Maryja Wniebowzięta: przytulona do serca Jezusa

Nikt nie widział momentu wniebowzięcia Maryi, tak jak nikt nie widział momentu zmartwychwstania Jezusa. Nie umiemy więc ująć tego wydarzenia w dosłownym, naturalistycznym wyobrażeniu. Jednak sztuka sakralna potrafi intuicyjnie wskazać na głęboki sens teologiczny Jej wzięcia do nieba: została ona „utulona” przez Jezusa, tak jak sama tuliła Go do serca, gdy był dzieckiem.

 

Wszelkie wyobrażenia wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny są tylko wyobrażeniami. Nikt z ludzi tego wydarzenia nie oglądał ani osobiście nie przeżywał czegoś podobnego. Snucie zaś analogii do barwnego opisu wniebowzięcia Eliasza czy wzmianek o wniebowzięciu Henocha jest nie do końca uprawnione. Szczególnie w przypadku Eliasza niełatwe jest przebicie się przez biblijne i żydowskie kody kulturowe, żeby zrozumieć, co robi tam „wóz ognisty” zaprzęgnięty w „ogniste rumaki” (por. 2 Krl 2, 11).

Wniebowzięcie Matki Bożej nie zostało w jakikolwiek sposób zrelacjonowane czy choćby odnotowane w Biblii. Z dzisiejszego punktu widzenia może się to wydawać dziwne. Ale w żadnej z ksiąg Nowego Testamentu nie znajdziemy także wzmianki o śmierci Matki Bożej czy św. Józefa. A przecież kiedy spisywano najpóźniejsze z tych ksiąg (ok. 100 r. po Chrystusie), obydwoje rozstali się już z tym światem. Nie ma zatem przesłanek, żeby przypuszczać, że to rozstanie odbyło się w sposób sensacyjny i cudowny. Św. Józef zmarł cicho zapewne po odnalezieniu Pana Jezusa w świątyni, a przed rozpoczęciem przez Niego publicznej działalności. Obecność Matki Bożej jest odnotowana w Dziejach Apostolskich jeszcze po wniebowstąpieniu Chrystusa. Możemy się jej domyślać również w dniu Zesłania Ducha Świętego. Potem ślad się urywa. W opisie arcyważnego tzw. Soboru Jerozolimskiego (ok. 50 r. po Chrystusie) już nie wspomina się o Jej obecności.

Nie mamy powodów, żeby – sugerując się analogiami do wniebowzięcia Eliasza czy Henocha – trwać w przekonaniu, że Matka Boża w ogóle uniknęła śmierci. Nie zobowiązuje nas do takiej wiary dogmat o wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny z duszą i z ciałem, ogłoszony dopiero w roku 1950. Wyraźnie mówił o tym św. Jan Paweł II w katechezie podczas audiencji generalnej 25 czerwca 1997 r.: skoro Syn Boży przeszedł przez ludzką śmierć, to dlaczego mielibyśmy nie dopuszczać takiej możliwości w odniesieniu do Jego Matki? Kościół nakazuje nam jedynie trwać w wierze, że ciało Maryi nie uległo rozkładowi w grobie, ale zostało w pewnym momencie przemienione i uwielbione. Od tej chwili Maryja z duszą i ciałem cieszy się pełnią szczęścia wiecznego u boku Chrystusa. Wiara i pobożność Kościoła zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie nie kwestionuje także pochówku Matki Bożej, czcząc Jej grób i celebrując Jej „zaśnięcie”.

Grób Matki Bożej w pobliżu groty Getsemani na Górze Oliwnej w Jerozolimie jest pusty, podobnie jak pusty jest grób Jej Syna u stóp Golgoty. Nie wiemy, kiedy dokładnie zauważono w nim brak doczesnych szczątków Maryi. Mogło to być już rok po Jej śmierci. Zgodnie z ówczesnymi zwyczajami mniej więcej po tym czasie można było otworzyć grób, zebrać pozostałe kości do specjalnego pojemnika, zwanego ossuarium, żeby w tym samym grobie złożyć kolejne ciało. Wiele takich ossuariów możemy oglądać przy kościele Dominus Flevit. Dlaczego zatem w Nowym Testamencie nie odnotowano braku ciała Maryi w grobie? A może jednak do tego nawiązuje św. Paweł, kiedy ok. 52 r. z całą stanowczością pisze do Koryntian o powszechnym zmartwychwstaniu, które nastąpi według ściśle ustalonej kolejności: „Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa w czasie Jego przyjścia” (por. 1 Kor 15, 23). W tym kontekście brak szczątków Matki Bożej w grobie, jak również śladów ich naturalnego rozkładu, mógł nikogo nie dziwić. Któż bowiem pełniej należał do Chrystusa już w czasie Jego pierwszego przyjścia niż Maryja?

Artyści, którym przychodzi się zmierzyć ze zobrazowaniem przejścia Matki Bożej do nieba, mają zadanie prawie tak trudne, jak odmalowanie Zmartwychwstania Chrystusa, które dokonało się w nocy i bez wiarygodnych świadków. Każdy więc radzi sobie, jak potrafi. Jedni skupiają się na przedstawianiu słabnącej Maryi – jak w ołtarzu Wita Stwosza w bazylice Mariackiej w Krakowie, drudzy ukazują Ją na marach – jak w kościele Zaśnięcia NMP na Syjonie. Jeszcze inni przedstawiają Matkę Bożą już w chwale nieba, a czasem – jak w głównym ołtarzu włocławskiej katedry albo u nas na okładce – malują poniżej pusty grób. Nie do końca jednak pusty, bo jak na Matkę Bożą Zielną przystało, wypełniony najpiękniejszymi kwiatami. Ciekawie radzą sobie z tym twórcy ikon, ukazując Maryję „zasypiającą” w otoczeniu apostołów, a wyżej jest niewidziany przez nich Chrystus, biorący w ramiona maleńką figurkę – to „dusza” Matki Bożej, tulona przez Jezusa do serca, jak niegdyś On był tulony do Jej serca. To jest najpełniejszy algorytm wniebowzięcia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama