Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Z o. Aleksandrem Hauke-Ligowskim, dominikaninem, rozmawia Adam Hlebowicz

PAPIEŻ ZE WSCHODNIEJ ZONY

ADAM HLEBOWICZ: - Czy 20 lat pontyfikatu Jana Pawła II można określić jako lata przełomu dla chrześcijaństwa na Wschodzie?

O. ALEKSANDER HAUKE-LIGOWSKI OP: - Na pewno była to ważna data dla chrześcijaństwa w tej części świata. Nowością było to, że Papież pochodził z komunistycznej zony. Jan Paweł II dokonał także otwarcia na Wschód opartego na mocnych podstawach, a nie tylko gestach ograniczających się do dyplomacji. Akcent przesunął w kierunku autentycznego dialogu. Dialogu pełnego otwartości, zrozumienia dla innych, lecz jednocześnie bezkompromisowego. To jest bardzo ważne. Kryzys ekumenizmu zaczyna się wtedy, kiedy ekumenizm traktuje się jedynie jako sztukę osiągania kompromisów, polegających na niedomówieniach, bez zrozumienia innych, wczucia się w ich sytuację. W wielu wypadkach tak się działo; szukano formuł, które nikogo nie urażą, choć z drugiej strony - nikogo nie zadowolą, które jakoś pomogą zagłaskać rzeczywiste problemy, a nie wyjaśnić czy rozwiązać. Od tej postawy papieska praktyka Kościół bardzo skutecznie oddaliła. Wielkim dobrem dla obu stron jest dialog bez umizgów, bez dyplomacji, dialog jako rozmowa dwóch osób dążących do prawdy. Jeśli nawet nie ma nadzwyczajnych rezultatów takiej rozmowy, to jednak ma ona konkretną wartość dla obu stron. Jan Paweł II jest nieustępliwy w tak rozumianym dialogu, nie zraża się tym, że rozmówcy bardzo często nie potrafią dotrzymać kroku.

- Czy w dialogu z prawosławiem, zwłaszcza prawosławiem moskiewskim, można było osiągnąć więcej? Na pewno takie było pragnienie Papieża, jednak jakiekolwiek próby nawiązania rozmowy z Aleksym II nie dały rezultatu...

- Wiąże się to ze wspomnianym przesunięciem akcentów w dialogu. Kościół prawosławny, od czasu uczestnictwa w Światowej Radzie Kościołów i światowych ruchach pokojowych, manipulowanych przez bolszewików, przyzwyczaił się do dialogu typu "koniakowo-kawiorowego". W tym są specjalistami. W istocie mają niezły koniak i doskonały kawior. Na tej płaszczyźnie jednak Kościół katolicki nie podejmuje rozmowy. W sumie tak jest lepiej niż gdyby miały powstawać pozory porozumienia na poziomie gry i dyplomacji.

- Jak wiele zmieniło się w Kościele katolickim na Wschodzie od 16 października 1978 roku?

- Są to zmiany fantastyczne. Oczywiście zmiany te nie nastąpiły wyłącznie na skutek bezpośrednich działań Papieża. Przemiany umożliwił upadek komunizmu. Z drugiej strony Jan Paweł II miał swój znaczący udział w światowej kompromitacji komunizmu. Papież doskonale wykorzystuje, z poszanowaniem dla gospodarzy, te możliwości, które się na Wschodzie wtedy otworzyły. Zapewnił przede wszystkim obsługę duszpasterską dla wiernych, poczynając od poziomu parafii, a na metropoliach kończąc. Oczywiście w różnych częściach b. ZSRS sytuacja wygląda różnie. W samej Rosji hierarchia jest prowizoryczna, funkcjonują tam administratury apostolskie. Podobnie jest na azjatyckim Środkowym Wschodzie. Na Białorusi i Ukrainie są zwykłe struktury kościelne, jak w innych państwach. Bardzo istotne było wyjście z podziemia i reaktywowanie normalnej działalności Kościoła greckokatolickiego.

- Mam wrażenie, że w konflikcie, jaki pojawia się na Ukrainie pomiędzy prawosławiem a grekokatolikami, obie strony zarzucają Watykanowi, iż jest on za mało radykalny w traktowaniu drugiej strony. W efekcie - nie zadowala nikogo...

- Ten zarzut pojawia się niestety głównie ze strony grekokatolików. A związany jest nie tyle z problematyką religijną, ile z pewnymi fobiami narodowymi, widocznymi zwłaszcza w Galicji. Są to głosy ludzi źle poinformowanych - ludzi, którym się wydaje, że oni powinni być norma normans wszelkiego postępowania Papieża wobec prawosławnych. Kościół greckokatolicki przechował się przez okres prześladowań komunistycznych w wytrwałości swoich wyznawców. Ta wierność często była zaświadczona męczeństwem. Trzeba jednak podkreślić, że od chwili pojawienia się na tronie Piotrowym Jana Pawła II Kościół ten był bardzo konsekwentnie broniony przez Watykan. To właśnie Stolica Apostolska bardzo stanowczo domagała się jego legalnego istnienia. Zasadniczo Kościół ukraiński dostrzega to staranie i zachowuje wdzięczność, lecz w drobnych sprawach pojawiają się głosy rozdrażnienia. Nie są to głosy hierarchii, lecz kilku grup świeckich niedostatecznie żyjących duchem kościelnym, nie umiarkowanych i nie liczących się nie tylko z prawdą historyczną, ale i kanonami prawnymi. Chodzi tu o domaganie się prawa do patriarchatu. Metropolia lwowska nie ma prawa do tytułu patriarszego. Jeśli już mówić o patriarchacie, to musiałby on być zlokalizowany w Kijowie, a tam z kolei, jak wiadomo, nie ma zbyt wielu katolików obrządku wschodniego. Metropolię kijowską trzeba dopiero zbudować, na razie funkcjonuje tam egzarchat, który ma charakter dość prowizoryczny i niewielką ilość wiernych. Jak dotąd, nie ma żadnych nadziei na to, by stał się on podmiotem, który mógłby pretendować do tytułu patriarszego. Muszą być zgrane dwa elementy: historyczny i stopień aktualnego zorganizowania Kościoła.

- Na ile objawienia maryjne z Fatimy ukształtowały papieskie myślenie o Wschodzie?

- Myślę, że te objawienia nie są bez znaczenia w papieskim myśleniu o Wschodzie. Pieczęcią ich autentyzmu były dwa wydarzenia: zamach na Papieża i to, że Jan Paweł II wyszedł z niego cało, choć mocno pokiereszowany. Ojciec Święty widzi możliwość nawrócenia Rosji zgodnie z objawieniami fatimskimi. Tu nie chodzi, rzecz jasna, o nawracanie prawosławnych na katolicyzm. Katolicyzm, pamiętajmy o tym, jest w Rosji wyznaniem mniejszościowym. Większość jednak nie jest prawosławna, jest krótko mówiąc, bezwyznaniowa. Mówiąc o nawracaniu fatimskim, myślę o nawracaniu Rosjan na chrześcijaństwo. I to jest wielkie zadanie. Oczywiście my znamy tylko część objawień fatimskich, Papież zna je w całości i to może wpływać na sposób jego myślenia o tym zagadnieniu.

- Ojciec odbył przez kilkadziesiąt już lat wiele podróży po różnych zakątkach dawnego Sojuza. Z jakimi reakcjami spotykał się Ojciec, gdy chodzi o osobę Jana Pawła II?

- W samej Rosji żywe są ciągle tendencje panslawistyczne, zatem wybór papieża Słowianina był przyjęty przez te kręgi z dużym zainteresowaniem i życzliwością, przez niektórych nawet z dużymi nadziejami. Lecz poza katolikami, muszę powiedzieć, Papież nie ma żywej prasy. Na ogół jest małe zainteresowanie jego osobą. Ludzie zasadniczo nie zdają sobie sprawy z tego, kim jest papież, czym jest papiestwo. Ludzie tamtejsi nawet nie bardzo potrafią określić znaczenie papiestwa w skali światowej czy europejskiej. Nawet osoby wierzące, prawosławne wykazują częstokroć zadziwiającą ignorancję w tym względzie. Bo jeśli wśród wierzących często można spotkać zdziwienie, że katolicy to też chrześcijanie, to jakiej tu oczekiwać znajomości papiestwa? Było dla mnie bardzo uderzające, że Papież jest tak mało obecny w życiu tych ludzi. Nieco lepiej jest pod tym względem na Ukrainie. Natomiast wśród katolików postać ta rezonuje mocnym echem, zwłaszcza po upadku bariery informacyjnej pomiędzy Wschodem i Zachodem. Teraz można już otwarcie spotkać się z Papieżem na falach eteru, w telewizji czy w prasie. Dlatego też lepiej rozumieją Papieża i wyżej go cenią ci, którzy mieszkają w dużych miastach, Moskwie, St. Petersburgu, Kijowie, Mińsku. Przede wszystkim inteligencja, która ma dostęp do światowego obiegu informacji. Inna jest sytuacja w interiorze, który żyje właściwie we własnym świecie, któremu bardzo daleko jeszcze do Europy.

- Kiedy przysłuchiwałem się wypowiedziom papieskim na temat problematyki wschodniej czy też analizowałem jego posunięcia personalne odnośnie do tej części świata, zawsze zdumiewała mnie trafność jego obserwacji czy też podejmowanych decyzji. Skąd obecny następca św. Piotra czerpie swą wiedzę o Wschodzie?

- Jan Paweł II zawsze był bardzo zainteresowany Wschodem, tym co tutaj się dzieje. Pamiętam, iż sam byłem wielokrotnie indagowany i miałem okazję referować sytuację we wschodniej zonie, ilekroć byłem w Watykanie. Było to jeszcze w czasach, gdy nie było oficjalnych kanałów informacyjnych. Teraz jest diametralnie inna sytuacja. Funkcjonuje normalna sieć nuncjatur apostolskich, istnieje sieć diecezji czy administratur, które dostarczają odpowiednich informacji.

- Jak to przekazywanie informacji funkcjonowało w czasach żelaznej kurtyny?

- No właśnie byli tacy jak ja, którzy przywozili informacje stamtąd. Nie znaczy to jednak, że ja czy mnie podobni byliśmy szpiegami Watykanu. Po prostu przyjeżdżaliśmy do krajów na wschód od Bugu z posługą duszpasterską, pragnąc pomóc tutejszym ludziom. To, co zobaczyliśmy, przekazywaliśmy dalej.

- Niegdyś, zwłaszcza wśród katolików ze wschodniej zony, krążyły legendy o pomocy, jaka płynie z Watykanu dla podziemnego życia katolickiego na Wschodzie. Czy w istocie taka pomoc kierowana była dla księży? Czy tworzone były za wiedzą i z inspiracji Stolicy Apostolskiej podziemne struktury seminariów duchownych, życia zakonnego?

- Myślę, że nie było to specjalnie sterowane z Watykanu, o czymś takim nie słyszałem. Watykan sprawował ogólny patronat nad tą działalnością, jak nad każdą inną, mającą na celu posługę duszpasterską katolikom i pomoc tym, którzy najbardziej są w potrzebie. Były to raczej inicjatywy oddolne, przynajmniej na gruncie polskim. Tzn. pojawiali się ludzie, którzy byli gotowi podjąć się wyjazdu na Wschód. Przełożeni polskich księży nie pytali o zgodę Watykanu, bo wiadomo było, że Stolica Apostolska nie będzie się sprzeciwiać takim inicjatywom. Rzecz jasna, nie były to stałe wyjazdy - raczej forma doraźnej pomocy. Ja sam właśnie w tym roku zakończyłem tę działalność wyjazdową, dokładnie po 30 latach. Pierwszy raz pojechałem tam w 1968 r. Od tego czasu jeździłem na Wschód stale po kilka razy na rok, na 2-3 tygodnie. Najpierw udawałem świeckiego, pod koniec funkcjonowałem już jako ksiądz. Moja pomoc polegała na udzielaniu sakramentów, odprawianiu Mszy św., katechizacji, odbudowie struktur zakonu dominikańskiego. Przychodziła zatem pomoc, lecz nie z Watykanu, tylko z najbliższej zagranicy ZSRS - z Kościoła katolickiego w Polsce.

- Na ile jednak te działania były inspirowane z zewnątrz Sowietów, na ile zaś dopominali się o nie sami ludzie żyjący pod władzą sowiecką?

- Jeśli chodzi np. o seminaria duchowne, to tu nikt nie mógł pomóc, jedynie duchowieństwo miejscowe musiało się w tej sprawie samo organizować. Zwłaszcza grekokatolicy mieli trudną sytuację, bo w ich przypadku wszystko odbywało się w ukryciu. Łacinnicy mieli seminaria w Kownie i przede wszystkim w Rydze. Rzym, gdzie tylko mógł, to pomagał lub wskazywał, skąd pomoc można zaczerpnąć. Trzeba pamiętać przy tym, że w samym Kościele za wschodnią granicą było wiele tajemnic. Dla przykładu, nasi klerycy dominikańscy studiujący w Rydze nie ujawniali się ze swoją przynależnością zakonną nawet wobec władz uczelni ani wobec ordynariusza ryskiego kardynała Janisa Vaivodsa.

- Czy jest szansa, aby Jan Paweł II w niedalekiej przyszłości znalazł się w Moskwie, Kijowie lub Mińsku?

- Szansa taka zawsze istnieje, trudno jednak powiedzieć, kiedy to może konkretnie nastąpić. Na razie, nie wygląda na to, żeby Kościół prawosławny był gotowy do zgody na taką wizytę. A bez tej zgody wątpię, by Jan Paweł II zdecydował się na podobny wyjazd.

- Serdecznie dziękuję za rozmowę.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: komunizm papież Jan Paweł II ekumenizm prawosławie Kościół greckokatolicki kompromis grekokatolicy Wschód Aleksy II Światowa Rada Kościołów
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W