• Pytania o wiarę

Pokorna obecność Wszechmocnego

Ksiądz zmierzający z komunią świętą do wiernych potknął się na schodkach i mało powiedzieć, że upadł, bo dosłownie runął, a niesione przez niego komunikanty w całości rozsypały się po posadzce kościoła. Do niedawna byłoby czymś oczywistym, że takie przez nikogo niechciane wydarzenie należy osłonić zasłoną dyskrecji. Dzisiaj „trzeba” o nim informować na prawo i lewo.

Internet postarał się, żeby o tym przykrym wypadku, który w ostatnich dniach zdarzył się w kościele w Skawinie, dowiedziała się cała Polska. Skorzystajmy z tego i spróbujmy z perspektywy tamtego właśnie wydarzenia spojrzeć na prawdę Najświętszego Sakramentu. Chciałoby się, żeby godnego najwyższej czci sakramentu zbawczej obecności Chrystusa z nami nie spotykały takie poniżające sytuacje.

Ale żeby tylko takie! Podam konkretny przypadek, z którym zetknąłem się osobiście. W czasach Gomułki władze podejmowały, pod hasłami rozdziału Kościoła od państwa, wiele bardzo dotkliwych decyzji skierowanych przeciwko ludziom wierzącym. Otóż w ramach tej akcji, w tarnobrzeskim szpitalu zlikwidowano kaplicę. W takich przypadkach zazwyczaj sama nawet milicja zabiegała o to, żeby księża zabrali sobie wszystkie znajdujące się w kaplicy rzeczy święte. Tym razem milicja tak się porządziła, że obsługujący ten szpital dominikanie nawet Najświętszego Sakramentu nie mogli odzyskać. Dopiero po kilku latach ktoś przyniósł do klasztoru znalezione w jakiejś szpitalnej skrytce liturgiczne naczynia. Święte postacie zupełnie spleśniały.

Takie to są paradoksy daru Wcielenia. Nie tylko podczas historycznego przebywania na naszej ziemi, Syn Boży zgodził się znosić z naszej strony nienawiść i pogardę, oszczerstwa i niesprawiedliwości, a w końcu straszliwie bolesną śmierć na krzyżu. Również oddając się nam w sakramencie Eucharystii, dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że cząstki Eucharystii będą się mieszały z prochem ziemi oraz że będą nieraz znieważane przez ludzi złej woli i różnych nienawistników.

Oto wiele mówiący spis przedmiotów, jakie znaleziono przy aresztowanym w roku 1793 w Orleanie jezuicie, nazwiskiem Julien d´Herville: „Znaleziono przy nim wszystkie środki do uprawiania fanatyzmu i przesądu: szkaplerz z dwoma medalikami, małe okrągłe pudełko z zaczarowanym chlebem, taśmę, na której był przyczepiony duży krzyż ze srebra oraz kryształowy relikwiarz”. Zauważmy, że nienawistnik sporządzający ten protokół Eucharystię nazwał „zaczarowanym chlebem”. Coś jednak z nauki Kościoła rozumiał, jednak miał dla niej wyłącznie głęboką pogardę.

 Rzecz jasna, skoro władze republiki nie życzą sobie, żeby ks.  d´Herville odprawiał katolickie nabożeństwa, takiego zbrodniarza trzeba ukarać! Jak? To przecież jasne, że jedynie słuszną będzie kara śmierci. I rzeczywiście, ks. d´Herville został zgilotynowany. Informację podaję za książką prof. Grzegorza Kucharczyka, pt. „Czerwone karty Kościoła”.

Miałem zaszczyt opublikować kiedyś istotne fragmenty przejmującego opisu profanacji, jakiej uciekający przed Niemcami bolszewicy, zabiwszy najpierw wszystkich bez wyjątku zakonników, dopuścili się w roku 1941 w dominikańskim kościele w Czortkowie. Tekst pt. „Eucharystyczna pieczęć męczeńskiej śmierci” być może jeszcze da się znaleźć w internecie.

W Czortkowie opatrznościowo spełniły się wtedy słowa apostoła Pawła, że „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Tekst powstał niemal natychmiast po dokonanej przez bolszewików zbrodni. Napisała go Augustyna Moroz, która była bezpośrednim świadkiem niemal wszystkich opisanych przez siebie wydarzeń. Najpierw jednak wczujmy się w pierwsze wrażenia autorki po wejściu do sprofanowanego kościoła:

„Zewsząd wiało spustoszenie i groza. Szłyśmy razem, trzymając się za ręce i drżąc ze strachu i wzruszenia. Widok okropny uderzył nasze oczy. Na myśl przyszła Hiszpania i zdjęcia zbezczeszczonych kościołów. W kościele panował wielki nieład. Widać było, że zbrodniarze spieszyli się i nie zdążyli wszystkiego zniszczyć. Na ołtarzach poprzewracane lichtarze i flakony. W dwóch miejscach na posadzce leżał tynk, gdyż widocznie strzelali do sufitu. Pająki powyginane i ozdoby szklane pobite. Wielki ołtarz wydawał nam się dziwnie ogołocony”.

Odpowiedzią na profanację była jedna wielka adoracja: „Kazik Adamski przyniósł do naszego domu zawiniętą w obrus zgiętą puszkę i wielką ilość konsekrowanych Hostii. Położył na stole i rzekł klękając: To jest Najświętszy Sakrament. Odmówiliśmy wspólnie akty adoracji. Stale adorowaliśmy Niebieskiego Gościa, a Matuś na przemian z Ojcem czuwali przez całą noc. W sobotę przed południem wybraliśmy się z kilkoma osobami do kościoła. Zaczęliśmy po całym kościele penetrować, wszystko oglądać. W prezbiterium i przy fotelach znaleźliśmy kilka komunikantów zbrudzonych, podeptanych. Ciocia delikatnie zebrała je do znalezionego korporału. Zaczęliśmy dokładnie oglądać posadzkę i znalazłyśmy jeszcze kilka Hostii. Odmawialiśmy wtedy głośno: Chwała i dziękczynienie. W naszym domu ciągle po kilka osób adorowało Pana Jezusa. Tej nocy również czuwali na przemian Matuś z Ojcem”.

„Przyszła niedziela, pierwsza bez Mszy św. i księdza, ale Pan Jezus był między nami i to było naszą pociechą”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama