Duch Święty jest duchem porządku, ale nie „systemu”. To istotna różnica

Porządek zawsze rządzi dziełami Ducha Świętego – niezależnie czy chodzi nam o modlitwę, czy o codzienne życie. Jednak porządek to nie to samo, co sztywny „system”. Nieświadomość tej różnicy jest nieraz źródłem poważnych przeszkód w życiu duchowym

Określenie rodzajowe: „modlitwa myślna” oznacza dla nas wszelką komunikację duszy z Bogiem, wszelkie wzniesienie do Niego naszego serca, ale swobodne, osobiste, niekoniecznie przywiązane do określonej formy liturgicznej. Tak rozumiana modlitwa osobista ma wiele odmian i niezliczoną liczbę stopni, jednak mimo tego powinna podlegać stałym i niezmiennym prawom, które wynikają z relacji, jakie Bóg ustanowił między człowiekiem a sobą.

Stwórca w żaden sposób nie stworzył i nie może stworzyć czegoś, co byłoby poza porządkiem: Ty wszystko pod miarą i liczbą, i wagą urządziłeś! (Mdr 11,21). Sama Boska miłość, mimo braku jakiegokolwiek ograniczenia zewnętrznego – bo czyż jest coś bardziej wolnego niż miłość? – skłania jednak duszę do wyznania, gdy ta dojdzie już do spełnienia w miłości, że Boski sposób działania jest pełen porządku: Rozrządził we mnie miłość (Pnp 2,4). Ta doskonała równowaga, która panuje na szczytach życia duchowego, odciśnie również piętno pełnego regularności i powagi uporządkowania na drodze, która do tych szczytów prowadzi. Ten właśnie proces sprawia, że urzekającej realności nabywają słowa z Księgi Estery, w których opisane jest, jak święta królowa wchodzi, aby stanąć przed królem Aswerusem:

Wszedłszy tedy za porządkiem przez wszystkie drzwi, stanęła przed królem, gdzie on siedział na stolicy królestwa swego (Est 15,9).

Już u starożytnych mistrzów życia duchowego oraz u Ojców znajdujemy mocne wyakcentowanie tego pięknego uporządkowania pozbawionego wprawdzie systemu, lecz wynikającego z działania przemożnych i niezmiennych praw, które niczego nie ograniczają, lecz wszystko wyznaczają, udzielając żywotności i dostosowując się do osobistych uwarunkowań:

Kontemplacja bez przygotowania i bez reguł prowadzi tylko do złudzeń. Gdy zaś najpierw zostaniemy przeniknięci, oczyszczeni i jakby ograniczeni w czysto ludzkim działaniu przez bojaźń Bożą, możemy zostać dopuszczeni do wyżyn kontemplacji. Tam bowiem, gdzie jest bojaźń Boża, tam również jest zachowywanie przykazań Bożych. Tam zaś, gdzie jest zachowywanie przykazań, tam ciało, które jak chmura przesłania światło duszy, nie pozwalając w pełni rozbłysnąć promieniom Boskiego blasku, zostaje oczyszczone.

Podczas jednej z naszych rozmów Dom Prosper Guéranger powiedział:

Trzeba pamiętać, że nauka o życiu chrześcijańskim jest nauką dobrze ugruntowaną i precyzyjną. Nie powinniśmy więc skupiać się na powtarzaniu konwencjonalnych formuł ani na różnorodnym wyrażaniu uczuć; powinniśmy podjąć pracę i przyswoić sobie określoną wiedzę, która ma swoje podstawowe zasady, swoje sposoby rozumowania, swoje wysoce prawdopodobne twierdzenia. Do wiedzy tej nie dochodzi się przez marzenia i zmysłowe egzaltacje. A wszystko winno być zaczerpnięte z Boskich źródeł, aby ta nauka mówiła prawdę o życiu duchowym w chrześcijaństwie.

Porządek zawsze rządzi dziełami Ducha Świętego, ale nie jest jakimś systemem, tak jak nieporządek nie może być wolnością, przynajmniej nie taką, jak rozumie ją chrześcijaństwo, a lepszego rozumienia nie mamy. Relacje duszy z Bogiem w modlitwie myślnej kształtują się zgodnie z prawami, które jednocześnie porządkują i dają wolność.

