Zakonnica z Doliny Niniwy: Zachód musi zrozumieć, że Bliski Wschód zawsze był naszą ojczyzną

„Kiedy pojechałam do Rzymu, tamtejsze siostry pytały mnie, kiedy nawróciłam się z islamu. Nie wiedziały, że iracka wspólnota chrześcijańska istnieje praktycznie od czasów Jezusa i myślały, że urodziłam się w muzułmańskiej rodzinie, a potem się nawróciłam” – opowiada siostra, która przeżyła atak ISIS w 2014 r.

W nocy z 6 na 7 sierpnia 2014 r. terroryści z Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku (ISIS, później nazywane po prostu Państwem Islamskim) najechali Równinę Niniwy w północnym Iraku. Zmusili, zmuszając ponad 100 tys. mieszkańców – głównie chrześcijan i członków innych mniejszości religijnych – do masowej ewakuacji ze swoich wiosek. W poprzednich miesiącach ISIS zdobyło stolicę regionu, Mosul. Dokonało też masakry społeczności jazydzkiej w Sindżarze.

Włoski portal La Nuova Bussola Quotidiana rozmawiał z zakonnicą, którą przedstawiono jako Abeer. Siostra przeżyła inwazję ISIS i ucieczkę z Karakoszu.

„Właściwie niewiele da się powiedzieć o tym konkretnym dniu, bo wszystko wydarzyło się tak szybko” – opowiada zakonnica. W nocy siostry nagle musiały wybiec na ulicę i iść do Kurdystanu.

„Nie zabraliśmy ze sobą niczego, nawet bielizny na zmianę, nawet pieniędzy, tylko paszporty” – mówi s. Abeer. Dwa miesiące wcześniej ogłaszano już ewakuację, ale potem wszystko wróciło do normy. Tym razem było inaczej.

Marsz śmierci

Siostra i towarzyszący jej ludzie skierowali się do Irbilu. 70-kilometrową podróż musieli odbyć pieszo, w sierpniowym upale.

„Prawda jest taka, że ​​po drodze otrzymaliśmy pomoc. Podczas naszej ucieczki różne wspólnoty powitały nas i ugościły, gdy po dniu marszu dotarliśmy do granicy z Kurdystanem. Pamiętam, że z szacunku dla naszego habitu my, zakonnice, niezależnie od zakonu, byłyśmy zakwaterowane razem w jednym miejscu: sali parafialnej, sali gimnastycznej lub na jakimś dziedzińcu, abyśmy mogły odpoczywać w względnym spokoju” – wspomina s. Abeer. Jak dodaje, najstarsi i najsłabsi nie przeżyli marszu.

Jak podkreśla siostra, wspólnotę uratował kard. Louis Sako:

„Tylko dzięki niemu przeżyliśmy. Zorganizował on potężną sieć wsparcia i gościnności, osobiście pracował nad ułatwieniem ewakuacji wszystkich, począwszy od najsłabszych, i zabierał głos w sprawie sytuacji na całym świecie. Rząd w Bagdadzie jednak nic nie zrobił: gdyby to od nich zależało, wszyscy byśmy zginęli”.

Zniszczone kościoły

Powrót stał się możliwy po półtora roku – pod koniec 2016 r.

„Zastaliśmy miasto zniszczone, nasz dom splądrowany, zdewastowany i wykorzystywany jako kamieniołom… – opowiada siostra. – Zakasałyśmy rękawy, otworzyłyśmy dom na nowo i rozpoczęłyśmy od nowa nasze życie i pracę, którą z Bożą łaską kontynuujemy do dziś”.

Jak mówi s. Abeer, przed najazdem ISIS w Karakoszu było dziesięć kościołów. W trakcie rządów Państwa Islamskiego wszystkie zostały uszkodzone, niektóre zupełnie zniszczone. Większość jednak odbudowano.

„Nie wszyscy mieszkańcy jednak powrócili: niektórzy stracili domy, inni są tak zszokowani, że nie chcą wracać, jeszcze inni nie widzą przyszłości w kraju, gdzie chrześcijanie są karani niesprawiedliwymi prawami i nie mogą zarobić wystarczająco dużo, aby utrzymać swoje rodziny. Około jedna trzecia mieszkańców pozostała w Kurdystanie lub wyemigrowała za granicę” – dodaje zakonnica.

Jak zaznacza, nie jest prawdą, że zakony odchodzą z Bliskiego Wschodu z powodu zagrożenia. Jeśli znikają, to z powodu braku powołań, który jest problemem nie tylko na Zachodzie.

Ojczyzna chrześcijan

S. Abeer nie jest misjonarką, pochodzi z Iraku. Z jej słów wynika, że chrześcijanie z Europy często nie mają pojęcia o tym, że Bliski Wschód jest ojczyzną chrześcijan.
„Kiedy pojechałam do Rzymu, aby zostać zakonnicą, tamtejsze siostry pytały mnie, kiedy przeszłam z islamu – wspomina. – Nie wiedziały, że iracka wspólnota chrześcijańska istnieje praktycznie od czasów Jezusa i myślały, że urodziłam się w muzułmańskiej rodzinie, a potem się nawróciłam. Zachód musi zrozumieć, że Bliski Wschód zawsze był naszą ojczyzną i mamy pełne prawo go zamieszkiwać; w przeciwnym razie istnieje ryzyko, że my, chrześcijanie, będziemy uważani za obcych w czyimś domu”.

Źródło: lanuovabq.it

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »