Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Z ks. biskupem Tadeuszem Pieronkiem, rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, rozmawiają Jarosław Makowski i Artur Sporniak

Teologia i uniwersytet

TYGODNIK POWSZECHNY: - W krajach języka niemieckiego Kościół zmaga się z kryzysem wiary, choć teologia stoi na bardzo wysokim poziomie. W Polsce kościoły są pełne mimo dość mizernej teologii. Czy wobec tego warto zajmować się teologią?

Bp TADEUSZ PIERONEK: - Mam wrażenie, że każdą sprawę można ustawić tak, iż wyda się paradoksalna i niesłuszna. Jeżeli teologię przeciwstawimy wierze i uczynimy z niej instrument walki z wiarą, to oczywiście teologia jest niepotrzebna. Zadaniem teologii jest służyć wierze. Mówię o teologii chrześcijańskiej - takiej, która zasługuje na to imię przede wszystkim ze względu na swoją wierność Objawieniu. Ponieważ jest to nauka o Bogu, który się objawia. Tu jest źródło kontrowersji dotyczących miejsca teologii w nauce, a także - w konsekwencji - miejsca teologii w strukturach tego świata, także uniwersyteckich. Nie zgodziłbym się z twierdzeniem, że tylko kraje języka niemieckiego mają wielkich teologów. Wielkość trzeba mierzyć różnymi miarami. Nie mam wątpliwości, że jednym z największych teologów współczesnych jest Jan Paweł II, choć nie uprawia teologii w taki sposób jak np. Rahner, Küng czy inni znani teologowie niemieccy.

Jeden z nas spotkał niemieckiego studenta teologii, który otwarcie przyznał, że jest... niewierzący.

Jeżeli mówię, że teologia nie ma sensu bez wiary, to mówię o teologii uprawianej dla pogłębiania religijności człowieka. Oczywiście, można wyobrazić sobie teologię uprawianą przez ateistę.

Dobrą teologię?

Sądzę, że tak. W sensie uporządkowania pewnych prawd teologicznych, tworzenia spójnego systemu...

Taki człowiek może napisać dobry podręcznik teologiczny, ale czy także głęboki traktat o Bogu?

Myślę, że jest to możliwe, jeżeli taki teolog nie zaprzeczy, iż źródłem w tym przypadku nie jest głębia jego myśli, tylko prawda od niego niezależna.

Na łamach "Tygodnika" toczy się dyskusja, czy wydziały teologiczne powinny łączyć się z uniwersytetami świeckimi. W jej ramach jedna z osób, przedstawiająca się jako niewierząca, ale poszukująca, opisała trudności z jakimi się spotkała, chcąc w Polsce studiować teologię...

Do pewnego czasu teologię studiowano przede wszystkim w celu przygotowania się do pełnienia misji kapłańskiej. Uniwersytety otwarte dla ludzi świeckich są w Polsce rzeczą stosunkowo nową.

Czy jako rektor PAT Ksiądz Biskup uważa, iż w dalszym ciągu powinno się wymagać tzw. świadectwa moralności i zaangażowania chrześcijańskiego, wydawanego kandydatowi na studia teologiczne przez proboszcza?

To jest rzecz do przemyślenia. Jeżeli jest pewien "numerus clausus" na wydziałach teologicznych w stosunku do świeckich, także z racji umowy, jaka nas obowiązuje z rządem, trzeba patrzeć z troską na tych ludzi, którzy przychodzą. Zawsze będzie dyskusyjne, czy to są ci, którzy Kościołowi w Polsce będą służyć, czy też nie. W ogóle świadectwa tego typu, jak np. odbytej spowiedzi, rażą mnie. Ale z tego nie wynika, że jestem na tyle mądry, by wymyślić jakiś system lepszy.

Gdyby nasz dyskutant zgłosił się tutaj, do rektoratu na Kanoniczą 25 i powiedział, że - co prawda - sumienie nie pozwala mu w pełni powiedzieć, że jest wierzący, ale bardzo go ciągnie do teologii i chce studiować w Papieskiej Akademii Teologicznej...

...to niewątpliwie rozważyłbym tę sprawę indywidualnie i zadecydowałbym w miarę moich możliwości tak, jak mi sumienie dyktuje.

W przeszłości teologia miała większe oddziaływanie na wiernych. Z historycznych przekazów wiadomo, że niegdyś przekupki dyskutowały o dogmatach. Dlaczego dzisiaj refleksja teologiczna nie wciąga nas tak bardzo?

Dzisiejsze przekupki też rozmawiają o teologii, choć nie tyle o dogmatach, co np. o księdzu, który ich zdaniem spełnia lub nie spełnia warunki zapisane w Ewangelii. Teologia wciąga inaczej w czasach, kiedy ma wielki wpływ na życie społeczne, a inaczej wtedy, kiedy tego wpływu nie ma. Ileż debat teologicznych, zwłaszcza w aspekcie moralnym (a moralność chrześcijańska bez teologii nie ma żadnego uzasadnienia), toczyło się w Polsce wówczas, kiedy instytucjonalnie teologia była zwalczana? Ile takich debat toczy się dzisiaj, kiedy chcemy sobie odpowiedzieć na pytania dotyczące lustracji, wyborów, rozwiązań politycznych, społecznych? Byłbym więc ostrożny w formułowaniu tezy, że teologia jest w naszym życiu zupełnie niewidoczna.

A czy w Polsce jest szansa na szybszy rozwój teologii?

W naszym kraju wszystko było stłumione: najpierw rozwiązaniami instytucjonalnymi, które zmuszały teologię do walki o przetrwanie. Potem brakiem pieniędzy i rozwiązań instytucjonalnych godnych społeczeństwa obywatelskiego. Teologia nie rozwinęła się, tak jak się nie rozwinie nigdy drzewo, które jest skazane na mizerną wegetację. Nie chciałbym wszystkich problemów redukować do finansów, ale wiele od nich zależy. To jest także kwestia różnych możliwości: czy jest biblioteka, czy są sale, czy są profesorowie, którzy mają pewną swobodę działania, czy mogą jeździć za granicę... Tych warunków do niedawna u nas nie było. Już św. Tomasz z Akwinu mówił, że do uprawiania cnoty konieczny jest pewien zasób dóbr materialnych.

Obecnie pojawiła się możliwość powrotu wydziałów teologicznych na uniwersytety. W Poznaniu już to się stało. Czy Ksiądz Biskup sądzi, że to jest krok w dobrym kierunku?

Boję się recept, które mają rozwiązywać wszystkie problemy. Teologia na uniwersytecie jest jedną z możliwości, która - sądzę - nie powinna być traktowana jako reguła.

A jakie mogą być inne możliwości?

Sądzę, że trzeba wyciągnąć lekcję z historii. Słusznie cieszymy się z promocji praw człowieka, wśród których jest np. gwarancja zatrudnienia. Ale kiedy nastąpił kryzys teologii po Soborze Watykańskim II, okazało się, że jest coraz więcej profesorów na wydziałach katolickich (np. w USA czy w Niemczech), którzy zaczęli nauczać nie po katolicku. I nie można ich było zwolnić ze względu na prawo do pracy. Teologii katolickiej zaś może nauczać tylko ten, kto się z nią identyfikuje. Bowiem nauczanie teologii nie jest jedynie jakąś obojętną techniką. Jest to przekazywanie wiedzy o Bogu wraz z osobistym świadectwem o Nim.

Kościół nie jest bezbronny: ma instrumenty prawne, np. cofnięcie misji kanonicznej.

Owszem, ale nie zawsze instrumenty prawne są rozwiązaniem. Kiedy teologa, głoszącego prawdy sprzeczne z wiarą katolicką, nie można usunąć z uczelni, powstaje sytuacja rodząca konflikty. Jest to casus np. Künga.

Czy katedra teologiczna niezależna od Kościoła jest aż takim niebezpieczeństwem? Przecież sytuacja jest jasna: Kościół odebrał Küngowi prawo nauczania w jego imieniu.

Tyle że powstał taki "wolny Gdańsk". Czy panowie cieszyliby się z takiej sytuacji, że żona was zostawia z dziećmi i przeprowadza się do mieszkania naprzeciwko? Oczywiście: życie stawia nas w różnych sytuacjach. Trzeba do tego podchodzić ze zrozumieniem. Ale nie widzę powodu, by takie sytuacje specjalnie prowokować. "Quid agis prudenter agas et respice finem" (Cokolwiek robisz, rób to mądrze i miej na uwadze cel działania).

Zastanawiając się nad sensem powrotu teologii w mury uniwersytetów, warto sięgnąć do naszej historii. Po wojnie w Polsce starano się teologię całkowicie zniszczyć. Ponieważ nie można było wszystkich teologów rozstrzelać ani pozamykać, to ich rozproszono po kraju. Utworzono nową uczelnię - ATK. Dzięki Bogu, stanęła ona na nogi i służyła Kościołowi, ale władzy komunistycznej udało się np. w dużej mierze zlikwidować naukowe zaplecze środowiska krakowskiego, które było zagłębiem powołań kapłańskich. Na ATK ilość studentów teologii była niewielka, podczas gdy w Krakowie było ich ok. tysiąca.

Wolność nauczania kościelnego nie jest tylko kwestią swobody badań teologicznych, ale także tej czysto zewnętrznej wolności - niezależności od decyzji ludzi spoza Kościoła, czasem Kościołowi wrogich. Jeżeli Kościół w Polsce uzyskał właściwie pełną swobodę nauczania na uczelniach papieskich, to trzeba się mocno zastanowić, czy te uczelnie robią dobrze, łącząc się z uniwersytetami świeckimi w sposób instytucjonalny, a więc zakładający pewną uległość i nadzór władzy świeckiej nad nauczaniem teologii.

Wszystkie rozwiązania są jednak możliwe. Z jednej strony teologia ma służyć wierze. Dlatego nie można jej do końca porównywać co do metod i co do wolności badań z takimi naukami, jak fizyka. Z drugiej - teologii bardzo zależy na dialogu ze współczesnym światem i ten dialog ze światem na szczeblu uniwersyteckim jest niezmiernie potrzebny. Nie dlatego, żeby to było przeniesienie duszpasterstwa parafialnego albo katechezy do uniwersytetu. Jest on potrzebny jako pewien bodziec myślenia i odniesienia do współczesnych problemów, które pojawiają się przede wszystkim w umysłach ludzi nauki.

Sądzę, że trzeba patrzeć na wolność teologii nie tyle z punktu widzenia ograniczeń, jakie ona ma w odniesieniu do Objawienia, ile raczej od strony przestrzeni, jaka się przed nią otwiera w związku z kontaktem ze współczesną nauką we wszystkich jej wymiarach.

Czy to nie jest właśnie decydujący argument? Ks. Michał Heller twierdzi, że to jest proces nieuchronny: taka jest przyszłość teologii.

Ja się z tym całkowicie zgadzam. Nie wiem tylko, dlaczego tego rodzaju myśli miałyby być sprzeczne z tym, aby wydział teologiczny funkcjonował poza uczelnią świecką. To tak jakbyśmy mówili, że jeżeli siedzimy w jednym budynku, to możemy ze sobą rozmawiać, a jeżeli nasze siedziby są obok siebie - nie pod jednym dachem - to ten dialog jest niemożliwy. Czy naprawdę nie istnieje możliwość dialogu wówczas, kiedy jesteśmy instytucjonalnie rozdzieleni? Natomiast instytucjonalna jedność, która wiąże się z podleganiem temu samemu senatowi czy temu samemu rektorowi, dla teologii, która jest uprawiana w trochę inny sposób i czemu innemu służy niż nauki świeckie, może być krępująca.

Mówię to, bazując na własnym doświadczeniu, ponieważ byłem studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego przez trzy lata. Legalnie zdałem egzamin wstępny, a potem wyrzucono mnie po prostu na bruk, tylko dlatego, że się ówczesnym władzom teologia nie podobała.

Czy wobec tego powrót PAT-u na UJ nie byłby dziejową sprawiedliwością?

Oczywiście. Tylko na dziejową sprawiedliwość trzeba patrzeć rozsądnie. I dzisiaj, kiedy Akademia ma pełną swobodę ze strony kościelnej, ma uznanie ze strony państwowej, co więcej, ma także dotacje, to ja nie widzę bardziej idealnej sytuacji, jak zostać przy tym stanie obecnym.

Ale ewentualny powrót rozwiązałoby np. problemy kadrowe...

Pozwalam sobie nie całkiem się z tym zgodzić. Kadrowe problemy nie zależą od wejścia na uniwersytet, tylko od pieniędzy.

Wówczas pieniędzy byłoby również więcej...

Uniwersytet Jagielloński jest równie biedny jak wszystkie inne uczelnie.

Tam jednak obrona doktoratu nie kosztuje 3000 zł...

A tu kosztuje?

Tak. Tu kosztuje 3000.

Pierwszy raz słyszę. Będę musiał bliżej przyjrzeć się tej sprawie. Choć, jak wiadomo, odpłatność za studia jest od kilku lat przedmiotem publicznej debaty. Wiąże się to z faktem, że nasze państwo jest biedne.

Na uczelniach kościelnych często brakuje samodzielnych pracowników naukowych. Aby wydział mógł nadawać np. stopnie akademickie, musi być ich odpowiednio wielu. Gdy owego kworum brakuje, trzeba gonić za profesorami z innych uczelni...

To jest następny problem, i myślę, że ważniejszy niż finanse. Uczelnia bez kadry samodzielnych pracowników naukowych nie może się rozwijać, nie może mieć odpowiedniego poziomu. Niestety, są to naczynia połączone. Jeżeli nie ma pieniędzy, to nie ma kadry, nie ma kadry, to trzeba szukać jakiegoś rozwiązania zgodnego z obowiązującą ustawą o szkolnictwie wyższym. I to się robiło. Robiły to nie tylko uczelnie katolickie, ale też inne uczelnie, które nie miały wystarczających funduszy na rozwój swojej kadry. Myślę, że to jest kwestia długiego procesu, który zaczął się w momencie, gdy otwarły się możliwości studiów zagranicznych, stypendiów. Naukowca nie kształci się w ciągu dwóch, trzech lat. Na to, żeby na uczelni można było doczekać się "pełnego" pracownika nauki potrzebne jest minimum 10 lat. Poza tym jest to taka inwestycja, która zakłada duże ryzyko. Jeżeli na studia wyślemy od 3 do 5 ludzi (mówię o księżach, ale to dotyczy również, a może przede wszystkim świeckich), to po dziesięciu latach można mieć jednego dobrego naukowca. Ale ryzyko musi być podejmowane nieustannie.

Czy może być w Polsce w tej chwili profesorem akademickim - teologiem - osoba świecka?

Nie widzę przeszkód. Oczywiście, że może być.

To jak można wytłumaczyć fakt, że na uczelniach kościelnych nie ma świeckich teologów, którzy byliby samodzielnymi pracownikami naukowymi? Zdaje się, że w całej Polsce jest dotychczas jeden.

Widocznie nie ma kandydatów.

Być może Kościół nie jest zainteresowany kształceniem świeckich teologów? Uczelnie katolickie wolą zatrudniać księży, którzy przysłowiowy "wikt i opierunek" mają zagwarantowany, a więc można im... mniej płacić. Tkwią mocniej w strukturach kościelnych, łatwiej więc... zdyscyplinować.

To też jest prawda. Ale trzeba też iść w kierunku większego ryzyka i realizowania myśli soborowych, które bardzo wyraźnie zachęcają do aktywizacji ludzi świeckich w życiu Kościoła, również i na tym szczeblu.

Czy powołaniem kapłana jest praca naukowa?

A czy można odwrócić to pytanie: czy praca naukowa jest powołaniem tylko człowieka świeckiego? Nie ma przecież przeszkód, żeby kapłan był naukowcem. I jeżeli przyjrzymy się historii, to zobaczymy więcej naukowców-kapłanów niż świeckich. Współczesne czasy te proporcje zmieniły. Jeżeli jednak dostrzegamy dzisiaj potrzebę kształcenia również świeckich teologów i ich obecności na uniwersytetach, to nie może być to tylko założeniem teoretycznym.

Czyli Ksiądz Biskup nie wyklucza takiej hipotetycznej sytuacji, że następca Księdza będzie osobą świecką?

Nie wykluczam.

Rozmawiali:

Jarosław Makowski i Artur Sporniak



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Kościół seminarium teologia uniwersytet intelektualista doktryna tytuł władza świecka kadra świecki teolog płaca
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W