Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Mogło być gorzej

Wyobrażenie Ziemi jako kuli nie przystaje do naszych codziennych doświadczeń. Nawet patrząc przez okna odrzutowego samolotu nie widać, by horyzont jakoś się zaokrąglał, a z malutkich okienek naddźwiękowego Concorde'a czarne niebo i zwykle zachmurzona ziemia wyglądają tak nierealnie, że nie mogą stanowić argumentu dla naszych zmysłów. Kiedy wskazuję kierunek pod stopami i mówię, że tam byłem, też nie wiem czy to Ameryka, czy Australia, a tymczasem od kilku dni opowiadam z takim gestem o mojej krótkiej wyprawie z filmami do południowej Afryki.

Przez długie lata kraj apartheidu był pariasem dla całej rozwiniętej ludzkości, naruszał bowiem powszechne poczucie przyzwoitości, dzieląc ludność ze względu na kolor skóry i głosząc zasadę osobnych dróg rozwoju. Zasadę tę, bez pytania o zdanie całej reszty, przyjęła i narzuciła rządząca biała mniejszość. Po latach różnych nacisków i sankcji, razem z upadkiem komunizmu nastąpiło załamanie apartheidu, znikła obawa o to, by kraj rządzony przez większość, dotychczas izolowaną od wpływu na jego losy, wpadł w orbitę „imperium zła”. Nastąpiła pokojowa przemiana, której przez tydzień mogłem się przyglądać, bo wydała mi się nie mniej ciekawa niż cudowne parki narodowe, z których największy terytorialnie jest porównywalny z Holandią. Natura południa Afryki jest dla Europejczyka obrazem naszych niespełnionych marzeń, łączy w sobie zalety klimatu w najmilszych częściach naszego kontynentu z przestrzenią, której w Europie nie daje się poszerzyć (i stąd impuls do kolonizacji). Zasiedlenie południa Afryki przez całe rzesze emigrantów z Holandii, Francji i Wielkiej Brytanii nakłada się w ciągu wieków na migracje wewnątrzafrykańskie i w rezultacie powstała społeczność o wyjątkowej proporcji białych, czarnych i tych trzecich, czyli kolorowych, przez których Anglosasi rozumieją przybyszów z Azji. Pomysł, żeby w tym konglomeracie każda z kultur rozwijała się osobno, wydaje się niedorzeczny, szczególnie jeśli przypomnieć, że osobność dotyczyła wszystkich dziedzin życia, co najlepiej ilustruje anegdota o tym, że policjant spostrzega w kościele dla białych czarnego (czy kolorowego) na kolanach i pyta go surowo, co on robi. Zapytany skromnie odpowiada, że właśnie zmywa podłogę. Na co policjant powiada: twoje szczęście, bo już pomyślałem, że się modlisz.

Pamięć dyskryminacji, niesprawiedliwości i pogardy przesłania fakt, że bogata Afryka Południowa zapewniała dyskryminowanym względną zamożność, często wykształcenie, opiekę zdrowotną i w ramach narzuconego niesprawiedliwego prawa dosyć solidną praworządność. Kiedy stary system zaczął padać, wszyscy przewidywali, że nastąpi czas porachunków i cały kraj spłynie krwią. Tymczasem tak się nie stało. Czy wyłączną zasługę można przypisać pierwszemu czarnemu prezydentowi Mandeli, czy ojców sukcesu jest więcej i znajdują się po obu stronach barykady, to już pytanie dla specjalisty od spraw afrykańskich. Jako laik odczuwam satysfakcję, że jest lepiej, a mogło być gorzej i natychmiast szukam analogii do historii mojego kraju, gdzie kompromis okrągłego stołu i szeroko opluwana gruba kreska stworzyły warunki przemiany, w której obyło się bez zemsty prześladowanych nad prześladowcami, ale także obyło się bez kary. Oglądałem wstrząsające dokumenty o komisjach prawdy i pojednania, które pozwalały ludziom wypowiedzieć swe krzywdy, ale nie powodowały skutków prawnych. Pokrzywdzeni i krzywdziciele żyją pod jednym niebem, w jednym kraju. Przed złudzeniem sielanki chroni turystę widok świeżych murów z kłębami drutu kolczastego, za którymi bogaci chronią się przed biednymi. Waluta południowoafrykańska straciła w ciągu roku jedną trzecią wartości, więc kraj dla turystów jest tani, co podobno stało się na skutek ucieczki kapitału, który widzi w sąsiednim Zimbabwe zapowiedź tego, co z opóźnieniem może przyjść na południe. Taka perspektywa jest możliwa i proste rozumowanie każe myśleć, że tak będzie za sprawą nierozliczonych win.

A tymczasem czytam wyniki poważnych badań, z których wynika, że pośród czarnych mieszkańców RPA 36 proc. uważa, że — mimo pewnych nadużyć — zasady apartheidu były w istocie dobre. Jednocześnie ogromna większość czarnych mieszkańców głosuje na partię, która obaliła ten system. Czy mam dalej szukać analogii do westchnień „komuno wróć”, czy może lepiej zauważyć, że idea odrębnego rozwoju każdej z kultur jest ciągle w repertuarze postmodernistycznych postępowców, którzy dostrzegają zagrożenie, jakie przy wspólnym rozwoju stwarza dominująca kultura poparta amerykańskim kapitałem. W pierwszym odruchu chce mi się napisać, że zawodzą prostackie podziały czarno-białe, ale w odniesieniu do rasizmu retoryka zupełnie zawodzi, a miary zamętu dopełnia wizyta w olbrzymim parku narodowym, gdzie przewodnik tłumaczy, że białe nosorożce różnią się od czarnych nie kolorem, lecz masą ciała, sposobem odżywiania i budową jakichś kręgów szyjnych.

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska polityka globalizacja media sejm Afryka Opoka natura felieton świat rząd Zimbabwe Zanussi RPA zycie aparthaid
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W