„Tu byłem do pierwszej Komunii”. Przez dzieci do ich rodziców

Przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii św. ma w sobie olbrzymi potencjał ewangelizacyjny. Czy potrafimy go wykorzystać?

Tu był kiedyś kościół i ja w tym kościele byłem do Pierwszej Komunii – mężczyzna w średnim wieku, na oko mój rówieśnik, z psem na smyczy postanowił mnie zagadnąć w chwili, gdy przechodziłem wraz z kolegą obok niewielkiego zamku przerobionego na hotel. Połączony korytarzem z budynkiem przypominającym kościół skromnie odbijał promienie zachodzącego kwietniowego słońca, co ma znaczenie, gdyż zagadujący – jak stwierdził – celowo przyjechał w to miejsce, by wspominać wydarzenia sprzed czterdziestu lat.

Spodobało mi się to, co mówił, ale i przyszła mi do głowy pewna myśl: nawet gdyby ten mężczyzna nie zagadał do księdza, ale do jakiegokolwiek przechodnia, wszyscy – albo prawie wszyscy – w naszym kraju wiedzieliby, co znaczy „być do Pierwszej Komunii”. Używam tego cytatu celowo, nie tylko dlatego, że równie klarowne jest w Polsce powiedzenie o zegarku z Pierwszej Komunii albo rowerze otrzymanym w prezencie z tej właśnie okazji. Tak było, przynajmniej kiedyś, i nie zamierzam narzekać, że teraz już tak nie jest i że wszystko kręci się wokół drogich prezentów, strojnych sukienek i wypasionych imprez przypominających wesela. Nie będę narzekał, bo narzekają od lat wszyscy, a i tak pierwszokomunijny biznes trzyma się świetnie. Raczej na wspomnienie tego „do Pierwszej Komunii” zapytałbym, co „po Pierwszej Komunii”, bo słyszałem, że coraz częstszą jest tendencja, iż kolejny raz przy ołtarzu nastolatki spotykają się podczas bierzmowania. Też nie mam im tego za złe. Zapytałbym raczej, czy ci, którzy przy chrzcie dzieci postanawiali wprowadzić je w chrześcijańskie życie, na pewno zrealizowali swoje postanowienie.

W bieżącym numerze „Gościa” kierujemy uwagę Czytelników nie tyle na ten marketingowy i zbanalizowany sznyt panujący wśród nas obowiązkowo w okolicy którejś z majowych niedziel, ile na to, że prawidłowe przeprowadzenie przygotowania nie tylko dzieci, ale również ich rodziców do tego sakramentu ma wciąż potencjał ewangelizacyjny. To oznacza, że rodzice również mogą się formować i na nowo odkrywać swoje miejsce w Kościele, gdy towarzyszą swoim pociechom w tych przygotowaniach. „Znam małżeństwa, które wróciły do Kościoła, bo wypadało wysłać dziecko do Pierwszej Komunii, a ponieważ ono tego chciało, rodzice przystąpili do ołtarza wraz z nim” – zagadnął o. Przemysława Ciesielskiego Marcin Jakimowicz.  „Ja też znam takie sytuacje, w których dzieci przyciągnęły do Kościoła dorosłych” – odpowiedział dominikanin, dodając: „W naszych wspólnotach ten wymiar ewangelizacyjny Komunii jest bardzo mocny”.

Bardzo mi się to spodobało, tak samo jak wątek o zakładaniu dzieciom białej szaty (alby) po pierwszej spowiedzi, również przez rodziców. Dzieci, jak twierdzi Ciesielski, doskonale rozumieją, o co w tym geście chodzi. A i dla rodziców jest to zapewne bardzo poruszający moment. Więc może jednak da się odejść od tych wszystkich tradycji, które zakłócają właściwy sposób przeżywania tego wielkiego dnia – rozkładając właściwie akcenty i równie poważnie traktując zarówno dzieci, jak i ich rodziców.

 

Gość Niedzielny 18/2023

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama