Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 48/2009

Maciej Müller , Tomasz Ponikło

Po prostu Ewangelia

Liczba źródeł nie zwiększa się od 2000 lat, a przedmiot poznania jest niepoznawalny. Praktyczne zastosowanie wydaje się niemożliwe. Po co komu teologia?

Żeby wierzyć, trzeba poznać. Żeby poznać, trzeba zrozumieć — mówi 23-letnia Anita, studentka socjologii. — To jak z filozofem: mądrości życiowe zna każdy, ale tylko dobry filozof potrafi je uzasadnić. Teologia jest potrzebna, żeby esencja wiary nie była wyprana z myślenia.

Możemy mówić o teologii spontanicznej — uprawianej przez każdego chrześcijanina, który podejmuje refleksję nad własną wiarą, Bogiem, ludźmi, światem — i o teologii akademickiej. Schematyczne myślenie utożsamia tę drugą z teologią w ogóle. Tymczasem dla Kościoła najważniejsza jest właśnie teologia spontaniczna.

Ks. Alfons J. Skowronek, polski teolog, wskazuje, że do tego typu uprawiania teologii wzywa I List św. Piotra, zaadresowany do wiernych: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (3, 15). — Nie oznacza to w żadnym przypadku teoretycznej „obrony” wiary, zajmuje się tym określony dział naukowej teologii, lecz sprowadza się do wyznawania w słowie i czynie własnego przekonania; także w obliczu niebezpieczeństwa i ryzyka — mówi ks. Skowronek.

— To wezwanie do konkretnej praktyki naśladowania Jezusa — wyjaśnia teolog.

Tradycja to my

Teologiem jest każdy wierzący. — Refleksja nad sprawami wiary jest wpisana w samą istotę chrześcijaństwa — mówi dr Piotr Sikora, teolog, wykładowca w krakowskim Ignatianum. — Chrześcijanin nie może nie zadawać sobie pytań.

— Jeżeli poświęca się studia postaciom literackim, czemu nie mam samodzielnie studiować, żeby zrozumieć własną wiarę — mówi 35-letni Piotr, kierownik dużej placówki edukacyjnej — Tak właśnie jest, kiedy czytam „Rozmowy o Biblii” prof. Œwiderkówny, publicystykę Chestertona czy komentarze w Piśmie św., choć tylko te ostatnie to teologia we właściwym sensie.

Już sama taka aktywność jest naszym powszednim sposobem myślenia teologicznego. Piotr Sikora: — Komentarze biblijne mają objaśnić tekst z odległej kultury na tyle, żebyśmy zobaczyli, jak Słowo jest nam bliskie, jak dotyka codzienności życia. A w tym każdy jest ekspertem, bo każdy musi życie przeżyć.

Ewangelia dzieje się każdego dnia. Chrześcijaństwo jest religią nie Księgi, ale Wydarzenia. Teologia czerpie z Objawienia, Pisma, żywej wiary i tradycji. Ks. Skowronek zapamiętał z Ekumenicznego Ośrodka „Tantur” w Jerozolimie powtarzane przez żydowskiego uczonego słowa, że Objawienie jest wprawdzie wielkością zamkniętą, lecz niewyczerpalną: zadaną nam do zgłębiania do końca świata.

Ks. Skowronek: — Tradycja też jest i pozostaje wielkością niezamkniętą, a którą przecież poszerzamy i wzbogacamy. Możemy powiedzieć: Tradycja to także my! Niewyczerpane pozostają zatem i źródła wiary, i nasze ludzkie ich zgłębianie.

Dorota Szczerba, teolog, autorka „Praktycznego leksykonu modlitwy”, jako studentka etnografii pojechała na badania terenowe na prawosławną Grabarkę. Poczuła, że nie wniknie z zewnątrz w sedno religijności. Żeby zbadać jej wnętrze, poszła na teologię. — Dwa lata później wprowadziłam się do domu Arki w Œledziejowicach, gdzie osoby niepełnosprawne mieszkają z pełnosprawnymi — wspomina. — Tam poznawałam teologię wychodzącą z Ewangelii i doświadczenia, stając co dnia wobec pytań, kto jest najmniejszy, kto największy, jak kochać bliźniego, jakie jest miejsce wspólnoty w życiu.

— Chrześcijanie nie żyją przeszłością — mówi Piotr Sikora, przyznając, że pokusa traktowania Ewangelii tylko jako tekstu, gubi teologię. Tłumacząc, czym jest żywa wiara, wskazuje św. Pawła. Był on teologiem, który nie poznał Jezusa przed Jego śmiercią, a pisząc Listy nie znał spisanych Ewangelii. — Paweł nauczał, że żyje w nim Chrystus i chciałby, żeby w innych też żył — to jest źródło, na którym Paweł pracuje. Źródło dane każdemu z nas w naszej relacji z Jezusem.

Sikora wskazuje też na niewiasty idące do grobu: wspominają i opłakują Jezusa. Aniołowie pytają, czemu szukają żywego

> wśród umarłych: nie ma Go tu. — To ostrzeżenie dla czytelnika, który traktuje Ewangelię jako dzieje życia Jezusa. Posłańcy Boży mówią: nie ma Go w historii, nie ma Go w grobie, bo On jest w życiu. W tym sensie — podkreśla teolog — źródło jest zawsze takie samo i zawsze nieskończone: bo Bóg dał się nam cały.

Biblia dla śmiertelnika

— Z teologią jest jak z książką kucharską — opowiada 30-letnia Ania, asystentka zarządu sporej firmy. — Jedni nie potrzebują jej wcale, jak mistycy, ale większość z nas, żeby przyrządzić sobie posiłek, czyta książkę kucharską, choć — dorzuca — przepis nie daje gwarancji, że dobrze ugotujemy.

Chrześcijanin to człowiek osobiście związany z Chrystusem. W Chrystusie zaś — pisał Joseph Ratzinger we „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo” — spotykają się antropologia i teologia. Soborowe „Gaudium et spes” podkreśla, że Jezus, nowy Człowiek, „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie” (22).

Teologia nie jest więc abstrakcyjną, nieużyteczną konstrukcją intelektualną. Nie traktuje o niepoznawalnym demiurgu. Mówi o człowieku i o Bogu, który się wcielił i zmartwychwstał: dla człowieka. Teologia szuka odpowiedzi na nasze egzystencjalne pytania: właśnie w takim wymiarze uprawia ją każdy chrześcijanin. Teologia akademicka ma zaś za zadanie czuwać nad tym spontanicznym odczytywaniem Słowa Bożego we współczesności.

— W różnym okresie życia rozmaicie rozumie się Ewangelię — mówi duszpasterz wyświęcony przed 50 laty. — Czytanie i śledzenie teologii jest konieczne, żebym z ambony czy w konfesjonale nie mówił głupot albo nie przedstawiał nadinterpretacji.

Teologia akademicka nie może więc zapomnieć o swoim praktycznym zastosowaniu. — Musi się przekładać na doświadczenie egzystencjalne człowieka, czego najlepszą szkołą są Ewangelie synoptyczne — wskazuje Dorota Szczerba.

„Wiara wydaje się czasami tak skomplikowana, że niejeden sądzi, iż tylko uczeni potrafią ją ogarnąć — mówił kard. Ratzinger w powstałym przed dekadą wywiadzie rzece „Sól ziemi”. „Egzegeza przyniosła wiele pozytywnych wyników, ale zrodziła też wrażenie, że Biblia, tak skomplikowana, nie jest dla zwykłych śmiertelników”.

Gra o dużą stawkę

„Musimy się znów nauczyć, że Biblia każdemu coś mówi i została podarowana właśnie prostym ludziom — podkreślał wtedy obecny Papież. „Przyznaję tu rację ruchowi, który wykształcił się w łonie teologii wyzwolenia i mówi o »interpretacion popular«. Zgodnie z tą koncepcją, właściwym posiadaczem, a stąd właściwym interpretatorem Biblii, jest lud. To trafne ujęcie: Biblia jest darem właśnie dla prostych ludzi (...) którzy niekoniecznie znają wszystkie niuanse aparatu krytycznego, ale potrafią zrozumieć jej sedno. Teologia nigdy nie stanie się zbędna, wprost przeciwnie, w ogólnoświatowym dialogu kultur jeszcze bardziej zyska na znaczeniu. Ale nie może deprecjonować ostatecznej prostoty wiary, która stawia mnie przed Bogiem: Bogiem, który stał się mi bliski, stając się człowiekiem”.

O spojrzeniu Ratzingera na swój zawód teologa może świadczyć motto, jakie przyjął na swój herb biskupi w 1977 r.: „Cooperatores veritatis” (współpracownicy prawdy). Według amerykańskiego publicysty i teologa George'a Weigla, w ten sposób połączył dawne życie profesora z nową służbą biskupa-nau-
czyciela, w obu tych powołaniach podkreślając bycie na usługach prawdy. I, co szczególnie ważne, w swojej publicystyce i książkach poprzez klarowny styl i prezentację treści potrafił zainteresować niespecjalistów.

