Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Richard C. Antall

JEZUS MA DO CIEBIE KILKA PYTAŃ

ISBN: 83-7318-550-X
© Wydawnictwo WAM, 2005



„Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!” (Mk 4, 40)

Salwadorem, krajem, w którym jestem misjonarzem, w 2001 roku (w czasie, gdy pisałem tę książkę) wstrząsnęły dwa silne trzęsienia ziemi, które przeraziły prawie wszystkich naszych obywateli. W taki czy inny sposób każdy z nas zadawał sobie pytania dotyczące lęku oraz wiary, nawet jeśli nie w odniesieniu do samego siebie, to do innych. Po dwóch silnych wstrząsach dało się odczuć ponad pięć tysięcy wstrząsów wtórnych, których siła dochodziła nawet do pięciu stopni w skali Richtera. Jeśli ktoś zawsze mieszkał na obszarach wolnych od wstrząsów tektonicznych, trudno jest mu wyobrazić sobie lęk, jaki potęguje się w człowieku, gdy wszystko dokoła zaczyna się trząść i kołysać. To doświadczenie w pewnym sensie można porównać do turbulencji, które czasami zdarzają się w samolotach, z tą jednak różnicą, że kiedy człowiek po takich przygodach w powietrzu stanie już na ziemi, to ma pełne prawo, aby spodziewać się, że wszystko będzie stało na swoim miejscu. Czytając książkę o św. Patryku, natknąłem się tam na zdanie interesujące, choć po przeżyciach trzęsienia ziemi nie tak znów dla mnie oczywiste: „Tajemnicza wierność krajobrazu”. W Salwadorze krajobraz, jak się wydaje, jest zmęczony tą stałością — i wyraźnie sprzeciwia się tej wierności.

Była to swego rodzaju wojna nerwów. Lęk jest niezwykle wyczerpujący; wraz z upływem czasu osłabia wszystko, czego nie może zniszczyć. Jako duchowny nie mogę tu nic pomóc, a wyłącznie patrzeć na ludzki strach. Nawet podczas wojny domowej (która trwała dwanaście długich lat) nie widziałem tylu przerażonych twarzy, co podczas trzęsienia ziemi. Czułem, że powinienem wtedy mówić przede wszystkim o zaufaniu do Boga. Wydaje mi się, że lider, który jest duszpasterzem, jak każdy inny lider powinien być nieustraszony. Lęk jest zaraźliwy, podobnie zresztą jak odwaga.

Czasami łatwiej jest o tym wszystkim mówić, niż to przeżyć. Pewnego duchownego, który złościł się nieco na ofiary kataklizmu, starsza kobieta zapytała, czy kiedykolwiek czuł strach. „Może być pani tego pewna” — odpowiedział. Doceniłem jego szczerość, ale wciąż uważam, że nawet udawana odwaga jest czymś lepszym niż jej całkowity brak. Mój znajomy ksiądz właśnie odprawiał Mszę, gdy nastąpił wstrząs. W panice chciał opuścić kościół. Wtedy przypomniał sobie, gdzie jest i co robi — i to pozwoliło mu się opanować. Podszedł do pulpitu, który znajdował się zaledwie o parę kroków i powiedział do wiernych, którzy rzucili się do drzwi wyjściowych: „Gdzie idziecie? Wstrząsy się skończyły”. Wtedy wszyscy wrócili i kontynuowali Mszę. Opowiadając to zdarzenie grupie innych duchownych, swoich przyjaciół, ksiądz ten powiedział ze śmiechem: „Chyba ich ośmieszyłem”.

Pewien francuski pisarz miał kiedyś powiedzieć, że odwaga to jest sztuka odczuwania lęku bez okazywania tego na zewnątrz. Z czymś takim mamy do czynienia w wierze chrześcijańskiej. Nie chodzi przecież o to, że brak nam świadomości niebezpieczeństwa lub że obcy nam jest niepokój (ten ostatni wspominamy nawet w modlitwie, którą po „Ojcze nasz” odmawiamy podczas Mszy*), raczej wierzymy w możliwość jego przezwyciężenia.

Jezus zapytał apostołów, dlaczego są bojaźliwi. Pytanie to nie dotyczy jednej konkretnej przyczyny ich lęku. Bóg widział przecież, że szalała burza, wiał wicher i że woda zaczynała wlewać się do łodzi. Jego spojrzenie dotyczyło jednak tego, co wykraczało poza aktualne niebezpieczeństwo i dotykało wewnętrznego doświadczenia. To właśnie dlatego pytanie skwitowane jest stwierdzeniem: „Jakże brak wam wiary!”.

W dziele Catena aurea znajduje się refleksja św. Bedy Wielebnego dotycząca tego fragmentu, która bardzo mi pomogła w jego zrozumieniu: „My także, gdy zostaliśmy naznaczeni krzyżem Chrystusa oraz zobowiązani do porzucenia świata, wsiedliśmy razem z Chrystusem do łodzi. Chcemy przepłynąć na drugą stronę jeziora, a On zasnął, my zaś zmagamy się z przeciwnymi falami, z tym, co osłabia nasze cnoty lub z atakami złych duchów ludzkiej słabości oraz z własnymi myślami. Płomień naszej miłości słabnie. Wśród takich burz zróbmy wszystko, aby Go obudzić. On szybko uciszy burzę, nam przywróci pokój i przywiedzie nas do portu zbawienia”.

Beda rozmyślał o własnym powołaniu do życia mniszego, gdy mówił o „naznaczeniu krzyżem Chrystusa oraz zobowiązaniu do porzucenia świata”. Jednak to, co mówił, można odnieść do sytuacji każdego chrześcijanina, który postępuje drogą osobistego powołania. Wszyscy zostaliśmy powołani do świętości, choć pewnie nie wszyscy do tego, by osiągnąć ją w życiu zakonnym. Od momentu chrztu jesteśmy naznaczeni znakiem krzyża, a tym samym „nie jesteśmy z tego świata”, jak to powiedział Jezus. Czasami przychodzi nam żeglować pośród przeciwnych fal, pożądań nęcących duszę i ataków ze strony złych duchów. Płomień naszej miłości się wyziębia.

W pytaniu, które rozważamy, oraz w towarzyszącym mu stwierdzeniu znajdują się dwa słowa klucze: „bojaźliwy” oraz „wiara”. Oba warte są tego, aby poświęcić im nieco uwagi. Istnieje różnica między „bać się” a „być bojaźliwym”. To pierwsze określenie oznacza, że ktoś po prostu czuje strach, lecz nie że jest zalękniony w obliczu próby lub wobec nieprzyjaciół. Chodzi tu zatem o lęk związany z konkretną sytuacją. „Bojaźliwy” zaś odnosi się do postawy. Chrystus pyta: „Czemu tak bojaźliwi jesteście?”. Taka forma jest równie mocna, doskonale wpisuje się też w sytuację wspomnianą w drugim zdaniu, w którym Jezus mówi o braku wiary, a w dodatku wyraża zaskoczenie brakiem odpowiedniej postawy wewnętrznej i samodyscypliny Jego naśladowców. Aby być uczniem, potrzeba było odwagi. Każdy chrześcijanin, czytając ten fragment, powinien zadać sobie pytanie: „Czy Pan zarzuciłby bojaźń także i mnie?”.

„Jakże brak wam wiary!” To jedno z najważniejszych zdań w Nowym Testamencie. Greckie słowo użyte tu na określenie wiary to pistis, jedno z kluczowych słów związanych z chrześcijaństwem. W formie rzeczownikowej w Nowym Testamencie występuje 243 razy oraz wiele razy w formie czasownikowej. Jego znaczenie jest podwójne: zawiera zarówno ideę wiarygodności (jak w przypadku pytania: „Czy wierzycie w to?”), jak i wskazuje na osobiste zaufanie do Boga („Czy czujecie się ze mną bezpieczni?”). Wiara dla chrześcijan oznacza uznanie osoby Bożej i dzieła, którego dokonuje, oraz nawiązanie osobistej relacji z Bogiem.

Stąd pytanie, które Jezus postawił swoim uczniom w łodzi, także dla nas ma ogromne znaczenie. Chrystus pyta nas nie tylko o to, czy uznajemy moc, którą On posiada, ale też, czy Mu ufamy. „Jakże brak wam wiary!” to zdanie, którego echo odbija się przez stulecia w sercach wszystkich wyznawców Jezusa. Jest ono jednocześnie pytaniem skierowanym do mnie i do ciebie. Czy wierzę w moc Bożą, która może uciszyć groźne burze mego życia? Czy ufam Bogu, mimo iż łódź, na której płynę, kołysze się i nabiera wody?

W Nowym Testamencie jest też jeden smutny werset, w którym Jezus zadaje pytanie: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8). Pamiętam, że jeden z alumnów, z którymi byłem w seminarium, człowiek nadzwyczaj dramatyzujący wszystko, zapisał ten werset na kartce i przyczepił ją do ściany. Była to właściwie jedyna ozdoba jego pokoju, podobnego do celi. Jego obsesyjny charakter nakazał mu zwrócić uwagę na jedno z głównych pytań stojących przed całym chrześcijaństwem. Czy nie brak nam wiary — takiej, o jaką chodzi w najgłębszym znaczeniu tego słowa?

Mogę sobie wyobrazić siebie w łodzi na jeziorze, które na słowo Jezusa znów stało się spokojne. Z pewnością serce wciąż jeszcze biłoby mi w przyspieszonym rytmie, gdy Pan zwróciłby się do mnie ze słowami: „Czemu tak bojaźliwy jesteś? Jakże brak ci wiary!”.

opr. aw/aw



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: duszpasterstwo duchowość wiara nadzieja rozważanie Ewangelia strach odwaga
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W