Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Perspektywa latania

Ilość podróży, które odbywam ostatnio, budzi podejrzenia w rodzinie. Znając moją głęboką słabość do samolotów można podejrzewać, że przyjąłem jakąś fuchę w organizacji przewozów lotniczych. Przy ilości lotów, które odbywam, mógłbym być, na przykład, inspektorem IATA. Mógłbym też być dziennikarzem, który recenzuje poziom obsługi i posiłków, a także pracownikiem, który sprawdza, czy personel pokładowy egzekwuje przepisy bezpieczeństwa na pokładzie. W tej ostatniej kwestii mam sporo spostrzeżeń o charakterze porównawczym.

Na liniach amerykańskich przepisy dotyczące bagażu przy przejściach do drzwi awaryjnych, a nawet tak błahe szczegóły jak to, żeby gazety nie leżały luźno w trakcie startu i lądowania, są przestrzegane pedantycznie i mimo że poziom ogólnej kultury personelu latającego w Ameryce wydaje się przeciętnie odrobinę niższy niż w Europie, to w tych sprawach nie ma nigdy niejasności.

Tymczasem u Europejczyków zdarza się, że stewardesa prosi o coś i nie egzekwuje, by jej polecenia wykonano (recenzji z linii we wschodniej Europie lepiej nie ogłaszać, ciesząc się tylko w duchu, że dolecieliśmy zdrowi).

Perspektywa częstego latania usposabia do różnych porównań nie tylko na pokładzie, ale też i na ziemi. Ostatnio w Warszawie czas potrzebny do rejestrowania pasażerów wydłużył się, bo w hali odlotowej przeciążonego Okęcia zaczęły się jakieś prace nad dostawianiem stanowisk, które pozwolą rejestrować większą liczbę pasażerów naraz. Zapytałem w tej materii parę osób pracujących na dworcu lotniczym, co się dzieje i co się tam robi. Otrzymałem jednobrzmiące odpowiedzi. To idiotyzm! Dostawiają stanowiska rejestracji, a taśma nie zdoła udźwignąć więcej bagażu, więc te wszystkie pieniądze pójdą w błoto, no i jak zwykle nic się nie uda.

Czekam na rezultat przebudowy i sam jestem ciekaw, czy obawy moich przypadkowych rozmówców są słuszne. Na Okęciu pojawiło się nowe przedsiębiorstwo obsługi, będzie więc jakaś konkurencja i można przypuszczać, że trafiłem na ludzi zagrożonych przez toczące się zmiany. Myślę jednak, że naprawdę to jest bardzo powszechna postawa. Przeciętny obywatel zakłada z góry, że wie lepiej i że ci inni się mylą. Jeśli coś się robi, to bez sensu, bo nie poproszono go o radę. Jest w tym myśleniu spora doza spuścizny po „minionym”, jest też może troszkę polskiej dumy i honoru, które nie pozwalają rodakom czytać instrukcji użycia kupowanych urządzeń i narzędzi, bo przecież każdy sam wie lepiej, jak się tym posługiwać, a nie będziemy wierzyli tym baranom, co piszą instrukcje obsługi.

Na święto majowe miałem honor pokazywać mój film senatorom Francji w ich wdzięcznej siedzibie w Pałacu Luksemburskim. Uprzedzono mnie, że projekcja musi się odbyć z kasety wideo, bowiem sala w podziemiach pałacu nie ma urządzeń kinowych. Przyszedłszy spostrzegłem, że w kabinie stoją dwa projektory i zatrząsłem się z gniewu widząc, że padłem ofiarą bałaganu. Ktoś coś przekręcił, nie zrozumiał i projekcja będzie dużo gorsza, aniżeli by być mogła. Z tą pretensją zwróciłem się do Francuza, który odpowiadał za organizację. Ten powiedział, że natychmiast sprawdzi, co się stało.

Od początku zakładał, że nie może to być jakieś banalne przeoczenie, bo przecież ludzie myślą. I rzeczywiście, po chwili okazało się, że wypadła inna impreza i przeniesiono nas do lepszej sali na godzinę ledwie przed spotkaniem, a więc nie było szansy, aby nas o tym powiadomić. W pamięci zostało mi na długo aprioryczne przekonanie Francuza, że przecież jak coś się robi, to na pewno ma sens.

Ażeby skończyć lotniczo, zrelacjonuję państwu scenę, którą przeżyłem w Chicago jadąc rano, koło piątej, na lotnisko na bardzo wczesny samolot. Byłem uczestnikiem imprezy organizowanej na wydziale muzyki i po mojej projekcji zgłosił się młody człowiek z propozycją, że chętnie zastąpi taksówkę i zawiezie mnie na lotnisko. Stawił się punktualnie o piątej rano i wyjaśnił ukrytą przyczynę swojej niebywałej ofiarności. Był kompozytorem i chciał skorzystać z długiej drogi, by zapoznać mnie ze swoją muzyką, słusznie przewidując, że jeśli da mi swoją płytę, to pewnie nigdy nie znajdę czasu, żeby jej spokojnie posłuchać. Kłopot w tym, że po drodze nie było spokoju, ponieważ były korki. A ciekawa symfoniczna kompozycja odtwarzana w samochodzie w trakcie drogi wpadała w przedziwny kontrapunkt — presto wypadało kiedyśmy stali bez ruchu, a powolne andante wtedy, gdy mój kierowca robił morderczy slalom zmieniając pasy autostrady.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Polska kultura rozum Francja myślenie USA Zanussi przepisy Podróze
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W