W wydanej przez kierowaną przez niego Kongregację Nauki Wiary „Instrukcji o powołaniu teologa w Kościele” (1990 r.) można przeczytać, że „dążenie do poznania prawdy zostało wpisane w naturę człowieka”, ponieważ „nie może być [on] naprawdę wolny, jeśli nie trzyma światła co do podstawowych zagadnień swojego istnienia”.

Nad Wisłą teologowie na ogół nie rozważają tak głęboko swojego powołania. — Augustyn, doktor Kościoła, mówił świetne kazania — wyjaśnia Piotr Sikora. — A nasi teologowie piszą o nich naukowe traktaty, ale w taki sposób, że rozumieją je tylko oni sami i kilku kolegów.

— Teologami zawodowymi w Polsce są księża w swoich wąskich specjalnościach — mówi Dorota Szczerba. — Często piszą językiem, który jest teologicznym żargonem, żyją w odmiennych warunkach niż świeccy. Tworzy się przepaść między codziennością wiernych a badaniami teologów.

Oderwanie teologii od praktyki — zwłaszcza na wydziałach teologicznych, które bywają traktowane jako schron dla księży bez predyspozycji do pracy duszpasterskiej lub kuźnia kurialnych podwładnych biskupa, kończy się porażką Kościoła. Bo w efekcie brak nam języka do przekazywania Ewangelii. Co więcej: brak tego, co jest podstawą dla wiary i teologii: samodzielnego myślenia. Takie oceny formułuje anonimowo w rozmowie z „TP” zasłużony polski teolog. Anonimowo — bo obawia się, że publiczne wyrażenie takich opinii zaszkodzi jego karierze.

Efektem jest nie tyle uwiąd teologii akademickiej, co bezradność wiernych. Brak umiejętności dyskusji, toczenia sporów, obrony własnego stanowiska pogłębia się w spotkaniu z duszpasterzami, którzy, nie otrzymawszy odpowiednich narzędzi, stają bezradni wobec życiowych dramatów wierzących. Albo gorzej: potępiają.

Tymczasem stawka jest niebanalna: wiara w racjonalnej współczesności staje się wstydliwa. I selektywna: zostawiamy z niej to, co ma jeszcze urok (jak niebo), a odrzucamy to, co obraża rozum (jak szatan).

Wiarę z codzienności spychamy w muzealne przestrzenie — bo jej konfrontacja ze światem zdaje się zbyt bolesna. Albo niepotrzebna.

Sieć w rodzinie

— Teologia jest dla jednych drogą wiary, dla innych tylko wiedzą — opowiada 54-letnia Dorota, psycholog-terapeuta. — Nie zawsze droga i wiedza idą w parze, bo niektórzy swój kierunek poznali bardzo dobrze w domu rodzinnym, inni potrzebują drogowskazów.

— Podstawową szkołą wiary jest i pozostaje chrześcijańska rodzina — wyjaśnia ks. Skowronek. — Wiara pochodząca ze słuchania (Rz 8, 28) zapala się, dojrzewa i żyje w sprawowaniu Eucharystii, w katechizacji różnych szczebli, dziś także w ramach Uniwersytetów Trzeciego Wieku.

— Katecheza i kazania, jakie możemy słyszeć, rzadko zachęcają do samodzielnego myślenia, bo brną w moralistykę, nie stawiając pytań — uważa Dorota Szczerba. — Nie rozbudzają w ludziach temperamentu teologicznego, nie skłaniają do szukania i dociekania.

Piotr Sikora: — Augustyn nie chciał wiernym tłumaczyć Pisma, ale uczyć zasad interpretacji. To ideał duszpasterza: ten, kto uczy samodzielności.

Pytanie tylko, czy nam się chce być samodzielnymi. — I czy mamy świadomość, że jesteśmy powołani do interpretowania swojej przygody życia w świetle Pisma także na własny rachunek — dorzuca teolog.

Mówiąc brutalnie: wiara zostaje w kościele, na ulicy zaczyna się życie. A przecież myślenie teologiczne to myślenie globalne, również o sprawach społecznych. Ks. Skowronek komentując I List Piotra (3, 15), wyjaśnia: — Apostoł zobowiązuje się do składania świadectwa o własnej nadziei i poddawania jej pod osąd instancji rozumu. Tylko wtedy możliwe jest poświadczanie tego przekonania zarówno w otwartej dyskusji, jak i w konkretnej praktyce etycznej i politycznej.

— Jeżeli fundamentalne zadanie teologii sprowadza się do „mówienia i opowiadania o Bogu”, wówczas ta święta powinność stać się musi także, a może przede wszystkim, udziałem szerokich warstw ludu Bożego — mówi ks. Skowronek.

Teologiem jest każdy wierzący chrześcijanin.

Najpierw człowiek

Bo każdy chrześcijanin jest świadkiem miłości Boga — jesteśmy zbawieni, wygraliśmy razem z Chrystusem, bo to On zwyciężył świat (J 16, 33). Tak Bóg przemawia do nas przez człowieczeństwo Syna. W tym sensie mowa Boża posiada ludzki charakter — przekonywał Jan Paweł II w przemówieniu do uczestników Kongresu Teologów Europy Œrodkowowschodniej w 1991 r. w Częstochowie. Przywołał postacie Cyryla i Metodego, którzy „naprzód stawali się uczniami ludów, które mieli nauczać, aby z kolei móc stać się dla nich nauczycielami słowa Bożego w ich języku”.

„Œw. Ireneusz idzie jeszcze dalej — kontynuował Papież — kiedy pisze, że samo Słowo Przedwieczne, przyjmując naturę ludzką, niejako naprzód nauczyło się być człowiekiem, ażeby z kolei uczyć ludzi, jak mają stawać się Synami Bożymi, uczestnicząc przez łaskę w Bożej naturze”. Wyrażanie się Słowa Bożego w porządku kultury Jan Paweł II nazywa „samym rdzeniem teologii”.

Teologia rodzi się ze świadectwa. Œwiadkowie — każdy, kto czuje się związany z Chrystusem — tworzą Kościół. Dzieje Kościoła to dzieje świadków, ponieważ — mówił Papież — „świadectwo jest poznaniem szczególnym, jest obcowaniem z tajemnicą w znaczeniu całościowym i egzystencjalnym”.

Ks. Skowronek: — Koronnymi świadkami żywej wiary są kanonizowani jej wyznawcy i męczennicy jako świadkowie egzystencjalnego doświadczenia wiary w Boga.

Oddaje to nawet język potoczny: komentatorzy po śmierci Jana Pawła II mówili, że dni jego umierania stanowiły ostatnią i najpiękniejszą encyklikę Papieża, więc — było nie było — lekcję teologii dla wszystkich ludzi dobrej woli.

— Im jestem starszy, tym mam większe wyczucie Tajemnicy. Widzę, jak wiedza niby tak potężna jest właściwie niczym w stosunku do ogromu niewiedzy — opowiada 85-letni Stefan Wilkanowicz. — Drażnią mnie przemądrzali teologowie i filozofowie. Szukają, chwała im za to. Ale powinni być pokorni i rozumieć, że chodzi o wielką Tajemnicę.

— Podział na maluczkich wiernych i wielkich teologów w chrześcijaństwie jest śmieszny — przypomina Piotr Sikora. Zwraca uwagę, że warto prześledzić, kto tak naprawdę uczy nas chrześcijaństwa. Sięgając w przeszłość: najlepiej znamy świętych i mistyków — były czasy, gdy to „maluczcy” zostawali doktorami Kościoła, Jan od Krzyża, Teresa z Ávila, a nie teologowie-zawodowi.

Œwiadków, o jakich mówił Jan Paweł II, mamy wbrew pozorom wielu. Nie trzeba szukać daleko. — Ktoś, kto nie chce być nauczycielem, a jest, to Moris, Mały Brat Jezusa — mówi Dorota Szczerba, która przyjaźni się z mieszkającym w Polsce od 20 lat, rozchwytywanym rekolekcjonistą i pisarzem. — Na co dzień żyje tym, co głosi. Żyje ubogo wśród ubogich, pracuje, robi zakupy, gotuje, modli się, sprząta, spotyka się z sąsiadami. Opowiada o Nazarecie swoim życiem. Jest wiarygodny.

Naszych własnych nauczycieli teologii znajdziemy z pewnością jeszcze bliżej: otwórzmy oczy. Ks. Skowronek: — W pamięci tkwią mi przede wszystkim ludzie, którzy stawali u boku w ciężkich i przełomowych sytuacjach — przyznaje. — Dewizą dla takich okresów było Pawłowe jakże nośne zawołanie z Listu do Galatów (6, 2) „jeden drugiego brzemiona noście”.

Oto nasza teologia powszednia. Po prostu Ewangelia. Przemyślana. I realizowana w praktyce.

Maciej Müller i Tomasz Ponikło

tygodnik.onet.pl

opr. aw/aw

Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: tradycja wiara teologia nauka metodologia nauczanie teologii powołanie teologa metoda teologii filozofia teologiczna
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W