Jeśli więc, mówiąc o metodzie, ktoś miałby na myśli określony przez jakiegoś człowieka albo epokę sposób modlitwy, który chciałby nieroztropnie narzucić wszystkim i każdemu, uważamy, że powinniśmy powtórzyć mu słowa Dom Guérangera: „Niech nas Bóg broni przed ludźmi owładniętymi systemami i wymyślonymi przez siebie ideami!”. Gdy metody modlitwy mają świętych za autorów, gdy są przejęte przez Kościół i uświęcone długim używaniem przez chrześcijan, powinniśmy je szanować i powstrzymywać się od wszelkiej krytyki na ich temat. Możemy jednak mieć dobre powody, aby się do nich nie przymuszać. Trzeba się jednak z wielką starannością pilnować, aby odrzucając je, nie zrezygnować wraz z nimi z ogólnych zasad, które są koniecznymi warunkami modlitwy, jej najszerszą podstawą wynikającą z nauczania Kościoła. Albowiem to on otrzymał w tych kwestiach depozyt doktrynalny, który już św. Dionizy nazywał „tajemną i świętą tradycją”. Jest ona nazywana tajemną, ponieważ była przekazywana wyłącznie ochrzczonym, a depozyt, zawarty w Piśmie Świętym oraz w pismach Ojców i doktorów, jest konieczną formą modlitwy i jej najistotniejszym przedmiotem.

Duchowość monastyczna nie zaleca żadnego określonego systemu, jest tylko mocno związana z tradycyjnym nauczaniem Kościoła. Dlatego w niej brak metody oznacza jedynie wyswobodzenie się ze wszelkich czysto ludzkich sposobów postępowania, nie oznacza natomiast nieporządku i nieobecności kultury intelektualnej. W tym mądrym docenianiu zarówno wolności, jak i reguły, konieczna jest słuszna równowaga, która do swojego zachowania potrzebuje czegoś więcej niż wielkiej roztropności – potrzebuje Ducha Bożego.

Stan drogi, dążenia do ostatecznej doskonałości, zawsze – nawet przed grzechem pierworodnym – był dla człowieka czasem wykluczającym bezczynność i lenistwo. W raju ziemskim Adam miał nie tylko podziwiać wspaniały obszar dany mu we władanie i korzystać z niego według własnego uznania. To olśniewające dzieło stworzenia, które z rąk Stwórcy wyszło w pełni świeże, czyste i uporządkowane, zostało mu bowiem powierzone, aby uprawiał i strzegł go (Rdz 2,15). Ta praca była zajęciem wykonywanym bez żadnego trudu, rozumną współpracą w dziele stworzenia i – w tym znaczeniu – zaszczytem dla człowieka, którego Bóg stworzył bez niego, lecz nie chciał nagradzać bez zdobytej zasługi. W opisanym w Pieśni nad Pieśniami tajemniczym i dobrze zamkniętym ogrodzie, w którym porusza się odnowiona natura ludzka, widzimy żywy obraz tego nieprzerwanego działania duszy, która od wiosny dogląda pojawiających się kwiatów. Tu chwyta małe lisy, które mogłyby dokonać spustoszenia, tam zbiera owoce, podlewa, jednym słowem – sprawia, że ziemia staje się płodna na chwałę Króla Pokoju.

Jednak po grzechu pierwszego człowieka łatwa praca ziemskiego raju zamieniła się w ciężką pracę zawsze pełną znoju, a niekiedy nawet przynoszącą rany. Ziemia rodzi ciernie i osty; gdy oznacza ona serce człowieka, podlega temu samemu prawu. Chleb powszedni, którym jest Słowo Boga, oddaje się nam tylko wtedy, gdy staramy się o niego w pocie czoła. Mieć nadzieję, że dusza ludzka wyda owoce zbawienia, nie będąc przeoraną lemieszem pługa, nie będąc otoczoną troskliwą opieką, to najbardziej niebezpieczne ze wszystkich złudzeń.

Bez wątpienia ten, kto uprawia ziemię, nawet nie pomyśli o tym, że to on daje nasionom płodność. Tylko Duch Stworzyciel może jej udzielić. Zamiarem rolnika nie jest także zastąpienie promieni Słońca Sprawiedliwości sztucznym ciepłem ani też Boskiego zraszania skąpą ilością wody, którą zdołałby przenieść w swoich dłoniach, aby podlać rośliny. Jego zadaniem jest raczej dobrze przygotować glebę, siać we właściwym czasie, aby w odpowiednim czasie zbierać, oraz usuwać chwasty, które mogłyby zagłuszyć dobre ziarno.

Ktoś jednak mógłby zapytać, czy nie obawiamy się, że dusza chrześcijańska będzie się błąkać po omacku i modlić bezładnie, jeśli pozbawi się ją opiekuńczego wsparcia różnych wypracowanych metod. Odpowiemy, że dla wszystkich dzieci Kościoła nauka ich Matki jest dostępna w świętej liturgii, która zawiera najdoskonalszą metodę modlitwy – najbardziej tradycyjną, najlepiej uporządkowaną, najprostszą, taką, która pozwala Duchowi Świętemu działać z wielką mocą i tak, jak On sam wybierze.

Dlatego właśnie nasi Ojcowie nigdy nawet nie pomyśleli o tym, aby duszom religijnym wyznaczyć jedną ludzką metodę modlitwy. Wystarczało im posługiwanie się tym hierarchicznym i ustanowionym przez Boga sposobem, zgodnie z którym dociera do nas prawda. Jak mówi św. Dionizy:

Właśnie wedle tego uniwersalnego prawa, ustanowionego przez Boską Zasadę wszelkiego uporządkowania w swojej najświętszej godności, substancje drugiej kategorii biorą udział w światłach Boskiej Zwierzchności za pośrednictwem substancji pierwszego stopnia.

A zatem każdy wierny pragnący nabywać ducha modlitwy i zjednoczyć się z Bogiem poddawał się prowadzeniu przez jakiegoś mistrza. Dopiero ludzie doświadczeni, gdy sami stawali się mistrzami, ośmielali się podążać dalej bez przewodnika. Reguła św. Benedykta streszcza tę tradycję, gdy traktuje o nowicjuszach i powierza ich w ręce doświadczonego mnicha:

Przydzieli się im mnicha starszego, takiego, który umie pozyskiwać dusze, by ich bardzo uważnie obserwował. (...) Należy mu [nowicjuszowi] z góry przedstawić wszystko, co jest ciężkie i trudne na drodze do Boga.

Konieczne jest więc, aby mieć przewodnika po drogach Bożych, i to przewodnika światłego: „Powinien być więc uczony w Prawie Bożym”. Zresztą nie jest to nauka tylko św. Benedykta – pochodzi ona bezpośrednio od samego Mistrza:

Zaniechajcie ich, boć ślepi są i przewodnicy ślepych. A jeśliby ślepy ślepego wiódł, obydwaj w dół wpadają (Mt 15,14).

Wiadomo, jak bardzo św. Teresa z Ávili ceniła wiedzę u tych, którzy prowadzą dusze. A gdy u kierownika duchowego do uczoności dołączy działanie Boga, wrażliwość liturgiczna oraz to wszystko, co jest owocem osobistego doświadczenia – z zespolenia tych czynników powstaje żywa metoda, za pośrednictwem której nawet dusza prosta i pozbawiona wiedzy może być bezpiecznie doprowadzona, niejako bezwiednie, do najwyższego zjednoczenia z Bogiem, drogą jednocześnie doskonale uporządkowaną, jak i pozbawioną wszelkich ludzkich systemów.

Fragment książki "Życie duchowe i modlitwa według Pisma Świętego i tradycji monastycznej" (seria "Biblioteka Christianitas")

Cécile Bruyère OSB (1845–1909) francuska benedyktynka, duchowa córka Dom Prospera Guérangera, założycielka żeńskiego opactwa św. Cecylii w Solesmes (1866). W 1870 r., gdy miała zaledwie 24 lata, została przez papieża Piusa IX mianowana ksienią tego klasztoru i piastowała ten urząd aż do śmierci.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama