„Lekarze nie dawali mężowi nawet pięciu procent szans na przeżycie” – wspomina pani Marta. Kiedy Jarosław walczył o życie, dwie pielęgniarki powiedziały jej dokładnie to samo: „Jedź do Milejczyc. Tylko cud może mu pomóc”. Dziś małżonkowie z Wysokiego Mazowieckiego wierzą, że Bóg zaprowadził ich do miejsca, gdzie z Serca Jezusa wylewa się lawina łask.
„Mój mąż zaniedbał się przez pracę. Jak go bolało, nikomu nic nie mówił. Jak to facet – cierpiał po cichu. A ja próbowałam go leczyć domowymi sposobami. Nie wiedzieliśmy, jak poważny jest jego stan...” – zaczyna opowiadać historię uzdrowienia swojego męża pani Marta (nazwisko do wiadomości redakcji), bohaterka ostatniego cyklu reportaży „Iskra z Milejczyc. Historie łask”. Już na samym początku opowieści pojawiają się łzy wzruszenia...
Minimalne szanse
W połowie sierpnia 2024 roku Jarosław trafił do szpitala z ostrym zapaleniem trzustki, które skończyło się poważnymi powikłaniami i zagrożeniem życia. „Po zakażeniu, do którego doszło w szpitalu, u męża rozwinęła się sepsa. Trafił na OIOM z wstrząsem septycznym” – mówi pani Marta.
Lekarze nie ukrywali, że jego szanse są minimalne. „Nie dawali mu nawet pięciu procent szans na przeżycie. Nerki przestały pracować, organizm się zatruwał. Pracował właściwie tylko mózg i serce” – opowiada żona. „Rozmawialiśmy nawet o pośmiertnym przekazaniu organów” – wspomina.
Dwie pielęgniarki i ten sam znak
„Kłóciłam się wtedy z Bogiem o życie mojego męża” – mówi ze łzami. I kiedy nie miała już siły do walki, poprzez małe znaki – jak sama mówi – Bóg wyciągał do niej pomocną dłoń. W chwili rozpaczy, jedna z pielęgniarek w szpitalu przytuliła ją i wręczyła obrazek Serca Jezusa Dobrego Pasterza z Milejczyc, na odwrocie znajdowała się modlitwa – Koronka do Najświętszego Serca Pana Jezusa. W sanktuarium w Milejczycach jest wiele świadectw łask uproszonych za przyczyną tej prostej modlitwy, którą odmawiał także o. Pio.
„Usłyszałam od niej: »Dzieciaku, jedź do Milejczyc. Masz obrazek. Tylko cud może mu pomóc«” – wspomina. „Obrazek przyjęłam z grzeczności, nigdy nie słyszałam o tym miejscu” – dodaje.
Następnego dnia podobne słowa usłyszała od pielęgniarki z innego oddziału. „Powiedziała dokładnie to samo: »Dziewczyno, jedź do Milejczyc. Tylko cud może mu pomóc.« Pomyślałam wtedy: co jest z tymi Milejczycami?” – wspomina.
Dopiero wtedy dokładnie spojrzała na otrzymany dzień wcześniej obrazek: Milejczyce..... Najświętsze Serce Pana Jezusa..... „Te wydarzenia były dla mnie zaproszeniem, by tam pojechać” – wspomina.
Droga do Milejczyc
Do odległego o 70 km od Wysokiego Mazowieckiego sanktuarium przyjechała z dramatem, którego sama nie była już w stanie unieść. Płakała. Jeszcze przed wyjazdem do sanktuarium codziennie modliła się za męża różańcem.
„Ksiądz proboszcz wysłuchał mnie. Powiedział tylko: »Chodź, idziemy przed obraz, odprawię Mszę św.«” – opowiada Marta.
Bohaterka reportażu jest przekonana, że to właśnie wtedy zaczęła się jej droga do Serca Jezusa, którego wizerunek od znajduje się w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika – niedawno ustanowionym sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa Dobrego Pasterza w Milejczycach.
