Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Maciej Müller, Tomasz Ponikło

Bez znieczulenia

Antyklerykalizm szkodzi Kościołowi.
Ale jest mu niezbędny.

Błogosławcie tych, którzy was przeklinają” — mówi Chrystus w Kazaniu na Górze (Łk 6, 28). „Błogosławcie, a nie złorzeczcie” — dopełnia św. Paweł (Rz 12, 14).

Z ust ludzi Kościoła słyszymy, że antyklerykalizm to choroba, na którą „nic nie poradzimy” (abp Marian Gołębiewski). Na dodatek opanowała ona media, co więcej, „media katolickie serwują nieustannie doniesienia o skandalach w Kościele licytując się często z brukowcami” (ks. prof. Marek Starowieyski). W sporze o Komisję Majątkową „Kościół katolicki jest atakowany w sposób niesprawiedliwy, bezprzykładny i nikt nie odważyłby się wystąpić wobec innej wspólnoty wyznaniowej w Polsce z takimi atakami” (bp Stanisław Budzik).

Niedawno ogłoszono, że do rozsyłanego biskupom „Internetowego Dziennika Katolickiego” ma wrócić przegląd prasy. Redakcja Katolickiej Agencji Informacyjnej wycofała go kilka miesięcy wcześniej, ponieważ, jak tłumaczył jej prezes Marcin Przeciszewski, liczni księża „zwracali uwagę, że w ten sposób do środowisk duchownych docierają głosy krytyki Kościoła publikowane przez niektóre gazety”. Teraz jednak do redakcji KAI przychodzą pytania: dlaczego cenzurujecie to, co o nas piszą?

Jaka choroba zagraża Polsce?
Kleroza.

Antyklerykalizm staje się trendy. Nowo powstały ruch Janusza Palikota wynosi jego hasła na sztandary, konkurując z lewicą — w której frazeologii Kościół funkcjonuje jako przyczyna większości nieszczęść polskiej demokracji. SLD nie oddaje zresztą pola i ostrymi deklaracjami Grzegorza Napieralskiego chce odzyskać odpływający elektorat. O szkodliwym dla państwa uprzywilejowaniu kleru pisze również „Krytyka Polityczna”, a w ostatnich miesiącach „Gazeta Wyborcza”.

Z drugiej strony katolicyzm staje się... obciachowy. Młody katolik w „katolickim kraju” coraz częściej znajduje się w sytuacjach, kiedy czuje, że nie na miejscu byłoby podkreślanie swojej tożsamości religijnej (o czym pisze Misza Tomaszewski). Na jednych taka atmosfera działa paraliżująco, w innych środowiskach sprawia, że „wiąże się beton”. Np. we „Frondzie”, której forumowicze uwielbiają być bardziej papiescy od papieża.

Dawny antagonizm polityczny między tzw. spadkobiercami Solidarności a tzw. dziedzicami PZPR — miarą przynależności do któregoś z obozów miał być m.in antyklerykalizm — przeniósł się na kolejne pokolenie. Zupełnie jakbyśmy byli genetycznie obciążeni czy to populistycznym krytykanctwem wobec Kościoła, czy to bezmyślnym podporządkowaniem władzy jego hierarchów w sprawach bynajmniej nie dotyczących wiary i moralności.

Nadal krytyka Kościoła jest odbierana przez naszą hierarchię jak niesprawiedliwie wymierzony cios. I wrzucana do worka z etykietą „antyklerykalizm”. Worka bardzo przepastnego...

Ale co właściwie znaczy to słowo? I dla kogo?

PWN-owska encyklopedia „Religia” (Warszawa 2003) o antyklerykalizmie: „w potocznym rozumieniu postawa niechęci, czasami przechodzącej we wrogość, wobec zbytniego zaangażowania kleru (zwł. katol.) w życie polit.--społ., motywowana obawą przed przekształceniem systemu państw. w system teokratyczny (państwo wyznaniowe)”. Ale kto poważny roztacza dziś wizję zagrożenia mglistym pojęciem „państwa wyznaniowego”? W kraju demokratycznym odpowiedzialność za stanowienie prawa ponoszą wyłącznie politycy, wybrani w wolnych wyborach, którzy co najwyżej mogą (za co są osobiście odpowiedzialni) ulec naciskom ludzi Kościoła. A antyklerykalizm codzienny — niechęć do księży, Kościoła, nawet wiary — to zazwyczaj po prostu krytyka.

W rezultacie powstaje słowo-wytrych na pejoratywne opisanie opinii, które Kościołowi się nie podobają. Z drugiej strony — innego słowa brak.

Prof. Mirosława Grabowska, socjolog i dyrektor CBOS, uważa, że antyklerykalizm to spojrzenie na cechy charakterystyczne Kościoła, które wyłapuje i wyolbrzymia to, co negatywne. Dokładniej trudno go opisać, bo największe ośrodki badań — jak CBOS, ale też TNS OBOP — nie zadają respondentom pytań, z odpowiedzi na które można by zbudować wskaźniki antyklerykalizmu.

Jeśli media mówią o wzroście tendencji antyklerykalnych, chodzi więc na ogół o zmniejszenie zaufania do Kościoła. Tak zresztą interpretowano wrześniowy sondaż CBOS, który wykazał 10-procentowy spadek wskaźnika pozytywnej opinii o Kościele (do 54 proc.) przy jednoczesnym wzroście, także 10-procentowym, złej o nim opinii (35 proc.). Oczywiście tłem dla tak gwałtownej zmiany jest tzw. afera krzyżowa.

Samozwańczy trybun krzyczy na placu Defilad: „Precz z zakłamaniem! Precz z hipokryzją! Precz z nietolerancją! Precz z pedofilią! Precz...”. Ktoś z tłumu przerywa: „Panie, coś się pan tak tych księży uczepił!?”.

„Atak na ten krzyż i nietolerancja wobec niego były zupełnie nie do przyjęcia. Lewactwo poczuło się niesłychanie wzmocnione wypowiedzią Komorowskiego i rozpoczęło frontalny atak na obecność Kościoła w życiu publicznym. Dziwię się, że niektórzy, nawet biskupi, tego nie dostrzegają” — to słowa Jarosława Kaczyńskiego („Gość Niedzielny” nr 41/10). Taką diagnozę podziela część obywateli-katolików, którzy czują się marginalizowani.

„To, o co walczą, nie jest nawet walką o równość, jest walką o przywileje” — kontruje Kinga Dunin (w debacie „Polska tolerancja” na portalu tezeusz.pl). Inna feministka, Agnieszka Graff, pisze metaforycznie: „Przekonanie, że Polska jest krajem katolickim, jest jak magma, w której wszyscy — katolicy i niekatolicy — grzęźniemy (...) i wdychamy jej mdłe opary” (w: „Kościół, państwo i polityka płci”, Warszawa 2010).

Z kolei dziennikarz „Gościa” Bogumił Łoziński twierdzi, że mamy do czynienia z „dążeniem do prawnego wykluczenia Kościoła ze sfery publicznej”. W ten sposób media dorzucają trzy grosze do procesu tworzenia w części wiernych i w hierarchach poczucia zagrożenia — zewsząd.

Co prawda, podstaw tego można doszukać się m.in. w deklaracjach (dodajmy: niewiele mających wspólnego z demokracją) redaktora naczelnego serwisu Racjonalista.pl, Mariusza Agnosiewicza: „Sprzeciwiamy się jakiemukolwiek wpływowi Kościoła na życie polityczne oraz publiczne, dążymy do zepchnięcia religii jeśli nie w niebyt, to do sfery prywatnej” („TP” nr 25/09).

Jedno jest pewne: to, co w polskiej debacie publicznej występuje pod nazwą „antyklerykalizm”, z definicją PWN-owską niewiele ma wspólnego.

— Na pewno czym innym był antyklerykalizm w Polsce międzywojennej, czym innym w totalitarnym PRL, a czym innym w kraju, który gwarantuje Kościołowi wszystkie prawa — mówi prof. Grabowska. — Ten, z którym spotykamy się dzisiaj, jest autorskim wytworem ostatnich dwóch dekad wolności.

Napoleon pochwalił się, że starczyłyby mu trzy dni na zniszczenie Kościoła. Jeden z bliskich mu kardynałów odparował: „Cesarzu, skoro nam się nie udało przez tyle wieków, to jest to niemożliwe”.

Skandale pedofilskie, nieprawidłowości związane z powołaniem i trybem pracy Komisji Majątkowej. Afera obyczajowa abp. Paetza, a po kilku latach skandal lustracyjny abp. Wielgusa. Głośne odejścia z kapłaństwa popularnych duchownych: Stanisława Obirka, Tadeusza Bartosia i Tomasza Węcławskiego. Ciągnący się od niemal 20 lat problem Radia Maryja (ostatnio toruńska policja wystąpiła do sądu o ukaranie o. Rydzyka za prowadzenie bezprawnych zbiórek pieniędzy). Brak przywództwa w polskim Kościele. Mowa nienawiści w części mediów katolickich i w dyskusjach na forach w katolickich portalach. Spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim.

Atmosfera wokół Kościoła w Polsce od lat wyraźnie gęstnieje.

„Dziś niejeden z głosów czy krzyków kontestacji przeciwko nauce Kościoła to sztuczny krzyk polityczny, obliczony na podbudowanie ideologii partii czy pewnych, zacietrzewionych ludzi” — twierdzi przewodniczący Konferencji Episkopatu abp Józef Michalik (KAI). I ma rację. Metropolita przemyski zdaje się jednak dostrzegać tylko jedną stronę medalu: populistyczną i — wręcz — prostacką grę antyklerykalizmem.

Jego drugą stronę nazywa ordynariusz opolski bp Andrzej Czaja. „Są dzisiaj w Kościele rzeczy gorszące, różne brudy, które mają prawo ludzi oburzać. Czasem nawet osoby ugruntowane w wierze się w tym gubią (...). Nie wolno zamiatać brudów pod dywan. Zło w Kościele trzeba nazwać po imieniu” — wzywa w „Więzi” (nr 10/2010). I nie wskazuje na sprawy najbardziej kontrowersyjne, ale — prozaiczne. „Chamstwa i chciwości ludzie nie wybaczają. Te zachowania księdza są najbardziej odpychające”.

Właśnie pazerność i poczucie bycia lekceważonym przez księży wskazało aż 40 proc. wiernych w ogólnopolskim sondażu Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego z 2005 r. 26 proc. zadeklarowało wtedy, że dostrzega kapłanów, którzy nie żyją w zgodzie z celibatem.

W ubiegłym roku ISKK zbadał reprezentatywną próbę katolików wierzących i praktykujących. Wyniki mogą pomóc w określeniu przyczyn antyklerykalizmu, w dodatku diagnozowanych od wewnątrz Kościoła (pamiętajmy: to wspólnota wszystkich ochrzczonych). 60 proc. respondentów dostrzegło wśród biskupów sprzeczne poglądy w kwestii Radia Maryja, 32 proc. w kwestii lustracji. Aż 62 proc. przyznało się do tęsknoty za duchowym przywódcą w polskim Kościele. 29 proc. stwierdziło, że biskupi nie wyciągają wobec księży konsekwencji z łamania celibatu i molestowania nieletnich. Ale aż 42 proc. odpowiedziało „nie wiem”, co może z kolei rodzić negatywną opinię o jawności rozwiązywania takich spraw w Kościele.

31 proc. zarzuca hierarchom mieszanie się do polityki. Poza tym trzy czwarte Polaków uważa, że Kościół daje właściwe odpowiedzi na pytania dotyczące problemów duchowych — jak wynika z  raportu o religijności Centrum Myśli Jana Pawła II (2008) — ale tylko jedna trzecia odnajduje w Kościele odpowiedzi na problemy społeczne.

Wyjaśnianie skandali obyczajowych, lustracja duchownych, przejrzystość finansowa diecezji — wszystko to znalazło się na dalszych pozycjach. Respondenci stwierdzili, że od kapłanów oczekują — na pierwszym miejscu — dążenia do świętości (81 proc.).

W hierarchii prestiżu zawodów ksiądz znajduje się niżej niż sprzątaczka i sprzedawca (42 proc.; CBOS 2009).

Meksyk. Para młoda miała zgodnie ze zwyczajem odbyć wesele na placu przed katedrą. Kiedy rozpętała się burza, ksiądz zgodził się wpuścić gości weselnych do kościoła — pod warunkiem, że obejdą się bez muzyki i tańców. Po godzinie usłyszał odgłosy hucznej zabawy. „Cóż wy wyrabiacie!” — krzyczy. „Ale przecież Jezus był na weselu w Kanie” — tłumaczą się młodzi. „Tak, ale tam nie było Najświętszego Sakramentu!”.

„Trzeba uważać, aby nie pomylić »świętej funkcji« ze »stanem życia sakralnego«, tak jak to czynił jeden z historycznych prądów teologicznych nazywany »szkołą francuską«” — przestrzega Brat Moris na przykładzie żyjącego w XVII w. kard. Piotra de Bérulle. Ów dostojnik kościelny „w swoim rozumowaniu od »wymagań świętości kapłańskiej posługi« przeszedł do »świętości stanu kapłańskiego, którą ksiądz osiąga z chwilą święceń«” — tłumaczy mały brat Jezusa, mieszkający w Polsce Francuz („Wierzę w Kościół”, 2006). Jak konstatuje, zarówno duchowni, jak i świeccy podzielają w rezultacie mentalność, w której to, co zrobi ksiądz, staje się naznaczone „wyższą godnością”. Taki sposób myślenia pokutuje do dziś, działając na Kościół destrukcyjnie. I wywołując reakcje antyklerykalne, które rodzą się w dwóch miejscach.

Po pierwsze, poza Kościołem: te uderzają w niego od zewnątrz. Bywają najbardziej agresywne.

— Antyklerykalizm polega na chęci uchwycenia negatywnego stereotypu dotyczącego Kościoła — wyjaśnia prof. Grabowska. — Chodzi np. o przekonanie o bogactwie, chciwości i władzy duchownych — wylicza dyrektor CBOS, wskazując analogię z karykaturalnymi cechami Żydów w poglądach antysemickich. Badaczka podkreśla też inne podobieństwo tych zjawisk: stereotypowe opinie brane są z drugiej ręki: — Dla osób praktykujących przyczyną antyklerykalizmu są doświadczenia osobiste, dla niepraktykujących w większości przekaz medialny.

Ten mechanizm odsłoniły badania z 2001 r. po wyborach parlamentarnych. 7 proc. respondentów na pytanie, czy spotkali się ze strony duchownych z sugestiami, na kogo głosować, odpowiedziało twierdząco. — Sęk w tym, że wielu z nich to były osoby niepraktykujące... — komentuje prof. Grabowska.

Ale jest też krytyka, która rodzi się w środku Kościoła. Wybitny filozof Stefan Swieżawski twierdził, że „jeśli pochodzi [ona] od ludzi autentycznie wierzących, jest nie tylko dozwolona, lecz wprost konieczna i zbawienna”. Tymczasem wystarczy wspomnieć nerwowe reakcje duchownych na niektóre wypowiedzi ks. Józefa Tischnera. Najpierw tę o ludziach, którzy wiarę stracili nie po lekturze Marksa, ale po spotkaniu z własnym proboszczem, a potem o tym, że najpierw czuje się człowiekiem, filozofem, a dopiero na trzecim miejscu — kapłanem, co uderzało w klerykalną mentalność rodem z kardynała de Bérulle.

W dekadę po śmierci Tischnera antyklerykalny stereotyp jest przez część hierarchów dekonstruowany. Bp Antoni Długosz, zajmujący się dziećmi i narkomanami, obraca w proch standardowy wizerunek biskupa. Bp Edward Dajczak prowadzi wideoblog, na którym odpowiada na nadsyłane pytania. Bp Wiktor Skworc udostępnia kalendarz swoich zajęć w sieci. Abp Józef Życiński od lat dba o przejrzystość finansową swojej diecezji. Bp Tadeusz Pieronek znany jest jako komentator, który bez znieczulenia dokonuje wiwisekcji kościelnej rzeczywistości.

Rzeczywistości rozgrywającej się w świecie, na który Kościół nie może patrzeć z góry. „Kto dał nam prawo do bycia arbitrem? — pyta bp Czaja. — Zwłaszcza że od samego początku chrześcijaństwa było inaczej. To świat opiniował Kościół, a nie odwrotnie”. I teraz w sprawie Komisji Majątkowej rzecznik KEPks. Józef Kloch — inaczej niż większość hierarchów podejmujących mantrę o krzywdzeniu Kościoła — deklaruje jasno: „Jeżeli gdziekolwiek były przekroczenia prawa, absolutnie powinni wszyscy za to odpowiedzieć. Ci, którzy złamali prawo. Bardzo prosta zasada” (Polsat News).

Hierarchia kościelna ma problem z reakcją na antyklerykalizm. I ten zewnętrzny, atakujący, i ten wewnętrzny, budujący. Wciąż pojawiają się wypowiedzi nerwowe, bliższe kodeksowi Hammurabiego niż Ewangelii, okraszane stwierdzeniami o atakach, nagonce, prześladowaniach. Tak jakby można było postawić w jednym szeregu debatę o Komisji Majątkowej i tragiczny los chrześcijan w Indiach czy Wietnamie.

Modelu reakcji nie sposób zaproponować — w grę wchodzi przecież nie tylko poczucie honoru, ale zdrowy rozsądek i niechęć do milczenia wobec oszczerstw. Antyklerykalizm — podkreślmy — wypływa często ze złych pobudek i wręcz sam stanowi zło, z którym Kościół musi się mierzyć.

„Ładne buty, proszę księdza. Zamszowe?”. „Nie, za swoje”.

Antyklerykalizm „wewnętrzny” może być zbawienny, ale czy skutki tego „zewnętrznego” muszą być zawsze dla Kościoła niszczycielskie? Kościół, aby przetrwać ataki z godnością, a także zamknąć usta części adwersarzy, mógłby spróbować je przyjąć jako wezwanie do doskonalenia — zarówno struktur, jak i cnoty pokory. Kościół nie jest organizacją albo partią, dla których masowa krytyka będzie zabójcza. Jest wspólnotą, która za wzór ma Chrystusa.

Jezus, przesłuchiwany przez arcykapłana, zapytany o swoją naukę odrzekł: „dlaczego Mnie wypytujesz? Zapytaj tych, którzy Mnie słuchali”. Odpowiedź ta nie spodobała się jednemu ze sług arcykapłana, który Go spoliczkował. Jezus spokojnie odrzekł: „Jeśli źle coś powiedziałem, to udowodnij, co było złe, a jeśli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (por. J 18, 21-24). Zmierzmy się, ale na argumenty.

A jeśli w atakach ich brak? Spójrzmy znów na Jezusa, tym razem stojącego przed Piłatem (Mt 27, 11-14): namiestnika zdziwiło, że „nie odpowiedział mu ani słowem”. 

Maciej Müller i Tomasz Ponikło



opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: stereotyp antyklerykalizm pedofilia Marek Starowieyski Stanisław Budzik Grzegorz Napieralski ruch Janusza Palikota Marian Gołębiewski krytyka Kościoła skandale obyczajowe
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W