Dziś Agnieszka Kruszewska z Siedlec zabiera swoje koleżanki „na randkę do Jezusa do Milejczyc”. Dwa lata temu sama modliła się przed cudowanym obrazem Najświętszego Serca Jezusa Dobrego Pasterza pełna bólu i rozczarowania. Miała niepełnosprawne dziecko i męża alkoholika.
To miała być zwykła, spontaniczna wizyta w małym kościółku na Podlasiu. Wracali całą rodziną znad Bugu. Sprawdzili w GPS, niedaleko były Milejczyce, o których słyszała przypadkiem trzy lata temu. Mieli wstąpić tylko na chwilę, poświęcić zioła w święto Matki Bożej Zielnej. Agnieszka Kruszewska nie wiedziała, że właśnie tu, w Milejczycach, gdzie 12 czerwca zostanie ustanowione diecezjalne sanktuarium Najświętszego Serca Dobrego Pasterza, zaczyna się przemiana jej serca.
„Jezus w Milejczycach zabrał starą Agnieszkę i założył na mnie nowe szaty” – mówi bohaterka pierwszego reportażu z cyklu „Iskra z Milejczyc. Historie łask".
Ból i rozczarowanie
Kiedy po raz pierwszy stanęła przed cudownym wizerunkiem Serca Jezusa Dobrego Pasterza, była pełna bólu, rozgoryczenia i rozczarowania. „Wszystko wokół mnie się sypało” – wspomina ten szczególny moment. Jej małżeństwo przeżywało ogromny kryzys. Mąż pił codziennie. Wracał z pracy: czteropak i „ćwiartka”. Codziennie. „Codziennie były awantury, krzyk, bezsilność. Nic nie pomagało….” – opowiada. Na barkach pani Agnieszki od lat spoczywał także ogromny ciężar. Wyszła za mąż bardzo młodo.
„Miałam 19 lat. Nie dogadywałam się z mamą i zostałam trochę „wepchnięta” w małżeństwo. Od początku nie było łatwo i nigdy także finansowo nam się nie przelewało” – mówi Agnieszka Kruszewska.
Po śmierci teściów wraz z mężem wychowywała jeszcze jego młodsze rodzeństwo. „Trzeba było ratować dzieci przed domem dziecka. Efekt był taki, że w jednym domu mieszkały potem trzy rodziny. Był ogromny chaos” – mówi.
A później przyszły kolejne dramaty. Pierwsze dziecko zmarło jej na rękach podczas porodu. Kolejne ciąże kończyły się tragicznie – jedno dziecko straciła w 28. tygodniu ciąży, następne w 23.
Dlaczego mi to zrobiłeś?
Kiedy po raz czwarty zaszła w ciążę, niemal cały czas spędziła w szpitalu. Córka, Kinga, przyszła na świat przez cesarskie cięcie. „Dostała jeden punkt w skali Apgar. Biło tylko serce. Nie oddychała, nie ruszała się” – wspomina Agnieszka. Lekarze nie dawali nadziei. „Mówili, że będzie „rośliną”. Że nie będzie chodzić, mówić” – wspomina Agnieszka.
Dziewczynka przez pierwsze lata życia niemal nie opuszczała szpitala. Rehabilitacja, walka o każdy ruch, każdą czynność stały się codziennością całej rodziny.
„Przez 20 lat kłóciłam się z Bogiem. Krzyczałam: „Dlaczego dałeś mi niepełnosprawne dziecko?”. To nie była ufna modlitwa. Byłam pełna buntu i umęczenia dziećmi, domem, mężem….Był nawet moment, kiedy chciałam usunąć kolejną ciążę…” – wspomina.
Dziś Kinga chodzi i mówi, choć lekarze nie dawali jej na to szans. „Ma autyzm, wiele neurologicznych problemów, niedowład rąk i nóg. Ale zrobiła ogromny postęp. Dziś wiem, że jest wielkim darem” – mówi.
W Milejczycach poczuła miłość
Przełom przyszedł właśnie podczas wizyty w Milejczycach.
„Siedziałam kilka godzin przed obrazem. Patrzyłam na Jezusa. Potrzebowałam przytulenia i miłości… i Jezus mi to dał” – mówi cicho Agnieszka.
To wtedy po raz pierwszy poczuła pokój. „Byłam bardzo »zabetonowana«. W sercu miałam Jezusa, ale wszystko chciałam robić po swojemu. Kilka lat nie umiałam płakać. Dopiero tam Jezus zaczął dawać mi dar łez, oczyszczenia” – wspomina.
Mówi, że obraz Jezusa Dobrego Pasterza stał się dla niej żywym doświadczeniem Bożej miłości.
„Dopiero w Milejczycach odkryłam, że jestem umiłowaną córką Króla. Jezus otworzył moje oczy na prawdę i wyciągnął do mnie ręce pełne nadziei” – wspomina.
Od tamtej pory przyjeżdża z Siedlec, gdzie na co dzień mieszka, do Milejczyc niemal co tydzień. I nigdy nie jedzie sama. „Zawsze zabieram jakąś poranioną duszę” – mówi. I dodaje: „nie potrafię dawać ludziom gotowych recept ani prostych odpowiedzi na cierpienie. Wiem jednak, gdzie można odnaleźć pokój. Mówię koleżankom: kupujemy nowe kiecki i jedziemy na randkę do Jezusa do Milejczyc”.
„A następnym razem już jedziemy dziękować Jezusowi za otrzymane łaski i błogosławieństwo” – mówi.
Albo Ty coś zrobisz…
W Milejczycach wydarzyło się też coś, co Agnieszka do dziś nazywa wielką łaską. Pewnego razu stanęła przed cudownym obrazem i powiedziała Jezusowi: „Albo Ty coś zrobisz, albo po 27 latach zostawię męża”.
Mąż przestał pić. Nie pije już rok. „Sam mówi, że nie chce wracać do alkoholu” – mówi Agnieszka. I dodaje:
„Mało tego, sam zaczyna pomału odkrywać miłość Serca Jezusa w Milejczycach, uczy się relacji z Bogiem. Widzi, jak ja się zmieniam, jak buduje się moja miłość do Boga, do dzieci, do niego. Raz w miesiącu uda się nam pojechać tam razem”.
„Milejczyce mnie odrodziły"
Dziś Agnieszka nie ukrywa, że jej życie wygląda zupełnie inaczej. Najbardziej poruszające jest jednak to, jak mówi dziś o swoim cierpieniu.
„Kiedyś pytałam Boga: »Dlaczego?«. Dziś dziękuję Mu za moje dziecko. To właśnie Kinga nauczyła mnie kochać i przebaczać” – wyznaje Agnieszka.
A o Milejczycach mówi krótko: „Milejczyce mnie odrodziły. To był proces, który trwa od blisko dwóch lat. Jezus krok po kroku uczył mnie głębokiego spojrzenia na moje życie, wdzięczności i przebaczenia. Dziś mogę śmiało powiedzieć:
„Jezus zabrał starą Agnieszkę i założył na mnie nowe szaty. Dostałam skrzydeł. Ja dziś naprawdę fruwam z Jezusem”” – mówi, patrząc na owce z milejczyckiego obrazu, którą Jezusa niesie na swoich ramionach.
**********
„Iskra z Milejczyc. Historie łask” to nowy cykl reportaży poświęcony ludziom, którzy dzięki modlitwie przed cudownym wizerunkiem Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza w Milejczycach doświadczyli szczególnych łask. Reportaże będą publikowane w każdy piątek czerwca na portalu Opoka. Kolejny w piątek 12 czerwca.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.