Między sercem a rytuałem

Co kryje się w sercach polskiej młodzieży na początku 3. tysiąclecia?


Urszula Rogólska

MIĘDZY SERCEM A RYTUAŁEM



Co roku w Niedzielę Palmową polskie katedry są pełne młodzieży. Tysiące młodych Polaków wyjeżdża na Światowe Dni Młodzieży odbywające się w najrozmaitszych zakątkach świata i na spotkania organizowane przez wspólnotę z Taizé. Rzesze młodzieży pielgrzymują do polskich sanktuariów latem. A równocześnie coraz mniej młodych uczestniczy w niedzielnych Mszach świętych, rośnie przestępczość młodocianych, pojawia się coraz agresywniejszy antyklerykalizm, młodzi odrzucają głoszone przez Kościół zasady moralne, wybiórczo traktują prawdy wiary. Czy wobec tego Polska młodzież u progu trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa jest religijna?

W Polsce najczęściej za wskaźnik religijności uważa się udział w niedzielnej Mszy świętej. To znaczne zawężenie. Według socjologów religijność należy do najbardziej złożonych zjawisk. Przejawia się w życiu indywidualnym człowieka w powiązaniu z uwarunkowaniami społeczno-kulturowymi. Trzeba więc badać postawy wobec wiary, wiedzę religijną, w co badani naprawdę wierzą, jaki wpływ wyznawana wiara ma na ich postawę moralną, udział w praktykach religijnych, aktywność we wspólnotach i instytucjach religijnych oraz relację między wyznawaną wiarą a codziennym życiem. Wyniki takich badań, choć są one wśród młodzieży prowadzone, nie zostały jeszcze w Polsce w pełni udostępnione. W opublikowanej niedawno książce "Kościół i religijność Polaków 1945-1999" cytowane dane statystyczne dotyczą osób powyżej 18. roku życia.

Porządek w głowie

Jak religijność rozumieją dziś młodzi Polacy?

- Religijność widać. Osoba religijna jest jakby spokojniejsza, cicha. Chodzi do kościoła, a w Wielkim Poście nie chodzi na dyskoteki i w piątki nie je mięsa - opowiadają Ania i Edyta z Zespołu Szkół Zawodowych w Koszalinie.

- Człowiek religijny to człowiek pobożny, żyjący zgodnie z Boskimi przykazaniami i dający świadectwo o Chrystusie - dodaje studentka z Koszalina Asia Tutaj.

- To jedna z najważniejszych rzeczy w życiu; praktykowanie Słowa Bożego; życie w zgodzie z innymi ludźmi, służenie im pomocą, uczestniczenie w uroczystościach kościelnych; umiejętność szczerej rozmowy z Bogiem; to związanie swojego życia z Kościołem; pewien porządek w głowie, który daje mi sens życia i pozwala odnaleźć szczęście - mówią młodzi z Apostolstwa Powołaniowego Księży Palotynów w Poznaniu.

- Każdy człowiek jest religijny, bo każdy ma wiarę w sercu, ale ona nie jest na pokaz. Czasem ten, kto się modli raz w tygodniu jest bardziej religijny od tego, kto biega trzy razy dziennie do kościoła - rzuca 19-letnia Kinga z Żywca.

Rekolekcyjny sprawdzian

Dobrym sprawdzianem dla obserwujących religijność młodzieży są wielkopostne rekolekcje dla szkół. Głoszenie nauk dla podstawówek to według wielu rekolekcjonistów sama przyjemność. Dzieci - kiedy już nabiorą ufności - są spontaniczne, chętnie kończą za księdza zdania, recytują modlitwy, żywo śpiewają.

Rekolekcje dla gimnazjalistów są trudniejsze. - Czy trzeba na nie chodzić? Czy będzie sprawdzana obecność? - męczą wychowawców. Jeden z księży rozpoczynając rekolekcje, zachęca do odmówienia modlitwy "Ojcze nasz". Słychać tylko głos jego i katechetki. W połowie modlitwy jego zdecydowane "stop" budzi niektórych. Po przerwaniu po raz trzeci do modlitwy włącza się część młodzieży. I tak kolejno z innymi modlitwami.

Kiedy się do nich trafi z tematem, mówiąc o interesujących ich sprawach - szkole, narkotykach, alkoholu, seksie - albo treść poda w atrakcyjnej formie (np. świadectw ich rówieśników) - jeszcze słuchają. W innym przypadku to męka dla obu stron.

Rekolekcje dla szkół średnich to albo obcowanie z dojrzałymi chrześcijanami (rzadko), albo próba sił: sprawdzanie obecności, postawny dyrektor w drzwiach kościoła czy groźnie spoglądający wuefista przy ławce. Na uwagę, że przymusowe pacierze do nieba nie idą, jeden ksiądz katecheta żartobliwie mówi: "Ale trzeba dać szansę Panu Bogu".

Młodzi nie lubią zbiorowych form kultu, udziału w liturgii i rekolekcji. - Jest na to recepta - mówią księża - organizować więcej spotkań w mniejszych grupach.

Perełki

Nadal spora jest grupa młodych angażujących się w życie Kościoła. Chłopcy i dziewczęta chcą nim żyć; współpracują z duszpasterzami, organizują wspólne wyjazdy, spotkania. Stąd tłumy na spotkaniach organizowanych przez braci z Taizé czy na Światowych Dniach Młodzieży.

Autorytetami dla rówieśników są tylko silne osobowości, dla których przeżegnanie się przy kościele, pozdrowienie nieznajomej zakonnicy, księdza to coś normalnego, niewymagającego wysiłku.

Kiedy na lekcji, prowadzonej przez ks. Romana, uczniowie opowiadali, czy i jak się modlą, jedna z dziewcząt mówiła o swojej codziennej dwugodzinnej rozmowie z Panem Bogiem przed krzyżem, przy zapalonych świeczkach. Zbaranieli. Ale nie wykpili, bo im zaimponowała.

W każdej grupie znajdą się "perełki", jak mówią katowiccy katecheci ks. Krzysztof Błotko i ks. Piotr Mrozek, wspominając dziewczynę, która prowadzi "200-procentowy" zeszyt do katechezy, bo na każdy temat szuka dodatkowych wiadomości, czy rodzeństwo - dzieci niepraktykujących rodziców, obecne na nabożeństwach nie tylko w niedziele.

Sianie na asfalcie

Jednak dla wielu młodych religia to niepotrzebna spuścizna po przodkach, kojarząca się z rytuałem, obrzędami, nauką religii w szkole czy hierarchią kościelną. Gorszą ich niektóre postawy ludzi uważających się za wierzących, a szczególnie księży i ten obraz rzutuje na ich ogląd Kościoła.

Kiedy kończą 18 lat, czasem mówią katechecie, że chcą się "wypisać" z religii, bo mają dość nakazów i kontroli. Przychodzą jednak, traktując księdza jak św. Mikołaja, bo potrzebna jest ocena na świadectwie, no i trzeba się zabezpieczyć, bo kiedyś może potrzebny będzie "jakiś papier" przed chrzcinami siostrzenicy czy ślubem (tak mówią ci, którzy jeszcze związek małżeński chcą zawrzeć i to w Kościele).

"To sianie na asfalcie" - mówią przerażeni katecheci.

Wielu młodych w kościele czuje się obco. Nie dostrzegają obecności prawdziwego Boga. Sakramenty to dla nich tylko rytuały. Nierzadko zdarza się, że po I Komunii Świętej, do następnej spowiedzi przystępują dopiero w czasie przygotowań do bierzmowania.

Mówią, że są wierzący, że to chyba jasne, że dla każdego ważny jest Pan Bóg; wożą obrazek św. Krzysztofa w samochodzie, a jednocześnie noszą krzyżyk w uchu, chodzą do kościoła tylko dwa razy w roku, bo - jak mówią - drażni ich politykowanie księży.

Nie chcą wymagać od siebie. Akceptują Pana Boga jako Kogoś, od Kogo można wiele dostać, ale sami niewiele dają. Nie wiedzą, co odpowiedzieć na pytanie o zachowywanie piątkowego postu. Dyskoteki w piątek to dla nich żaden problem.

Dwa światy

Zdaniem ks. Sławomira Zaremby, prowadzącego badania nad religijnością polskiej młodzieży, między rokiem 1988 a 1998 nastąpiło znaczne rozluźnienie związku młodych z religią. W jeszcze większym stopniu wzrósł ich relatywizm moralny. Liczba młodzieży deklarującej się jako wierzący i głęboko wierzący spadła o 10 procent. Ponad 60 procent uważa, że do tego, aby być człowiekiem religijnym, nie trzeba należeć do Kościoła. Bardziej przywiązani do wiary i związanych z nią norm moralnych są młodzi mieszkańcy wsi i małych miast.

Choć nadal bardziej religijne są dziewczęta, to jednak ks. Zaremba zwraca uwagę, że właśnie w tej grupie nastąpiły w ostatnich latach największe zmiany, odrzucające nauczanie Kościoła na przykład w poglądach na życie małżeńskie i rodzinne. W 1988 roku używanie środków antykoncepcyjnych akceptowało 35 procent dziewcząt, a dziesięć lat później już ponad 70 procent.

W opublikowanej dziesięć lat temu książce "Kondycja religijna i moralna młodych Polaków" ks. Janusz Mariański przestrzegał, że w świetle zarysowujących się wówczas tendencji relatywistycznych wśród młodzieży polskiej można się obawiać rosnącego rozdźwięku między teoretycznie uznawanymi wartościami o charakterze "odświętnym" a faktycznym postępowaniem. Miał rację. Dla wielu młodych sfera religijności dzieli się na dwa światy: jeden to ja i moja wiara - prywatny Pan Bóg, do którego niech nikt się nie miesza, drugi to świat religijności księży w najnowszych modelach BMW, z alpejską opalenizną w lutym, głoszących kazania o potrzebie składki na biednych. Nie widzą, że ani ten, ani ten świat nie jest prawdziwy. Bardzo potrzebują, aby ktoś im to pokazał.

współpraca ks. Artur Stopka


opr. mg/mg



« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama