Śladami Pięciu Męczenników

W samym środku Puszczy Bieniszewskiej znajduje się Erem Pięciu Męczenników, miejsce od wieków uświęcane codzienną modlitwą i pracą duchowych synów św. Romualda

Ten tekst w naszym wakacyjnym cyklu miał dotyczyć zupełnie innego miejsca. Jednakże okazało się, że są tam właśnie prowadzone prace remontowe, więc nie było sensu wysyłać tam naszych Czytelników, a przynajmniej nie teraz. Pojawił się więc problem, aby - na szybko - znaleźć inne miejsce, które warto zarekomendować, a tu przecież minęła już połowa dnia, który miałem przeznaczony na podróż w kolejne ciekawe miejsce Wielkopolski. Natychmiast pomyślałem, że może to być atutem, to znaczy wskażemy takie miejsce, do którego można się wybrać podejmując decyzję w jednej chwili. Na przykład po obiedzie, mam wolne popołudnie i chciałbym „odetchnąć” od zgiełku i codzienności, a przy okazji zobaczyć coś ciekawego. Proszę bardzo, mamy dla Was takie miejsce, w odległości około godziny jazdy samochodem z Kalisza.

Skąd pomysł?

Kilka lat temu podczas wakacji robiliśmy w naszej parafii tzw „wycieczki za dychę” albo „za jeden uśmiech”. Chodziło o miejsca, które znajdowały się niezbyt daleko (koszt autokaru nie mógł być za wysoki), oferowały coś ciekawego do zobaczenia, można było tam sprawować Mszę Świętą, było miejsce do kilkugodzinnego relaksu i żeby być w domu najpóźniej przed siedemnastą. Wtedy właśnie po raz pierwszy byłem w Kazimierzu Biskupim i pamiętałem, że po drodze jest również Bieniszew. I to był pierwszy pomysł, który przyszedł mi do głowy w obecnej sytuacji.

Wyruszam więc natychmiast w drogę, najpierw do Bieniszewa. Program wycieczki jest niesprecyzowany, więc jestem przygotowany na niespodzianki i mam oczy szeroko otwarte. Już na polnej drodze do klasztoru, pośród lasu, dostrzegam drogowskaz prowadzący do źródełka św. Barnaby, którego nigdy wcześniej nie widziałem. I to jest chyba stosowny moment, aby do naszej opowieści wprowadzić bohaterów, z którymi związany jest zarówno Bieniszew, jak i Kazimierz Biskupi.

Pięciu Braci Męczenników

Historia ta wydarzyła się ponad tysiąc lat temu. W 1001 roku zaprzyjaźniony z księciem Bolesławem Chrobrym cesarz niemiecki Otton III zaproponował założenie na naszych ziemiach klasztoru, który głosiłby Słowianom Słowo Boże. Misję tę powierzył cesarz swemu krewniakowi - biskupowi Brunonowi z Kwerfurtu. Ten z kolei wybrał brata Benedykta pochodzącego z zamożnej włoskiej rodziny z Benewentu. Benedykt najpierw był pustelnikiem, potem przyłączył się do św. Romualda. Zaprzyjaźnił się też z innym pustelnikiem Janem z Wenecji. Benedykt i Jan, po przybyciu na dwór Bolesława Chrobrego w początkach 1002 roku, założyli pustelnię na terenie, który im podarował król - we wsi Święty Wojciech (obecnie Wojciechowo) pod Międzyrzeczem. Wkrótce dołączyli do nich Polacy, dwaj rodzeni bracia Mateusz i Izaak, którzy byli nowicjuszami, oraz Krystyn - klasztorny sługa (kucharz), pochodzący prawdopodobnie z pobliskiej wsi. Był też i szósty zakonnik, Barnaba, który wraz z Benedyktem i Janem przybył do Polski z Włoch. Uniknął męczeństwa i według ustnej tradycji resztę życia spędził u kamedułów (spotyka się także informacje, że był to właśnie klasztor w Bieniszewie, ale to raczej mało prawdopodobne ze względu na czas powstania tamtej fundacji).

