Tych wezwań nie znajdziesz w Litanii loretańskiej. A może powinny tam być?

„Maryjo, Kobieto posłuszna”, „Maryjo, Kobieto zdumienia”, „Maryjo, Kobieto pierwszego spojrzenia” – tych wezwań próżno szukać w Litanii loretańskiej. A jednak każde z nich odsłania niezwykle bliski i poruszający wymiar życia Matki Bożej. Kim była Miriam z Nazaretu jako kobieta? I czego współczesny człowiek może nauczyć się z Jej spojrzenia, modlitwy, odwagi i miłości?

Czy jednak wśród tak wielu określeń Maryi: Matka, Panna, Królowa, Przybytek, Dom, Brama… – nie zabrakło najbardziej podstawowego? Kimże bowiem jest Ona ze swej natury? Maryja jest kobietą! To nie nazbyt odkrywcze wezwanie spróbujemy zestawić z kilkoma zdarzeniami z Jej życia, by stworzyć dodatkowe tytuły, które być może ktoś zechce zastosować na własny użytek w codziennej modlitwie.

Maryjo, Kobieto posłuszna

„Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”. W każdej innej sytuacji byłoby to pytanie bezzasadne, lecz w przypadku Miriam z Nazaretu wynika ono z pragnienia całkowitego poświęcenia się Jahwe w dozgonnej czystości. Według tradycji bowiem trzyletnia Miriam została przez Annę i Joachima oddana do świątyni na wyłączność Jahwe. Józef w tejże tradycji został wybrany na stróża Jej dziewictwa i towarzysza życia. 

Jak więc niezrozumiała była dla młodziutkiej Miriam propozycja anioła mówiąca o macierzyństwie. Jakże bowiem pogodzić poczęcie i poród z zachowaniem dziewictwa? Anioł cierpliwie wyjaśnia, podkreślając, że dla Boga nie ma nic niemożliwego i – jakby na potwierdzenie tych słów – informuje Miriam, że Jej niepłodna krewna jest w ciąży. Czy Miriam uwierzyła? Z pewnością. Jednak Jej wiara ma swoje daleko – w odróżnieniu od współczesnego człowieka – idące konsekwencje. Dla Niej bowiem uwierzyć znaczy okazać posłuszeństwo zamysłowi Boga. Jej ludzka logika i znajomość życia ustępują wobec słowa Boga. Teraz On i tylko On ma rację. Dlatego Miriam mówi: „Niech mi się stanie według słowa Twego”. Ta zgoda na zdarzenie poczęcia oznacza także zgodę na wszystko inne, gdyż poczęcie będzie wiązać się z wejściem w Jej rodzinę osoby, która jako Syn Boży niewątpliwie zrewolucjonizuje Jej życie. Ona zatem godzi się na nowy – zupełnie dla Niej nieprzewidywalny – plan na życie. Zgadza się, bo wierzy i w tej wierze ufa i jest posłuszna planowi Boga.

Maryjo, Kobieto z wyobraźnią miłości

Co robi Miriam po odejściu anioła? Pakuje się. Do tobołka wkłada najpotrzebniejsze rzeczy. Nie jedzie na odpoczynek ani z kurtuazyjną wizytą do krewnych. Ona idzie do ciężkiej pracy. Jej wyobraźnia działa bez zarzutu. Właśnie uzmysłowiła sobie po informacji przekazanej przez anioła, że Elżbieta w żaden sposób nie poradzi sobie z całym gospodarstwem. Kto nakarmi i napoi tych kilka owieczek? Kto nałoży siana osiołkowi? O posprzątaniu domu czy ugotowaniu czegoś też trzeba będzie pomyśleć. Podeszła w latach kobieta w zaawansowanej ciąży może mieć przecież kłopoty z poruszaniem się, a co dopiero ze schyleniem się czy podnoszeniem ciężkich sprzętów, garnków albo cebra z wodą. Zachariasz także już jest stary. A na dokładkę trzeba pamiętać, że kontakt z nim jest ograniczony – stał się przecież niemy. Miriam idzie do Elżbiety do pracy. Po drodze wyobraża sobie, na czym będzie polegał Jej trzymiesięczny pobyt w domu Zachariasza i Elżbiety.

Miriam patrzy, widzi i z miłosierdziem właściwym kobiecości sięga do skutków zdarzeń, które dzieją się na Jej oczach. Tak właśnie działała Jej wyobraźnia w Kanie Galilejskiej podczas wesela – Miriam już w dalszej perspektywie widziała całkowite fiasko uroczystości i kompromitację młodych na długie lata. Dlatego zadziałała u Jezusa.

Maryjo, Kobieto modlitwy

Dialog Elżbiety i Miriam kończy się jedyną odnotowaną modlitwą wypowiedzianą przez samą Miriam. Jej słowa to cudowna pieśń (Magnificat), którą śpiewa spontanicznie pod tchnieniem Ducha Świętego. „Magnificat” jest adoracyjnym padnięciem na twarz (prostratio) wobec Bożego dzieła, które się w Niej dokonało. „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” – Miriam jest całkowicie świadoma, iż została wybrana. Poza własną pokorną zgodą niczego nie wnosi do Bożego planu zbawienia. Bóg przez Nią i w Niej realizuje swoje obietnice złożone już Abrahamowi. Jej pokora – najmilsza Bogu ze wszystkich cnót – staje się przyczyną doświadczenia owych rzeczywistości, których Bóg udziela „dla tych, co się Go boją”. To właśnie oni widzą, jak Bóg „przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia”. Miriam w swej pokorze może jedynie wołać: „Święte jest Jego imię – a Jego miłosierdzie na pokolenia i pokolenia”. W słowach tych Miriam modli się jako Ta, która nie żąda, lecz czeka na Boże wejrzenie i miłosierne pochylenie się nad człowiekiem.

Maryjo, Kobieto pierwszego spojrzenia

W stajni więc porodziła swego Syna. Ona pierwsza spojrzała na Jezusa. Jakie było to spojrzenie? Spojrzała z miłością, bo czuła z Nim więź już od dziewięciu miesięcy. Czuła Go – nie jako część siebie – ale jako nowe życie, które niejako przez Nią przechodzi, zabierając ślad pochodzenia i cząstkę cielesności wziętej z Jej ciała. On jest ciałem z ciała Matki.

Spojrzała z radością, bo spełniły się wszystkie zapowiedzi mesjańskie Boga. Oto tuli Tego, który wybawi Izraela od wszystkich jego nieprzyjaciół. On – potomek Dawida – znów wzniesie królestwo Boga pośród swego ludu.

Spojrzała z pokorą, bo człowiek zrodził Boga. Niemożliwe stało się faktem. Nieskończony wszedł w śmiertelne granice człowieka. Oto Pan niebiosów leży w kamiennym żłobie całkowicie obnażony. Król nad wiekami oddał się w ramiona Kobiety i stał się podatny na ból, cierpienie i śmierć.

Spojrzała z troską, bo nic nie było pod ręką w tej stajni. Zdjęła z głowy zawój i, drąc go na kawałki, zrobiła coś na kształt pieluch i śpioszków. Mimo biedy – Dziecko musi mieć maksimum komfortu w tych skrajnych warunkach.

Spojrzała z wdzięcznością, bo Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, by na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi. On w zewnętrznym przejawie uznany tylko za człowieka uniżył samego siebie i stał się posłuszny Ojcu we wszystkim. Refleksja nad spojrzeniem Miriam być może zrodzi potrzebę wejrzenia we własne spojrzenie na Jezusa. Jak patrzę na Tego, którego nie widzi mój wzrok ciała, ale wiara mówi mi, że On jest i czeka, wciąż schodząc w każdej Mszy św. do człowieka.

Maryjo, Kobieto zdumienia

Miriam od zwiastowania nie wychodzi ze zdumienia, które towarzyszy Jej każdego niemal dnia. Zdumienie nad samym faktem zrodzenia Boga jako nietknięta dziewica. Zdumienie wobec słów przybyłych do groty narodzenia pasterzy, którzy opowiadają przedziwne rzeczy. W jeszcze większe zdumienie wprawia Ją wizyta mędrców i ich niecodzienne dary. Potem słowa Symeona, a wreszcie 12-letni Jezus rozprawiający z mędrcami Izraela o wielkich rzeczach w Świątyni Jerozolimskiej. Miriam wciąż doznaje zdumienia – choć ono nie zawsze jest połączone z radością, dumą czy nadzieją. Przychodzi zdumienie bólu, gdy okazuje się, że Jezusa nie wszyscy kochają i nie wszyscy zgadzają się z Jego słowem. To wszystko znajduje swoje apogeum u stóp krzyża, gdzie Miriam z woli Syna ma stać się matką Jana, a przez niego matką wszystkich uczniów Jezusa. Kobieta zdumienia także dziś jest zadziwiona niewiarą w Jezusa, który oddał życie za każdego człowieka z miłości do niego.

Módl się za nami, Kobieto wielu doznań, byśmy w każdej kobiecości odwzorowywali Ciebie, Miriam, Kobietę idealną.

Źródło: Echo Katolickie 18/2026 
 

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..