Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Józef Majewski

Zmiana ekumenicznego kursu?

„Przyjęcie wspólnot anglikanów do Kościoła katolickiego jest zgodne z ekumenizmem, bo celem ekumenizmu jest zjednoczenie z Kościołem katolickim”
— powiedział kard. Joseph Levada, prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Kardynał Levada przemawiał 6 marca w Queen's University w kanadyjskim Kingston. Mówił o katolickiej koncepcji ekumenizmu w kontekście konstytucji apostolskiej Benedykta XVI „Anglicanorum coetibus” z 9 listopada. Papież otworzył nią bramy Kościoła na zbiorowe przyjęcie anglikanów, którzy nie widzą dla siebie miejsca w światowej Wspólnocie Anglikańskiej (liczącej 79 mln wiernych).

Papieski dokument wyszedł naprzeciw prośbom tych anglikanów, którzy odrzucają liberalne tendencje w swoim Kościele — biskupią konsekrację kobiet, wyświęcanie na księży i biskupów aktywnych gejów czy udzielanie ślubu parom homoseksualnym. „Anglicanorum coetibus” ustanawia dla nich nowe ciało kościelne: ordynariaty personalne, struktury przypominające diecezje, tyle że bez geograficznych granic. Można w nich sprawować Eucharystię i inne sakramenty „według ksiąg liturgicznych właściwych tradycji anglikańskiej”.

Do tej pory pozytywnie na akt Papieża odpowiedziały trzy grupy anglikanów. Pierwszą była licząca 20 parafii brytyjska gałąź Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej (TCA; 400 tys. wiernych w różnych częściach świata). Drugą — australijska sekcja tradycjonalistycznej wspólnoty Forward in Faith (16 parafii). Trzecią — Kościół anglikański w Ameryce (100 parafii), należący do TCA. Taki sam krok rozważa brytyjska gałąź Forward in Faith, licząca ok. 200 parafii.

Powrót do przeszłości?

W styczniu na łamach „Commonweal” o. Russel Murray, franciszkański teolog z Washington Theological Union, pisał: „Stolica Apostolska zmieniła sposób, w jaki Kościół katolicki przyjmuje anglikanów do pełnej komunii. Czy to sygnał zmiany katolickiej metodologii angażowania się w ekumenizm? Czy w konsekwencji zaowocuje to zmianą samego celu tego zaangażowania? (...) Czy znowu, zamiast zajmować się »wspólnym dążeniem« [podzielonych chrześcijan] do jedności, staramy się [jak przed Soborem Watykańskim II] tylko o to, by innych na powrót sprowadzić w ramiona Rzymu?”. Jedno można już dzisiaj według Murray'a stwierdzić: wizji Kościoła zawartej w watykańskiej konstytucji bliżej do przedsoborowej encykliki „Mortalium animos” Piusa XI (1928 r.) niż do Dekretu o ekumenizmie Soboru Watykańskiego II.

Katolicka koncepcja „dążenia do jedności” sprzed Vaticanum II opierała się na założeniu, że Kościół katolicki jest wspólnotą doskonałą (societas perfecta), której niczego nie brakuje. Dla samego Piusa XI ekumenizm był „złem”, „zgubnym złudzeniem”. W takiej sytuacji — z katolickiego punktu widzenia — ekumenizm mógł polegać tylko i wyłącznie na nawoływaniu do powrotu do owczarni. Kościół — czytamy w „Mortalium animos” — „niczego bardziej nie pragnie, jak tego (...), by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, (...) który jest wszystkim widomy (...). Mistyczna Oblubienica Chrystusa przez całe wieki pozostała bez zmazy i nigdy też zmazy doznać nie może”.

Sobór Watykański II — podkreślił o. Murray — odszedł od takiej wizji jedności chrześcijan, opowiadając się za ekumenizmem, owszem, powrotu, ale wszystkich do Chrystusa.

W centrum Kościół

Tymczasem kard. Levada 6 marca powiedział, że zgodnie z doktryną Vaticanum II „celem ekumenizmu jest zjednoczenie z Kościołem katolickim”.

Nie ma sprzeczności — precyzował watykański hierarcha — między działalnością ekumeniczną a przygotowywaniem ludzi do pełnego przyjęcia katolicyzmu. „Przeciwnie — podkreślił — to pierwsze, działalność ekumeniczna, logicznie prowadzi do drugiego: przyjęcia do pełnej komunii (...). Kiedy (...) jakaś wspólnota jest gotowa do jedności z Kościołem Chrystusa, który trwa w Kościele katolickim, zdradą katolickich zasad i celów ekumenicznych byłoby odmówić jej przyjęcia (...). Tak jak jeden jest Zbawiciel, tak jeden jest powszechny sakrament zbawienia, Kościół katolicki”.

Zjednoczenie z Kościołem, powiedział kardynał, wzbogaca obie strony — to jeden z wątków, których nie znajdziemy w przedsoborowej wizji ekumenizmu. Ci, których Kościół katolicki przyjmuje, zyskują istotne elementy, które były w nich nieobecne. Wzbogaca się też Kościół katolicki, ale nie w tym sensie, jakoby zyskiwał coś istotnego, czego mu wcześniej brakowało — to niemożliwe, bo „Chrystus napełnił go wszystkimi istotnymi elementami”. Natomiast wzbogacenie dotyczy sposobów wyrażania tych elementów, sposobów, które przyjmowane wspólnoty wnoszą do jedności.

„Widzialne zjednoczenie z Kościołem katolickim nie oznacza wchłonięcia przez jakiś monolit” — mówił kard. Levada. Przyjmowana do katolickiej jedności wspólnota może zachować uprawnione specyficzne elementy swojej tradycji. Zjednoczenie to „można przyrównać do orkiestry”. Pośród wszystkich instrumentów tylko jeden — tj. Kościół katolicki — posiada wszystkie nuty, a inne instrumenty — tzn. niekatolickie Kościoły i Wspólnoty — ich część, ale gdy wszystkie instrumenty grają razem, wszystkie (katolickie) „nuty doznają wzmocnienia”.

W centrum Chrystus

Poglądu, że działalność ekumeniczna logicznie prowadzi do przyjmowania innych do Kościoła katolickiego, ponieważ celem ekumenizmu jest zjednoczenie z nim — na próżno szukać w wypowiedziach kard. Waltera Kaspera. Jak dotąd, kierowana przez niego Papieska Rada Popierania Jedności Chrześcijan promowała pogląd, że w centrum soborowej ekumenii stoi nie Kościół katolicki, lecz sam Chrystus. Celem dążeń ekumenicznych nie jest dołączenie do jakiegokolwiek Kościoła, ale jedność wszystkich z Chrystusem.

W 2001 r. kard. Kasper mówił: „Proces ekumeniczny nie jest jednokierunkową ulicą, na której wyłącznie inni muszą (...) do nas dołączyć. Ekumenizm dochodzi do skutku przez wzajemną wymianę darów i wzajemne wzbogacanie”. Rok później stwierdził: „W rozumieniu soborowym droga do pełnej jedności nie jest już określana jako powrót. Nie chodzi tu o ekumenizm zwrócony ku przeszłości, ale o ekumenizm zwrócony ku przyszłości. Rozumie się przez to, że jedność nie dokona się przez nawrócenie z jednego Kościoła do drugiego, ale przez pełne nawrócenie wszystkich do Jezusa Chrystusa. Tylko w Nim możemy być w pełni zjednoczeni. On jest naszą jednością”.

W 2004 r. kard. Kasper tak opisał zmianę ekumenicznego kursu Kościoła katolickiego na Soborze: „Z eschatologicznej i duchowej perspektywy celu ekumenizmu nie można ujmować po prostu jako powrotu »innych« do owczarni Kościoła katolickiego. Cel, jakim jest pełnia jedności, można osiągnąć tylko przez nawrócenie, gdy Duch Boży nakłoni wszystkich do powrotu do jedynej Głowy Kościoła, do Jezusa Chrystusa. W tej mierze, w jakiej jesteśmy jednym w Chrystusie, będziemy jednością ze sobą nawzajem, a tym samym będziemy urzeczywistniać wewnętrzną katolickość Kościoła w jej konkretnej pełni”.

Kościołowi katolickiemu daleko do doskonałości, bo tworzą go — powiedział kard. Kasper — grzesznicy, a do tego występują w nim „grzeszne struktury”. W konsekwencji „jego duchowa istota nie świeci we właściwy sposób (...). Tak więc Kościół ponosi jakąś winę za podziały i spowalnia wzrost Królestwa Bożego. Z drugiej strony oddzielone Wspólnoty niekiedy lepiej rozwinęły jednostkowe aspekty prawdy objawionej, tak że Kościół katolicki w sytuacji podziału nie jest zdolny w pełni realizować swojej wewnętrznej katolickości. Dlatego Kościół potrzebuje oczyszczenia i odnowy i stale musi trwać na drodze pokuty”.

Spór o Sobór

Wydaje się, że kanadyjskie wystąpienie kard. Levady dobrze wpisuje się w ostanie inicjatywy Watykanu na rzecz przewartościowania znaczenia Soboru Watykańskiego II. Upraszczając, chodzi o pokazanie, że nie był on tak wielkim przełomem, jak się zwykle przyjmuje — że zbyt pochopnie uznano go za radykalną korektę Kościoła przedsoborowego. Takie stawianie sprawy widać w watykańskich dokumentach i krokach dotyczących liturgii, kolegialności biskupów, ale też życia zakonnego, relacji do judaizmu, stosunku do innych religii czy właśnie ekumenizmu. Stąd wrażenie, że Watykan rozpoczął reformę Kościoła przez „krok do tyłu”.

Sygnał do kolejnej reformy Kościoła dał Benedykt XVI w grudniu 2005 r., mówiąc, że obecnie istnieją dwie szkoły interpretacji nauczania Vaticanum II: „hermeneutyka braku ciągłości i zerwania” z Kościołem przedsoborowym i „hermeneutyka reformy i odnowy w ciągłości” z Kościołem przedsoborowym. Pierwsza jest nie do przyjęcia, bo „wywołała zamieszanie” i prowadzi do rozłamu na dwa Kościoły: przedsoborowy i soborowy, tym samym uderzając w istotną historyczną tożsamość wiary. Właściwa jest tylko druga hermeneutyka, która „w sposób dyskretny, ale coraz bardziej widoczny, zaczęła przynosić i nadal przynosi owoce”.

Problem w tym — przekonuje część teologów — że ten dualny podział szkół interpretacji Vaticanum II upraszcza rzeczywistość. Sobór — uważa się — potrzebuje innego klucza interpretacyjnego, który oddałby sprawiedliwość zarówno ciągłości z Tradycją, jak i jego istotnej nowości.

W każdym razie w Kościele gra wciąż idzie o Sobór Watykański II.   

Korzystałem z nieoficjalnej wersji przemówienia kard. Levady, przygotowanej przez kanadyjską telewizję katolicką Salt and Light Television.


tygodnik.onet.pl


opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Kościół Katolicki ekumenizm katolicyzm Sobór Watykański II anglikanie Kościół anglikański Anglicanorum coetibus pełne zjednoczenie