Eremici mieli prowadzić pustelnicze życie, a przede wszystkim pracę misyjną. Benedykt i Jan nauczyli się języka polskiego i oczekiwali na przybycie biskupa Brunona z Kwerfurtu. W końcu Benedykt wyruszył mu na spotkanie, ale wrócił z niczym do klasztoru i wysłał w drogę młodego mnicha Barnabę. Ten długo nie wracał i zakonnicy w sumie nigdy nie doczekali się jego powrotu. W nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku zostali napadnięci przez zbójców i wymordowani. Pierwsze ciosy mieczem otrzymał Jan, po nim zginął Benedykt. Izaaka zamordowano w celi obok. Mateusz zginął przeszyty oszczepami, gdy wybiegł z celi w stronę kościoła. Mieszkający oddzielnie Krystyn próbował jeszcze bronić klasztoru, ale i on podzielił los towarzyszy. Prawdopodobnie powód napadu był rabunkowy, ponieważ zakonnicy otrzymali od Chrobrego środki w srebrze na prowadzenie misji.

Kult męczenników zaczął się już od ich pogrzebu, na który przybył Biskup poznański Unger. Wkrótce potem, w 1006 roku, św. Brunon napisał „Żywot pięciu braci męczenników”. Są to pierwsi męczennicy polscy wyniesieni na ołtarze. W poczet świętych wpisał ich Jan XVIII. Relikwie świętych znajdują się w wielu kościołach w Polsce i w Europie, w tym także w Kazimierzu Biskupim.

Klasztor w Bieniszewie

Według legendy Barnaba, który miał wyruszyć na poszukiwanie Brunona z Kwerfurtu i dzięki temu nie został zamordowany, miał zamieszkać właśnie przy źródełku do którego dotarłem, a którego wody miały cudowną moc uzdrawiania. Leczyły choroby oczu. Postawiona nad źródełkiem kapliczka została rozebrana w 1932 roku z polecenia ówczesnego właściciela Kazimierza Stanisława Mańkowskiego. Kiedy tam spaceruję spotykam pracownika nadleśnictwa, który mówi mi, że woda w źródełku nigdy nie zamarza (a przy okazji pozdrawia ks. Sławomira Kostrzewę, z którym jeździł na oazy z Jarocina :). Spędzam tam kilkanaście minut, aby potem samochodem dojechać do pobliskiego klasztoru.

Jesteśmy zaledwie osiem kilometrów od Konina, ale w samym środku Puszczy Bieniszewskiej. Właśnie tutaj znajduje się Erem Pięciu Męczenników, miejsce od wieków uświęcane codzienną modlitwą i pracą duchowych synów św. Romualda, żyjących według własnych Konstytucji i Reguły św. Benedykta z Nursji. Jest jednym z dwóch czynnych dzisiaj eremów kamedulskich w Polsce, należących do jedynego kontemplacyjnego, pustelniczego zakonu męskiego w naszej ojczyźnie, zwanego Kongregacją Eremitów Kamedułów Góry Koronnej.

Pustelnicy tak piszą na swojej stronie internetowej: „Podobnie jak Chrystus, który często wstępował na górę, żeby się modlić, pustelnicy kameduli mieszkają z dala od ludzkich siedzib, aby w samotności dążyć do zjednoczenia z Bogiem już tu, na ziemi, dlatego dostęp do eremu jest ograniczony. We wszystkie niedziele w roku oraz w niektóre uroczystości wszyscy wierni mogą nawiedzić kościół klasztorny pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w godz. 10.00-11.30, ponieważ o godzinie 10.30 jest jedyna Eucharystia, w której można uczestniczyć.  Tylko mężczyźni mogą również nawiedzić świątynię każdego dnia w godzinach: 8.30-11.00 oraz 14.30-16.30”. Ja mam szczęście, że jestem mężczyzną, ale też pecha, bo dotarłem tutaj o godz. 13.30, więc wiem, że na razie wejść nie mogę. Udam się najpierw do Kazimierza Biskupiego, aby wrócić tutaj około 15.00. W międzyczasie konstatuję, że panie, które tu ewentualnie przybędą, wcale nie muszą czuć się zawiedzione, bo wokół klasztoru są wspaniale ścieżki turystyczne, a spacer w lesie jest przecież bezcenny.

Kiedy później o 15. z minutami pociągam za sznur od dzwonka przez domofon odpowiada mi jeden z ojców kamedułów. Tłumaczę, że jestem księdzem i chciałem wstąpić na chwilę modlitwy. Po chwili brama klasztorna się otwiera i ojciec z białą brodą i w białym habicie „świdruje” mnie wzrokiem na wylot i zaznacza: „Na chwilę modlitwy. Tylko do kościoła. I ani w prawo, ani w lewo”. Oczywiście przyjmuję z pokorą te zalecenia i korzystam z okazji do modlitwy. Kościół klasztorny jest pięknie wyremontowany, niestety w tym momencie nie mogę zobaczyć czczonego tutaj obrazu Matki Boskiej Bieniszewskiej, który jest umieszczony z drugiej strony (od tyłu) ołtarza, tam gdzie modlą się zakonnicy. Jednak ci, włącznie z kobietami, którzy pojawią się tutaj na Mszy niedzielnej, mogą do niej tam zajrzeć, a także zejść do niewielkiej krypty, gdzie chowa się zmarłych zakonników. Ja oczywiście tam nie zajrzałem, bo „ani w prawo, ani w lewo”.

Ślady męczenników w Kazimierzu

Moje dwie wizyty w Bieniszewie rozdzielają oczywiście odwiedziny Kazimierza Biskupiego. Skąd tutaj taki kult Pięciu Męczenników? Okazuje się, że w pierwszych latach XVI wieku biskup poznański Jan Lubrański uzyskał zgodę papieża na przeniesienie relikwii z Czech do Kazimierza Biskupiego, ale po drodze zaskoczyła go choroba i śmierć, dlatego relikwie świętych dotarły tutaj dopiero około 1525 roku. Zostały złożone w kościele klasztoru bernardynów pw. św. Jana Chrzciciela i Pięciu Braci.

Ja jednak najpierw odwiedzam drewniany kościółek św. Izaaka, znajdujący się na cmentarzu parafialnym. Wspomina się o nim oficjalnie już w połowie XV wieku, a od XIX wieku pełni funkcję kaplicy cmentarnej. W dzień powszedni jest oczywiście zamknięty (takie ryzyko niezaplanowanych wycieczek), podobnie zresztą jak najstarszy w Kazimierzu kościół św. Marcina, do którego udaję się w drugiej kolejności. Został on wybudowany na przełomie XII i XIII wieku i według tradycji, powstał na miejscu pustelni św. Mateusza, gdzie miał się też znajdować grób męczennika. Kościół był przebudowywany trzykrotnie, a podczas prac w latach 1970-71 odsłonięto pozostałości romańskiego portalu. Stąd już prosta droga, przez piękny park, do pobernardyńskiego klasztoru pw. św. Jana Chrzciciela i Pięciu Braci, gdzie obecnie jest siedziba i seminarium Misjonarzy Świętej Rodziny.

Według tradycji klasztor został wybudowany na miejscu pustelni i kaplicy św. Jana. Fundatorem klasztoru, którego budowę rozpoczęto w 1513 roku, był biskup poznański Jan Lubrański, który wcześniej wraz ze swoim bratem, Mikołajem Gardziną, wojewodą poznańskim, nabyli dobra kazimierskie od biskupa lubuskiego Teodoryka. Jan Lubrański był wcześniej proboszczem fary w Kazimierzu Dolnym i właśnie z zachwytu tym nadwiślańskim miastem, miał później nazwać Kazimierzem również nową fundację w Wielkopolsce i w ten sposób powstał Kazimierz Biskupi. Tutaj mogę się pomodlić w otwartym kościele, pospacerować po krużgankach wirydarza, a także zobaczyć małe muzeum misyjne Misjonarzy Świętej Rodziny. Muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem, nie tylko obiektu prowadzonego obecnie przez misjonarzy, ale całego miasteczka. Przepiękny jest park rozciągający się u stóp konwentu i budująca jest też świadomość, że kiedy ostatni bernardyn zmarł w Kazimierzu w 1895 roku, ten przepiękny obiekt udało się uratować bo w 1921 roku przejęło go Zgromadzenie Misjonarzy Świętej Rodziny. A nad tym wszystkim wszędzie, w całym miasteczku, rozchodzi się „woń kultu Pięciu Męczenników”. Nawet na wzgórzu w parku stoją ich drewniane figury. Wybierzcie się tam koniecznie, wystarczy kilka wolnych godzin.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama