Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Ksawery Knotz OFMCap

AKT MAŁŻEŃSKI SZANSA SPOTKANIA Z BOGIEM I WSPÓŁMAŁŻONKIEM

Wydawnictwo "M" Kraków 2001

Recenzent: Ks. prof. dr hab. Józef Wilk
Redakcja techniczna: Joanna Łazarów
Korekta: Barbara Wojtanowicz

Ilustracja na okładce: Daria Sikora
Okładka: Pracownia AA
Copyright by Wydawnictwo "M", Kraków 2001 r.
Nihil obstat Krakowska Prowincja Braci Mniejszych Kapucynów O. Jacek Waligóra OFMCap, Minister Prowincjalny L. dz. 260/01, Kraków, dnia 20 czerwca 2001 r.
ISBN 83-7221-395-X Kraków





6. WSPÓŁCZESNE PRZEMIANY - UTOPIA RAJU SEKSUALNEGO

Obserwowane obecnie przemiany w podejściu do seksualności dokonywały się na tle o wiele szerszego procesu nabierającego tempa na początku XX wieku. Nie jesteśmy w stanie podać wszystkich okoliczności, które ten proces tworzyły. Z pewnością wielką rolę odegrał w nim Z. Freud, gdyż jako pierwszy uświadomił szerokim kręgom społeczeństwa znaczenie seksualności w rozwoju człowieka. W 1905 roku opublikował rozprawę, w której przedstawił tezę, że popęd seksualny istnieje także u dzieci i rozwija się już w najwcześniejszych okresach życia. Wywołała ona olbrzymią dyskusję, ponieważ dotąd powszechnie traktowano dzieci jako istoty aseksualne. Do czasów Freuda seksualność utożsamiano z genitalnością. Rozumiejąc ją tak wąsko, sądzono, że pojawia się ona dopiero w fazie dojrzewania wraz z budzeniem się aktywności narządów rodnych. Odkrycie Freuda umożliwiło stworzenie nowej koncepcji seksualności(97). W sprawach szczegółowych wiele hipotez tego uczonego okazało się błędnych. Zainspirował jednak bardzo twórcze poszukiwania naukowe, których wkład należy docenić.

Freud słusznie zauważył istnienie w człowieku silnej tendencji do szukania przyjemności, a nawet rozkoszy. Zauważył także, że dążenie psychiki do zaspokojenia przyjemności zostaje z racji różnych motywów odsunięte w czasie(98). Popełnił jednak zasadniczy błąd, dokonując nadinterpretacji obserwowanych zjawisk. Błąd ten polegał na tłumaczeniu wszystkich zachowań życia ludzkiego jako przejawów działania popędu seksualnego. Panseksualizm sprawił, że Freud widział człowieka jako osobnika, którego głównym celem życiowym jest zaspokojenie rozkoszy seksualnej. "Takie ujęcie stawia psychikę ludzką może mimowolnie na poziomie psychiki zwierzęcej"(99). Freud niewiele przyczynił się do uszlachetnienia wizji współżycia seksualnego. Dla niego jest czynnością biologiczną, która nie wyraża prawdy o międzyosobowej miłości. Do czasów Freuda akcentowano obiektywne znaczenie seksualności, ukazując prokreację ja ko cel współżycia seksualnego. Teraz najważniejsza była subiektywna funkcja przyjemności jako nadrzędny cel współżycia, a prokreacja stała się celem drugorzędnym, ubocznym, a nawet niepożądanym(100). Pominięcie wymiaru międzyludzkiej miłości przy równoczesnym pozbawieniu współżycia jego znaczenia prokreacyjnego sprawiło, że aktowi małżeńskiemu odebrany został element humanizmu i świętości.

W pierwszej połowie XX wieku w Europie pojawia się moda na freudyzm. Jest to zarazem moda na nowy model stosunków międzyludzkich wyzwolonych z tabu seksualnego. Różnego rodzaju nauki szukają potwierdzenia możliwości stworzenia takiego społeczeństwa. W 1929 roku znany antropolog, Malinowski, wydał książkę, w której opisał życie seksualne plemion na Wyspach Triobranda w północnozachodniej Melanezji. Jego badania dostarczają ciekawego materiału, który pokazuje silną erotyzację życia wśród prymitywnych ludów. Stwierdza on, że "seksualna, a przynajmniej zmysłowa przyjemność stanowi jeśli nie podłoże, to z pewnością jeden ze składników licznych rozrywek dziecięcych"(101). W okresie młodzieńczym panuje nieskrępowana swoboda współżycia seksualnego. "Przestaje ono być dziecinną zabawą i zajmuje poczesne miejsce wśród zainteresowań życiowych. Co przedtem było nietrwałym związkiem, który osiągnął swój punkt kulminacyjny w wymianie erotycznych dotykań czy przedwczesnym i niepełnym akcie płciowym, obecnie staje się pochłaniającą namiętnością i sprawą wartą poważnych starań. (...) Igraszki miłosne małych dzieci odbywają się po kryjomu, gdzieś w krzakach czy gaju (...). Natomiast młodzieniec ma już własne łoże w domu kawalerów lub korzysta z chaty jednego ze swych nieżonatych krewnych. (...) W normalnych okolicznościach zawarcie małżeństwa poprzedzone jest krótszym lub dłuższym okresem wspólnego życia płciowego. Wszyscy o tym wiedzą i mówią, i uważane to bywa za rodzaj publicznej zapowiedzi matrymonialnych planów. (...) Moment osobistej odpowiedzialności i zobowiązania staje się bardziej wiążący dopiero pod koniec, przed samym małżeństwem. Wówczas oboje mieszkają w jednym domu, regularnie dzielą ze sobą łoże, zachowują wyłączność w obcowaniu płciowym. Ale pomimo tego nie wyzbyli się jeszcze osobistej wolności; w okresach dozwolonej rozwiązłości zaręczone pary zawsze rozdzielają się i są sobie "niewierne". (...) Dzieci nieślubne nie należą do rzadkości (...) Nawet w normalnych warunkach w obrębie wsi, dziewczyna, która ma wyjść za mąż za jakiegoś mężczyznę, może darzyć innych swymi względami, byleby tylko było zachowane pewne decorum; zbyt częste spędzanie nocy poza domem wywoła z pewnością niezadowolenie i sprzeczki, i może nawet spowodować zerwanie stosunku"(102).

Autor z wielką sympatią opisuje zaobserwowane zwyczaje seksualne. Tylko jeden fragment, kończący opis, nie pasuje do malowanego w jasnych barwach obrazu seksualnego szczęścia. "Ciekawy i rzucający się w oczy jest kontrast między swobodnym i nie mającym w sobie nic sztucznego wzajemnym stosunkiem męża do żony, a przesadną surowością i przyzwoitością, w rzeczach seksualnych, ich hamowaniem się, by nie uczynić jakiegoś ruchu czy gestu, który by mógł wskazywać na serdeczniejsze stosunki między nimi. Idąc razem, nie trzymają się nigdy za ręce ani też nie oplatają się ramieniem (...), co wolno czynić kochankom lub przyjaciołom tej samej płci. (...) Czułych spojrzeń, pełnych miłości uśmiechów, miłosnych żartów tego nie zobaczy się nigdy u męża i żony na Wyspach Triobranda"(103). Czyżby silna erotyzacja życia młodzieży wydawała ostatecznie negatywne owoce w postaci wyjałowienia sfery uczuć i zaniku nawet najbardziej prostych gestów miłości?

Ta drobna uwaga, nie pasująca do całości zebranego materiału, pozostaje bez komentarza. Zainteresowania epoki ukierunkowują refleksję w całkiem inną stronę. Wnioski z badań antropologa wyciąga m.in. Wilhelm Reich, uczeń Freuda, twórca terapii zaburzeń psychicznych, za pomocą wyzwalania orgazmu. Zafascynowany Stalinem i ustrojem Związku Radzieckiego widzi w wyzwoleniu seksualnym element budowania nowego społeczeństwa. Dostrzega on w małżeństwie i religii chrześcijańskiej główną przeszkodę dla wyzwolenia prawdziwej natury człowieka. Reich bardzo dobitnie stwierdza, że "moralność małżeńska jest przyczyną duszenia wszystkich reform seksualności"(104). W imię wyzwolenia społecznego postuluje wolną miłość, antykoncepcję i aborcję(105). W badaniach Malinowskiego widzi on etnograficzny dowód na społeczne, a nie biologiczne pochodzenie tłumienia popędu seksualnego. Wiarę w nowy, lepszy świat ujawnia jego interpretacja przytoczonych wyżej fragmentów. "Dzieci Trobriańczyków nie znają wyparcia seksualnego ani tabu seksualnych. Ich życie seksualne rozwija się w sposób naturalny, swobodny i niezakłócony, umożliwiając pełne zaspokojenie na wszystkich etapach dorastania. Dzieci zajmują się czynnościami seksualnymi odpowiednimi dla ich wieku. Mimo to, a może właśnie dlatego w trzecim dziesięcioleciu XX wieku społeczeństwo Trobriańczyków nie zna perwersji seksualnych, funkcjonalnych chorób psychicznych, psychonerwic, lubieżnych morderstw; nie zna słowa kradzież, a homoseksualizm i onania wydają się temu społeczeństwu niedoskonałymi i nienaturalnymi środkami zaspokojenia seksualnego, dowodem tego, że osiągnięcie normalnego zaspokojenia jest możliwe. Dziecko w tym społeczeństwie nie wie, czym jest surowy, neurotyczny trening czystości, który stopniowo podkopuje cywilizację białej rasy. Trobiańczyk jest więc spontaniczny, czysty, uporządkowany, bez przymusu prospołeczny, inteligentny i pracowity. Społeczną formą współżycia płciowego nie jest promiskuizm, lecz dobrowolne małżeństwo monogamiczne, które bez problemu może zostać rozwiązane"(106). W ten sposób tworzył się współczesny mit, który głosił, że wolny seks łagodzi ludzkie obyczaje, wprowadza powszechne zadowolenie z życia, zaspokaja odwieczne pragnienie miłości.

Do podobnie rewolucyjnych jak na tamte czasy wniosków doszła M. Mead. Badania prowadziła ona w latach trzydziestych na wyspie Samoa. Opisała ją jako raj wolności seksualnej. Seks przedmałżeński, od młodości uprawiany bez żadnych zahamowań, nie jest obciążony ani pojęciem winy, ani grzechu. Rozwody są powszechne, każdy w każdej chwili może zmienić swojego partnera, bez żadnych konsekwencji. Pomimo to nie obserwuje się zazdrości i rywalizacji. Na wyspie nie zdarzają się gwałty, nie ma przemocy, kobiety chętnie podejmują współżycie seksualne, a nawet inicjują je. Wszystkie dzieci są traktowane życzliwie, bardziej jako dzieci plemienia niż konkretnej rodziny(107).

Badania Malinowskiego nie mogły być po latach zweryfikowane, ponieważ nie istniało już opisywane plemię aborygenów. Można było jednak powtórzyć badania na wyspach Samoa. Zrobił to Freeman w latach siedemdziesiątych. Doszedł on jednak do całkiem odmiennych wniosków. Według niego wychowanie seksualne młodzieży tamtejszych plemion charakteryzuje się wielkim rygoryzmem. Stosunek mężczyzn do kobiet jest pełen zazdrości i przemocy. Ich bezwzględna dominacja objawia się w licznych gwałtach seksualnych, do których dochodzi tam o wiele częściej niż w Ameryce(108). Badania Freemana miały szczególne znaczenie, ponieważ udowodniły nierzetelność naukową M. Mead. Ideologiczna teza, która przyświecała jej badaniom, uniemożliwiała dostrzeżenia innego, o wiele bardziej prawdziwego oblicza "rajskiej wyspy".

Tendencyjne badania Mead wywarły wielki wpływ na młodzież lat sześćdziesiątych(109). Przez "dzieci kwiaty" została okrzyknięta guru wolności seksualnej. Jej przesłanie było jasne. Gdzieś na świecie istnieją urocze miejsca "rajskie wyspy", które nie zostały skażone naszą zepsutą cywilizacją. Można stworzyć idealne społeczeństwo także i u nas, ale dopiero wtedy, gdy wyzwoli się seksualność spod jarzma moralności zachodniej, europejskiej, chrześcijańskiej. Mead sugerowała, że drogą do wyzwolenia jest przede wszystkim wyzwolenie się od zakazu współżycia przed i poza małżeńskiego, i od nierozerwalnego małżeństwa. Nie są to opinie nowe. Już w XII wieku mit idealnej miłości głosili wędrowni śpiewacy zwani trubadurami. Bohaterką ich miłosnych pieśni była zamężna kobieta, nieszczęśliwa w miłości, która po kryjomu spotyka się z młodym, przystojnym i wrażliwym kochankiem, najczęściej kawalerem. Jest on gotowy dla niej umrzeć. W pieśniach głoszono ideał miłości czystej, która mogła się zrealizować tylko poza małżeństwem. Jej uwieńczeniem była zdrada małżeńska, czyli współżycie seksualne wykluczające poczęcie dziecka(110). Od tego czasu w kulturze Zachodu funkcjonuje mit miłości pozamałżeńskiej, spontanicznej, bezkarnej, wykluczającej prokreację, jako miłości prawdziwej, szczerej i autentycznej. W XII wieku damy dworu rozczytane w poezji trubadurów marzyły o takiej miłości, utożsamiały się z nieszczęśliwą kobietą i narzekały na swoje małżeństwo(111). Właśnie ten mit idealnej, nieszczęśliwej miłości, która nie może się zrealizować z powodu sztywnych reguł społecznych, odżył wśród hipisów w latach sześćdziesiątych, a obecnie jest kultywowany wśród homoseksualistów(112).

Jak widzimy, już w latach trzydziestych pojawiły się opinie zmierzające do zakwestionowania istniejącego porządku. Odbijały się one szerokim echem w społeczeństwach szanujących tradycyjną etykę seksualną. W 1948 roku w Stanach Zjednoczonych zostały przeprowadzone badania, szeroko rozpropagowane na całym świecie, znane jako "Raport Kinseya"(113). Była to liberalna i anglo-saksońska wersja utopii proponowanej wcześniej przez Reicha. Kinsey ogłosił, że jest pierwszym naukowcem, który zbadał faktyczny stan życia seksualnego Amerykanów. Jego badania wykazały, że znaczny procent amerykańskiej populacji ma orientację homoseksualną, uprawia pozamałżeńskie stosunki seksualne, sodomię, masturbację, pedofilię. Można sobie wyobrazić, jakie wrażenie wywołał ten raport opublikowany w Ameryce, przeświadczonej, że swoje zwycięstwo w świecie zawdzięcza ładowi moralnemu pielęgnowanemu od wieków. Raport sprawiał wrażenie, że wyciąga na wierzch rzeczy do tej pory szczelnie ukryte, objawia je światu, udowadniając tym samym olbrzymią hipokryzję ówczesnego społeczeństwa. Zarzut o hipokryzję, tak często potem używany, byłby prawdą, gdyby badania Kinseya zostały przeprowadzone uczciwie i rzeczywiście odzwierciedlały zachowania sek sualne ludzi. Tak jednak się nie stało. Dokonał on wielkiej manipulacji. Jego badaniom zarzuca się obecnie, że nie spełniają podstawowych wymogów naukowości: przede wszystkim, że były prowadzone na nie reprezentatywnej grupie badanych, w specyficznych środowiskach więźniów, kryminalistów i prostytutek. Kinsey, z wykształcenia zoolog, przyjął tylko jedno kryterium swoich badań: reprezentację statystyczną danego zachowania seksualnego. Metoda ta, niezdolna do wniknięcia w rzeczywisty świat ludzkich myśli, przeżyć i zachowań, stała się później bardzo popularną metodą manipulacji, wszechobecną w liberalnych mas mediach. Polega ona na udowadnianiu politycznych racji poprzez przedstawianie pseudonaukowych statystyk.

[...] więcej w wydaniu książkowym




opr. mg/mg





Copyright © by Wydawnictwo "m"

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: moralność małżeństwo seks tabu Mead rewolucja seksualna przyjemność monogamia rozkosz akt seksualny kontakt seksualny Zygmunt Freud freudyzm libido chcica popęd seksualny kochanek wolność seksualna etnografia