Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Sebastian Moryń (red.)

Poradnik Małego Grzesznika



Wydawnictwo: Fronda


fragmenty książki:

Czy posiadanie buddyjskich figurek i afrykańskich rzeźb to grzech?

Jako kapłan egzorcysta jestem przekonany, ze do tej płaszczyzny bałwochwalstwa należy zaliczyć także figurki buddyjskich mnichów, afrykańskie maski, drzewka szczęścia lub inne amulety i talizmany, które maja dać człowiekowi szczęście i uczynić jego życie bezpiecznym. Wszystkie te przedmioty w sposób często zawoalowany i subtelny odciągają od Życia i Prawdy, a jednocześnie ukierunkowują ku śmierci
– rozważa ks. Maciej Sarbinowski SDB

Bóg objawił się człowiekowi jako troskliwy i miłosierny Ojciec, żywo zainteresowany szczęściem swojego dziecka, czyli człowieka. W końcu za każdego z nas o ofiarował swojego Syna, Jezusa Chrystusa. Bóg objawił człowiekowi swoja wszechmoc i potęgę, ale nie zniewolił go. Za Benedyktem XVI można powiedzieć, ze Bóg wyznaczył, ale nie naruszył immunitetu ludzkiej wolności. Pozostawił człowiekowi wolna wole, która on sam może czasem źle wykorzystywać. Wówczas odwraca się od Życia i Prawdy i posługując się stwierdzeniem biblijnego proroka Jeremiasza, zwraca ku „popękanym cysternom”, które nie tylko nie dają mu życia, ale często są źródłem lęków.

Mało mówi się dziś o grzechu bałwochwalstwa, który bardzo często jest przyczyna ludzkich tragedii. „Ozdabianie” naszych domów buddyjskimi  - figurkami, łapaczami snów czy drzewkami szczęścia niewątpliwie do takiej puli grzechów należy. Katechizm Kościoła Katolickiego od art. 2112 wyjaśnia dokładnie, czym jest grzech bałwochwalstwa. Czytamy tam m.in., ze każdy, kto korzysta z horoskopów, astrologii, przepowiedni i wróżb lub korzysta z jakiegoś medium, grzeszy.

Jako kapłan egzorcysta jestem przekonany, ze do tej płaszczyzny bałwochwalstwa należy zaliczyć także figurki buddyjskich mnichów, afrykańskie maski, drzewka szczęścia lub inne amulety i talizmany, które maja dać człowiekowi szczęście i uczynić jego życie bezpiecznym. Wszystkie te przedmioty w sposób często zawoalowany i subtelny odciągają od Życia i Prawdy, a jednocześnie ukierunkowują ku śmierci.

Współczesny człowiek nie jest świadomy, ze przestrzeń tych przedmiotów, ich duchowość stoi w sprzeczności z Boskim Objawieniem i antropologia chrześcijańska. Na czym ta sprzeczność polega? Krótko mówiąc, duchowość chrześcijańska zasadza się wokół Credo; mówimy, ze wierzymy w Boga Ojca Wszechmogącego, Syna Jego jedynego, Pana naszego, zaś te wszystkie przedmioty, o których rozmawiamy, nie są neutralne pod względem duchowym. Za ich pośrednictwem można obcować z duchami przodków czy jeszcze innymi; zdarza się, ze mogą to być duchy demoniczne. Trudno omówić szczegółowo każdą taką egzotyczną pamiątkę wakacyjna, dlatego wspomnę choćby o duchowości Indian, która zdaja się przenikać demoniczne duchy.

A co wtedy, kiedy człowiek przywozi do domu te wszystkie egzotyczne pamiątki i trzyma je w mieszkaniu tylko ze względów estetycznych, po prostu jako ozdobę? Tu, niestety, nie sprawdza się słynne „cogito, ergo sum”. To nie ja kształtuje rzeczywistość już obecna, nie mam wpływu na duchowość, która już jest. Nie jestem pewien, czy te przedmioty nie zostały omodlone przez wróżbiarzy czy szamanów.

W swojej posłudze jako kapłana i egzorcysty spotkałem się z przypadkami zniewoleń, których źródłem stało się właśnie posiadanie tego typu rekwizytów. Pamiętam, ze to były afrykańskie maski, które, omodlone przez wróżbiarza, stały się przyczyna cierpień mieszkańca domu, w którym się znalazły.

Jaka jest recepta, aby przez nieświadomość albo ignorancje nie zwrócić się ku okultyzmowi? Jak mówił św. Paweł, należy unikać wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Dlatego ważny jest pewien radykalizm, zarówno ten fizyczny (czyli wyrzucenie albo nawet zniszczenie wątpliwych przedmiotów), jak i duchowy (skorzystanie z sakramentu pokuty i pojednania). Zasadniczym elementem duchowego oczyszczenia jest także wyrzeczenie się bałwochwalstwa. Jeśli to nie pomoże, może okazać się, ze konieczna będzie pomoc nie tylko kapłana, ale równiez egzorcysty.

OPINIE:

Shepherd:

Idąc tokiem rozumowania autora ci oddani demonicznej duchowości Indianie bardzo odcierpieli ekumeniczne kontakty z przedstawicielami wiary chrystusowej... I kto w nich był wilkiem, a kto owcą, to dodawać nie trzeba. Wyciągając dalsze wnioski, trzeba się mocno zastanowić nad kondycją duchową pracowników muzeów etnograficznych. A kustosza to i może poddać badaniom? Nie mówiąc już o niebezpieczeństwie wyjazdu do takiej np. Tajlandii. Tu jedna figurka, tam wokół tysiące...

m0cna ekstremistka antyaborcyjna:

Egzotyczne figurki jako ozdoba: przedmiot sam przez się nie oddziałuje. Dopiero nasze przekonanie, że ma on moc, lub też szukanie jej, może na działanie jakiejś mocy nas otworzyć. No i co oznacza, że przedmiot jest przez kogoś omodlony? Przedmioty nie mają mocy. Ma ją Bóg, ma ją demon.

AlexanderDegrejt

Buddyzm jest systemem filozoficznym. Religią zaś może być nazwany wyrosły z buddyzmu lamaizm.

ArekPolak:

A czy Św. Piotr nie jadał z poganami pokarmów ofiarowanych bożkom? Za co zrugał go wtedy Św. Paweł i co mu dokładnie zarzucił w tym postępowaniu? Demona trzeba przyjąć do swego serca za przyzwoleniem. Ale jak ktoś słaby... Zastanawiam się, czy to nie jest też bałwochwalstwo, przypisywanie takiego znaczenia zwykłym figurkom uczynionym ręką ludzką. Ale z egzorcystą aż niezręcznie polemizować.

Ferretti:

Niech się przejedzie do muzeum misyjnego księży Werbistów w Pieniężnie. Tam jest tyle tych przedmiotów, że cały klasztor przesiąknięty jest złymi duchami.

Czy jazda „na gapę” jest grzechem?

Jeżeli ktoś jedzie autobusem bez biletu z chora osoba do lekarza czy z rodzącą żoną, jeśli był zamknięty kiosk, nie mieliśmy pieniędzy na bilet, a jednak musieliśmy pilnie jechać autobusem, nie jest to grzech
– rozważa ks. Bogdan Bartołd

Jeżeli ktoś jedzie autobusem bez biletu z chora osoba do lekarza czy z rodzącą żoną, jeśli był zamknięty kiosk, nie mieliśmy pieniędzy na bilet, a jednak musieliśmy pilnie jechać autobusem... czy to jest grzech? Nie, to jest usprawiedliwione. To są wyjątkowe sytuacje, nagłe, niezależne od nas. Prawo ma służyć człowiekowi. Grzech jest wtedy, gdy ktoś w sposób świadomy i dobrowolny przekracza przykazania kościelne. Możemy zawsze kupić bilet autobusowy i ofiarować nieskasowany innej osobie jako zadośćuczynienie.

Jednak jazda „na gapę” bez biletu z pełną premedytacja jest grzechem. Można rozważać sytuacje incydentalne, gdy np. ktoś nie zdążył kupić biletu. Zasada jednak generalna jest taka, ze jeśli ktoś korzysta ze środków komunikacji, czy to będzie autobus czy tramwaj, to musi sobie zdawać sprawę, ze za to się płaci.

Myślę, że jest to szerszy problem. Za czasów komunistycznych wszystko była nasze i wspólne. Mocno rozpowszechnione było przekonanie, ze wiele nam się należy za darmo. To myślenie nie zmieniło się radykalnie wraz z nadejściem wolności, bo zbyt wielu młodych nie szanuje prawa i kieruje się wyłącznie egoizmem. Przecież jeśli nie kasuje biletu, to kradnę. Okradam kierowce, bo skorzystałem przecież z jego usługi. To jakbym wszedł do baru, najadł się i nie zapłacił.

Młodzi ludzie jazdę bez biletu traktują trochę jak sport: złapią albo nie złapią. Zobaczymy. Jest adrenalina. Trzeba być jednak wiernym w małych sprawach, aby być później wiernym w dużych. Złodziej na początku nie kradnie miliona, tylko zaczyna od drobnych kradzieży. Nie ma uświęcania celu w zły sposób.

Jeśli chodzi o przekazywanie sobie skasowanego biletu w autobusach, także jest to nieuczciwością. Inaczej jedynie jest wtedy, gdy ktoś kupił bilet, nie korzystał z niego i ofiarował mi go. Patrząc na akcje protestu przeciwko drogim cenom biletów, rodzi się pytanie, czy tak wysokie ceny są uzasadnione, gdy jednorazowy bilet normalny w Warszawie kosztuje 3,60 zł? – dodaje ks. Bartołd.

OPINIE:

Ulgen:

Ksiądz nie ma racji – nie kasując biletu, nie okradam kierowcy, tylko innych pasażerów - oni płacą wyższą cenę za bilet, bo płacą za gapowiczów. Komunikacja w miastach jest dofinansowywana przez samorząd, nie państwo. To władze lokalne i sąsiadów okradamy, nie płacąc za bilet.

WolnyNiewolnik:

Jeśli potraktujemy „nasze” władze jako grupę złodziei, którzy rabują nas każdego dnia z naszych pieniędzy (jako zatrudniona osoba płacę od moich dochodów brutto 40% pieniędzy na ZUS, opiekę zdrowotną, podatek PIT, potem 23% na podatek VAT i wysoki podatek akcyzowy w benzynie + podatek bankowy 19% + nieustający podatek od wydrukowanych przez „nasz” rząd pieniędzy – drukowanie oznacza, że moje 100zł po wydrukowaniu dodatkowych pieniędzy warte jest np. 90zł) i te pieniądze przeznacza na pensje armii urzędników, służbę zdrowia, z której nigdy nie mogę skorzystać, emerytury, której nigdy nie dostanę, to naprawdę nie widzę w tym nic złego, że bronię się przed tym rabunkiem jak mogę (nie kupując biletu publicznej komunikacji, odbierając część moich zrabowanych pieniędzy). Moje słowa odnoszę oczywiście do publicznej komunikacji (np. warszawskiej), organizowanej przez władze Wawy, które też, jak mogą, łupią dodatkowo warszawiaków na podwyższonych czynszach za lokale, wodę, śmieci. Aha, i dodatkowo „nasze” władze łupią nas jeszcze poprzez czynsze energii elektrycznej, gdzie ponad 50% rachunku to jest dodatkowy podatek (m.in. w ramach jakiegoś globalnego ocieplenia), który elektrownie muszą odprowadzać do skarbu państwa. Naprawdę odechciewa się mieszkać w takim kraju jak Polska. Mam nadzieję, że po październikowych wyborach obecne partie sejmu nie będą w nim obecne i ludzie wybiorą innych normalnych ludzi, żeby wprowadzili prawdziwą wolność i przestali nas rabować z pieniędzy!

Superfajny:

Komunikacja miejska jest monopolem. Są osoby, które nie mają wyjścia i muszą z niej korzystać. Nawet jeżeli komunikacja miejska nie dopnie się w normalny sposób, to zarząd miasta ściągnie potrzebne środki z mieszkańców, podwyższając inne opłaty, od których nie sposób uciec. Mając taką perspektywę, urzędnik miejski może np. kupić bardzo drogie „ekologiczne” autobusy, oczywiście dla dobra swoich podopiecznych, nie licząc się z rachunkiem ekonomicznym. Krążą plotki, że „prowizja” od takich decyzji potrafi wynieść nawet 15 – 20%. Im wyższa kwota zakupu, tym wyższa „prowizja”. Za wszystko i tak zapłacą „jelenie”. Pouczenia księdza Bartołda można również rozpatrywać w takim kontekście.

Waleczny:

Według mnie jazda na gapę jest grzechem. Po pierwsze, to komunikacja miejska jest teraz mieniem prywatnym, współfinansowanym ewentualnie przez samorządy, czyli ten, kto jedzie na gapę, okrada prywatnego przedsiębiorcę. Po drugie – a co z tymi, co jeżdżą i kasują? Czy są to słabiaki albo „ciapy”, bo nie potrafią sobie radzić (nie są cwaniakami)? Grzech, czy mały, czy duży – to zawsze grzech. Nie mówię, że podatki w Polsce są sprawiedliwe, ale pytam się, jakie byłyby sprawiedliwe i jak to bezstronnie określić?

Czy palenie marihuany jest grzechem?

Celem palenia marihuany jest odlot. Jeśli nie ma majaków, sztucznego śmiechu czy jakichś innych objawów, to takie palenie nie zostaje uznane za udane. Ona ma wywołać określony stan, który odrywa od rzeczywistości – rozważa o. Fabian Błaszkiewicz SJ

Marihuana to nie to samo, co papierosy i alkohol. Ona odkształca świadomość. W swojej wieloletniej pracy z ludźmi uzależnionymi od adrenaliny, sportów ekstremalnych, pornografii czy mediów widze wyraźnie, ze gdy cokolwiek powoduje u człowieka odkształcenie świadomości i brak kontaktu z rzeczywistością, nazywając to hasłowo odlotem, nie tylko wywołanym substancjami chemicznymi – jest to złe. Jesteśmy stworzeni przez Boga, aby korzystać z trzeźwości swojego umysłu, żyć z Nim w świadomej łączności.

Święty Paweł mówił, żeby nie upijać się winem, ale napełniać się Duchem. Z zasady nie pali się marihuany jak papierosa, aby się odprezyć czy uspokoić. Celem palenia marihuany jest odlot. Jeśli nie ma majaków, sztucznego śmiechu czy jakichś innych objawów, to takie palenie nie zostaje uznane za udane. Ona ma wywołać określony stan, który odrywa od rzeczywistości. Jeżeli wchodzimy w to całą swoją wolą – jest to grzech. Odlot nie jest potrzebny katolikowi. My nie mamy odkształcać swojej świadomości. W Mądrości Syracha czytamy, aby w piciu wina nie być zbyt odważnym, bo ono wielu zgubiło. Syrach dodaje, ze umiarkowane picie, które ma odprężyć po meczącej pracy, jest uzasadnione. Przekroczenie tej granicy prowadzi do zguby, bo bierze ona górę nad świadomością. Kieliszek wina czy wódki nie jest grzechem, ale celowa utrata świadomości – tak. W paleniu marihuany nie ma stanów pośrednich, np. lekkiego odprężenia. Tu chodzi o „znieczulenie się”.

Jeśli rastafarianie uważają palenie marihuany za święty obrzęd, to dzięki rozmowom z wieloma z nich, uważam, ze jest to taki pokrętny, sarkastyczny argument, w który sami nie do końca wierzą. Jeżeli ktoś mi mówi, ze palenie marihuany to „sakrament”, ale który ma zaatakować moralność katolicką, to dla mnie jest to oszustwo. Jedna osoba powiedziała mi, ze Haile Selassie jest Lwem Judy i poprzez palenie wciąga się jego ducha, przyjmując jego ciało i krew. To ma bluźnierczy charakter wobec Jezusa, a z katolickim sakramentem nie ma nic wspólnego. Cytaty biblijne o zielu tez są nadinterpretacja, bo nie odnoszą się do marihuany. Nawet jakby chodziło o zioła lecznicze, to nigdzie na kartach Pisma Świętego nie wspomniano wprost o marihuanie. Akceptowanie „religijności” marihuany i branie udziału w takim obrzędzie jest dla katolika aktem bluźnierczym.

Słyszałem o leczniczym działaniu marihuany, która ponoć uśmierza ból. Jeśli celem zażywania marihuany nie jest odlot, ale uśmierzenie bólu, to nie jest to grzech. Grzech jest złem, na które z całą wolą i świadomością decyduje się człowiek. Akt palenia marihuany, żeby odjechać ze swoja świadomością, jest grzechem. Nie mówię już o uzależnieniu, które jest zniewoleniem – dodaje o. Fabian.

Czy niewybaczenie donosicielom i Tajnym Współpracownikom jest grzechem?

Od strony religijnej w wybaczeniu za krzywdy powinniśmy się kierować jednak tym, ze jest to indywidualna decyzja. To nie jest tak, ze musisz przebaczyć oprawcom i jest to twój psi obowiązek. Ten, który krzywdził, często nie rozumie osoby krzywdzonej – rozważa ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Prawo do wybaczenia mają tylko ofiary. Często w ich imieniu wypowiadają się w życiu publicznym osoby, które nie doznały krzywdy, ale zabierają głos jako „autorytety moralne” i wybaczają albo nie. W III RP nie doszło do wyraźnego osadzenia osób, które skrzywdziły innych. I nie chodzi o to, aby kogoś skazać, ale jasno powiedzieć, ze komunizm był złem i ci, którzy służyli komunizmowi, postępowali źle. Niestety po roku 89. procesy sadowe za strzelanie do robotników w 1970 r. czy do górników w kopalni Wujek to była kpina. Okrągły stół „uniewinnił” funkcjonariuszy SB. Ofiary więc maja poczucie podwójnej krzywdy, bo były bite, wyrzucane z pracy czy w jakiś inny sposób prześladowane i brak osądu sprawców za te czyny bardzo je krzywdzi. Pamiętam matkę zastrzelonego górnika pod kopalnia Wujek, która z Koszalina dojeżdżała przez wiele lat na Śląsk, oczekując sprawiedliwości, która nie nastąpiła.

Od strony religijnej w wybaczeniu za krzywdy powinniśmy kierować się jednak tym, ze jest to indywidualna decyzja. To nie jest tak, ze musisz przebaczyć oprawcom i jest to twój psi obowiązek. Ten, który krzywdził, często nie rozumie osoby krzywdzonej. W Krakowie była komisja Pamięć i Troska, powołana przez ks. kardynała Stanisława Dziwisza. Ta komisja jednak nigdy nie spotkała się z ofiarami. Wielu poszkodowanych działaczy „Solidarności” widzi, ze ta komisja wcale nie chce z nimi rozmawiać. To pokazuje, ze również działania Kościoła nie służyły temu, aby przebaczyć i pojednać się w tej bolesnej sprawie. To mnie bardzo martwi, ze Kościół uciekał od rozwiązywania tych problemów. Rozmyto złe działania księży. A co może czuć w sercu osoba, która w swojej teczce znalazła donos księdza na siebie?

„Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – to jest wykładnia i wielu moich znajomych w głębi serca przebaczyło swoim prześladowcom, ale chcą prawdy i sprawiedliwości. Przyjęto jednak taka fałszywą zasadę, ze ten, kto domaga się prawdy, jest mścicielem. To jest pomylenie pojęć lansowane często w mediach przeciwnych lustracji. Osoby, które są przeciwne lustracji, często lękają się prawdy.

Zobaczyłem, jak ludzie, którzy na mnie donosili, po 20 latach byli wobec mnie bardzo agresywni. To pokazuje, jak duże jest zakłamanie. Ono jest większe niż wcześniej. Kiedy widze w życiu publicznym osobę zachowującą się niesłychanie agresywnie, to wiem, ze jest ona wewnetrznie skłócona ze swoim sumieniem. Ona nie jest w stanie przeprosić i w swojej dawnej o erze widzi wroga.

Za pozytywny przykład mogę podać Stanisława Filoska, który na mnie nie donosił, ale na innych kolegów tak. On przyznał się publicznie do tego. Jako robotnik zachował się przyzwoiciej niż księża po studiach teologicznych, którzy dalej trwają w zakłamaniu.

W Niemczech ujawniono wszystkie akta Stasi. Na czele komisji badającej stanął pastor Gauck. On mi powiedział, ze zrobił to dlatego, bo jako pastor jest wolny od wszelkich nacisków politycznych. Chce wyprowadzić tez z tego normy moralne i taka norma moralna jest Wielki Tydzień opisany w Ewangelii. Tam jest przykład Judasza i św. Piotra. Jeden i drugi zdradził. Jeden przeprosił i Jezus mu wybaczył. Judasz nie przeprosił i jeszcze do tego popełnił samobójstwo. Piotra Jezus uczynił pierwszym papieżem. Dla grzeszników istnieje zawsze spowiedź, wyznanie winy. Człowiek, który żyje w zakłamaniu, żyje w agresji. Trzeba się autentycznie nawrócić. Nie bać się tego. Życie w prawdzie jest inne.

OPNIE:

Tradycyjny:

Święta prawda, proszę Xiędza. Leslaw: Kwestia wybaczenia jest sprawą indywidualną. Williams: Świetnie to ksiądz ujął, że wybaczać mogą tylko ofiary. My, pozostali ludzie, stojący poniekąd z boku, powinniśmy po prostu wstrzymać się od osądu sprawcy, ale wspierać ofiary i pomagać im. Ale oczywiście zbrodnie trzeba pamiętać, gdyż one ożywają za każdym razem, gdy zbrodniarz się uaktywnia w jakikolwiek negatywny sposób.

Tairh:

Czy ściganie nazistów po 70 latach ma jeszcze coś wspólnego ze sprawiedliwością? Czy wsadzenie takiego gościa na kilka lat do więzienia (taką perspektywę ma w ich przypadku dożywocie) będzie miało w sobie choć namiastkę sprawiedliwości? Czy nie chodzi tu raczej tylko o zemstę, ukaranie „za wszelką cenę” nieszkodliwych już w gruncie rzeczy ludzi?

Hepulinka13:

Sprawiedliwość czy zemsta?? Oczywiście można to różnie interpretować. Natomiast taki publiczny osąd i wsadzenie do więzienia może takiej osobie dać do myślenia. Wielu z nich całe życie żyło w luksusie, a przynajmniej dobrze im się wiodło. Może w innych warunkach będą mieli okazję przemyśleć swoje czyny, jeśli wcześniej im się to nie udało i choćby przygotować lepiej na śmierć. Oczywiście może, bo tak być nie musi.

FrodoONR:

Przepraszać też może tylko sprawca, podobnie jak wybaczać tylko ofiara. Kara zaś nie ma nic wspólnego z zemstą. Jeżeli ktoś uważa karanie zbrodniarzy za zemstę, to powinien postulować likwidację wymiaru sprawiedliwości, który się opiera najwyraźniej tylko na zemście. Stanczyk: Bardzo dobrze napisane. Absolutnie tu nie chodzi o jakąś zemstę, ale o określenie pewnych norm w społeczeństwie. Trzeba pokazać, co było przestępstwem, a co nie. No, ale do tego trzeba by było zgody większości społeczeństwa. Zastanawiam się czasami, gdzie ta większość stoi?

Czy bogacenie się jest grzechem?

Biorąc do kieszeni pieniądze niewspółmierne do naszego wysiłku występujemy przeciwko uczciwości – rozważa ks. Jacek Stryczek

Czy bogacenie się jest grzechem? Wolałbym zadać to pytanie w odwróconej formie – czy niebogacenie się jest grzechem? Jeśli wnikliwie przyjrzymy się ewangelicznym zaleceniom, dojdziemy do wniosku, ze to właśnie niebogacenie się jest złe. Dbanie o pieniądze wielu wydaje się być podejrzane, tymczasem jest dokładnie odwrotnie!

Pamiętamy wszyscy kontrowersyjna scenę z Ewangelii, kiedy Jezus chwali nieuczciwego rządcę. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny – puentuje Chrystus. Co to oznacza? Jezus wymaga od nas pewnego sprytu, zaradności życiowej. Ten, kto będzie potrafił rozsądnie zarządzać swoimi zasobami, kto umie zadbać o środki potrzebne do życia, ten jest na dobrej drodze, by jego pieczy powierzyć sprawy Królestwa Niebieskiego.

Jezus chce, abyśmy potrafili sobie radzić w życiu, to znaczy, ze mamy być zaradni także pod względem finansowym. Jeśli ktoś nie ma tej zdolności, to oczywiście trudno mówić o tym w kategorii grzechu ciężkiego, ale niewątpliwie ta niezaradność jest pewnego rodzaju zaniedbaniem. Jak powierzyć komuś wielkie rzeczy, jeśli nie potrafi rozsądnie gospodarować swoimi pieniędzmi?

Rzecz ma się bardzo podobnie w kontekście biblijnej przypowieści o talentach. Pan pochwalił tego sługę, który pod jego nieobecność potrafił rozmnożyć podarowane mu pieniądze, a nie zakopał je w ziemi i bezczynnie czekał. Potępiony jest ten, kto nie zajmował się pomnażaniem talentów (czyli pieniędzy: talent to ok. 34 kg złota)

Kiedy jednak dbanie o pieniądze staje się duchowym zagrożeniem? Wtedy, kiedy wartość naszego życia zaczynamy mierzyć wartością posiadanych pieniędzy. Wartość człowieka w żaden sposób nie zależy od ilości zarabianych pieniędzy. Takie myślenie w prostej drodze prowadzi do zatracenia samego siebie. Grzech popełniamy także wtedy, gdy na drodze tego naszego bogacenia się zaczynamy krzywdzić naszych bliźnich.

A co wtedy, kiedy deklarujemy się jako bardzo wierzący, pobożni katolicy, a w pracy zaniedbujemy nasze obowiązki? Hołdujemy staremu porzekadłu: „Zarobić, ale się nie narobić”? To oczywiste, ze biorąc do kieszeni pieniądze niewspółmierne do naszego wysiłku, występujemy przeciwko uczciwości. Podpisując umowę, zobowiązujemy się do rzetelnego wykonywania naszych obowiązków. A markowanie pracy to zwyczajne oszustwo, kłamstwo.

Ten grzech ma równiez drugi wymiar – markując prace, zaniedbujemy nasze talenty, siły, środki. Bez podejmowania wyzwań stoimy w miejscu, nie rozwijamy się, czyli de facto, grzeszymy. Ewangelia, kiedy naucza o grzechu, nie mówi o nim w sposób statyczny. Grzeszysz, jeśli zabiłeś, ukradłeś, zdradziłeś, etc. A jeśli nie zabiłeś, nie ukradłeś, nie zgrzeszyłeś, to tez grzeszysz. Nie robiąc nic, marnujesz swoje talenty, czyli marnujesz życie.

Pięknie o etyce pracy mówił Jan Paweł II. Zawsze podkreślał, ze praca rozwija człowieka, czyni go wartościowym, pokazuje, jakimi jesteśmy ludźmi.

OPINIE:

Jacek Schmidt:

Taaa... czyli z tego punktu widzenia największymi grzesznikami są klauzurowe siostry zakonne i np. trapiści ślubujący ubóstwo... Warto także zwrócić uwagę na rozkwit „chrześcijaństwa” opartego o popularnych „telewizyjnych ewangelistów” w Stanach, głoszących teologię sukcesu w stylu: „naśladuję Jezusa, dlatego jeżdżę Rolls Royce’m”.

Fatman:@Jacek- Schmidt:

Bo tak jest. Albo jesteś zaradny, albo nie. Ktoś, kto nie zarabia na siebie, liczy automatycznie na pomoc innych, co oznacza plan, nawet podświadomy, bezprawnego wykorzystywanie cudzego wysiłku.

Ja9:

„Idź, sprzedaj, co posiadasz, rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie.” Hm, tylko jak to pogodzić z „rozsądnym zarządzaniem swoimi zasobami i umiejętnością zadbania o środki potrzebne do życia” etc. Oraz z tym, że „Jezus wymaga od nas pewnego sprytu, zaradności życiowej.” To jakaś nowa teologia cwaniactwa? Bo te wyraźnie przebijające się aluzje, że Pan Jezus jakoby wyjątkowo ukochał sobie biznesmenów, którzy jakoby lepiej niż inni realizują Jego świętą wolę, to - coś mi się wydaje – jednak pewne teologiczne przegięcie?

Sorcier:

Dyskusja jest pozbawiona sensu, dopóki ktoś nie ustali bezspornie, co oznacza sformułowanie: „pieniądze współmierne/ niewspółmierne do włożonego wysiłku”. A poza tym nie brak sytuacji typu: ktoś wali kilofem cały boży dzień, gdy tymczasem wystarczyłoby użyć młot pneumatyczny, który stoi obok i robota byłaby gotowa w godzinę. Czy płacić mnóstwo pieniędzy za głupotę i zmarnowany wysiłek??? Czy głupota i marnotrawstwo (również własnych sił i umiejętności) nie jest również grzechem??? A poza wszystkimi – czy jest coś złego w tym, że ktoś wykona swą pracę mniejszym nakładem sił, zgodnie z zasadą: „Nie jest sztuką zrobić i się straszliwie narobić. Sztuką jest zrobić i się jak najmniej narobić”??? I to raczej sprawą pracodawcy lub kierującego jest optymalne wykorzystanie czasu, wysiłku i zdolności pracowników. Oczywiście, ewidentne okradanie pracodawcy oraz oszukiwanie go jest grzechem i to nie podlega wątpliwości.

SzEm:

Także uważam, że właściciel winnicy płacący 1 denara za godzinę pracy w Ewangelii był cholernie niesprawiedliwy wobec pracujących w spiekocie dnia...:) Aspersja: Moim zdaniem zarabianie niewspółmiernych pieniędzy to wynajem mieszkania, w którym grzyb zjada ściany, a meble się rozpadają, pobierając za to opłatę około 1000zł + czynsz do spółdzielni, bo w mieście uniwersyteckim wszystko się wynajmie.

JM:

(1 Tm 6,2c-12) Tych rzeczy nauczaj i do nich zachęcaj! Jeśli ktoś naucza inaczej i nie trzyma się zdrowych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z pobożnością, jest nadęty, niczego nie pojmuje, lecz choruje na dociekania i słowne utarczki. Z nich rodzą się: zawiść, sprzeczka, bluźnierstwa, złośliwe podejrzenia, ciągłe spory ludzi o wypaczonym umyśle i którym brak prawdy – ludzi, którzy uważają, że pobożność jest źródłem zysku. Wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz z poprzestawaniem na tym, co wystarczy. Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść. Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni! A ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami. Ty natomiast, o człowiecze Boży, uciekaj od tego rodzaju rzeczy, a podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością! Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne: do niego zostałeś powołany i [o nim] złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków.

Czy separacja jest grzechem?

Jeżeli współmałżonek jest bity i poniżany, a dzieci krzywdzone i żyjące w strachu i druga strona nie ma już siły do życia w takim chorym związku małżeńskim, to czy Kościół poparłby w takim wypadku separacje małżonków? – rozważa ks. prof. Andrzej Szostek

Jeżeli współmałżonek jest bity i poniżany, a dzieci krzywdzone i żyjące w strachu i druga strona nie ma już siły do życia w takim chorym związku małżeńskim, to czy Kościół poparłby w takim wypadku separacje małżonków? Rozwód w świetle prawa cywilnego dla kościelnej strony nie jest tożsamy z rozwiązaniem małżeństwa w sensie kościelnym. Kościół nie jest aż tak niemądry, aby nie znał sytuacji bolesnych. Lekarstwem akceptowanym w Kościele jest separacja. Życie osobno. Nie rozłąka, ale następny związek małżeński jest kwalifikowany jako grzech. Jeśli się okaże, ze rzeczywiście przed ślubem było dobrze, a w małżeństwie zachowanie współmałżonka zupełnie inne, to być może są podstawy do zakwestionowania ważności małżeństwa. Bo może było to oszustwo, zatajenie czegoś istotnego. Można zwrócić się do sadu kościelnego o stwierdzenie nieważności związku. To nie jest zakończenie ważnego małżeństwa, tylko stwierdzenie, ze od początku kanonicznie był nieważny.

A jeśli w separacji jest niewierność? Nie ma naprawy, skruchy, ale wręcz przeciwnie, jeszcze gorsze zachowanie? Jeśli nawet dochodzi do radykalnego rozejścia się małżonków, to nie jest to jeszcze grzech. Z punku widzenia państwowego może być to rozwód, z kościelnego – nie, choć może stanowić stały rozpad pożycia małżeńskiego. Grzech to wejście w drugi związek małżeński.

Czy mimo bolesnej zdrady można uniknąć rozwodu? Nie jestem w małżeństwie i trudno mi się wcielać w skórę małżonka. Stwierdzenie jednak zdrady przez jednego z małżonków jest sprawą niesłychanie bolesną, dotkliwa i upokarzającą. To uderzenie godzące w to, co jest najbardziej intymne w ludzkim sercu i życiu. Jednak czasem głęboka analiza tego złożonego problemu może spowodować nie tyle rozstanie, ale wzmocnienie związku. To może pokazać trudności w małżeństwie, problemy także u drugiej strony, które po przebaczeniu można wspólnie pokonać. Każdy grzech jest wybaczalny w Kościele (z wyjątkiem grzechu przeciw Duchowi Świętemu, ale nie o nim tu mówimy), nawet taki jak zdrada. Bóg może z tego wyprowadzić dobro.

Czy mamy dziś do czynienia z liberalizacją stwierdzenia nieważności związków małżeńskich przez Kościół? Sprawa dotyczy wprowadzonej przed kilku laty nowej przeszkody, dotyczącej trwałej niezdolności do realizacji sakramentalnego związku małżeńskiego. Ta nowa przeszkoda jest rozwinięciem wcześniejszej, dotyczącej kanonicznego wieku zawarcia związku małżeńskiego. Próg 18 lat wyznaczony jako limit wieku ważnego małżeństwa nie odnosi się tylko do aktu płciowego i wzbudzenia potomstwa, dlatego ze taka zdolność mają młodzi ludzi wcześniej. Ustanowienie tego progu na wysokości 18 lat już zakładało nabycie dojrzałości nie tylko seksualnej do zawarcia związku małżeńskiego.

Widzimy dziś, ze wielu młodych małżonków nie do końca w małżeństwie jest dojrzałych. Kościół mimo tego nie podnosi progu wieku udzielania małżeństw. O ile dojrzałość biologiczną i płciowa jest dobra, o tyle osobowościową może pozostawiać dziś wiele do życzenia. Trzeba być duchowo i psychicznie odpowiedzialnym, a w efekcie okazuje się, ze wiele młodych małżonków nie zdaje sobie z tego sprawy. Kościół uprzytomniwszy sobie te cywilizacyjna przemianę i niezdolność do bycia małżonkiem, zdecydował się taką niedojrzałość wyodrębnić jako przeszkodę, która może stanowić o jego nieważności.

OPINIE:

Ulgen:

Zdrada może nie być końcem, pod warunkiem, że zdradzający zaprzestanie swoich praktyk, a zdradzany pogodzi się z rzeczywistością. Niestety, w życiu bywa, że zdradzający zdradza notorycznie, a zdradzany nie jest w stanie wybaczyć upokorzenia.

Blue eyes:

Zdrada powinna być przyczyną umożliwiającą stwierdzenie nieważności małżeństwa. Ten, kto zdradza, nie jest dojrzały, bo nie rozumie, że niezbędnym warunkiem małżeństwa jest wierność i uczciwość.

Czy nienoszenie koloratki to grzech?

Powołanie kapłańskie dotyczy całego naszego życia. Jesteśmy poślubieni Jezusowi. Taki jest sens celibatu. Znak przynależności do niego jest bardzo ważny. Jest tez narzędziem apostolskim, bo przypomina nam samym, kim jesteśmy – rozważa ks. Jan Sikorski

Powołanie kapłańskie dotyczy całego naszego życia. Jesteśmy poślubieni Jezusowi. Taki jest sens celibatu. Znak przynależności do niego jest bardzo ważny. Jest tez narzędziem apostolskim, bo przypomina nam samym, kim jesteśmy. Musimy borykać się z trudnościami, a wiec nas samych kapłański strój też chroni i przypomina ludziom, ze maja swoich pasterzy. Świadomość, że pasterz jest wśród nas, jest budująca. Noszenie oznak księżowskich, jak koloratka czy sutanna, jest istotne. Mówił o tym Jan Paweł II i Benedykt XVI, ze sutanna jest cennym znakiem. Widze tez, ze księża na ogół o tym pamiętają.

Są wyjątkowe sytuacje, jak wyjazdy wakacyjne, turystyczne, podróże, czas odpoczynku, relaksu czy „schowania się” przed ludźmi w swojej pustelni i wtedy nienoszenie koloratki czy sutanny jest uzasadnione. Takich sytuacji jest jednak stosunkowo mało. Z zasady ksiądz powinien być rozpoznawalny. Sam powinien te swoja tożsamość cenić i być wiernym.

Są jednak księża, którzy nonszalancko i ostentacyjnie nie noszą koloratki. Czy jest jakiś trend wśród kapłanów na nienoszenie „po księżowskiemu”? Jest taka ideologia, z która się nie zgadzam, ze świadczymy tylko czynami, tym, kim jesteśmy, a nie strojem. Ukryci miedzy ludźmi, bez zewnętrznych oznak, mamy być świadkami Chrystusa i tylko po naszych czynach mamy być rozpoznawani. Dla mnie to, ze małżonkowie noszą swoje obrączki jest symbolem ich wierności. To dla mnie równie ważny zewnętrzny znak.

Czy zdejmowanie obrączki czy koloratki, gdy krępują, można porównać do zdrady, niewierności? Ksiądz nie powinien chodzić w miejsca, gdzie wstydzi się nosić koloratkę. Sutanna czasem prowokuje. W mediach jednak ksiądz powinien być rozpoznawalny, ze jest księdzem – podkreśla ks. Sikorski.

OPINIE:

casimirus:

Koloratkę może sobie nosić albo albo i nie nosić. Najważniejsze, żeby nosił zawsze sutannę.

Amy:

W pełni popieram! Ksiądz ma mieć koloratkę i sutannę! Księża, nie rezygnujcie z tego z powodu strachu ani wygody! Bądźcie świadectwem! Ilu ludzi potrzebuje często zwrócić się do księdza, zapytać o coś na ulicy – ci, którzy nie chodzą do kościoła, ale nie tylko ci... Ludzie kochani, pasterze nasi, BĄDŹ- CIE ŚWIADECTWEM! Nie chowajcie głowy w piasek! Wasze noszenie sutanny można porównać znaku krzyża wykonywanego przez świeckich: albo się przyznaję, albo nie... I mogę być świadectwem, wzorem, mogę dodać odwagi innym i pokazać, że tworzymy Kościół – albo i nie. Jako katoliczka bardzo proszę kapłanów, żeby nosili sutanny, a przynajmniej koloratki. Ludzie tego potrzebują! Nie tajniaczcie się! Polipid3: „Są wyjątkowe sytuacje, jak wyjazdy wakacyjne, turystyczne, podróże, czas odpoczynku, relaksu czy schowania się przed ludźmi w swojej pustelni i wtedy nienoszenie koloratki czy sutanny jest uzasadnione.” Za dużo furtek, proszę księdza!


opr. aś/aś


 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: grzech grzeszność porada dylemat
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W