ze względu na Chrystusa, mam je również ze względu na Niego. Mam bardziej i więcej. Odnajdujemy się wzajemnie w sobie. Stale odwołujemy się do siebie i na siebie powołujemy. Ja na nich, oni na mnie. Cieszymy się, jeśli znajdujemy coś ze swego u drugich. Kiedy mój świat staje się ich światem. Nie tylko tak po wierzchu, ale w głębi. I stale pochłania mnie problem tej tajemniczej formuły, przez którą ja będę w nich a oni we mnie. Przez nich uczę się, co to znaczy być ojcem. To najmocniejsze wiązanie świata. To wcale nie znaczy, że jestem taki genialny i że to wszystko rozumiem, albo że tego nie chciałem lub że do tego dorosłem. To młodzież, nie chciane dziecko w moim życiu, wymusiła na mnie, bym był dla nich ojcem. Tak oto staliśmy się rodziną. A gdy świat, który tworzy się wokół nas i w nas samych, pewnego dnia się rozpadnie, to przecież zostaną oni, ci, którzy zechcieli wziąć cząstkę mojego świata, jakiś szczegół lub kształt mojej własnej miłości i uczynić go swoją własnością. A zatem nie umrę, ale żył będę, bo są tacy ludzie, którzy rodząc się do swojego świadomego życia, narodzili się przeze mnie. Tak oto z wolna moja samotność została zamieniona na miłość. Podobnie zresztą moja wolność. Nie jestem już sam. Chciałbym bardzo, ażeby i o mnie kiedyś moi współbracia mogli powiedzieć tak, jak powiedzieli o jednym średniowiecznym zakonniku, że nie lękał się chwili ostatniej, bo spełnił życie jeszcze przed śmiercią, i nie przerażał go zgon, bo umiał cieszyć się życiem. Odszedł z tego świata nie trzaskając drzwiami...”.

Agnieszka Wawryniuk
Echo Katolickie1/2016


opr. ab/ab



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć pogrzeb Lednica Jan Góra pola lednickie Siewcy Lednicy
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W