„Po wizycie w Milejczycach codziennie, przy łóżku męża odmawiałam modlitwę z obrazka, który otrzymałam od pielęgniarki” – wspomina.
Przed łaskami słynący obraz Serca Jezusa Dobrego Pasterza w Milejczycach podczas choroby męża wracała regularnie. „Jak czułam potrzebę, jechałam. Ksiądz Jarosław zawsze pamiętał o Jarku w modlitwie” – wspomina z wdzięcznością. I dodaje: prosił mnie także, żebym pogodziła się z wolą Bożą, jakakolwiek ona nie będzie. „Po długim zmaganiu ze sobą, zrozumiałam, że to, co Bóg wybierze dla mojego męża, będzie dla niego najlepsze. Po prostu zaufałam” – dodaje.
„Pierwsze, co powiedział po wybudzeniu...”
Po półtora miesiąca walki o życie, pan Jarosław odzyskał przytomność. „Powiedział, że kiedy tylko wyjdzie ze szpitala, pojedzie do... Milejczyc” – wspomina pani Marta.
„Z tego czasu niewiele pamiętam” – mówi pan Jarosław. „Pamiętam, jak jedna z pielęgniarek, która dała mojej żonie obrazek z Koronką do Najświętszego Serca Pana Jezusa, przed operacją powiedziała mi, żebym otworzył się na Boga i poddał się woli Bożej. Przyjąłem namaszczenie chorych. Usłyszałem w sercu zapewnienie: „nic ci się nie stanie”. Miałem poczucie, że Ktoś jest przy mnie i się mną opiekuje” – wspomina.
Dziś, kiedy pan Jarosław odzyskał zdrowie – jest sprawny ruchowo, rozpoczął nawet studia, choć kiedy wychodził ze szpitala uczył się chodzić przy balkoniku i ważył zaledwie 60 kg – mówi z humorem: „byłem u świętego Piotra pod bramą, ale zapukałem nie w te drzwi, co trzeba”. A już całkiem na poważnie dodaje: „wiem, że to modlitwa przed cudownym obrazem Serca Jezusa przywróciła mnie do życia”.
„Wracamy podziękować”
Razem z żoną pan Jarosław co miesiąc przyjeżdża do Milejczyc podziękować za odzyskane zdrowie. „Nie wyobrażam sobie inaczej, spłacam dług wdzięczności” – mówi. „Nie jestem za bardzo wylewny, nie potrafię rozmawiać o uczuciach, ale kiedy ktoś opowiada o swoich problemach życiowych i zdrowotnych mówię mu: »Jedź do Milejczyc«, bo tam z Serca Jezusa wylewa się łaska” – dodaje.
Proboszcz, ks. Jarosław Rosłon często powtarza, że łask w Milejczycach jest tak wiele, że nie jest wstanie ich policzyć. Wśród nich są uzdrowienia z chorób nowotworowych, ocalenie z zagrożenia życia, poczęcia dzieci, ale najważniejszą łaską tego miejsca jest pokój serca, który płynie z Serca Jezusa.
„W Milejczycach proszę także o dalsze wskazówki dla mojego życia, o prowadzenie szczerą i prawą drogą, o okrycie mnie płaszczem Bożej miłości, modlę się także za moje dzieci” – mówi pani Marta. „Ostatnio uklękłam przed obrazem, popatrzyłam na Najświętsze Serce Jezusa... i po prostu się rozpłakałam. Czułam, że zawierzam Boskiemu Sercu, wszystko, co jest moim ciężarem. Nieczęsto mam takie doświadczenie” – mówi.
„To były znaki”
W niewielkiej miejscowości, w której mieszkają małżonkowie, wieść o „cudzie uzdrowienia” szybko się rozeszła. „Mówię wówczas: warto odwiedzić Milejczyce” – wyjaśnia pani Marta i opowiada, jak „przypadkowo” otrzymany obrazek doprowadził ją do Serca Jezusa. „W Milejczycach odnalazłam siłę, wierzę, że jest tam ręką Boga, którą wyciąga do wszystkich, którzy z wiarą o to poproszą” – podsumowuje.
Czytaj także:
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.