Unijny pakt o migracji i azylu zaczyna 12 czerwca obowiązywać wszystkie kraje UE, w tym Polskę. Zawiera mechanizm przymusowej relokacji przybyszów oraz kar finansowych za ich nieprzyjęcie. Nasz kraj jest zwolniony z niektórych zapisów tylko do końca roku.
Przyjęty w 2024 r. pakt migracyjny ma stworzyćmechanizm zarządzania migracją w przez Komisję Europejską. Obejmuje m.in. obowiązkową rejestrację i kontrole bezpieczeństwa migrantów nielegalnie przekraczających granice Unii, szybsze procedury graniczne dla osób, które mają małe szanse na uzyskanie azylu, a także nowe zasady powrotów i mechanizm solidarnościowy, jak określono system nakładania kar na państwa odmawiające przyjęcia imigrantów.
W ramach mechanizmu solidarnościowego każde państwo UE musi przyjąć określoną liczbę cudzoziemców. Jeśli tego nie zrobi, płaci 20 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę. Może też wesprzeć operacyjnie kraj zmagający się z presją migracyjną, wysyłając mu ludzi i sprzęt, ale na to musi się zgodzić wspierane państwo. W tej chwili za kraje pod presją uznano Grecję, Hiszpanię, Włochy i Cypr. O tym, który kraj znajduje się pod presją zdecyduje Komisja Europejska.
Pakt migracyjny zwalnia z mechanizmu solidarnościowego niektóre kraje. Dzisiaj zwolnienie dotyczy sześciu państw: Polski, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech i Estonii.
Nasz kraj został zwolniony z mechanizmu solidarnościowego do końca roku. O dalszej sytuacji zdecyduje KE.
Komisja zadowolona
Komisja Europejska, która poprzez pakt zyskuje nowe formy wpływania na państwa, podkreśla, że pakt ma zapewnić „równowagę między solidarnością a odpowiedzialnością”. Szefowa KE Ursula von der Leyen skomentowała w czwartek, że „migracja jest europejskim wyzwaniem wymagającym europejskiego rozwiązania”.
„Pakt o migracji i azylu zapewnia bezpieczniejsze granice zewnętrzne, solidarność między państwami członkowskimi i skuteczniejsze procedury azylowe i powrotowe” – powiedziała polityk. Komisja już przekonuje, że część efektów nowego podejścia jest już widoczna – liczba nielegalnych przekroczeń granicy UE spadła według Brukseli o 55 proc. w porównaniu z sytuacją sprzed dwóch lat.
Rzecznik KE Markus Lammert przyznał w czwartek w Brukseli, że „przy tak dużej reformie nie wszystko może być idealne” i zaznaczył, że pakt składa się z aż 10 powiązanych ze sobą aktów prawnych.
„Państwa członkowskie będą nadal dopracowywać nowe procedury, a KE będzie je nadal wspierać” – zapewnił dodając, że KE będzie też monitorowała wdrażanie paktu przez kraje Unii.
Problem z Białorusią
Tymczasem Warszawa obiecuje, że nie wdroży wszystkich przepisów paktu.
„Będziemy stosować te elementy, które jednoznacznie uszczelniają politykę migracyjną, ale wszystkich przepisów nie wdrożymy” – powiedział w ubiegłym tygodniu PAP i Polskiemu Radiu wiceszef MSWiA Maciej Duszczyk.
Polski rząd nie ukrywa, że pełne wdrożenie paktu utrudniłoby pilnowanie granicy z Białorusią. Chodzi m.in. o przeforsowane przez KE rozwiązania dotyczące tworzenia zaplecza medycznego na granicy i nowych procedur obsługi imigrantów. Te zapisy – twierdzi rząd w Warszawie – nie zostaną wdrożone. Zrealizowane mają być regulacje dotyczące polityki powrotów, zakazu instrumentalizacji migracji oraz tzw. rozporządzenie kryzysowe, umożliwiające stosowanie zaostrzonych procedur w przypadku nagłego zagrożenia lub masowego napływu migrantów.
Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)
Źródło: 