Pekao
Opoka - Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Jarosław Makowski

Trudne pojednanie

Żywa myśl teologiczna skazana jest na nieustanne poszukiwania i na ciągłą gotowość podawania w wątpliwość swoich dotychczasowych rozstrzygnięć. Dzieje się tak, ponieważ "przedmiotem" tego myślenia jest Niepojęty Bóg, który nie przestaje Objawiać się człowiekowi w jego historii. Sam Chrystus w modlitwie arcykapłańskiej powiada do Ojca: "Objawiłem im Twoje imię i nadal będę im je objawiał" (J 17, 26). Tym samym ktoś, kto decyduje się być teologiem, a może raczej, kto odkrywa powołanie teologa, w sposób szczególny musi wsłuchiwać się w "mowę Boga" i podejmować ryzyko jej interpretowania.

Niewątpliwie o. Wacław Hryniewicz należy do tych nielicznych w Polsce teologów, którzy nie boją się podejmować takich wyzwań. Świadczy o tym choćby ostatnia jego książka "Na drodze pojednania. Medytacje ekumeniczne", wydana przez zasłużone wydawnictwo księży werbistów "Verbinum".

Medytacje Hryniewicza są świadectwem teologa katolickiego od lat zaangażowanego w ekumenię, zwłaszcza w dialog z siostrzanym Kościołem prawosławnym. Głównym przedmiotem refleksji Autora jest idea pojednania, która uczy otwartości i wyjścia z siebie. "Jeżeli różnice są darem Bożym, trzeba umieć je przyjąć jako wartość duchową, mogącą dopełnić, skorygować i wzbudzić naszą percepcję chrześcijaństwa" (s. 15) - pisze Autor. Idei pojednania musi towarzyszyć współczucie i przebaczenie. Współczucie, a więc współ-odczuwanie, jest próbą rozumienia losu drugiego. W tym sensie ekumenizm to kultura wrażliwości na inność i odmienność, manifestująca się w postawie afirmacji i szacunku. Tylko przy zaakceptowaniu inności i odmienności możliwe jest budowanie pojednania. Jeżeli tego zabraknie, wówczas wszelkie inicjatywy ekumeniczne stają się pozornym dialogiem pełnym pustych haseł.

Pierwszym krokiem do pojednania między podzielonymi Kościołami jest przekroczenie "niepojednania przede wszystkim w sobie samym" (s. 24). Dopiero, gdy człowiek jest pogodzony z samym sobą, możliwe staje się przekroczenie niewystarczającego już dziś ekumenizmu intelektu i rozumu w kierunku potrzebnego, jak pokazują doświadczenia naszego wieku, ekumenizmu serca, który nie jest możliwy bez idei współczucia.

Pojednaniu musi towarzyszyć również przemiana. Jest ona owocem skruchy i nawrócenia. Taki jest sens biblijnego pojęcia metánoia. Pojęcie to wiąże się z wewnętrzną przemianą, zmianą myślenia, głębszym wejrzeniem we własne serce, z nowym spojrzeniem na siebie i drugiego, z przyznaniem się do własnych niedostatków, ograniczeń i win. Pojednanie nie będzie możliwe również wówczas, jeśli, zdaniem Hryniewicza, podzielone Kościoły nie będą naśladowcami Boga samego. Naśladowanie to wiąże się z postawą Chrystusa, który ogołocił samego siebie i przyjął postać sługi (Flp 2, 5). Grecki termin kénosis oznacza ogołocenie, samoograniczenie, wyrzeczenie. Postawa kenotyczna Chrystusa nierozerwalnie łączy się z przebaczeniem, które - zdaniem Autora - jest nieprzemijającym imperatywem dla Kościołów wszystkich wieków. W tej perspektywie przebaczenie staje się warunkiem dialogu pomiędzy podzielonymi Kościołami. Konieczne jest również samoograniczenie się poszczególnych Kościołów, aby można było mówić o pojednaniu i leczeniu głębokich ran zadawanych sobie nawzajem we wspólnej historii.

Wobec powyższych rozważań o istocie ekumenizmu powstaje więc pytanie: czy inicjatywy ekumeniczne na polskim gruncie są realizacją programu zawartego w ekumenicznej encyklice Jan Pawła II "Ut unum sint"?

Pesymistycznie brzmią słowa Hryniewicza: "W moim środowisku ekumenizm nie jest dzieckiem lubianym. Mówię o tym bardziej ze smutkiem niż z żalem. Często widzę jak mentalność zamknięta i obronna bierze górę nad mentalnością otwartą i życzliwą. Nie brak wśród duchownych profesorów na uczelni takich, którzy w czasie wykładów otwarcie ośmieszają ekumenistów przed studentami (...) Papieskie wezwania do ekumenicznego otwarcia pozostają na papierze" (s. 41).

Inicjatywy ekumeniczne nie są pobożnymi postulatami. Są natomiast trudem, zadanym każdemu wyznawcy Jezusa Chrystusa. Potrzebne jest nam wyzwolenie z ciasnego myślenia konfesyjnego na rzecz myślenia głębszego, a więc kenotycznego.

Znaczna część książki teologa z Lublina poświęcona jest medytacjom przybliżającym Czytelnikowi istotę prawosławia. Wacław Hryniewicz, będący znawcą przedmiotu, wprowadza nas w świat religijnego doświadczenia wschodnich teologów i myślicieli religijnych. Bohaterami rozważań poświęconych prawosławiu są tacy myśliciele jak Paul Evdokimov, Nikołaj Bierdiajew, Sergiusz Bułgakow i wielu innych, dzięki którym odsłania się przed Czytelnikiem specyfika doświadczenia i myślenia chrześcijan Kościoła siostrzanego.

Oprócz teologii apofatycznej (kładącej nacisk na niepoznawalność Boga), która należy do specyfiki myślenia wschodniego, Hryniewicz opisując myśl prawosławną, wskazuje też na osobliwe argumenty za istnieniem Boga, zgoła jednak odmienne od klasycznych dowodów św. Tomasza z Akwinu, wyznaczających nurt zachodniego myślenia teologicznego. Dowody formułowane na Wschodzie w centrum swoich rozważań stawiają człowieka, w jego kruchości i skończoności. Tym samym odsłaniają w człowieku pragnienie tego, co nieskończone i wieczne. W niezgłębionej tajemnicy, jaką jest człowiek, myśl wschodnia dostrzegła swoiste argumenty przemawiające za istnieniem Boga. Pierwszy z nich nazywa się argumentem ikonozoficznym.> "Bóg istnieje - pisze Hryniewicz - bo istnieją święci, bo istnieje radość i mądrość na obliczu ludzi, którzy stali się Jego ikoną w świecie. Radość, pokój i milczenie stają się świadectwem obecności Boga" (s. 78). Drugi natomiast można określić mianem argumentu agapicznego. "Opiera się on - pisze Autor - na potrzebie ludzkiego serca, serca inteligentnego, w którym skupia się całe pragnienie wieczności. Człowiek jest potrzebą miłowania, które nie przemija. Bóg jawi się tu jako jedyny Byt, który gwarantuje taką miłość. Amo, ergo Deus est" (s. 79).

Hryniewicz w swoich medytacjach nie lęka się mówić o trudnych i niechętnie podejmowanych tematach. Do takich z pewnością należy rozważanie nad rolą autorytetu i jurysdykcji w Kościele. Zagadnienie to jest kamieniem obrazy pomiędzy Kościołem zachodnim i Kościołem wschodnim. Inspiracją do podjęcia tego problemu było seminarium zorganizowane przez wiedeńską Fundację "Pro Oriente", gdzie jednym z wielu uczestników był Autor "Na drodze pojednania". Wszyscy uczestnicy spotkania, jak podkreśla teolog z Lublina, byli zgodni, że autorytet radykalnie musi różnić się od władzy świeckich władców. Paradygmatem sprawowania władzy kościelnej jest sam Chrystus, który "ogołocił [gr. ekénosen] samego siebie przyjąwszy postać sługi". Powraca tu motyw służby i uniżenia, które winny charakteryzować jurysdykcję kościelną. "Dramat autorytetu w Kościele - pisze Autor - polega na tym, że troska o ludzi i służba łatwo przeradzają się w ukrytą chęć panowania, które szybko »daje odczuć swą władzę«. Tymczasem Ewangelia zdecydowanie przeciwstawia się takiemu rozumieniu stosunku człowieka do człowieka: »Nie tak będzie między wami« (Mk 10, 34)" (s. 182).

Równie istotnym uzgodnieniem uczestników wiedeńskiego seminarium było to, że "autorytet biskupa Rzymu w ciągu pierwszego milenium był na Zachodzie podobny do autorytetu wschodnich patriarchów (...). Biskup Rzymu jako metropolita Italii i patriarcha Zachodu miał tę samą władzę, co inni metropolici i patriarchowie" (s. 185). Wydaje się, że nowa sytuacja ekumeniczna zmusza do reinterpretacji nauki o prymacie tak, aby był on możliwy do zaakceptowania przez wszystkie Kościoły chrześcijańskie. Pierwszym krokiem, zdaniem Hryniewicza, mogłyby być słowa Josepha Ratzingera, który w 1976 roku, jeszcze jako profesor teologii, pisał: "Rzym nie musi od Wschodu wymagać więcej odnośnie do nauki o prymacie, niż to sformułowano i przeżywano w pierwszym tysiącleciu". Potem jednak jako prefekt Kongregacji Doktryny Wiary mówił: "Doktryna i praktyka pierwszego tysiąclecia zawiera w niewyraźny sposób (implicitely) całą doktrynę o papiestwie, która rozwinęła się w drugim milenium i została uroczyście ogłoszona w 1870 roku" (s. 198). Hryniewicz zdaje się ubolewać nad zmianą stanowiska prezentowanego przez kard. Ratzingera, gdyż utrzymanie całej wykładni o prymacie biskupa Rzymu w obecnej formie jest trudne do zaakceptowania przez chrześcijan Kościoła wschodniego. Trzeba mieć świadomość, że jedność wymaga wyrzeczeń, które muszą być udziałem wszystkich, również nas, rzymskich katolików.

W nowej sytuacji ekumenicznej i w perspektywie trzeciego milenium znamiennie brzmią słowa rzymskokatolickiego arcybiskupa Johna R. Quinna przytoczone w omawianej książce: "Nie możemy traktować jedności jako zakładnika do czasu, aż znajdzie się doskonały papież w doskonałym Kościele. Jedność chrześcijańska wymagać będzie ofiary. Nie może to wszak oznaczać, iż wszystkie ofiary muszą być poniesione przez tych, którzy pragną pełni komunii z Kościołem katolickim, podczas gdy sam Kościół nie ponosi żadnej znaczącej ofiary" (s. 200).

Oczywiście pojawia się tu problem tożsamości chrześcijańskiej. Jednak o byciu wyznawcą Nauczyciela z Nazaretu nie decyduje przynależność konfesyjna, ale, jak powiada Hryniewicz, osobista relacja z Chrystusem wyrażająca się przez wyznanie wiary i zawierzenie Mu jako Panu i Zbawicielowi. Dopiero na gruncie takiej relacji człowiek odnajduje swą tożsamość chrześcijańską, która charakteryzuje się brakiem lęku i ciasnoty umysłowej. Trzeba zatem inaczej niż dotychczas postawić pytanie - już nie: "kim jestem?", ale: "Do Kogo należę?" Odpowiedź znajdziemy u św. Pawła w Liście do Rzymian, gdzie czytamy: "Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu, i w śmierci należymy do Pana" (Rdz 14, 7-8).

Aby jednak mogła urzeczywistnić się nadzieja na pojednanie podzielonych Kościołów potrzeba, zdaniem Autora, więcej ekumenicznej wyobraźni i chrześcijańskiej otwartości. Wiele już zostało zrobione i rozpoczęty został dziejowy proces przezwyciężania barier konfesyjnych. Niemniej to nie koniec drogi wspólnego wysiłku na rzecz jedności, gdyż droga ta, jak się wydaje, nie ma końca. Trud pojednania to wysiłek, jaki staje przed wyznawcami Chrystusa w nadchodzącym milenium. Tym, co pozwala odważniej patrzeć w przyszłość, jest nadzieja na lepsze jutro chrześcijaństwa, które, jak powiada Teolog, zaczyna się już dzisiaj.

Wacław Hryniewicz OMI, "Na drodze pojednania. Medytacje ekumeniczne", Wydawnictwo Verbinum, Warszawa 1998.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: dialog pokora papież Ratzinger ekumenizm recenzja prawosławie odmienność Ut unum sint autorytet jurysdykcja prymat