Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Henryk Markiewicz

Okiem laika


Czy w Sejmie powinien wisieć krzyż? Jeśli taka jest wola większości, to trzeba ją uszanować. Jednak argumenty specjalistów od prawa konstytucyjnego są w tej kwestii nieprzekonujące.


Piszę ten artykuł jako laik, bo nie jestem prawnikiem, a będzie tu mowa o ekspertyzach prawnych w sprawie sejmowego krzyża. Można też o mnie powiedzieć, iż jestem laikiem w tym sensie, że mój światopogląd jest laicki. Żeby uniknąć nieporozumień, dodam od razu, że skoro większości sejmowej dla należytego wykonywania jej zadań ustawodawczych niezbędna jest obecność krucyfiksu, trzeba tę potrzebę uszanować i się z nią pogodzić. Chciałbym tylko, by rzecznicy krzyża w swoim sumieniu obywatelskim i religijnym rozważyli jakość argumentów, jakie w tej sprawie eksperci wytoczyli.

Sformułowanie art. 25 konstytucji „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych” – uważam za niefortunne. Być „bezstronnym” w języku ogólnym (a nie jest to termin prawny) to znaczy jednakowo traktować jakieś różniące się strony, z równym obiektywizmem do nich się odnosić, w każdym razie wobec nich wykazywać jakąś aktywność. Tymczasem zgodzimy się, że władze publiczne owymi poglądami w ogóle nie powinny się zajmować. Bezstronność winny zachować wobec różnych instytucji religijnych. Natomiast wobec różnych wierzeń religijnych – neutralność.

Ale mniejsza z tym. W odpowiedzi na wniosek Janusza Palikota o usunięcie krzyża z sali sejmowej marszałek Ewa Kopacz zamówiła cztery ekspertyzy u specjalistów od prawa konstytucyjnego. Dobór ich wprawia w zdziwienie. Otóż dwóch z nich to profesorowie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (w tym jeden ksiądz). A przecież z góry można było przewidzieć, w jakim kierunku skłaniać się będzie opinia uczonych o tak zdeklarowanej postawie religijnej. Nemo expertus idoneus in propria causa – można by tu sparafrazować znaną zasadę. A obrona krzyża to na pewno propria causa dla tych osób.

Dodam tutaj, że inny ekspert, prof. Roman Wieruszewski (Instytut Nauk Prawnych PAN), właściwie umył ręce: wymienił tylko warunki, od których spełnienia zależna jest pozytywna odpowiedź na pytanie, czy obecność krzyża nie narusza konstytucji i prawa międzynarodowego. Merytorycznie się w tej sprawie nie wypowiedział, choć o zgodność z konstytucją go pytano. Jakież argumenty pojawiły się w opinii trzech pozostałych ekspertów? Referuję je na podstawie materiałów Radiowej Agencji Informacyjnej i artykułu Ewy Siedleckiej „Krzyż pański z tym krzyżem” („Gazeta Wyborcza” z 17-18 grudnia 2011 r.). Prof. Lech Morawski (UAM) pisze bez ogródek: „Katolicka większość narodu ma prawo do stanowienia, według jakich zasad żyć ma we własnym państwie, i na tym prawie opiera się obecność krzyża w Sejmie”. Kwestia, w jakim zakresie większość ma prawo naruszać postulaty protestującej mniejszości, jest dla mnie zbyt trudna, bym się w nią tutaj zapuszczał. Dla prof. Morawskiego w każdym razie w tym kontekście w ogóle się nie pojawia. Wystarczy mu intuicyjne (zapewne zresztą słuszne) przekonanie, że większość obecność krzyża zaaprobuje. O potrzebie jego zalegalizowania nawet nie wspomina (inni eksperci także nie wspominają). Nie odpowiada też na pytanie, czy taka wola byłaby zgodna z konstytucją, choć takie właśnie pytanie mu postawiono.

