Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Andrzej Bujnowski OP

Wywiad z Joachimem Mencelem

Joachim Mencel to muzyk, którego czytelnicy naszego pisma na pewno dobrze znają. Od 11 lat gra w słynnym New Life 'M (NLM), zespole, którego działalność zapoczątkowała nowe myślenie o ewangelizacji w Polsce. Krytycy piszą o nim jako o "w pełni ukształtowanym pianiście, z charakterystyczną, tylko jemu właściwą manierą wykonania i improwizacji. Nie istnieją dla niego techniczne, harmoniczne, rytmiczne czy melodyczne ograniczenia. Opanował wszystkie możliwości profesjonalnej sztuki - na najwyższym poziomie! Najważniejsze jest dla niego, aby słuchacz pogrążył się całkowicie w świecie jego rozmyślań, w czymś się z nim zgadzał, o coś innego się spierał". Joachim, mieszkający w Krakowie, częściej chyba występuje ostatnio na międzynarodowych scenach niż w rodzinnym mieście. Z dwoma kolegami założył niedawno jmTrio, grupę, która zaskakuje uczestników koncertów niesłychaną świeżością, witalnością i autentyczna pasją grania czystego jazzu, muzyki tak w naszych czasach niekomercyjnej i wydawałoby się - nieco zapomnianej.

Czy to prawda, że Twoja przygoda z muzyką zaczęła się od strojenia fortepianów?

Nie, to nie jest prawda. Zawód stroiciela, korektora fortepianów zdobyłem w technikum w Kaliszu. Wcześniej jednak, już od wieku sześciu lat pobierałem nauki muzyczne, grałem na różnych instrumentach. Zawsze chodzi-łem do dwóch szkół. Rano podstawówka, po południu szko-ła muzyczna. W szkole średniej było tak samo. Wtedy chciałem traktować muzykę jako swoje hobby. Na dobrą sprawę dopiero na studiach okazało się, że jest inaczej - kiedy grając koncerty zacząłem zarabiać pieniądze.

Grałeś już jazz zanim powstało New Life Music...

Tak, w czasie studiów w Akademii Muzycznej w Katowicach razem z Piotrem Wojtasikiem założyliśmy kwintet. Miałem też swój zespół grający moją własną muzykę. Na saksofonie grał Janusz Brych, na perkusji Marcin Jahr, a na kontrabasie Krzysiek Mróz. Nagrania studyjne tych dwóch zespołów są w archiwach radiowej Trójki. Bezpośrednio przed powstaniem New Life Music powstał też akustyczny projekt Mietka Szcześniaka z programem jazzowo-soulowo-bluesowym, w którym brałem udział. Zagraliśmy trochę koncertów... Z Mietkiem poznaliśmy się jeszcze w Kaliszu, gdy mieliśmy po naście lat.

Dlaczego na miejsce swego mieszkania i działania wybrałeś Kraków? Czy miało na to jakiś wpływ jego środowisko jazzowe?

W Krakowie studiowała dziewczyna, która.... obecnie jest moją żoną. Pobraliśmy się na czwartym roku studiów i tu zostaliśmy. Środowisko jazzowe, rzeczywiście, jest tu dość mocne. Dobrzy basiści... Jest z kim grać.

Z jakimi muzykami grywasz w Krakowie i z kim gra Ci się najlepiej?

Przez wiele lat udzielałem się jako tzw. sideman, czyli muzyk do wynajęcia. Różni muzycy dzwonią, proponując udział w swoich projektach muzycznych, a ja w miarę ochoty i czasu zgadzam się lub nie. I tak grałem kilka lat w zespole Janusza Muniaka. Janusz to naprawdę bardzo twórcza osobowość. Na scenie i poza nią. Ma bardzo abstrakcyjne poczucie humoru, dużą wyobraźnię, wszystko to przenosi się na jego muzykę. Miałem w tym zespole bardzo dobry czas. Spędziliśmy wiele godzin na graniu, a jeszcze więcej na twórczych rozmowach... Grałem też z innymi liderami, m.in. w trio wspaniałego basisty Andrzeja Cudzicha. Nagraliśmy jego płytę "Simple Way" wspólnie z Adamem Pierończykiem i Łukaszem Żytą. W bardzo podobnym składzie zrealizowaliśmy projekt Karoliny Styły, płytę "My Favorite Songs". Grałem też w innych krakowskich zespołach - Marka Bałaty, Adama Kawończyka, Jarka Śmietany.

Współpracujesz z innymi muzykami głównie ze względu na ich otwartość i koleżeńskość, czy ważniejsze są dla Ciebie ich umiejętności?

Trudno wyjaśnić, dlaczego gram z kimś, a z kim innym nie. Powodów może być wiele. Dobrych muzyków jest dużo, ale niektórzy bardziej pasują do danego projektu, a do innego nadają się inni. Dlatego nie sposób powiedzieć, że ktoś jest najlepszy, albo... najgorszy. Jak mawia Janek Budziaszek - w życiu każdego człowieka jest taka dziedzina, przestrzeń, w której jest on najlepszy na świecie. Umiejętności gry na instrumencie są ważne, ale jeśli za tym nie idzie otwartość na wspólne muzyczne działanie, to dobra zespołowa muzyka nie może powstać. Równie ważne są inne cechy muzyków, jak rozumienie przesłania, czyli zgoda na to, co chcemy wspólnie komunikować, no i przede wszystkim wzajemne zaufanie.

Jesteś od wielu lat związany z Odnową w Duchu Świętym. Czy to doświadczenie miało bezpośredni wpływ na powstanie New Life Music?

Wspólna modlitwa wielu ludzi porusza niebo i ziemię. W tym jest wielka siła. Nie wiem, co było bezpośrednią przyczyną powstania tego zespołu. Myślę, że zaważył tzw. przypadek. Mówię to ze świadomością, że nie ma przypadków, bo wierzę, że wszystko dzieje się po coś, lub z jakiegoś powodu. Na powstanie New Life złożyło się tak wiele splotów wypadków, że było to wręcz niesamowite. Granie w tym zespole wciąż jest dla mnie wielkim duchowym przeżyciem. Wcześniej nie znałem takiej roli muzyka, który poprzez własną muzykę wprowadza słuchaczy w relację z Bogiem... To wielka odpowiedzialność, aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl.

Jak łączysz granie muzyki z bywaniem na spotkaniach modlitewnych Twojej grupy?

Nie udaje mi się połączyć tych dwóch rzeczy. Jestem we Wspólnocie "Nowe Jeruzalem" u ojców Augustianów w Krakowie. Tam spotkania modlitewne są w piątki wieczorem. Wtedy - przeważnie pracuję, gdzieś gram lub podróżuję. Udaje mi się natomiast dość często być na spotkaniu grup domowych i uczestniczyć w różnych wspólnych przedsięwzięciach, wyjazdach wakacyjnych itp.

New Life 'M, to z pewnością zespół Twojego życia. Czym, tak naprawdę, jest on dla Ciebie?

To jest też wspólnota. Nazywam to tak, bo jesteśmy dość blisko ze sobą. Mimo tego, że każdy mieszka gdzie indziej, to raczej wiemy, co się u nas dzieje. Zaczęło się tym, że spotkałem kiedyś w Hamburgu Piotrka Jankowskiego. Rozmawialiśmy i o muzyce, i o Panu Jezusie. I tak doszliśmy do tego, że moglibyśmy razem zagrać dla Boga. Potrzebowaliśmy kilku osób, które mogłyby się przyłączyć do naszej wizji. Zaproponowałem więc udział w tym projekcie Mietkowi Szcześ-niakowi, Ewie Urydze i Marcinowi Pospieszalskiemu. Wszyscy oni dość długo zastanawiali się nad sensem swojego udziału w tym zespole, ale gdy się w końcu zgodzili, to zrobili to na 100 procent. Przyjechaliśmy wszyscy na pierwsze Spotkania Muzyków Chrześcijan do Dursztyna, zorganizowane przez Jacka Schmidta i Roberta Cudzicha, który, nota bene, po pół roku dołączył do naszego zespołu. Wtedy, gdy uczestnicy rekolekcji mieli czas wolny (góry, przyroda, kontemplacja...), my przechodziliśmy do sali prób, w której powstał pierwszy program zespołu New Life Music. Na początku nie było naszą intencją, by innym mówić o Bogu poprzez muzykę. W tę stronę dopiero poprowadził nas Bóg poprzez różne wydarzenia, które wtedy miały miejsce.

Od tamtego czasu przebyliśmy długą drogę. Od trzech lat śpiewa z nami Natalia Niemen, z którą zagraliśmy już sto kilkadziesiąt koncertów dla wielu, wielu ludzi. Podstawą tego, co komunikujemy poprzez muzykę ze sceny, jest jedność naszych motywacji, pragnień i intencji. Takiej jedności ludzie nie mogą sami wypracować. To wiem na pewno. To jest dla mnie największy dowód na to, że Bóg nas prowadzi, pomimo naszych wad. Mimo błędów, jakie robimy, wciąż istniejemy i uczymy się słuchać Boga i wykonywać Jego wolę.

Czy ewangelizacja przez muzykę jest możliwa, jeśli tak, to do kogo najbardziej trafia muzyka z "przesłaniem"?

Ja nie wiem, czy to muzyka działa. Mam nadzieję, że to sam Bóg przyznaje się do tego nieudolnego poszukiwania Go przez nas. Rzeczywiście, często na koncertach dzieją się dość niesamowite rzeczy, które świadczą o duchowym oddziaływaniu muzyki. Jestem głęboko przekonany, że wtedy się dzieje dużo dobra, dlatego tu gram. Myślę, że wielu ludzi szuka muzyki, która podnosi i dotyka ich duchowo. Niektórzy jednak boją się zmian w swoim życiu, do jakich namawia Jezus. Ewangelia nie jest łatwa. Robienie remanentu duchowego, miłość nieprzyjaciół... Wielu ludzi nie chce tego. Bóg objawia się tym, którzy Go potrzebują.

W Waszej grze czuje się mocne oparcie się na jazzie, wykonujecie jednak tradycyjnie rozumiane piosenki. Co jest według Ciebie ważniejsze w religijnym przekazie muzycznym - dźwięk czy słowo ?

O... przechodzimy już do pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. Wydaje mi się, że ani dźwięk ani słowo, ale wewnętrzna postawa wykonawcy. Krótki wykład: muzyka komunikuje na dwóch poziomach - materialnie, czyli werbalnie, oraz duchowo. Na materialnym poziomie muzyka składa się z dźwięków i pauz. Muzyka wokalna składa się ponadto ze słów, które określają tzw. program utworu, czyli nadają określony sens znaczeniowy dziełu muzycznemu. W przypadku muzyki instrumentalnej możemy określić znaczenie utworu poprzez nadanie mu tytułu. Określa on intencje kompozytora. Często jest tak, że kompozytorzy nie chcą tworzyć muzyki programowej, lecz tzw. absolutną. W ten sposób powstają np. etiudy, sonaty, symfonie, utwory określone tylko numerem itp. Wszystko to dotyczy znaczenia werbalnego muzyki. Osobnym zagadnieniem jest jej znaczenie duchowe. Nie wątpię, że wpływ kompozytorów jest duży, jeśli chodzi o wartość duchową ich dzieł, jakkolwiek sądzę, że największe znaczenie w tym względzie mają wykonawcy tych kompozycji. Oni bowiem bezpośrednio sprawiają, że napisane nuty stają się tym, co słyszymy, czyli muzyką. Płaszczyznę duchową muzyki wypełnia temat życia ludzi, którzy się nią zajmują. Jeśli muzyk żyje doczesnością, to sens duchowy muzyki będzie tylko doczesny. Jeśli żyjemy sprawami wiecznymi, to automatycznie nasza muzyka staje się wieczna. Proszę zauważyć (to jest moje rozważanie teoretyczne), że możliwe jest niestety wykonywanie np. Oratorium "Mesjasz" Haendla bez Mesjasza w sercu.

Czy muzyk grając czuje, że teraz właśnie się modli? Bo np. malarz malujący ikonę - tak!

Dwa tygodnie temu odwiedziłem galerię Trietiakowską w Moskwie, gdzie mogłem podziwiać wiele słynnych ikon, w tym "Trójcę" Rublowa i "Przemienienie" Teofana Greka. To przeżycie wciąż jest we mnie bardzo silne. Rzeczywiście, "ikonopisanie" jest doskonałym przykładem relacji artysty wobec swojego dzieła. Tworzenie w czasie modlitwy jest czymś wspaniałym. Bóg przemienia naszą wodę w wino... Może to, co mówię, brzmi trochę za mistycznie, ale tak właśnie myślę.

Napisałeś wiele znakomitych piosenek. Ich współautorką jest często Twoja żona. Jesteście zatem tandemem nie tylko w życiu małżeńskim...

Tak, Beata miała duży udział w powstaniu szczególnie pierwszego programu zespołu New Life. Napisała też takie teksty jak "Twoja miłość" czy "Z całej duszy". To bardzo zdolna, wszechstronna dziewczyna. W trudnym momencie, kiedy nie mogłem znaleźć tekstów pasujących do zespołu, który chciałem założyć, ona stwierdziła, "no to może ja coś spróbuję napisać". I to wypaliło. Potrzebowaliśmy czegoś, co byłoby niebanalne, a jednocześnie proste. Czegoś, co mogłoby być modlitwą i trafiałoby do ludzi wrażliwych. Myślę, że to się udało.

W jaki sposób powstała "Twoja miłość" - Wasz największy przebój?

Jak napisać przebój? Zadano mi już kiedyś takie pytanie. Mam taki przepis. Po prostu należy położyć się na plaży, w pięknym, uroczym miejscu, najlepiej na Hawajach i wszystkimi zmysłami zrobić głęboki wdech. Potem tylko wystarczy przelać to na papier nutowy i gotowe. A na serio?... Sztuka tworzenia to efekt uruchamiania wyobraźni, a ta najlepiej się rozwija i ćwiczy, gdy wokół nie dzieje się nic ciekawego. To nie znaczy, że należy uciekać przed inspiracją, ale jej źródłem nie musi być landszafcik z górami. Inspiracją może być literatura, relacja z innym człowiekiem, cisza, a przede wszystkim tęsknota. Utwór "Twoja miłość" napisałem leżąc w wannie w ciemnej łazience bez okna, z widokiem na grubą rurę kanalizacyjną... Takie są fakty. To ilustruje, że im gorzej, tym lepiej. Na całe szczęście Beata dopisała tekst w zupełnie innych okolicznościach, na rekolekcjach naszej wspólnoty.

Dlaczego denerwuje Cię określenie - "muzyk chrześcijański"?

Muzyk to muzyk, a chrześcijanin to chrześcijanin. Tak samo denerwowa-łoby mnie określenie kucharz chrześcijański, czy katolicki szewc. Ten ostatni robiłby tylko buty chrześcijańskie w odróżnieniu od obuwia pogańskiego, które byłoby już w innym sklepie...(śmiech). Muzyk jest określeniem mojego zawodu, profesji, rzemiosła. Chrześcijanin to moja postawa i mój światopogląd. Muzykę gram z różnymi ludźmi, ale modlę się z chrześcijanami.

W niektórych sklepach płytowych (w USA) jest taki dział płyt z napisem - "christian music". Przeważnie gdzieś w tyle sklepu, dla wytrwałych, definitywnie dolna półka. Zawiera ona muzykę o tematyce chrześcijańskiej. Jest zastanawiające, że coś, co jest solą kultury, co dotyka najważniejszych aspektów życia i śmierci, traktuje się li tylko jak "niedzielny obowiązek". Patrząc trochę pod innym kątem, zapewniam Cię, że wartościowa duchowo muzyka znajduje się również na innych półkach. Nie zawsze to, co nominalnie nazwane, jest naprawdę twórcze. Ja natomiast mam nadzieję, że każda muzyka, którą gram, jest z Ducha Bożego.

Skoro zatrzymaliśmy się przy Stanach, powiedz - gdzie tam grałeś i przy jakiej okazji?

Przeważnie zapraszał mnie Brad Terry, z którym gram czasami w duecie, a czasami w kwartecie. Kiedyś jeździłem tam co roku, teraz mamy przerwę. Podróże kształcą, czego by nie mówić. Graliśmy tam dużo recitali w salach koncertowych, na uniwersytetach, w teatrach itp. Nagraliśmy też z Bradem płytę z muzykami z Denver i nazwaliśmy ją "Colorado". Do Stanów pewno wkrótce pojadę, bo w tym roku na nowo będzie wydana tam nasza płyta "All About Spring". Przygotowywana jest nowa okładka i poprawiany mastering.

Sama współpraca z Bradem Terrym to pewnie niezwykłe doświadczenie. Wasza muzyka pokazuje, że znakomicie się "czujecie" i dopełniacie... Gdzie poznałeś Brada i skąd u niego ta niezwykła technika gwizdania skomplikowanych melodii?

Brada poznałem w Polsce. Antek Dębski zadzwonił do mnie i zaproponował granie w kwartecie, który sam zorganizował. Zagraliśmy wtedy po raz pierwszy i okazało się, że łączy nas bardzo podobna wrażliwość muzyczna. Szczególnie widoczne było to, gdy graliśmy w duecie. Udawało się nam tworzyć przestrzeń muzyczną, w której jest dużo emocji, natomiast nie ma zbędnych napięć. Brad jest wspaniałym muzykiem. Do tego jego gwizdanie jest fenomenalne. Nikt na świecie nie gwiżdże tak jak on. Wiele osób pytało go, jak on to robi, ale Brad sam tego nie wie. Mówi, że nauczył się gwizdać, bo często uciekał mu jego pies.

Czy według Ciebie można w Polsce mówić o "rynku muzyki chrześcijan"?

Rynek jest w zasadzie określeniem placu targowego... No cóż, jest taka muzyka, którą chrześcijanie się budują, modlą. Jest wartościowa, pomaga im nie wpadać w schizofrenię. (To straszne, gdy muzyka nam się podoba, a teksty są fatalne albo wstrętne). Ten tzw. rynek jest widoczny przy okazji koncertów, festiwali. Grając z NLM spotykam wielu muzyków, którym chodzi o to samo. To jest naprawdę piękne, szczególnie, że muzyka, którą się zajmują, jest tak bardzo różnorodna stylistycznie. Trudno nazywać to rynkiem, ale jest taki krąg zespołów, które upodobali sobie promotorzy i zapraszają na koncerty w wielu miejscach Polski. Jeszcze trudniej mówić o rynku w związku z płytami, wydawnictwami, sklepami płytowymi. Wszechobecne piractwo działające dziś przez wypalarkę komputerową podcina rozwój nagrań. Ostatnia płyta naszego zespołu "Dla Ciebie i dla mnie" jest dość znana, ale oryginałów sprzedało się tylko niecałe 4 tys. Jest to mało, mając na względzie, że "punktem zerowym", kiedy zwrócą się pieniądze zainwestowane przez wydawnictwo, jest liczba pięciu tysięcy sprzedanych nośników. Wtedy też my, muzycy, będziemy mieli nadzieję na otrzymanie jakichś pieniędzy za naszą pracę przy nagrywaniu płyty. W takiej sytuacji trudno myśleć o następnych projektach. Myślę, że trzeba powiedzieć głośno, że kopiowanie płyt w domu w celu robienia prezentów, lub pożyczanie koledze, by sobie skopiował - jest kradzieżą. Zbyt mało się o tym mówi i ludzie tego nie rozumieją, nie łączą faktu piractwa z kradzieżą. Mówiąc o tym, czuję się zażenowany, bo nie jest miło wytykać takie rzeczy, ale wiem, że autentycznie wiele zespołów mogłoby działać w taki "rynkowy" sposób, kiedy jedna płyta zarabia na następną. Powiem więcej. Media nie są zainteresowane promocją muzyki z przesłaniem. Wolą komercyjne kawałki, gdzie pobudzanie do myślenia i proponowanie Bożych rozwiązań jest niewskazane. Jedyną promocją, na którą muzycy chrześcijanie mogą liczyć, to kupowanie ich płyt przez fanów tej muzyki. Bardzo dziękuję tym wszystkim, którzy kupili moje płyty.

Od pewnego czasu grasz z Nigelem Kennedym. Skąd tak sławny w świecie człowiek w Polsce i jak doszło do wspólnego koncertowania?

Nigela poznałem w Krakowie na jam session. Zagraliśmy kilka utworów i widocznie spodobało mu się moje granie, bo zaprosił mnie do swojego zespołu. To wielki muzyk. Nigel jest autentycznym fanem Polski, naszej kultury, muzyki, sztuki kulinarnej. Zawsze podkreśla to, że Polacy są ludźmi, którzy ciężko pracują, a zarazem mają wielką twórczą wyobraźnię. Nie bez znaczenia jest również fakt, że żoną Nigela jest Polka, i że zamieszkali w Krakowie.

Ostatnio występowałeś z nim w Londynie. Jak Was odbierano?

Graliśmy przez cały tydzień w klubie Ronnie Scott's, a także jeden charytatywny koncert w Royal Albert Hall wspólnie z zespołem Erica Claptona. To było wielkie przeżycie dla mnie, móc występować w tym historycznym miejscu dla 5 tysięcy ludzi. Anglicy to uważni słuchacze, bardzo ceniący sobie muzykę na żywo. Wszystkie sale były wypełnione do ostatniego miejsca.

Czy w Londynie młodzi ludzie słuchają jazzu?

Krąg odbiorców jazzu jest tam, zresztą jak wszędzie, dość szeroki. Słuchają go i młodsi, i starsi ludzie.

Czym jest według Ciebie jazz w epoce eksplozji techno i rapu?

Jazz jawił mi się zawsze jako gatunek muzyki, który stoi mocno w opozycji do tego, co modne, komercyjne, popularne. Tak było kiedyś i tak jest dzisiaj. Mody się zmieniają, a jazz żyje swoim życiem. Jest to muzyka elitarna, skierowana do znacznie węższego grona słuchaczy niż muzyka popowa. Ludzie, którzy słuchają jazzu, są bardzo otwarci na sztukę, bardzo wrażliwi. Nie wystarcza im papka muzyczna serwowana w mediach. Często są koneserami brzmień akustycznych, prawdziwych. Szukają szczerej muzycznej wypowiedzi, która nie jest sztucznie wykreowana, lecz wypływa z głębi serca.

Czy można mówić wciąż o specyfice jazzu polskiego i czym się ona różni od grania tej muzyki w Stanach?

W Ameryce większość fanów jazzu zna standardy jazzowe, czyli piosenki, które były komponowane do musicali i filmów muzycznych, a zostały zaadaptowane przez jazzmanów na rzecz muzyki improwizowanej. Wykonywanie standardów w Stanach buduje szczególną więź między artystą a słuchaczem. Publiczność jest bardzo ciekawa naszej interpretacji. W Polsce natomiast istnieje znacznie więcej możliwości tworzenia muzyki oryginalnej. Polacy są ciekawi nowości.

Mówimy o jazzie, a czy masz czas na słuchanie muzyki klasycznej, na której przecież wychowują się jazzmani?

Klasyki słucham bardzo dużo. Mamy w Polsce jej świetnego promotora, jakim jest Program II Polskiego Radia. Prawie codziennie włączam radiową Dwójkę.

Myślę, że muzyka określana terminem "Nowe Brzmienia" wnosi ostatnio nowy powiew do jazzu. Na ile jest ona bliska Tobie, bo zauważyłem ogromną dbałość o ciekawe, subtelne brzmienia na dwóch ostatnich płytach NLM, za które odpowiedzialny byłeś przecież Ty?

Słucham bardzo różnorodnej muzyki. Lubię muzykę zarówno tradycyjną, jak i nowoczesną. W zasadzie jazzu, a w szczególności fortepianu, słucham najmniej. To mi pomaga zachować świeżość w czasie grania. Na ostatnią płytę NLM zrobiłem - jak sądzę dość "nowo brzmiące" aranżacje do takich utworów, jak "Alleluja w miłości", "Wołam do Ciebie, Panie", "Stuka puk". No i jest jeszcze jeden dość nowoczesny numer - "Radykalni", który zaaranżowaliśmy zespołowo, ale oczywiście pod przewodem Marcina Pospieszalskiego... on jest naprawdę w tym dobry.

Co to jest "jmTrio"?

To jest mój nowy zespół, który dość długo czekał na swój czas. Wspomniałem, że długo grałem jazz w zespołach kierowanych przez różnych muzyków. Teraz właśnie nadeszła chwila, kiedy sam chcę wyrazić taką muzykę, która jest mi najbliższa. W składzie tego zespołu są tylko instrumenty akustyczne - fortepian, kontrabas i perkusja. W tym zestawie gramy głównie moje kompozycje. Staram się przez nie tworzyć nową stylistykę, oryginalną jakość. Pragnę, by ta muzyka wybiegała poza stereotypy jazzowe, więc prowokuję i poszukuję w różnorakich obszarach muzyki, także etnicznych i współczesnych. Zapraszam na stronę o tym zespole www.jmtrio.com Jest tam i muzyka (MP3), i video.

Kto gra w tym zespole i czy często koncertujecie?

Na razie zagraliśmy trochę koncertów w Polsce, a także w Niemczech, w Kolonii i w Aachen. W podstawowym składzie grają Krzysiek Pacan na kontrabasie i Arek Skolik na perkusji.

Nagrałeś materiał na nową swą płytę z Trio. Kto go wyda, gdzie i kiedy się on ukaże?

Jestem w trakcie nagrywania płyty. Wyjdzie ona, jak Bóg da, we wrześniu, nakładem wytwórni "Not Two" z Krakowa.

Plany New Life M. Myślicie o nowej płycie?

Chcielibyśmy myśleć... Mamy gotowy do nagrywania materiał z kolę-dami, a także dużo nowych pomysłów.

Oprócz tego, że dużo koncertujesz, wiem, że dużo pomagasz też młodym muzykom. Lubisz z nimi pracować? Czym są dla Ciebie warsztaty muzyczne organizowane przez grupę "Dobry Duch - Dobra Muzyka"?

Tak naprawdę to uczę na różnego rodzaju warsztatach już dość długo. Najpierw były Puławy - wakacyjne kursy Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, potem krakowskie warsztaty organizowane przez Michela Parkinsona - szefa wydziału jazzu w Webster University w St. Louis. W czasie naszych podróży z Bradem Terry prowadziliśmy wielokrotnie warsztaty w szkołach muzycznych w Polsce, w Ameryce, m.in. w University of New Hampsire, a także w zeszłym roku w Walii, w klasycznej szkole w Aberystwyth. Obecnie uczę też dwóch studentów w Krakowskiej Szkole Jazzu. Chyba jestem już dość doświadczonym nauczycielem... (śmiech). Na warsztatach, które robimy jako poszerzona grupa NLM wspólnie z grupą "Dobry Duch - Dobra Muzyka", jest właśnie więcej "ducha", tego aspektu duchowego, który jest w sumie najważniejszy dla wykonywania każdej muzyki. Zrobiliśmy te spotkania dwa razy w przeciągu trzech miesięcy i widzimy ich dobre owoce. Informacje o następnych warsztatach znajdą się pod adresem www.nlm.kdm.pl

Dlaczego w ogóle sam zostałeś muzykiem i co jest dla Ciebie najważniejsze w Twojej pracy?

Zostałem muzykiem, znowu mógłbym powiedzieć, przez tzw. "przypadek"... Teraz również staram się nie planować za wiele, czekając na to, co przyniesie nowy dzień i gdzie Bóg mnie poprowadzi. Bycie muzykiem jest dla mnie błogosławieństwem. Poprzez muzykę, którą gram, mogę dzielić się z ludźmi wyobraźnią, przemyśleniami, wrażliwością, moim całym wewnętrznym światem. To niesamowite, gdy widzę wzruszenie u słuchaczy na moich koncertach. Natomiast największą dla mnie nagrodą jest, kiedy czuję, że Boży plan i moje własne działania się spotykają.

Rozmawiał Andrzej Bujnowski OP

Wybrana dyskografia Joachima Mencla:

Plyty (CD):

Joachim Mencel "Silent Way of Miles D." Gowi 1994, CDG 21, Denney Goodhew - sax., David Friedman - vib., Zbigniew Namysłowski - sax., Jarosław Śmietana - git., Joachim Mencel - p., Adam Kowalewski b., Marcin Pospieszalski - b. guit., Łukasz Zyta - dr., Cezary Kondrad - dr.

Brad Terry/Joachim Mencel Duo "All About Spring" Gowi 1994, CDG 502, Brad Terry - clarinet, whistle, Joachim Mencel - p.

Brad Terry/Joachim Mencel Quartet "Colorado" Darbyterr 2 1997, Brad Terry - clarinet, whistling, Joachim Mencel - p., Dwight Kilian - b., Paul Romaine - dr.

Karolina Styła "My Favourite Songs" Not Two Records 1999, MW 711-2, Karolina Styła - voc., Piotr Wojtasik - tr., flug., Leszek Szczerba - soprano and alto sax., Ryszard Styła - guit., Joachim Mencel - p., Andrzej Cudzich - b., Łukasz Żyta - dr., Sławomir Berny - perc.

Rubinstein Quartet "raneQ" rq 2002

Oleg Kirejew "Song for Sonny" 2002, Oleg Kirejew - sax., Joachim Mencel - p., Arkadij Owrucki - b., Kazimierz Jonkisz - dr.

Andrzej Cudzich "Simple Way" 1998, Andrzej Cudzich - b., Adam Pierończyk - sax., Joachim Mencel - p., Łukasz Żyta - dr.

z New Life 'M:

kasety:

New Life Music "Stoisz u naszych drzwi" Wydawnictwo""M" 1992, Ewa Uryga - voc., Mietek Szcześniak - voc., Joachim Mencel p., Marcin Pospieszalski - b. guit., b., Piotr Jankowski - dr.

New Life 'M "Na żywo" 1996, Mietek Szcześniak - voc., Joachim Mencel p., Robert Cudzich - guit., Marcin Pospieszalski - b. guit, Piotr Jankowski - dr., Radek Kuliś - dr.

płyty (CD):

New Life 'M "Twoja Miłość" MIX Studio Dźwięku 1997, MXCD 009, Mietek Szcześniak - voc., Joachim Mencel - p., Robert Cudzich - guit., Marcin Pospieszalski - b. guit., b., violin, Piotr Jankowski - dr., Piotr "Stopa" Żyżelewicz - dr., Radek Kuliś - dr.

New Life 'M "Dla Ciebie i dla mnie", MIX Studio Dźwięku 2001, MXCD 010, Natalia Niemen - voc., Joachim Mencel - p., rhodes, kbds, Marcin Pospieszalski - b., viol., acc., Robert Cudzich - guit., voc., Piotr Jankowski - dr., Tomas Celis Sanchez - perc.

+

Festa "Hosanna na Niebiosach" Vocatio 1997, VCD 002, Joachim Mencel - p., Michal Kulenty - sax, Robert Cudzich - guit., Piotr Płecha - b. guit., Małgorzata Samborska - perc., Jacek Ratajczyk - dr.


opr. MK/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: sztuka kultura Opoka teatr dzieci muzyka wywiad ruah rock Arka Noego nuty Friedrich Acid Drinkers gospel pop mencel new life m
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W