Dzieje duszy Chrystusa od Piątku do Niedzieli

Oddzielenie duszy i ciała: to rzeczywistość, której każdy człowiek doświadcza po śmierci. Chrystus, stając się człowiekiem, przyjął na siebie także i tę rzeczywistość: Jego ciało po śmierci na krzyżu spoczęło w grobie. Co jednak z Jego duszą? Jak teologia przedstawia to, co działo się w czasie między mrokiem Wielkiego Piątku a świtem Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego?

Mówimy, że Słowo stało się ciałem, ale możemy też dodać, że Słowo stało się „zwłokami”. To, że Chrystus może umrzeć, jest konsekwencją Wcielenia. Cała Pascha jest kontynuacją Wcielenia, a nawet, zważywszy na zmartwychwstanie, jego kulminacją. Bo po to przyszedł do nas, żeby w swojej własnej Osobie utorować nam drogę do Boga. Powstały z martwych Jezus musi wejść do nieba jako człowiek, jeśli i my mamy się tam znaleźć. W czasie od śmierci do zmartwychwstania odegrała swoją rolę dusza Chrystusa, o której warto pomyśleć, gdy będziemy nachylali się nad ciałem Chrystusa złożonym do grobu.

Słowo złączone z duszą

Napisałem przed chwilą, że „Słowo stało się zwłokami” – i być może ktoś poczuł niesmak lub oburzenie na takie słowa. Czytelnikowi należy się wyjaśnienie. Otóż Osoba Syna Bożego, poprzez Wcielenie, została zjednoczona z naturą ludzką, a zatem z ciałem i duszą. Teraz zaś, w Wielki Piątek, Chrystus umiera na Krzyżu. Słowo tak bardzo stało się człowiekiem, że nie tylko żyło, ale również umarło „po ludzku”. Gdy Ukrzyżowany „zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha” (Mt 27,50) nastąpiło, tak jak to stanie się udziałem każdego z nas, oddzielenie duszy od ciała. Jak wskazuje modlitwa w Ogrójcu, smutna dusza Chrystusa niechętnie – wbrew platońskim stereotypom duszy więzionej w ciele – musiała pozostawić ciało. Nie była już w stanie zarządzać tak wyniszczonym i „uwięzionym” na amen na Krzyżu ciałem Pana.

A jednak jest istotna różnica między Nim a nami. Otóż właśnie ze względu na zjednoczenie Osoby z naturą ludzką, Słowo nawet po śmierci zostaje złączone tak z ludzką duszą Chrystusa (żyjącą!), jak i ciałem (za chwilę zdjętym z Krzyża i złożonym do grobu). Dlatego właśnie nie było możliwe, aby śmierć „panowała nad Nim” (Dz 2,24), o czym prorokował Psalmista: „nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu” (Dz 2,27; por. Ps 16,10). Ale nie uprzedzajmy Niedzieli, pozostańmy na razie w czasie Wielkiej Soboty. Czas płynie inaczej, gdy gromadzimy się przy grobie „śpiącego” Jezusa. Nawet, jeśli sobie tego nie uświadamiamy, czuwanie przy martwym ciele ma sens, właśnie ze względu na nieprzerwany przez śmierć związek tego ciała z Osobą Słowa. Nie nas jednak nie zwiedzie to pozorne zatrzymanie czasu, czas zbawienia właśnie przyspiesza. Gdy my jesteśmy po stronie ciała w Wielką Sobotę, po tej stronie, w której przebywa dusza Chrystusa, dzieją się sprawy, o których nie śniło się ani nam, ani nawet przebywającym w Szeolu.

Dusza Chrystusa w Szeolu

Oto Wcielone Słowo, zjednoczone z ludzką duszą Chrystusa, przybywa do krainy zmarłych. Warto udać się tam razem z Nim, to zapewne jeszcze bardziej ekscytujące niż pielgrzymowanie do krainy ziemskiego przebywania Jezusa. Gdy tutaj trwa cisza grobowa, tam wszystko aż huczy. Chrystus wyzwala sprawiedliwych, i to na oczach tych idących na potępienie; dla tych ostatnich to koszmar, dla pierwszych pobudka. „Dlatego nawet umarłym głoszono Ewangelię, aby wprawdzie podlegli sądowi jak ludzie w ciele, żyli jednak w Duchu – po Bożemu” (1 P 4,6). Mogłoby się wydawać, że wszystko dobiegło końca, że już „wykonało się” (J 19,30), ale nie: zstąpienie do piekieł „jest ostateczną fazą mesjańskiego posłania Jezusa, fazą skondensowaną w czasie, ale ogromnie szeroką w swym rzeczywistym znaczeniu rozciągnięcia odkupieńczego dzieła na wszystkich ludzi wszystkich czasów i wszystkich miejsc, aby wszyscy ci, którzy są zbawieni, stali się uczestnikami Odkupienia” (KKK 634).

W tym „skondensowanym” czasie, w tej jakby soczewce, skupione zostają wszystkie czasy, i już nie tylko Bóg, ale i Bóg Wcielony, zyskuje dostęp do każdego czasu. Chrystus po śmierci nie porusza się od jednego człowieka do drugiego jak w czasie gdy wędrował od jednej do drugiej miejscowości, nie jest też jak papież poruszający się w tłumie co prawda w papamobile, ale z poszanowaniem praw czasu. Pan od razu dociera do wszystkich ludzi, pod prąd czasu, aż po pierwszego Adama Rajskiego. Pasterz gromadzi wszystkie owce, wszyscy ludzie mają egalitarny dostęp do Dobrej Nowiny, nawet jeśli niektórzy usłyszeli ją dopiero po śmierci. Pozwala to zrozumieć, w jaki sposób również ci, którzy za swojego życia nie mieli okazji wyznać Chrystusa, bo urodzili się przed Jego przyjściem, zostają przez Niego spotkani i mogą przyjąć zbawienie. Tak spełnia się Jego słowo: „Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” (J 5,28-29).

Może komuś pomoże w tej kontemplacji Zbawiciela działającego nawet w czasie śmierci matematyczna metafora Piotra Liszki. Ten wrocławski teolog tłumaczy, że misterium przebywania Chrystusa w Szeolu nie ma odzwierciedlenia na naszej osi czasu. Raczej chodzi tutaj o inny wymiar, przyjmijmy że prostopadły do zwyczajnej osi czasu. Tutaj czas nie płynie, ale dokonuje się „wyraźny proces na nowej osi, interpretowany jako oddalanie się od punktu zerowego ku nieskończoności, objecie nieskończoności i powrót do punktu zerowego”. Chrystus, pisze autor stanowczo za mało docenionej książki Wpływ nauki o czasie na refleksję teologiczną, „ogarniając przeszłość, przygarnął wszystkich napotkanych ludzi, począwszy od Adama”. Kiedy ja lub czytelnik tego tekstu na chwilę zdrzemnął się czuwając przy grobie Chrystusa (zaprawdę, jesteśmy uczniami Chrystusa), ten właśnie odbył swoją pozaziemską podróż. Przebywający w Szeolu nie czekali na Niego długo, byli jakby we śnie – ledwie umarli, a już Ktoś swoją duszą potrząsa ich za ramię duszy. 

Rola duszy w zmartwychwstaniu

Jeśli w śmierci nastąpiło rozdzielenie elementu ludzkiego (separacja duszy od ciała), to co zadzieje się w zmartwychwstaniu? „Przez jedność Boskiej natury, która pozostaje obecna w każdej z dwóch części człowieka, jednoczą się one na nowo. W ten sposób śmierć dokonuje się przez rozdzielenie elementu ludzkiego, a zmartwychwstanie przez połączenie dwóch rozdzielonych części” (św. Grzegorz z Nyssy). Swoją drogą, Bóg w pewnym sensie doświadczył śmierci bardziej niż to stanie się naszym udziałem. W naszym bowiem przypadku – dusza odłączy się od ciała, pozostawiając je na pastwę żyjących ludzi i żywych robaków; być może będzie za nim tęsknić, ale pozostanie „z dala” od niego. Zaś gdy chodzi o Jego Osobę, pozostaje Ona złączona nawet z ciałem po śmierci – ze zwłokami, które choć z prochu powstały, w proch się nie obrócą.

Zwykle myślimy, że to Ojciec wskrzesza Jezusa ze śmierci. Ale powstanie z martwych jest dziełem całej Trójcy Świętej. Właśnie dlatego, że również Syn bierze w tym wydarzeniu udział, jest ono zmartwychwstaniem, a nie tylko podniesieniem ze śmierci przez Ojca. Jak czytamy w Katechizmie, „jeśli chodzi o Syna, to dokonuje On swego własnego zmartwychwstania swoją Boską mocą” (nr 649). Zresztą przepowiedział to: „Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać” (J 10,17-18). Na pytanie, kto wypowiedział te słowa, należy odpowiedzieć: Słowo Wcielone, a zatem Syn w ludzkiej naturze. Konsekwentnie należy przyjąć, że ludzka natura złączona z Osobą Syna też bierze udział w zmartwychwstaniu! A to oznacza, że ludzka dusza Chrystusa nie pozostaje bezczynna, owszem uczestniczy w ożywieniu ciała. Raz jeszcze Liszka: „Zmartwychwstanie Jezusa dokonało się mocą człowieczą zawartą w duszy ludzkiej. W momencie śmierci dopełniona została moc duszy Chrystusowej, aby mogła ożywić swoje ciało”. Gdyby nie to, zauważa teolog, chrześcijańskie pojęcie zmartwychwstania nie różniłoby się od tego rozumienia, które mieli Izraelici przed Chrystusem. 

Powiedzmy, że dusza Chrystusowa wraca po ciało do grobu, przy którym czuwamy, i zabiera je z sobą w „kosmiczną” podróż do Ojca. Kto ma oczy, ten zobaczy start zaplanowany na niedzielny poranek. Kto ma oczy, ten je podniesie w górę, bo Zmartwychwstały w swojej ludzkiej naturze złączony z naszą ludzką naturą, ciągnie nas ku górze za sobą, nawet jeśli będziemy musieli jeszcze przejść – ale już razem z Nim – przez bramę śmierci.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..