W moim przekonaniu w konstytucji nie ma ona oparcia. Chodzi tu bowiem nie tylko o publiczne uzewnętrznienie swojej religii, o którym mówi art. 53, ale o coś więcej i coś innego – o symboliczne zawłaszczenie obiektu przestrzeni publicznej dla celów sakralnych. Różnicę tę rozumiem tak: każdemu wolno w Sejmie, sądzie czy urzędzie swe przekonania religijne manifestować, np. nosić krzyż na piersiach czy przeżegnać się przed wystąpieniem sejmowym. Nikt nie ma jednak prawa, by samowolnie umieszczać na ścianie jakiegoś budynku publicznego np. wizerunek Matki Boskiej Trybunalskiej czy papieski relikwiarz, a pomysły takie łatwo sobie wyobrazić i nie byłyby one bezsensowne.

Prof. Morawski argumentuje też, że brak krzyża jest narzucaniem ateizmu. Zadziwiający to argument – brak krzyża oznacza tylko, że Sejm nie wypowiada się w sprawach religii. I nie powinien się wypowiadać.

Oczywistą dla prof. Morawskiego podstawą prawną dla obecności krzyża jest artykuł 5 konstytucji, zobowiązujący państwo do „strzeżenia dziedzictwa narodowego”. Ale strzec to znaczy tylko opiekować się, pilnować, chronić przed niebezpieczeństwem, nie zaś – czynić przedmiotem kultu. Jeśli więc prof. Wieruszewski uzależnia decyzję w sprawie krzyża od tego m.in., czy nie wpływa on negatywnie na wizerunek Sejmu jako organu światopoglądowo bezstronnego (w mojej terminologii – neutralnego), to w gruncie rzeczy jest to pytanie retoryczne. Zwolennicy krzyża zaprzeczyliby sami sobie, gdyby się nie przyznali do tego, że krzyż nadaje wizerunkowi Sejmu określone, nieneutralne znamiona światopoglądowe.

Eksperci z KUL – profesorowie Dariusz Dudek i ks. Piotr Stanisz – za podstawę prawną do zawieszenia krzyża uważają uchwałę sejmową z 3 grudnia 2009 r. w sprawie krzyży w miejscach urzędowych. Uchwała ta jednak wyraża tylko ogólnikowo zaniepokojenie decyzjami, które godzą w wolność religijną, i ocenia krytycznie wyrok Trybunału w Strasburgu. Bezpośredniego związku z omawianą tu sprawą owa ustawa nie ma.

Eksperci ci piszą też, że skoro preambuła konstytucji podkreśla rolę chrześcijaństwa w historii narodu polskiego, to wynika stąd obowiązek uwzględniania tych wartości w procesie stanowienia i stosowania prawa. Ale przecież uwzględnianie to coś innego niż wyłączne, mocno aksjologicznie nacechowane eksponowanie. A poza tym – w działalności ustawodawczej mogą się realizować pewne wartości, a nie ich symbole.

W końcu według KUL-owskich ekspertów podstawą prawną „o zasadniczym znaczeniu” ma być co innego – „swoiste” zasiedzenie krzyża na sejmowej ścianie. Zawsze myślałem, że zasiedzenie dotyczy własności i dóbr nieruchomych, a przecież w tej sprawie nie chodzi ani o własność, ani o nieruchomość! Czy analogia iuris może być w takiej sytuacji stosowana? Zastosowanie to natrafiłoby i na tę przeszkodę, że w sensie ścisłym prawo zasiedzenia działa tylko wtedy, gdy zasiedzenie nie wywołuje protestów, i dopiero po latach dwudziestu. A tu protesty były, i minęło zaledwie lat czternaście...

Większość ekspertów wysuwa nie tylko argumenty prawne, ale i historyczno-kulturowe. Z całym szacunkiem – w tej dziedzinie nie są oni ekspertami, toteż śmielej będę polemizował. Prof. prof. Dudek i Stanisz twierdzą, że krzyż „symbolizuje także poszanowanie praw i wolności człowieka, w tym sensie gwarantuje też prawa religijnej i ateistycznej mniejszości” (według streszczenia Siedleckiej). Nie wiem, na jakich autorytetach oparli oni taką interpretację symboliki krzyża. Czy nie jest to aby interpretacja skonstruowana ad hoc? W każdym razie obszerne, redakcyjne hasło „krzyż” w „Encyklopedii katolickiej” (z roku 2004) żadnej z tych cech krzyżowi nie przypisuje, a tym bardziej nie twierdzi, że są one przez niechrześcijan uznawane. Tezę, że krzyż g w a r a n t u j e prawa religijne ateistycznej mniejszości, trzeba nazwać – eufemistycznie – nazbyt już śmiałym paradoksem.

Tezie tej przeczą setki prześladowań i dyskryminacji, niestety pod znakiem krzyża dokonywanych. Można powiedzieć, że to bezpowrotna przeszłość, ale przeszłość ta trwa w ludzkiej świadomości. Można te resentymenty uznać za mało ważne wobec innych racji, ale nie powinno się ich ignorować. I nie powinno się twierdzić kategorycznie (jak mówią niektórzy hierarchowie i publicyści), że protest przeciw sejmowemu krzyżowi jest wyrazem wrogości wobec krzyża. Może on wypływać także z pamięci o tym, że wrogość znakiem krzyża często się posługiwała. A mówiąc prawdę do końca – bywa, że i dziś się nim posługuje. Eksperci nie mieli na tyle wyobraźni czy empatii, by takie konotacje wziąć pod uwagę. A przecież mogą one wywoływać u niektórych posłów poczucie niższości, obcości, wykluczenia.

Jeden z ekspertów, dr Ryszard Piotrowski (UW), uważa, że krzyż może wisieć jako kulturowy symbol „źródła tożsamości narodu polskiego, jego trwałości i rozwoju”. Symbole podatne są na różne interpretacje, więc i na tę narodową, ale nie sposób chyba zaprzeczyć, że krzyż nigdy nie był symbolem narodowym w tym znaczeniu, w jakim jest nim biały orzeł, sztandar biało-czerwony czy Mazurek Dąbrowskiego. Z taką interpretacją zresztą nie powinni się zgodzić religijni obrońcy krzyża, bo jest to eliminacja jego prymarnej, religijnej funkcji, jego sekularyzacja i nacjonalizacja. Jest ona zresztą nierealna – krzyż zawsze będzie postrzegany jako symbol przede wszystkim religijny.

Zadziwia wreszcie u konstytucjonalisty traktowanie krzyża jako symbolu tożsamości narodu. Konstytucja w preambule najwyraźniej jako naród polski traktuje wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. Tymczasem okazuje się, że „tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Czyli ci, którzy tego znaku za swój uznać nie mogą, nie są Polakami, a przynajmniej nie są „prawdziwymi Polakami”.

Można w ramach wolności konstytucyjnych takie poglądy głosić, ale uzasadniając je nie należy powoływać się na konstytucję.

HENRYK MARKIEWICZ (ur. 1922) jest historykiem i teoretykiem literatury, nestorem polskiego literaturoznawstwa, nauczycielem kilku generacji humanistów. Emerytowany profesor UJ, członek Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk. Wieloletni redaktor „Polskiego Słownika Biograficznego”. Autor wielu klasycznych rozpraw historycznoliterackich i teoretycznych, redaktor antologii oraz leksykonów, m. in. „Wymiarów dzieła literackiego” (1984), „Literatury pozytywizmu” (1986), „Teorii powieści za granicą” (1995), „Polskich teorii powieści” (1998).

opr. aś/aś


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: symbol prawo religia sejm krzyż sekularyzacja laickość prawo konstytucyjne
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W