„Nic z tego nie będzie” – usłyszała wskazanie na aborcję Paulina Olkowicz. Ta historia zaczyna się w ciszy niewielkiego kościoła w Milejczycach – miejscu, o którym jeszcze kilka lat temu nikt jeszcze nie słyszał, a które dziś przyciąga dziesiątki tysięcy osób w nadziei na spotkanie z Sercem Jezusa.
„Pani doktor skierowała mnie na aborcję. Powiedziała, że dziecko i tak się nie urodzi” – wspomina dziś spokojnie Paulina Olkowicz. Siedem lat temu świat młodej mamy z niewielkiej miejscowości pod Milejczycami zatrzymał się w jednej chwili. Lekarze nie dawali jej córce żadnych szans na życie. Dziś Klara ma osiem lat, jest zdrowa, a jej rodzina mówi o „cudzie wymodlonym przed obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa”.
To kolejna historia z cyklu „Iskra z Milejczyc. Historie łask” – opowieści o ludziach, którzy w sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza odnaleźli nadzieję tam, gdzie po ludzku już jej nie było.
Posłuchaj świadectwa Pauliny i Adriana Olkowiczów:
Diagnoza przyszła nagle. Podczas badań lekarze odkryli u nienarodzonego dziecka poważną wadę rozwojową. „Córka miała wytrzewioną całą jamę brzuszną w płynie owodniowym. Pani doktor powiedziała, że z tego nic nie będzie. Skierowała mnie na aborcję” – opowiada Paulina.
Odmówiła. „Powiedziałam, że nie skorzystam z aborcji. Co już Pan Bóg zaplanował, tak ma być” – wspomina. Wypisano ją do domu z przekonaniem, że ciąża zakończy się śmiercią dziecka. „Wracałam ze szpitala z myślą, że córka się nie urodzi” – opowiada. Wtedy wydarzyło się coś, czego rodzina do dziś nie potrafi wyjaśnić inaczej niż działaniem Boga.
Lekarze nie mogli uwierzyć
Ktoś z rodziny zamówił Mszę świętą w Milejczycach, gdzie w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika znajduje się łaskami słynący obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza w intencji matki i zagrożonej ciąży. Proboszcz, ks. Jarosław Rosłon dopiero przyszedł na parafię. Nikt jeszcze nie mówił wtedy o cudownym obrazie Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza. Obraz nie przeszedł nawet renowacji, a odradzający się dziś kult Bożego Serca pozostawał niemal nieznany, choć jak się potem okazało, Serce Jezusa czczono tu przez zaborami… obraz posiadał dwie srebrne korony i wota.
„Po dwóch tygodniach poszłam na USG i okazało się, że wszystko jest w porządku. Brzuszek był zasklepiony. Żadnych jelit, żadnych wnętrzności na wierzchu. Lekarze nie mogli uwierzyć” – wspomina pani Paulina.
Kilka miesięcy później dziewczynka przyszła na świat zdrowa.
„Dziś nasza córka ma osiem lat. To nasz prywatny cud” – mówią rodzice.
„Nie wiedzieliśmy jeszcze, jakie to miejsce”
Rodzina Olkowiczów mieszka zaledwie siedem kilometrów od Milejczyc, w niewielkiej kolonii pośród lasów. Mają siedmioro dzieci, gospodarstwo i dom na uboczu. Kiedy wydarzył się cud uzdrowienia córki, sami jeszcze nie rozumieli, czym stanie się dla nich miejscowy kościół.
„My nawet nie wiedzieliśmy wtedy, że mieszkamy obok takiego miejsca. Że właśnie tutaj jest obraz, przez którego pośrednictwo nasza córka została uzdrowiona” – mówią. I dodają: dostaliśmy ten dom w spadku i robiliśmy wszystko, żeby się stąd wyprowadzić „do miasta”, ale za każdym razem jakby coś krzyżowało nasze plany…Teraz rozumiemy dlaczego.
„Proście, a będzie wam dane”
Paulina Olkowicz przyznaje, że choroba dziecka początkowo zachwiała jej wiarą. „Miałam ogromny żal do Boga. Miałam 24 lata i pytałam: dlaczego ja? Wydawało mi się, że żyjemy dobrze, wychowujemy dzieci w wierze, a mimo to spotyka nas takie cierpienie” – wspomia.
Przełom przyszedł właśnie po doświadczeniu uzdrowienia córki. „Ten cud pokazał mi, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Wtedy naprawdę uwierzyłam, że wystarczy prosić, a Pan Bóg jest otwarty na nasze serca” – mówi. „Dziś dziękuję za wszystko, za zdrowie, dobry dzień, nasze dzieci” – dodaje.
Od tamtej pory życie rodziny zaczęło koncentrować się wokół Serca Jezusa. Jako pierwsza rodzina w parafii dokonali intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa w swoim domu, w swojej rodzinie.
„Pamiętam, że nie było jeszcze reprodukcji obrazu. Mąż robił zdjęcie telefonem starej generacji i wywoływaliśmy fotografię, żeby przygotować domowy ołtarzyk” – mówią.
„Dziś staramy się wszystko oddawać Jezusowi. Każdą decyzję, wychowanie dzieci, nasze małżeństwo. Nawet jeśli czegoś nie rozumiemy, wierzymy, że wszystko dzieje się z Bożego przyzwolenia i dla naszego dobra”.
„W intronizacji nie chodzi o „obrazek” – ale obraz Serca Boga w naszym rodzinnym życiu. Chcemy być jako rodzina odbiciem Serca Jezusa” – mówi pan Adrian Olkowicz.
Wiara, która promieniuje na dzieci
Paulina mówi, że szczególnie widzi owoce tej drogi w swoich dzieciach: „Najmłodsza córka ma niecałe trzy lata, najstarsza kończy trzynaście. Widzę, jak mocno rozwija się w nich wiara. One uczą się dostrzegać działanie Jezusa w codziennym życiu”.
Rodzina regularnie zatrzymuje się na modlitwie w Milejczycach. „Zawsze kiedy jesteśmy w pobliżu, zajeżdżamy do kościoła. Dzieci same chcą tam być” – mówi pani Paulina.
Także ostatnie lata nie były dla nich łatwe. Paulina przeżyła kolejne poronienia. „Każdą ciążę powierzaliśmy Jezusowi tutaj, w Milejczycach. I choć było bardzo trudno, Pan Jezus pozwolił nam to wszystko przetrwać i znaleźć sens. To są także te „cuda Serca Jezusa” – zaufanie w bólu i cierpieniu” – mówią małżonkowie.
„W Milejczycach ludzie stają się sobie bliscy”
Paulina podkreśla, że Milejczyce są dla niej nie tylko miejscem modlitwy, ale także spotkania ludzi niosących swoje cierpienia.
„Poznaliśmy tutaj mnóstwo osób z różnymi trudnościami. Rozmawiamy ze sobą tak, jakbyśmy znali się od zawsze. To Serce Jezusa tworzy między ludźmi wspólnotę, zdarza się, że Bóg do naszego domu przyprowadza jakąś osobę w trudnościach, za którą się modlimy i jej towarzyszymy” – mówi.
Dlatego dziś zachęca innych, by przyjechali choć na chwilę modlitwy przed cudownym obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza. Pan Adrian pracuje na stacji benzynowej w Siemiatyczach i tam rozdaje wizerunki Serca Jezua z Milejczyc.
„To miejsce uczy zaufania. Pokazuje, że nawet kiedy po ludzku wszystko wydaje się stracone, dla Boga nadal nie ma nic niemożliwego” – mówią Opoce małżonkowie.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.