Jedni widzą w nim cud i ślad Stwórcy, inni tylko porządek natury i powtarzalność praw przyrody. Czy jednak to, co najbardziej zwyczajne, nie jest zarazem najbardziej niezwykłe? O cudzie świata, który spowszedniał nam do tego stopnia, że przestaliśmy go dostrzegać, pisze Jacek Salij OP.
Dopiero pisząc niniejszy felieton, dotarłem do wiersza Adama Asnyka, pt. Różowa chwilka. W ponad dwudziestu prostych, niekiedy banalnych, ale zawsze bezpretensjonalnych zwrotkach poeta zachwyca się, jak piękny jest nasz świat:
Piękny cały świat,
Piękny wzdłuż i wszerz,
Piękny każdy kwiat,
Każdy ptak i zwierz.
Ten poetycki taniec Asnyk kończy stwierdzeniem: „Świat, jak jeden cud, / Piękny, boski świat!”. Ale na przykład Wisława Szymborska, w wierszu pt. Jarmark cudów, też zdumiewa się najbardziej banalnymi rzeczami i zjawiskami, ale chyba w ogóle nie kojarzy jej się to religijnie. „Cud pierwszy lepszy: krowy są krowami”. Podobnie cudem są „rozfruwające się białe gołębie”.
Szczególną uwagę zwróciłbym na następującą zwrotkę:
Cud, no bo jak to nazwać:
Słońce dziś wzeszło o trzeciej czternaście
A zajdzie o dwudziestej zero jeden.
Niewykluczone, że poetka, zapisując powyższą zwrotkę, inspirowała się słynnym spostrzeżeniem francuskiego fizyka, że „największym cudem na świecie jest to, że cuda się nie zdarzają”. Henri Poincaré wyraził w ten sposób swoje zdumienie i podziw, że prawa przyrody są takie właśnie, jakie są, i że są niezmienne.
Niezwykły rozwój współczesnych nauk, zwłaszcza fizyki czy astronomii, każe wielu uczonym swoje naukowe zdumienia formułować w postaci zastanawiania się, czy Bóg jest matematykiem. Pytanie to poniekąd streszcza ich zafascynowanie faktem, że świat – w wymiarach zarówno makro, jak mikro – „domaga się” tego, żeby opisywać go w języku matematyki. Czy ten matematyczny porządek świata wskazuje na Stwórcę?
Może tak, zapewne tak, ale ja, niestety, matematykę poznałem tylko na poziomie matury, więc nie będę się wymądrzał.
Błyskotliwe twierdzenie Poincaré’go ktoś skomentował uwagą, która być może wyraża dokładnie to, co wielki francuski fizyk chciał powiedzieć:
„Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: tak jakby nic nie było cudem, lub tak, jakby cudem było wszystko”.
To była teza świętego Augustyna: Żyjemy otoczeni cudami, ale tak się do tego przyzwyczailiśmy, iż tego w ogóle nie zauważamy. Oto co mówił na marginesie cudu rozmnożenia chleba: „Podziwiasz to, co niezwykłe, a to, do czego przywykłeś, jest może większe. Podziwiali ludzie Pana Jezusa, że tyle tysięcy nakarmił pięcioma chlebami, a nie podziwiają tego, że z nielicznych ziaren wypełniają się zbożem całe pola. Zobaczyli ludzie, że woda stała się winem, i osłupieli. A cóż innego się tworzy z deszczu wchłanianego przez korzenie winorośli? Bóg uczynił to i tamto. To, aby ciebie żywić; tamto, aby cię zadziwić. Ale jedno i drugie jest godne podziwu, gdyż jest dziełem Boga. Widzi człowiek rzeczy niezwykłe i dziwi się. A skąd się wziął sam człowiek, który się dziwi? Skąd taki kształt ciała? Skąd różne członki? Skąd w nim tyle piękna? Dziwi się człowiek innym rzeczom, podczas gdy sam jest wielkim cudem”.
Coś bardzo nowego na temat cudu Bożego stworzenia miał jeszcze do powiedzenia pochodzący z nizin społecznych Władysław Orkan. W wierszu pt. Patrzcie Wojciechu, owszem, poeta pamięta o tym, że świat jest piękny:
Czyż nie widzicie tych wszystkich piękności,
Wśród których, szczęśni, od mała żyjecie?
Spójrzcie – doprawdy, bo mię to już złości –
Spójrzcie, ile to cudów na tym świecie!...
Jednak pięknem świata trudno cieszyć się człowiekowi, który głoduje:
Prawda, świat piękny, warto na nim pożyć,
Byle człek zawdy miał co w gębę włożyć...
Zapewne jeszcze trudniej o radowanie się tym, jak piękny i cudowny jest nasz świat, człowiekowi przygniecionemu przez samotność, albo ogarniętemu beznadzieją lub nienawiścią, który zapomniał już, po co żyje.