Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Józef Zawadzki

Karol Darwin nie podał ewolucyjnego przepisu na człowieka



Kardynał Christoph Schönborn na łamach „New York Timesa” wypowiedział oficjalnie, publicznie to, o czym wiedzą ludzie myślący: „ewolucja tak”, ale człowiek nie jest tylko jej wytworem, człowiek jest nie jest bytem przypadkowym, jak tego chcą neodarwiniści.

Kościół nigdy nie twierdził i nie twierdzi, że człowiek jest wynikiem tylko ewolucji, co wcale nie oznacza, że teorię ją wyjaśniającą uznaje za fałsz. Kościół tylko do niej dopowiada: "człowieka stworzył Bóg", w procesie ewolucyjnym jest miejsce na Bożą interwencję. I taka jest prawda o ewolucji. Jan Paweł II nie mówił niczego innego i wygląda na to, że Kardynał nie zrozumiał Jego słów. Nasz Papież w przesłaniu do Papieskiej Akademii Nauk z 22 października 1996 r. wypowiedział takie pamiętne, historyczne zdania: „nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Zwraca uwagę fakt, że teoria ta zyskiwała stopniowo coraz większe uznanie naukowców w związku z kolejnymi odkryciami dokonywanymi w różnych dziedzinach nauki. Zbieżność wyników niezależnych badań — bynajmniej nie zamierzona i nie prowokowana — sama w sobie stanowi znaczący argument na poparcie tej teorii”. Dziwię się, że kardynał Schönborn skupia się wyłącznie na pierwszym zdaniu Jana Pawła II „czepiając” się wyrażenia „czymś więcej niż hipotezą”. Następne zdania jednoznacznie jednak mówią, że Papież miał na myśli teorię, a nie hipotezę i używa pojęcia „teoria”. O co więc Kardynałowi chodzi, gdy stawia pytanie co Jan Paweł II miał na myśli wypowiadając pierwsze z zacytowanych zdań? Nie zna następnych części tej wypowiedzi Papieża? Co ciekawe, że zdaje się nie rozumieć jej także ks. profesor Michał Heller, członek Papieskiej Akademii Nauk, gdy stwierdza w Tygodniku Powszechnym (Heller M.), że „słowo — hipoteza- tłumaczyłbym w tym przypadku nieświadomością ludzi odpowiedzialnych za ostateczną redakcję dokumentu, czym jest teoria naukowa”. Dobre sobie. Jan Paweł II był również sensu stricte naukowcem i doskonale rozróżniał „hipotezę” i „teorię”, świadomie też odczytywał swoje teksty . Nikt przytomny nie może mieć wątpliwości, że zwracając się do Papieskiej Akademii Nauk Jan Paweł II wypowiadał się o teorii ewolucji, a nie hipotezie, literacko, trochę przekornie, określając ją w pierwszym zdaniu jako „coś więcej niż hipoteza”. W istocie, teoria jest „czymś więcej” niż hipotezą. Wprawia mnie w zdumienie, że poważni, utytułowani ludzie nauki — w tym przypadku również Kościoła - tego nie pojmują i szukają dziury w całym.

Może nie od rzeczy będzie krótko zatrzymać się przy poglądach samego Karola Darwina na temat naszego pochodzenia. Od razu pragnę podkreślić, że teoria ewolucji wcale, jak może się niektórym wydaje, nie wyjaśnia dokładnie, jednoznacznie (jak na teorię przystało) w jaki sposób powstał Homo sapiens. Wiemy na ten temat co nieco, ale wszystko jest dość mętne, niekompletne, nie potrafimy odpowiedzieć definitywnie choćby na takie podstawowe pytania jak: 1) co sprawiło, że linia rozwojowa człowiekowatych dała odgałęzienie prowadzące do człowieka?, 2) jakie czynniki odpowiedzialne są za - ewolucjoniści ukuli taki termin — „wybuchową” (w sensie szybką) ewolucję naszego mózgu, 3) jak doszło do powstania ludzkiej mowy? Nie mamy również jednoznacznej odpowiedzi na tak podstawowe pytanie - dlaczego nasi przodkowie przyjęli postawę dwunożną? Jak, w takim razie, można zasadnie twierdzić, że dysponujemy pewną wiedzą na temat pochodzenia człowieka?

Karol Darwin wypowiedział się na ten temat w dziele:”O pochodzeniu człowieka” (Darwin K.).W rozdziale pierwszym zajmuje się „Dowodami pochodzenia człowieka od niższej formy ustrojowej” i tak oto rozpoczyna epokowy wywód: „Jeśli chcemy upewnić się, czy człowiek pochodzi od jakiegokolwiek tworu, który istniał kiedyś na ziemi, to należy w pierwszym rzędzie dowieść, że w organizmie ludzkim zachodzą jakieś zmiany, czy to w budowie ciała, czy też psychiczne i jeśli w samej rzeczy takie zamiany zachodzą, to czy przekazują się one na potomstwo tak samo jak zachodzi u tworów niższego rzędu. Również należy upewnić się, że zmiany takie zachodzą wskutek przyczyn ogólnie znanych i że podlegają prawom działającym na wszystkie organizmy, jak np. prawa zmienności współczynnej lub prawa, które powodują dziedziczność skutków używania nadmiernego względnie zaniechania użytku niektórych organów. Trzeba również czy ród ludzki może podlegać tym samym ułomnościom, którym podlegają zwierzęta, czy płodzi typy potworne oraz czy kiedykolwiek w budowie ludzkiego organizmu, daje się zauważyć powrót do typu pierwotnego. ” Wielki Anglik stawia jeszcze inne podobne zagadnienia i dalej stwierdza „wszystkie zostaną rozwiązane twierdząco, zupełnie tak samo, jakbyśmy rozpatrywali kwestie dotyczące zwierząt niższego rzędu”. I w tym miejscu należy postawić podstawowe pytanie: czy „twierdzące” rozwiązanie powyższych zagadnień dowodzi, że człowiek pochodzi od „tworu, który istniał kiedyś na ziemi?” Karol Darwin twierdził, że tak, ale opierał się ty tylko na własnym przekonaniu, bo z punktu widzenia biologa, czy logika to nie są żadne dowody. Dlaczego niby zachodzące w ludzkim organizmie „jakieś zmiany, czy to w budowie ciała, czy też psychiczne....” mają dowodzić pochodzenia człowieka od niższej formy ustrojowej? Ojciec ewolucjonizmu niczego, niestety tu nie dowodzi. Godzi się zauważyć, że powołując się na dziedziczenie skutków używania bądź nie określonego organu, popełnia błąd J.Lamarcka zawarty w jego prawie ewolucji o dziedzieczeniu cech nabytych. Fałszywość tego prawa zadała druzgocący cios lamarckowskiej teorii ewolucji, uważanej za pierwszą tego typu teorię. Zanim jeszcze rozwinęła się genetyka, niemiecki biolog August Weismann brutalnymi, acz bardzo prostymi i obrazowymi doświadczeniami wykazał fałszywość prawa, które było fundamentem teorii wielkiego Francuza . Weismann rozumował tak: skoro cechy nabyte są dziedziczone to potomstwo myszy, którym obcięto ogonki, powinno rodzić się bez ogonków właśnie. Ogonek występował jednak u potomstwa, wyraźnie nic sobie z tego nie robiąc, że nie mieli go rodzice. Wydaje się, że Darwin popełnia jeszcze inny błąd . Stwierdza mianowicie, że „identyczność budowy poszczególnych części organizmu należących do tej samej grupy, wówczas dopiero staje się zrozumiałą, kiedy przypuścimy wspólne ich pochodzenie, a również weźmiemy pod uwagę późniejsze ich dostosowanie się do zmienionych warunków” Problem jest jednak w tym, że podobieństwo w budowie — nigdy identyczność — można tłumaczyć również funkcją i środowiskiem (narządy analogiczne), a niekoniecznie wspólnym pochodzeniem (homologia). Weźmy przykład np. oka ośmiornicy i oka jakiegokolwiek kręgowca, również naszego: podobieństwo uderzające, a jednak nie oznacza wspólnego pochodzenia. Wydaje się, że homologia narządów nadużywana jest jako argument na rzecz teorii ewolucji. Owszem, pięknie tłumaczy podobieństwo w budowie (nie identyczność przecież) np. kończyn kręgowców, ale równie dobrze podobieństwo to można tłumaczyć funkcją. Wygląda na to, że Darwin i inni ewolucjoniści, i nie zdawał sobie do końca sprawy z roli sprzężenia określonej struktury z jej funkcją: to funkcja organu, narządu narzuca określoną budowę, tak zwyczajnie, jak np. jest to w przypadku łopaty, młotka, koła jako elementu pojazdu, parasola. W końcu, by pozostać już przy kończynach, sztandarowym przykładzie homologii, kończyny kręgowców służą w ostatecznym rachunku do poruszania i to stąd płetwa ryby, walenia, noga słonia, konia, noga czy ręka człowieka mają podobne kości i ich układ. W ewolucjonizmie funkcjonuje zresztą pojecie „narządów analogicznych” czyli takich, które mają podobną budowę, ale podobieństwo nie wynika ze wspólnoty pochodzenia lecz z funkcji właśnie i wspólnego środowiska: np. skrzydło ptaka i skrzydło motyla. Może więc kończyny kręgowców można też nazywać analogicznymi? Już widzę gromy rzucane przez ewolucjonistów, ale co mają oprócz gromów? Podkreślmy jeszcze raz: wspólnota pochodzenia bardzo dobrze tłumaczy podobieństwa (nigdy identyczność) w budowie narządów i układów (homologia), ale to nie musi być wytłumaczenie jedyne. Powyższymi uwagami chciałem podkreślić,że u podstaw wywodu Darwina mającego potwierdzać pochodzenie człowieka od form niższych, leżą fałszywe (dziedziczenie cech nabytych) bądź bardzo kruche, przyjęte a priori założenie homologii narządów i układów. W takim razie jaką wartość ma cały wywód? Nawet jeśli uwzględnimy, że Darwin pisał swoje wiekopomne dzieło w drugiej połowie XIX w, kiedy nie było jeszcze genetyki, potężnego narzędzia w ręku ewolucjonistów współczesnych, kiedy nie znał materialnych podstaw dziedziczenia, to i tak jego założeń nie można przyjmować bez zastrzeżeń. Dzisiaj wiemy, że nasz najbliższy krewniak(?) ma ponad 98% (!!!) takiego samego jak my DNA co ma być koronnym dowodem z biologii molekularnej na nasze pokrewieństwo z szympansem. Zapomina się jednak, że nieulegające wątpliwości podobieństwo (niemal identycznosć) w DNA można tłumaczyć analogią właśnie: kręgowiec o określonym stopniu rozwoju psycho-ruchowego musi mieć taki,a nie inny genom, takie, a nie inne DNA. Tak jak komputer o odpowiedniej mocy obliczeniowej, musi mieć taki, a nie inny procesor.

Po co o tym wszystkim mówię. Ano po to, by zasygnalizować, że teoria ewolucji (również jako całość) w odniesieniu do człowieka ma wiele luk i niejasności. Czy one kiedyś znikną? Może, ale nie muszą. Przekonanie niektórych, również ewolucjonistów, że potrafimy powiedzieć jak w drodze ewolucji powstał Homo sapiens, nie ma żadnych podstaw; jest żałosną pewnością głupca, wręcz zwykłym kłamstwem. Karol Darwin nigdy zresztą nie twierdził, że wszystko na temat naszego pochodzenia wyjaśnił, miał świadomość, że obraca się w sferze przypuszczeń („kiedy przypuścimy ich wspólne pochodzenie” — Darwin K.). Owszem, coś tam przeczuwamy, widzimy jak przez mgłę, ale to nic pewnego i biblijny opis stworzenia człowieka w żadnym stopniu nie jest sprzeczny z teorią ewolucji. Nigdy nie był i jestem przekonany, że nie będzie. W ewolucji jest miejsce na ingerencję Boga stwarzającego człowieka.


Autor jest biologiem, nauczycielem w Liceum Ogólnokształcacym im. Mikołaja Kopernika w Jarosławiu.

Literatura:

  1. Darwin K.: O pochodzeniu człowieka. Tłum. Ilecki M., Biblioteka Dzieł Naukowych, Warszawa 1899 s. 5
  2. Tamże: s.23
  3. Heller M.: Bóg, konieczność i przypadek. Tygodnik Powszechny nr 30, 2005

 

 

 


opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: genetyka ewolucja darwinizm pochodzenie człowieka małpa Schonborn hipoteza DNA teoria ewolucji Karol Darwin Christopher Schonborn neodarwinizm
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W