„Droga krzyża jest zawsze drogą na skróty” – cenna rada o. Dolindo, gdy cierpienie daje w kość

W czasach, które próbują odsunąć śmierć i cierpieniei, ks. Dolindo Ruotolo przypomina o rzeczywistości, od której nie da się uciec. Sam, naznaczony cierpieniem i prześladowaniami, uczył, że krzyż nie musi być końcem nadziei, lecz może stać się drogą prowadzącą do Boga. O jego niezwykłym spojrzeniu na śmierć, cierpienie i życie wieczne pisze ks. Robert Skrzypczak w książce „Pokonać śmierć. Ksiądz Dolindo Ruotolo o życiu wiecznym”.

W 1944 r. ks. Dolindo Ruotolo, wówczas 62-letni, zrobił sobie rentgen czaszki. Folię ze zdjęciem oprawił w ramkę i zawiesił na ścianie. Była to unowocześniona wersja obyczaju praktykowanego przez mnichów, którzy w swoich celach trzymali ludzkie czaszki przypominające im o nieuchronności śmierci. Nie wiem, która wersja memento mori mocniej przemawia do wyobraźni – ta, w której człowiek styka się z rzeczywistymi zwłokami, czy ta, kiedy widzi to, co pozostanie za jakiś czas z niego samego. Pod koniec II wojny światowej neapolitańczykom może nie trzeba było przypominać o śmierci. Stolicę Kampanii bombardowali raz alianci, raz Niemcy (zależnie od aktualnego układu politycznego), wskutek czego ucierpiała najbardziej z dużych włoskich miast. Cztery lata wcześniej sytuacja była inna. Wojna toczyła się daleko i dotykała mieszkańców Neapolu nie bardziej niż dziś naloty na Kijów przeciętnego wrocławianina. A to właśnie w 1940 r. w broszurce zatytułowanej „W twoim najlepszym interesie” ks. Ruotolo pisał:

„Bez względu na to, w jakim jesteś wieku, możesz powiedzieć z absolutną pewnością: «Za dziesięć, piętnaście, trzydzieści, czterdzieści lat już mnie tu nie będzie. Nie będę już potrzebował domu ani mebli, ani ubrań, ani mojego stanu posiadania. Zostanę zabrany w pośpiechu na cmentarz. Moi bliscy, być może, będą mnie opłakiwać przez kilka dni lub kilka miesięcy, a potem wszyscy o mnie zapomną, na zawsze!»”.

Do tej nieznanej szerzej pracy słynnego księdza z Neapolu sięgnął ks. Robert Skrzypczak w książce „Pokonać śmierć”.

Zderzenie z rzeczywistością

W porównaniu z innymi epokami ta nasza w zderzeniu z problemem śmierci i cierpienia zachowuje się wyjątkowo głupio. Jasne, w każdych czasach i każdych okolicznościach odejście z tego świata wywoływało lęk. Jednak dla chrześcijanina oczywistą pociechą jest perspektywa nieba (a dla prawdziwego chrześcijanina nawet nie tyle pociechą, co czymś, na co się z utęsknieniem czeka). A w świecie odrzucającym wszystko, co duchowe, odpowiedzi na śmierć nie ma i nie może być. Można udawać, że śmierci nie ma (jak ogromna część popkultury), można ją oswajać poprzez czarny humor, albo uciekać w piękne metafory, których gruncie rzeczy samemu nie traktuje się poważnie. Nawet likwidowanie chorych poprzez eutanazję jest jakąś paradoksalną i okrutną próbą zapanowania nad śmiercią – to ja decyduję, ja usuwam cierpienie sprzed swoich oczu i ze swojego życia.

Nie jesteś niewolnikiem!

Rozwiązanie proponowane przez ks. Dolindo było inne: zaakceptować cierpienie.

„Zazwyczaj krzyż przyjmowany nawet z trudem jest prawdziwym lekarstwem duszy i zaszczytem uzdalniającym do podejmowania wielkich dzieł – pisał. – Krzyż znoszony choćby połowicznie przysparza innych, o wiele płodnych i cennych, dzięki którym dusza wznosi się w górę. (…) Pierwszy krzyż, dla mnie niezwykle bolesny, pociągnął za sobą inne, które na mnie spadły, a zwłaszcza ten najpiękniejszy, który nosiłem w latach mych zaciekłych prześladowań. (…) Droga krzyża jest zawsze drogą na skróty. (…) Kto nią podąża, wnet osiągnie szczyty doskonałości”.

Łatwiej to napisać niż wykonać – chciałoby się powiedzieć. Trudno zresztą w chwili bólu marzyć o tym, żeby spadło na nas jeszcze jakieś nieszczęście. Ks. Dolindo Ruotolo nie rzucał jednak sloganów, ale pisał to, co okazał całym swoim życiem. Cierpienie było jego imieniem – dosłownie – i cierpiał od dzieciństwa do ostatnich chwil życia, bardzo często z winy tych, od których mógłby się spodziewać miłości i szacunku. A jednak w jego zapiskach nie widać zawodu, chęci ucieczki od bólu; nie ma oczekiwania na śmierć „żeby to się już skończyło”. Krzyż był dla ks. Ruotolo naprawdę chwalebny. Ze wszystkiego, co pisał przebijało zaufanie do Boga, także wtedy, kiedy udzielał czytelnikom porad sprowadzających się do tego, żeby po prostu wzięli się w garść, zerwali z grzechem i zaczęli żyć jak chrześcijanie.

„Nie jesteś niewolnikiem! – pocieszał każdego z nich. – Jesteś dzieckiem Ojca Niebieskiego i żywym członkiem Kościoła Katolickiego! Jesteś śmiertelnikiem, lecz dążysz do życia wiecznego!”.

Ks. Robert Skrzypczak, „Pokonać śmierć. Ksiądz Dolindo Ruotolo o życiu wiecznym”, Esprit, Kraków 2026

 

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »