Pocieszać cierpiącego Pana Jezusa?

Wielki Post wydaje się szczególnie stosownym czasem, żeby przypomnieć gorące wezwanie papieża Franciszka, żebyśmy w Kościele nie zagubili zrozumienia dla pobożnych rozważań męki Pańskiej. O. Jacek Salij podkreśla, że te formy pobożności uczą nas miłości oczyszczonej przez łzy i otwierają na prawdziwą obecność Boga w codziennym życiu.

„Proszę – pisał w swojej opublikowanej zaledwie półtora roku temu (24 października 2024) encyklice Dilexit nos – aby nikt nie wyśmiewał się z przejawów żarliwej wiary świętego i wiernego Ludu Bożego, który w swojej pobożności stara się pocieszyć cierpiącego Chrystusa”.

Obronie tych form pobożności, której wyrazem jest u nas w Polsce nabożeństwo Gorzkich Żalów oraz takie pieśni pasyjne jak np. Ach mój Jezu czy Rozmyślajmy dziś, Franciszek poświęcił spory fragment wspomnianej encykliki (numery 151-163). W naszym polskim Kościele prawie tego nie zauważyliśmy – może dlatego, że nabożeństwo Drogi Krzyżowej, a także inne sposoby modlitewnego rozpamiętywania męki Pańskiej na szczęście cieszą się u nas sporą popularnością.

Dla naszej wiary oczywistością jest zarówno to, że całe ludzkie życie Pana Jezusa miało miejsce w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie, jak to, że całe Jego historyczne życie ma swoją wiekuistą nieprzemijalność. O żadnych wydarzeniach Jego życia – a cóż dopiero o Jego męce! – nie chcemy myśleć jako o zamkniętych w czasie. Są to bowiem wydarzenia z życia człowieka, Syna Maryi, który jest przedwiecznym Synem Bożym. Zatem są to wydarzenia historyczne, ale zarazem wobec czasu transcendentne. 

To dlatego nie ma nic śmiesznego w tym, że małemu Jezusowi, który urodził się ponad dwa tysiące lat temu, nie krępujemy się śpiewać Lulajże Jezuniu, ani Pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i Panienki. I nie sposób nie zgodzić się z niedawno zmarłym papieżem, że zbawcza męka naszego Pana nie jest zwyczajnym wydarzeniem historycznym, które było i minęło.

Przecież ta miłość do nas ludzi, w której Jezus  przeszedł przez swoją straszliwą mękę i krzyż, nie przeminęła, ale jest wiekuiście aktualna.

Papież Franciszek przyznaje, że jest to tajemnica przekraczająca ludzką logikę, ale nie widzi nic niestosownego w takiej kontemplacji tej męki, która skłania nas do tego, żeby cierpiącego Jezusa pocieszać.

„Bo Męka Chrystusa nie jest zwykłym faktem z przeszłości: możemy w niej uczestniczyć przez wiarę. Rozważanie ofiarowania się Chrystusa na krzyżu, to dla pobożności wiernych wiele więcej niż zwykłe wspomnienie” (nr 154).

Katolicy od wieków tak właśnie mękę i śmierć Chrystusa przeżywają. Kiedy odprawiamy Drogę Krzyżową albo śpiewamy Gorzkie Żale, stajemy się poniekąd świadkami męki naszego Pana, a nasza mistyczna obecność pod krzyżem porusza nas do nawrócenia. Bo spójrzmy na pieśń wielkopostną, którą w naszych kościołach szczególnie często śpiewamy:

Wisi na krzyżu, Pan Stwórca nieba,
Płakać za grzechy, człowiecze potrzeba.
Ach, ach, na krzyżu umiera,
Jezus oczy Swe zawiera! (…)
Woła i kona, łzy z oczu leje,
Pod krzyżem Matka Bolesna truchleje,,
Ach, ach, sprośne złości moje,
Sprawiły te niepokoje.

Ten rodzaj pobożności w ogóle by się nie pojawił bez wiary, że Ten, który umiera na krzyżu, jest również Synem Bożym, a nie tylko człowiekiem. Toteż kiedy uczestniczymy w nabożeństwach pasyjnych i śpiewamy takie pieśni, wyznajemy zarazem tę wiarę, z której te nabożeństwa wyrosły, wiarę w Jezusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Spróbujmy to zauważyć, kiedy z potrzeby serca uczestniczymy w Gorzkich Żalach albo włączamy się w pieśni wielkopostne.

Czy jednak nie ma sprzeczności w tym, że łączymy się duchowo z cierpiącym Chrystusem i pragniemy Go pocieszać? – On przecież już zmartwychwstał i jest bezgranicznie szczęśliwy! Franciszek przypomina, że pytanie to podejmował już święty Augustyn, a za nim mniej więcej przed stu laty papież Pius XI: „Daj mi miłującego, a on zrozumie, co mówię”. Przecież zmartwychwstały Chrystus kazał wątpiącemu uczniowi włożyć rękę w swój bok, a palec w miejsce gwoździ. Rana po żołnierskiej włóczni zaznaczona jest na obrazie Serca Jezusowego i stanowi przypomnienie, że to z miłości do nas dał się On tak potwornie zmiażdżyć.

Przejmująco głębokie są te strony encykliki, gdzie Franciszek zachęca nas do rozważań tego wszystkiego, co Chrystus Pan dla nas wycierpiał. Kiedy pobudzi to w nas pragnienie pocieszania Go w Jego męce, w ślad za tym „będziemy szczerze przyznawać się do naszych zniewoleń, przywiązań, braku radości w wierze, próżnych dążeń, do tego że nasze serca są niedopasowane do Jego miłości”. W ten sposób płacz nad cierpieniami Chrystusa okaże się „doświadczeniem, które nas oczyszcza. Bo miłość potrzebuje oczyszczenia przez łzy. Ostatecznie zaś będziemy bardziej spragnionymi Boga i mniej obsesyjnie skupionymi na sobie”. 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama